Marcin Gienieczko
This page is designed by everywhere-computing

Co słychać w świecie Marcina Gienieczko?

** PLEASE DESCRIBE THIS IMAGE **

Mapa świata


"Marcin Gienieczko jest podróżnikiem, który stawia sobie wielkie wyzwania, wielkie cele. Nie podąża przetartym szlakiem, nawet jeśli ma on prowadzić na Everest. To dla niego zbyt proste! Poznajemy człowieka, który miał odwagę rzucić wyzwanie światu, który nie toleruje ludzi o słabej duszy. Świat przygody toleruje tylko tych, którzy mają niezwykle silną wolę walki, przetrwania i... improwizacji. Zapraszamy do relacji z jego projektów! Polecam. "

Arek Pawełek

rys
"Docierać tam, gdzie inni zawracają…"

Marcin Gienieczko

NEWS


9 listopad 2018

 Whitehorse 25.10.2018
 
Kilka slow o Marcinie Gienieczko i jego tegorocznych wyscigach YUKON RIVER QUEST oraz YUKON 1000.
 
W Whitehorse, nad rzeką Yukon, nieopodal legendarnego statku “Klondike” zgromadził się tłum zawodników, którzy w tym roku chcą zmierzyć się z najdłuższą rzeką Północnej Ameryki. Jest czerwiec 2018, za chwilę rozpocznie się doroczny wyścig YUKON QUEST. który jak co roku gromadzi setki wielbicieli canoe. Wśród zawodników jest Polak, Marcin Gienieczko, który postanowił wziąć udział w tym wyścigu. Nie byłoby w tym nic szczególnego gdyby nie to, że Marcin miał płynąć  samotnie w dwuosobowym canoe. Inni zawodnicy, którzy też samotnie płynęli korzystali ze zmodyfikowanego canoe.

 

 

Jak dotąd w 20 letniej historii wyścigu nikt nie odważył się płynąć w pojedynkę, więc nie muszę chyba dodawać, że nie wiele osób dawało Marcinowi szanse na ukończenie wyścigu. No cóż, nie jest łatwo przepłynąć pierwszy odcinek 300 km w którym jest ponad 50 kilometrowy odcinek jeziora Labarge. Muszę powiedzieć, że już na tym odcinku, wiele canoe w których było dwóch zawodników nie zmieściło się w czasie. Dlatego mogę powiedzieć, że Marcin sprawił dużą niespodziankę, gdy najpierw zameldował się na obowiązkowym punkcie kontrolnym w Carmaks, a później na mecie w Dawson City. Tym samym, w czerwcu 2018 Marcin jako pierwszy człowiek w całej historii YUKON QUEST, przepłynął 720 km w dwuosobowym canoe w pojedynkę. Inni zawodnicy, którzy też płynęli w pojedynkę mieli inne canoe ze sterem o nazwie SEE 1. Innymi słowy Marcin na trwale zapisał się w dziejach Yukonu.

 

 

Prawie wszyscy uczestnicy tego wyścigu wrócili do domu. Marcin pozostał na Yukonie. No cóż udział w tym wyścigu był tylko wstępem do kolejnego zadania jakie sobie postawił – wygrać następny wyścig jakim jest YUKON 1000. Musiał pracować  u Państwa Andrzeja i Aleksandry Kuczyńskich w Dawon City, aby opłacić canoe gdyż z powodu nagłego wycofania się partnera z Polski koszty wzrosły. Jest to najdłuższy wyścig świata, w którym mogą wziąć udział  dwuosobowe kajaki i canoe. Tam nikt nie płynie przypadkowy. Znajdują się na starcie najlepsi z najlepszych w tej dyscyplinie sportowej.  Ten wyścig jest rozgrywany raz na 2 lata na dystansie 1600 km (1000 mil). Aby uzmysłowić sobie skalę przedsięwzięcia wyobraź sobie, że udajesz się w podróż z Warszawy do Rzymu i po drodze spotkasz tylko dwie miejscowości (w pierwszej żyje około 500 osób a w drugiej około 3000). Jakby tego było mało, nie wolno ci się zatrzymać w tych miejscowościach ani nawiązać kontaktu z mieszkańcami. Po prostu płyniesz przez nie zamieszkałe tereny i nie możesz liczyć na żadną pomoc z wyjątkiem twojego kompana z canoe. Dodam tylko, że każdego dnia płyniesz 18 godzin, a pozostałe 6 przeznaczasz na rozbicie obozowiska, zrobienie posiłku, załatwienie potrzeb fizjologicznych oraz na spanie. To są prawdziwe mistrzostwa świata, na które tylko niektórzy się odważą.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pierwszy raz zobaczyłem Marcina w czerwcu gdy samotnie startował w YUKON QUEST. Nie znałem go wtedy bliżej, ale mój wzrok przykuł dziwny szczegół. Na przodzie jednego z canoe było umieszczone 70 litrów wody. Nie muszę chyba dodawać, kto był kapitanem tego canoe. Marcin po ukończonym wyścigu i 14  dniach spędzonych w Dawson City, wrócił do Whitehorse i zamieszkał na mojej plebani. To właśnie tutaj, nabierał sił przed następnym wysiłkiem. To właśnie tutaj, dopinał na ostatni guzik szczegóły zbliżającego się wyścigu. Tematem, prawie każdej naszej rozmowy był nadchodzący wyścig i sposób w jaki można go ukończyć na pierwszym miejscu. Tak na pierwszym miejscu! Marcin nie dopuszczał do siebie żadnej innej możliwości. Na początku myślałem, że przesadza, ale z każdym dniem coraz bardziej zaczynałem wierzyć w to, ze jest to możliwe. Powiem więcej, jak o wschodzie słońca, gdy Marcin wraz z Benem zanurzali pierwsze wiosła w wodzie, zaśpiewaliśmy im wraz z innymi polakami Mazurka Dąbrowskiego. Wiedziałem, że nie będę na mecie (obowiązki parafialne), ale czułem że Marcin dopnie swojego celu. Dlaczego tak myślałem? No cóż, po pierwsze Marcin znał siebie i swoje umiejętności. Nie raz mówił o sobie, że w canoe jest jak maszyna, ponadto Marcin jest bardzo silny mentalnie. Wyobraź sobie, że 12 dni przed wyjazdem na najważniejszy wyścig twojego życia, dowiadujesz się że twój kolega, z którym masz płynąć nie może wziąć udziału w wyścigu. Po wielu treningach, gdzie Marcin przygotowywał  partnera z o wiele mniejszym doświadczeniem, w koncu stanowili zespół. Ostatecznie  kolega Marcin Waszkielis, nie decyduje się wziąć udziału w wyścigu. Ta wiadomość przygniotła by nie jednego. Jednak Marcin nie poddał się, zaczął szukać partnera do wyścigu. Jako, że jest znany ze swoich dokonań na Yukonie, organizacja Yukon River Quest publikuje prośbę Marcina na swoich stronach Facebooka. Po 6 dniach poszukiwań. Marcin znalazł Bena z Alaski. Nie znali się, ale zaufali sobie.

 

 

Kilka dni przed startem Marcin wraz ze mną udał się do „Kanoe People”. To właśnie tutaj, Marcin wypożyczał canoe na YUKON QUEST. To właśnie tutaj, czekały canoe na YUKON 1000. Jedno canoe było całkowicie nowe, prosto z fabryki. Nie musze chyba dodawać, ze Marcin je wybrał i przystąpił do „transformacji”. Po kilku godzinach, białe canoe zmieniło się w dumne „Independent Poland”. Jeszcze tylko mała uroczystość poświecenia i „Independent” z polskim orłem i nazwami sponsorów było gotowe do swojego dziewiczego rejsu.

 

 

Trzy dni przed wyścigiem Ben przyjechał do Whitehorse. To było ich pierwsze spotkanie. Następnego dnia, zaraz po lunchu pojechaliśmy nad rzekę. Tam odbył się ich pierwszy i jedyny wspólny trening, który trwał dwie godziny, zaledwie dwa dni przed startem. Ale czy te dwie godziny wystarcza, aby zbudować mistrzowski zespól? Ale czy trzy dni znajomości wystarcza, aby zbudować  wieź, dzięki której można nie tylko przetrwać na całkowitym odludziu, walczyć z przeciwnościami ale i wygrać najbardziej morderczy wyścig świata? Wielu by zwątpiło, ale nie Marcin.

 

 

Ponieważ sam myślę o wzięciu udziału w YUKON QUEST, postanowiłem podpatrzyć najlepszych. Razem z ks Leo Lamas z Toronto popłynęliśmy jako asysta w drugim canoe. Obserwowaliśmy trening Marcina i Bena i wiele sie nauczyliśmy. Nasz wspólny trening zakończyliśmy u ujścia rzeki Thakini do Yukonu. Pamiętam jak Marcin wydawał polecenia, gdy wraz z księdzem Leo płynęliśmy pod prąd rzeki Thakini, aby tam zakończyć nasze zmagania.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mieszkam na Yukonie, gdzie przyroda naprawdę może zabić. Mogę nawet powiedzieć, ze survival jest częścią mojej kapłańskiej posługi. No bo jak inaczej nazwać jazdę samochodem, przy minus 30 lub 40 stopniach Celsjusza, do malej wioski, aby tam odprawić msze sw. Dodam tylko, ze te wioski są oddalone od mojej plebani o 300, 450 czy nawet 800 km w jedna stronę. Tutejszych dróg nikt nie odśnieża ani nie posypuje sola. Co 200 km pojawia się wioska, w której może ale nie musi być stacja benzynowa. Pomiędzy tymi wioskami, telefon komórkowy nie ma zasięgu, wiec jeśli nawet cos sie stanie, to nie masz jak wezwać pomocy. Po prostu jeśli chcesz przeżyć to musisz umieć poradzić sobie sam. Yukon nie jest dla każdego. Żyjąc tutaj, potrafię rozpoznać ludzi, którzy maja mocny charakter i umieją znaleźć rozwiązanie w trudnych sytuacjach. Śmiało mogę stwierdzić, że Marcin do nich należy i dlatego myślę że jego kolejna książka i kolejne projekty zakończa sie sukcesem.

 

 

Nie wiele osób wierzyło, ze załoga „Independent Poland ”, która nazwał na rocznicę 100 lecia odzyskania Niepodległości,  może stanąć na podium. A jednak, pomimo problemów związanych z obsada canoe czy chociażby z pożarem lasu, Marcin potrafił osiągać zamierzony cel. Nie wątpię, ze teraz potrafi obronić ten wynik. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                                                     Ks. Sławomir Szwagrzyk,

 

 

                                                              rektor katedry w Whitehorse, Yukon

 

 

                                                               

 

 

Ps

 

 

Oczywiście po ukończonym wyścigu, Marcin wrócił do domu, do swojej rodziny. Tego samego dnia i tym samym samolotem, również ja udawałem sie do Polski. Czekając na samolot na lotnisku w Whitehorse, Marcin wziął do ręki lokalna gazetę. Możesz sobie wyobrazić nasze zdziwienie, gdy nagle na jednej ze stron zobaczyliśmy nie tylko artykuł, ale zdjęcie białego canoe z nazwa „Independent Poland ” wraz z załogą.            


17 październik 2018

Jedna z największych fundacji sportowych wraz z Zakładami Buchmacherskimi STS przesłała mi list gratulacyjny za ostanie ,,osiągi” na canoe. Bardzo dziękuje za tak mile słowa uznania.
 
Fundacja Sport Twoją Szansą prowadzi działania na rzecz rozwoju polskiego sportu. Wspiera talenty sportowe, zapewniając im pomoc materialną oraz merytoryczną.

Usłyszeć gratulacje od takiego człowieka Jakim jest Pan Prezes Matusz Juroszek to dla mnie zaszczyt

 


6 październik 2018

To ciekawe  ,że zawsze podczas moich kontraktów na statku odczuwam potrzebę układania w głowie następnych projektów. Tu pod okiem nawiedzonych kapitanów przechodzę rodzaj upokorzenia ale i wzmocnienia psychicznego. To praca w ciągłym stresie po to aby zatęsknić za swoją kochanką czyli kolejnym projektem który pochłonie mnie. W mojej głowie po wielkich wyścigach rzecznych jest jeden. Wielki trawers Antarktydy .Ten projekt  będę realizował dla polskich sportowców .To mój ostatni kontrakt na  statku. Pływam pomiędzy Dortmundem a Rotterdamem.

https://pytanienasniadanie.tvp.pl/39146721/marcin-gienieczko-wicemistrz-swiata-w-najbardziej-extremalnym-wyscigu-na-cano


26 wrzesień 2018

Przekazalem wiosla do Muzeum Sportu i Turystyki.Oficjalnie zakonczylem plywanie na canoe.

https://www.muzeumsportu.waw.pl/wystawy/wydarzenia/714-przekazanie-wiosla-przez-marcina-gienieczko

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko

 

 


25 wrzesień 2018

Owocny dzień. Spotkanie z szefami Polskiego Sportu i nie tylko. Dziękuje dla TVP za życzliwe spotkanie. Wracam do TVP ze swoimi projektami od dnia dzisiejszego! Chce tez uściślić bo zaraz moi wrogowie mogą skomentować to inaczej. TVP nazwało mnie tak jak uważali za stosowne. Ja ukończyłem wyścig najdłuższy na świecie na canoe zdobywając II miejsce. Dla mnie to nie jest vice mistrzostwo świata lecz zdobywca II miejsca w najdłuższym wyścigu na świecie na na łódce Independent Poland na 100lecie Odzyskania Niepodległości. Co myślą o moim udziale organizatorzy więcej tutaj w tym filmie: https://www.youtube.com/watch?v=ue4JifqSNy0

https://pytanienasniadanie.tvp.pl/39146721/marcin-gienieczko-wicemistrz-swiata-w-najbardziej-extremalnym-wyscigu-na-cano

https://www.muzeumsportu.waw.pl/wystawy/wydarzenia/714-przekazanie-wiosla-przez-marcina-gienieczko

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


21 wrzesień 2018

W dniu 24 września godzina 12.00 w Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie zostaną  oficjalnie przekazane wiosła, które służyły podczas dwóch wielkich wyścigów Yukon River Quest i Yukon 1000. Wiosła będą dożywotnim rekwizytem w Muzeum Sportu jako dowód pasji, hartu ducha i walki z naturą oraz przeciwnościami losu.

Marcin Gienieczko jako jedyny człowiek z Europy ukończył w jednym miesiącu dwa wielkie wyścigi. Warto podkreślić ,że  w najdłuższym wyścigu na świecie na canoe zajął II miejsce. Jest to znaczący wynik w długodystansowym pływaniu na canoe, gdzie po raz pierwszy w historii Polak odniósł tak znaczący sukces. Więcej o wyniku na stronie PKOL i Muzeum Sportu i Turystki:

https://www.muzeumsportu.waw.pl/wystawy/wydarzenia/704-kolejny-sukces-marcina-gienieczko

http://www.olimpijski.pl/pl/aktualnosci,89/2161,drugie-miejsce-marcina-gienieczki.html

Zapraszamy również do przeczytania tego obszernego wywiadu, który został udzielony dla portalu sportowego weszlo.com, fragment poniżej.  Z wywiadu dowiemy się  więcej o dwóch piekielnie trudnych wyścigach na rzece Jukon oraz  pokręconą historię życia Marcina , który specjalnie dla  weszło.com  opowiada dlaczego kocha to co robi .

http://weszlo.com/2018/09/15/musze-caly-czas-cos-udowadniac-samemu-uzaleznienie/

Fragment rozmowy:

-Jak to się w ogóle stało, że trafiłeś po raz pierwszy na rzekę Jukon? Klimaty związane z canoe nie są w Polsce powszechnie znane, a już tym bardziej popularne.

W 2001 roku przepłynąłem Wisłę pontonem. Byłem młody, a wtedy człowiek ma znacznie mniej rozsądku i bardzo szybko wpada na różne pomysły. Postanowiłem przemierzyć również rzekę Kongo w Afryce. Ale niestety, w regionie wybuchła wojna. Tutsi, Hutu i tak dalej. Nie poleciałem, choć miałem już wszystko załatwione. Przelot sponsorowała firma KGHM, która ma rozmieszczone w tamtejszej okolicy swoje kopalnie. Jednak z powodu konfliktu lądowanie w Ugandzie było niemożliwe. Zresztą, może to i dobrze się stało, bo pewnie bym skończył w jakimś dole w dżungli.

I kolejny raz zastanowienie – co dalej robić? Wyrosłem na tych wszystkich opowieściach Jacka Londona, miałem sprzęt… Mój palec błądził po globusie, aż w końcu wylądował na Jukon. Patrząc z tej perspektywy, mocno się zastanawiam, jak mogłem się na coś takiego porwać. Płynąłem pontonem, tyłem do nurtu. Bez odzieży specjalnej, bez map topograficznych, bez GPS-u. Miałem do dyspozycji tylko telefon satelitarny. Na pewno brakowało mi wówczas rozsądku, działał tylko instynkt i chęć osiągnięcia celu. W sumie ponad 3000 kilometrów przepłynąłem w siedemdziesiąt sześć dni. Od tamtego sukcesu minęło  15 lat. Postanowiłem wsiąść  udział w  najbardziej morderczych wyścigach na canoe:

https://sportowefakty.wp.pl/kajakarstwo/765396/marcin-gienieczko-jako-pierwszy-polak-ukonczyl-wyscig-yukon-river-quest

Polecam wywiad

Fragment Wywiadu na weszlo.com

Gdzie wszystko uściślam i ostatecznie wyjaśniam

http://weszlo.com/2018/09/15/musze-caly-czas-cos-udowadniac-samemu-uzaleznienie/

 

Polecam w całości ten wywiad dużo ciekawych rzeczy znajdziecie. Nigdy wcześniej tak się nie spowiadałem.

Powstały na ten temat różne dyskusje. Przyznano mi jednak rekord. I teraz mówię, specjalnie dla Weszło, jako Marcin Gienieczko, podpisując się pod tymi słowami z imienia i nazwiska: rekord nie został mi nigdy odebrany! Została zniesiona konkurencja, w której go otrzymałem. Tak jak to bywa na Igrzyskach Olimpijskich. Były zapasy, dzisiaj ich nie ma. Zostały zniesione. Jednak ci, którzy zostali mistrzami, nadal cieszą się tymi tytułami. Ja mam wciąż certyfikat, którego nikt nie kazał mi odesłać i nie zabronił się na niego powoływać. Choć to przecież znak firmowy organizacji World Record Guinness. Oficjalnie powołuję się w prasie anglojęzycznej na to osiągnięcie: http://amazon-explorer.blogspot.com/2017/06/upon-amazons-current-disease-drug.html

Jeszcze raz mówię – została zniesiona kategoria, rekord Guinnessa pozostał. Specjalna komisja powołana przez WRG po nagonce na mnie analizowała tę sytuację. Najpierw unieważnili mój rekord i opublikowali taki komunikat na swojej stronie. Później ten wpis został usunięty, ale nieprzychylni mi ludzie nadal się nim posługują, choć po kolejnej analizie jest on już bezwartościowy.

Jak było na najdłuższym wyścigu  na święcie ?Koniec końców nie udało wam się zatriumfować podczas Yukon 1000.

Zajęliśmy drugie miejsce… https://www.muzeumsportu.waw.pl/wystawy/wydarzenia/704-kolejny-sukces-marcina-gienieczko

Niewielu sportowców stawiaj sprawę jasno, tak jak ja postawiłem. Klarownie oświadczyłem, że liczy się dla mnie wyłącznie wygrana, ewentualnie druga lokata. Ben już kiedyś trzecią pozycję w tym wyścigu zajął, więc musieliśmy być lepsi. Zapowiedziałem, że jeżeli tego pułapu nie osiągnę, kończę z eksploracją. Kończę ze wszystkim. Ostatecznie udało się zająć drugą pozycję w rywalizacji canoeistów [z czasem 7 dni 9 godzin 30 minut – przyp. red.], choć szansa na zwycięstwo było wielka. Zabrakło tego czasu, który umknął nam na jeziorze.

 

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


15 września 2018

To jest bomba nie wywiad!

http://weszlo.com/2018/09/15/musze-caly-czas-cos-udowadniac-samemu-uzaleznienie/

Zapraszam do przeczytana największego wywiadu jaki udzieliłem w swoim życiu w Polskich mediach .Wielu ludziom się nie spodoba bo jest za szczery ale za to bardzo prawdziwy. Dwadzieścia lal współpracuje z rożnymi mediami ale nikt do tej pory nie wypytał się mnie tak o wszystko. Dowiecie się :Z czego żyje? Co myślałem kiedy zająłem II miejsce w najdłuższym wyścigu na canoe na świecie? Jaka do tego była droga? Kto jest moim wrogiem? Jak przepłynąłem Amazonkę? Czy mam rekord Guinnesa czy nie? Kto stoi za pewnymi układam , które próbowały mnie niszczyć ?Co mnie motywuje? Czy wole podróżowanie czy sport? Dlaczego mnie wspiera Polski Komitet Olimpijski ,po co to wszystko? I komu to udowadniam? Bedzie też o psychologii sportu itp. Weszlo .com to jeden z największych portali sportowych. Miedzy innymi zasłynął z tego ,że jako pierwsza redakcja w Polsce doceniła nas: sportowców i podróżników ekstremalnych . Miedzy innymi to właśnie tutaj został opublikowany pierwszy wywiad himalaisty Denisa Urubko który wrócił z zimowej wyprawy na K2. Redakcja po raz pierwszy w Polskim dziennikarstwie to wyceniła i zapłaciła. Pokazując też innym mediom ,że ceni ludzi z pasją i ich wiedze wycenia. Nie mówi jak inne niektóre redakcje zrobimy to dla Twojej reklamy. Dlatego też zdecydowałem się udzielić tak mocnego wywiadu. Nie dla pieniędzy ale za umiejętność słuchania. Dziękuje dla red. Michała Kołkowskiego za włożoną prace oraz dla red Dariusza Urbanowicza za to przekazał innym ,że jest taki człowiek jak Gienieczko i warto go wyspowiadać. To też w jakiś sposób podsumowanie 20 lat mojej pracy.

Do tematu Amazonki i canoe już więcej nie wracam .Tym wywiadem wyczerpałem wszystko.


22 sierpień 2018

Polski Komitet Olimpijski  największa organizacja sportowa w Polsce przedstawia na swoich stronach   moi udział największych wyścigach na canoe na świecie:

Gdzie   w trakcie wyścigu http://www.olimpijski.pl/pl/aktualnosci,89/2161,drugie-miejsce-marcina-gienieczki.html

Yukon 1000  -najdłuższego wyścigu na canoe na świecie zdobyłem z partnerem II miejsce na łódce Independent Poland  gdzie byłem kapitanem tego canoe. Wyścig odbywał się przez najdziksze regiony płn Kanady i Alaski. 1600km w  7 dni 7 h i 30 min(później 2 h zostało narzucone za użycie 2 minut telefonu satelitarnego).Ci którzy  nie śledzili losów tej rywalizacji zapraszam na oficjalne strony organizatorów. Dla mnie wyścig był ukoronowaniem plwania na canoe i wspaniałym  epilogiem do książki o  Amazonce która  przedstawi mój wielki triathlon przez Amerykę Południową gdzie jako pierwszy człowiek przepłynąłem Amazonkę na dystansie 5980 km w canoe: https://www.tygodnikprzeglad.pl/zatanczyc-z-amazonka/

Zapraszam wszystkich do  przeanalizowania zmagań wyścigów

Oficjalne rezultaty

https://yukonriverquest.ca/yrq/app/entry8/tracker_results.php?race=18yrq

https://yukon1000.com/18y1k/results_print.php


22 sierpień 2018

Marcin Gienieczko na podium w wyścigu Yukon 1000

Marcin Gienieczko sportowiec i  podróżnik osiągnął światowy sukces. Zajął II miejsce w najdłuższym wyścigu na świecie na canoe YUKON 1000.

Przepłynął 1600 km w 7 dni 7 godzin i 30 minut. Trzy tygodnie wcześniej  ukończył jako pierwszy człowiek w  historii  wyścigu Yukon River Quest dwuosobową łódką w kategorii solo .Oba wyścigi  odbyły się w Kanadzie i na Alasce. Yukon 1000 zrealizował jako kapitan canoe Independent Poland która została nazwana na cześć 100 Leciał Niepodległości Polski .

 


12 sierpień 2018

The road to longed -for goal achievement. 

 

Since 1994 I have been working as an English translator with various people, including sportsmen. I take part in different events and report their courses. Despite the interpretation I am keen on getting to know the road to success of every explorer or adventurer. I am passionate to hear about every stage and process leading to goal achievement. You can learn a lot from such observation. Recently I had a pleasure to be part of the support team of the Independent Poland squad, during one of the most prestigious world canoe races-Yukon 1000, where the contestants had to paddle 1600km through the most isolated and remote territory of North Canada and Alaska. Together with three families we were all closely paying attention to two wonderful men -Marcin Gienieczko and Ben Schmidt racing in the longest and most prestigious canoe race . This team/family bond was filled with care, attention , passion, prayers and all positive thoughts of the guys paddling up there in their canoe though rough waters of Jukon river. The time was relevant for us and often confusing due to sleep deprivation. We were all united in prayers when the fire crossed the teams path and the life threat was real as well as each day, knowing their strength and health was in great risk. We all knew how much this race meant to them and what was the stake. And the finishing time was the most impressive of all. We all joke that Yukon united us and it was just a small puzzle in the bigger picture. 

I would like you o take a moment and read about the preparations and the course of this race in which my friend Marcin Gienieczko was a captain of the Polish American Team paddling together with his partner from Alaska, Ben Schmidt. Marcin is one of few men that I respect for setting up challenges but also for revealing the daily hard, monotonous routine of the road leading to success. He reminds me of my childhood heroes and prolongs their story, proving that adventures these days are not easy to encounter but still possible to achieve, the limitations and excuses are only in our heads and it is always worth to defend the truth.

Thank you Marcin and Ben and all Independent Poland support Team for fabulous time together at Yukon.

Anna Kowalczyk

 

 

Text: Anna Kowalczyk, member of Independent Poland support team, runner, translator in English

https://www.facebook.com/anna.kowalczyk.397948

 

 

The most prestigious and longest race through North Canada and Alaska
 

This story can motivate even the most pessimistic people. Marcin Gienieczko has recently revealed in social media that steadfastness still exists and winning with fate is possible. As the saying goes, fate and destiny are given in the cradle.

Marcin Gienieczko professional athlete, explorer, sailor, reporter and father of two adorable young boys has won the 2nd place in the longest canoe race YUKON 1000-covering 1600 km through the isolated and most dangerous regions of Canada and Alaska. He achieved it in the regatta canoe as the captain of the Independent Poland squad, name given as a tribute to the 100 years anniversary of Polish Independence.

What was this road to success like?

 

In 2015  Gienieczko achieves the impossible, traversing solo through the South America, initiating by 700 km by bike through Andes pedaling uphill to 4700m height, than descending to the jungle, he covers the distance of 5980 km in a canoe( including 400km together with his partner Gadiel Sanchez Rivera), following 80 km run with a Polish and Olympics flag straight to the bay, in which the Amazon river spreads. 6 month later Gienieczko receives the world Guinness record. More of the story in link to follow: http://www.soloamazon.info/blog/

 

After 7 months a difficult situation occurs. The person who has been supporting and motivating Marcin becomes his fierce enemy. Gienieczko notices some improprieties in rewarding the contestants during the Tourist Festival in Gdynia. He makes a decision not to accept distinction awarded by the Jury, among which Piotr Chmeliński is one of the members. More in the link to followhttps://www.youtube.com/watch?v=jVqACeyTGj0

 

Marcin applies to co organizers of the Festival for explanations. He does not receive unambiguous answer. This quest of truth goes down really bad with with Jury member Piotr Chmieliński, and due to which he becomes a great opponent of Marcin, questioning his merits of Amazone passage. Friendly newspaper, in which he is a correspondent, also questions Gienieczko's success basing it on assumption and incorrect analysis as well as ironical thesis that it is impossible to cover the distance of 100km daily in a canoe.  This was the greatest absurd issued by the opponents.
 

It's worth mentioning that Gienieczko in 2013 achieved another successful accomplishment-he paddles 100km through the Baltic Sea in an open canoe in 27 hours and 30min. The achievement is witnessed by famous sailor Arkadiusz Pawełek, who as the second man in the world in 1998 crossed the Atlantic in a floating boat, following the footsteps of French sailor Alain Bombard  from 1952 . 

 

Polish Olympic Committee, the highest sport organization fighting with sport doping, stood in Marcin's defense. Polish Olympic Committee did not agree with the harmful opinion about Gienieczko.

The explorer concentrates on his mission. He is aware that in expedition there is no place for explications, as they are typical attributes of the guilt. In sport exploration there is only space for pushing against-making new projects which reveal the inner passion, determination and fight for success. Gienieczko starts his new project in 2016 double traverse on skis of the  Hardenvde-the Norvegian plateau, where Amundsen used to practice before his great expedition to the South Pole. Also in the same year Gienieczko starts the solitary traverse (with no help or assistance) of the McKenzie mountains- 1000km in 45 days through the most solitary regions of North Canada. More in link to follow:

https://www.hobby4men.com/blog/finalowa-relacja-podwojnego-trawersu-gor-mackenzie-marcina-gienieczko/

 

 

He receives the acknowledgment letter from the Polish Olympic Committee Chairmen, Andrzej Krasicki. Gienieczko replies to PKOL that he will return a favor with his following sport success. He informs the Board of PKOL that he will take part in the most prestigious canoe competitions in the world to ultimately shut the propaganda to previous issues. 


After return from the McKenzie mountains he starts talks with his friends from Whitehorse, owners of Kanoe People company, Scott McDougall, whom he had met in 2003 crossing the Jukon river from Carcross to The Bering Sea. He was 24 then and it took him 76 days to cover the 3000km of Jukon. After returning he wrote a book “Pokonać siebie” (Overcoming Self). Scott asked Marcin a question whether he would return here with his canoe one day and take part in Yukon  River Quest or  Yukon 1000 canoe race.

Gienieczko returns to Poland. On his next sailor contract he earns money for living, he works on two massive barges, he gets through with his dangerous and risky but well paid work on tank ships. He decides to race in Yukon River Quest. But this single race is not enough for him therefore he chooses to go to Canada for 2 months and stay for the world longest canoe race - YUKON 1000. Each sportsman needs a strong motivation to his actions, having a drive which will lead him to desired goal. Physical pain, so common in sport and natural human retaliation become his inner strength to compete. He takes a 6months interval in his project “A road to a Pole”


For Marcin, this longest  race was the highest stake. A challenge for recognition, prestige but also tribute to values which he was raised upon; faith, love, hope, steadfastness, truth. Arranging two projects he trains relentlessly. He communicates with his ship captain about sailing between  Rotterdam, and Antwerp. After finishing each contract he visits his mentor and best in Europe  canoeist  Francis Soenen, Belgian who teaches him to sail in a canoe See1. This boat is approved in solo YRQ class. However Gienieczko is not convinced about the canoe with rudder. According to him its is rather kayak than canoe. The boat and Gienieczko do not get along very well, even thought he is trying earnestly his best. However there is no other option as everyone racing solo in the YRQ in this class uses this boat model. Why? It is quicker and gives greater chance to win the podium. During the preparations Marcin makes the decision to take part in YUKON 1000 race. He invites a friend from his hometown to become his partner, but the man does not have a “feel” in a canoe paddling. Eventually he pulls back right before the competitions, just two weeks before the departure. As a partner, he abandons Marcin on the battlefield without much explanation. Gienieczko is devastated. He looks for solution. The YRQ organizers know him well from his previous achievements on Yukon. Polish Radio publishes a link on their websites that Gienieczko strives to take part in both races:

http://www.thenews.pl/1/5/Artykul/365834,Pole-to-compete-in-world%E2%80%99s-toughest-canoe-races

 

This link is also published by Yukon River Quest organizers on their Facebook site with an information that Marcin is seeking a partner to compete with him in second race on 1600km distance. Lots of people reply to  Gienieczko's invitation, however his final choice is Ben Schmidt, who completed the Yukon 1000 race in 2009 placing on 3rd position.

Gienieczko informs his partner at the very beginning that he is only interested in winning. “Are you ready for this?”  Schmidt after agreement with his wife and analysis of all the pros and cons accepts Marcins offer. Gienieczko becomes the captain of the Independent Poland squad. Marcin covers all the costs from his private budget. He does not look for the sponsors. There is no time for that. He continues his work on a ship. While Schmidt starts his practice Gienieczko concentrates on the YRQ race. He arrives in Yukon on the 10th of June. Meets Peter Coates -the founder of YUKON 1000 and inventor of the best track in the world.
https://www.canoekayak.com/canoe/yukon-1000-the-last-great-race/

 

Peter presents Marcin each boat, its course and speed eventually Marcin rents a See1 canoe from Peter and begins his practice. However after 20minutes he flips over on Jukon river. He dries out and tries to move on. He covers 20km of Takhini River. After return he talks with the owner of the Kanoe People company and tells him that he does not feel the boat. He asks Scott if he has anything else to offer. Scott suggests him racing in regatta canoe Clipper Jensen 18. However this is a two person canoe. All other competitors tandem race in this canoe in YRQ race. Gienieczko spends a night in a hostel deliberating what decision he should make. Before the dawn he decides to take Clipper Jansen 18 in the Yukon 1000  and take part in the challenge race.  Organizers and his competitors do  not give him more than 40 percent chance to reach the finish line. So far no-one has done this solo race in a tandem canoe. What's more Gienieczko has to take on board a 70 liters tank as a ballast placed on the canoe bow, to keep the course straight and make the boat's bow wind resistant. Chances are small but Marcin is eager to take up this challenge. One of the greatest challenges, because of its wide spread and slow pace,  is the Lake Laberge. Gienieczko crosses it as a practice before the race in this canoe model. It takes him 4 days starting from the Whitehorse. Marcin realizes that it's not going to be an easy challenge, and he has no chances to win but he wants to present others that in two person canoe he is able to cover not only 100km a day but 320km during 32 hours, including the slower pace of 50km long - Lake Laberge. This very boat gives him a chance to practice before the  YUKON 1000 race. He had already decided to take a bit faster canoe to a second race,  Jensen's Whitewater II. Those boats are similar.

Gienieczko sets off in YRQ and achieves his goal, covering 320km in 32 hours. He passes quite a number of boats which raced in tandems. He was paddling 5km per hour, sometimes even 6km/hr, through the Lake Laberge . In 67 hours, 55 minutes and 27 seconds  he covers the distance of  715 km taking 6th place in Solo Canoe Class:       https://yukonriverquest.ca/yrq/app/entry8/tracker_results.php?race=18yrq

 

 

He gains respect among the most experienced canoe and kayak competitors. So far no one has ever done such challenge or crossed  the river solo in a tandem canoe- summarize the owners of the largest canoe company in Yukon, Kanoe People. 

 

Gienieczko feels fulfilled. It wasn't so much about the podium. The explorer stays in Dawson City at Andrzej and Aleksandra Kuczyński's place, the owners of jewelery shops. He takes any works possible-painting the house or helping the owners with different works he earns money for the next entry fee for the regatta canoe. The owner of the Satfilm company Robert Kowalczyk comes with support. He sees Gienieczko's determination and pays for his return ticket to Poland. Andrzej Kuczyński buys additional paddles for Yukon 1000 race. Marcin lives in the shed and tries to focus on the upcoming race. There is a lot of pressure upon his shoulders. He is in constant communication with Ben Schmidt, who offers him cooperative practice in Alaska., but Marcin can't afford it. He has to earn money to pay for the canoe, which costs 1100 USD. He meets Ben in Whitehorse, only 4 days before the Yukon race. Gienieczko informs Ben that he is physically very well trained and capable of paddling like a fast machine in a canoe-very strong, long strokes, paddling fast and relentlessly. The idea of the race is to paddle constantly for 18 hours every day with a mandatory night stop required by organizers between 11pm and 5 am. Ben accepts this fact with understanding.

 

They perform a practice 20km down the Jukon river, accompanied by the priest Sławek Szwagrzyk in the second canoe. The priest had blessed their boat before the race and also provided both competitors with food and shelter. Ben and Marcin stay at the priests place for a few days. He is an eager adventurer himself, therefore he understands Marcin's ambitions and offers them not only asylum for the night but meals as well. The explorers prepare mentally for the race. Their families support them devotedly. They both share the same life values, both tremendously love their children.

 

YUKON 1000- THE LAST LARGEST RACE

 

On the 22nd of July the race starts, Polish-American duet pulls forward to high position. In the canoe class they take 3rd place but coming to the Lake Laberge they loose their advantage and drop to 5th  place. Initially two different paddling styles do not get along. Ben prefers short strokes. Gienieczko applies strong, long ones. Ben is not in the best shape for the first days of the race. He looses his strength and motivation, especially when noticing others passing them. Gienieczko pays no attention to this, he is aware that the first phase of the race-the Lake is he hardest. What's more, the canoe is overloaded with 20  liters of water. The team did not take the water filters as other contestants or special sanitizing pills. The initial plan was to collect water from little creaks.

Their primary speed is 7km per hour. Gienieczko calculates it and says it's not enough. Ben declares fatigue, he says he is not gonna make it. This irritates Gienieczko within but he motivates and encourages Ben. He is aware of not putting too much pressure on him so as not to get him stuck. Gienieczko is aware that as a team captain he is responsible to bear all the costs and Ben may simply lack the motivation. He is trying to regain his drive. In total they lose 2 hours on the lake. Before the race they had assumption of covering 96km in 9 hours but it is not the real for them any more.

As soon as they reach the Jukon river they regain speed. Marcin notices that Ben gets more active as he finds another canoe in this eye range. It becomes obvious that Ben needs a clear goal-a rival ahead to make him a fierce paddler, he feels motivated to press on than. 

Gienieczko does not require such stimulator. The same day they pass two canoe boats. On the next day they gain 2nd position in their category. They paddle relentlessly being only 2 hours behind the leader. One of the kayaks they pass shares the information that they are only 1,5 or 2 hours behind the front team, which is about 15km . This is the main thought of all the competitors, “where exactly is our location and how far behind the leader we are”. The race is on. On the second day Gienieczko feels a bit numb, he feels a painful discomfort around his heart. He finds it hard to adjust. Merely 3 hours for the rest and recovery is barely enough. The hardest hours are 5 and 7 am are when the body fights against awaking. Marcin consumes 8 coffee candies, he also has 2 energizers but has to divide them to small portions to last for the whole day.  Ben does not face such difficulty but gets apathetic around 2pm and becomes fatigued and does not produce the required speed. It is quite irritating to Gienieczko, who has to paddle for the two of them. Ben suggests taking hot, strong coffee to their thermoses  for the beginning of the day and this idea occurs very helpful. On the third day Gienieczko is in his best shape. He paddles like a machine, the canoe speeds up.  They pass the Korkorua team from New Zeland, another kayak which was always faster than canoe. This fact activates Ben and he starts paddling stronger and faster. He was not ready for such strong regatta paddling on the Canadian territory. This irritates Marcin, he puts the paddle aside and declares “if you paddle like this I am not going any further, you have to provide us with 4km/hour not 2km per hour” but the irritation lasts less than 2 minutes. In sport exploration there is no such thing as prolonged fuss as there is no time to lose.

During the strong paddling Marcin tries to encourage and motivate Ben that he is doing it for the children and 7 thousands fans are observing him on Marcin's Fb profile. He points out that this race opens doors to new opportunities and  challenges. 'You can't give up right now'-Gienieczko says. There is various tension between the competitors in thoughts and words. Each of them struggles to break through, win their own battlefield of the mind, provide their best.  He apologizes him the following day. They both regain their motivation. Nearby Dawson City their canoe reaches 20km/hour. Ben gets excited to reach the Alaska territory the very same day- his motherland. He contemplates and talks about it.  They mostly talk about their children and family as this is their common subject.

 

Right behind Dawson the river practically does not spread but flows in one riverbed. Gienieczko notices the sight of large smoke. The fire starts and they are soon surrounded by the smoke. Ben estimates the fire to be 7km away. Its all hard for Marcin to believe. They stop at the island for 10 minutes and analyze the situation. The large fire they had noticed approximately 6km away is getting bigger. The smoke becomes so enormous it covers the whole valley. They are taking up the risk of moving forward. Gienieczko trusts Ben as he has lived in Alaska for his whole life. But after few meters Ben recommends returning to the island. 'We will not get through this smoke'-he declares. Gienieczko doesn't know what to do, he feels frightened but Ben calms him down.

 

When they set off in the race they were on high 3rd place, later they dropped to the 5th. On the Lake Laberge they lost 2 hours because of they didn't have much chance to practice before the race.

Fast Jukon river helped them to regain their loss and move ahead many squads (including kayaks lighter that canoe) but something unexpected happened, which stroke the Independent Poland Team-they encountered  fire on their road. Both river banks were on fire and the smoke was descending into the water and blocking their way to pass through. It was a life threatening situation for all the squads as carbon monoxide poisoning was very real.

 

The leader – Kiwis, the kayak team from NewZeland who won the whole race- was the only one which passed through before the fire started

 

Ian Huntsman sent the text message from his satellite phone to the organizers, as he informed us later after the race, with information that he does not need any assistance.

 

The Hobo Squad team from Hawaii, the winner of the race in canoe class got stuck right behind the fire. They managed to pass through though. 'We have faced the biggest misfortune' Gienieczko says. At 8.41 pm he tries to contact the organizers but they are out of reach, so he makes a decision to get in touch with his father, who writes an email to the organizers and eventually one of them, Henry St Clair, contacts Marcin via his satellite phone. Ben picks up and explains the situation. 'We called the organizers to inform them about the case and with request of how we should proceed it'-Gienieczko explains. The chopper was already above our heads searching for fire source. It  noticed our position. At 10.30 pm all the vessels stopped for the mandatory 6 hrs sleep stop between 11pm and  5am. Right before the dawn we set off to Eagle Village to check in at the USA Boarder Guards. Checking in we found out that our distance to a leader decreased to only 8km away but the fire stood on our road again and burned our efforts, due to which we had to chase the leaders one more time. This constant chase reminded me of the “Smokey and the Bandid “ movie from 1977

 

Ben was paddling much better now, which allowed us to regain our loss. Ben sitting in front of the canoe was paddling by himself for 20 minutes as Marcin got fatigued and had to take an energy nap for 10 minutes. Ben was controlling the course. The competitors entered the large backwaters of Jukon. The track prepared by Marcins friend, a cartographer was very precise yet navigating occurred much harder that on Amazon river, why?

 

This part of Jukon remind intestines, thousands of channel packed with islands. On the Amazon, if you take a look from space, both channels and islands are very massive. It's hard to make a mistake navigating when you follow precise track in your GPS. Simply everything is bigger and much more visible. Here in Jukon getting into a small, wrong channel may end up in being blocked and returning to appropriate one becomes extremely difficult. Oftentimes in such situations you have to go 100m against the strong current, which leaves you with 15 minutes loss. At the beginning the team was following the track but Ben requested to trust him, he knew and felt the river very well. Jukon does not give up her miles easily, she can change her pace and even current sometimes, the water becomes murky. A natural instinct is required to advantage the rivals. Ben had crossed this part of Jukon twice, so eventually the decision was made to concentrate on all aspects-track, instinct and sense of direction simultaneously.

Marcin admited making a mistake of trusting the GPS only, which was leading them correctly but eventually prolonged their road of 3km, and in this very project the time was gold. Ben was getting irritated by this fact and reminded Marcin that the “reading the river”, paying attention to it's current is crucial.

 

The following day was perfect in paddling, they passed another kayak squad  10thLifeKayaking from the USA, which faced huge navigation difficulties. This gave them the advantage. It's worth mentioning that at the beginning of the race they were on the 2nd position and for the majority of the distance they were side by side with the canoe leader.

 

Independent Poland jumped into the 4th position, Ben and Marcin were counting every minute of the race. They had one single 2 minutes stop at the river bank for physiological needs. Gienieczko began getting weak as he put a lot of effort in the primary Canadian distance, what is more he was having some stomach problems. A fermented beverage caused nausea. To top it all, the 27C heat from the very start of the race and not a drop of rain were not helpful at all. Noon time was the most difficult to bear as the sun was burning their faces unmercifully. The hot chicken soup helped to regain the energy. Ben was struggling with the shoulder pain. Marcin gave him the warming up ointment. They were both sleep deprived as they only had 3hrs of rest each day. Setting up the camp and preparing a meal took them usually 50 min in the morning and 50 min in the evening. Right ahead of Beaver Indian village Ben impresses Marcin. He sits on his knees and starts to paddle long and strong strokes as he would be finishing.

Right at that moment we were paddling against strong wind and 1 meter high waves. “Ben keep paddling like this for 15 minutes” Marcin speaks to himself. “if you had paddled this way from the very beginning we would have finished the race at 1st place. Or maybe I shouldn't complain,' Gienieczko is wondering.

 

After crossing 1600 km in 7 days, 7 hours and 30 minutes the Independent Poland Team reaches the finish line. They are placed on 2nd position in a canoe class and 4th in the overall race:

 

Official Yukon1000 site with results : https://yukon1000.com/18y1k/results_print.php

 

http://www.gienieczko.pl/tracking/yukon1000/

 

https://www.yukon-news.com/sports/paddlers-reach-halfway-point-in-yukon-1000-race/

 

 

Passing 10 squads, they beat the winner of Yukon River Quest  Bart de Zwart http://www.supracer.com/2018-yukon-1000-odyssey-bart-de-zwart/ as well as English team Mathew Sidney Bennett  and Oliver Bailey who crossed the Atlantic last year from Portugal to Venezuela. After the analysis of the race the organizers added time penalties (2 hours) to many teams, including the Independent Poland as Marcin was contacting the organizers via satellite phone during the fire and asking whether crossing the fire was life threatening. The satellite phone contact was forbidden unless the emergency occurred. However the penalty,  had no effect on their strong position as they had enough advantage time over other squads. Eventually the organizers congratulated the team their fight engagement and good results.

 

It was a meaningful success in canoeing due to the fact that within a month I completed 2 races in a two persons canoe, both solo and in tandem.

As the captain of the Independent Poland squad I felt tremendous joy. It was a capstone for me. Thereby I have finally completed the official canoeing. If I ever return to canoeing it will only be recreational, paddling from Whitehorse to Dawson with my sons. This was the fist time success achieved by the man in the history of both Polish and European canoeing. At the same time with this race I defended everything that was alleged. I may still encounter people who will interpret it differently but we have no influence upon others opinion. I am personally assured about my capabilities, achievements and involvement- declares Marcin

 

What's next?

 

I will return to the project  „A road to a Pole”, and my goal is to traverse Antarctica through the South Pole- solo. But before I set off I need to perform a double traverse of Greenland next year. Will it happen? It's all up to my wife. If she allows for that. The family is most important, I do not want my manhood sport ambitions take priority.

 

Biography of Marcin Gienieczko:

 

 -in 2003  Gienieczko crosses the Jukon river in an inflating boat Zodiac at the distance of 3000 km. It takes him only 76 days. After the expedition he writes a book “Pokonać siebie” (Overcoming Self).

 

-in 2005 Gienieczko crosses river systems of Mackenzie from  Jasper to  Toktuyaktuk at the distance of 4000 km. After the expedition a documentary with Canadian canoe experts opinion is filmed : https://www.youtube.com/watch?v=YKaS2UqsiFg

 

 

- in 2007 winter expedition takes place -the crossing of the Mackenzie mountains. In the link to a documentary below, the experts opinion from Yukon. Gienieczko fails to cross the Mackenzie mountains in winter as temperature drops below -40C : https://www.youtube.com/watch?v=ctuJPZJZIQE

 

 

-in 2009- crossing 3500km through winter Syberia, starting from  Magadan to Ayon -Island in Chukotka

 

 -in 2010 he traverses 4300km of Australia  from  North to South by bike from Darwin, Newman,  Gibson Dessert (by car), Warburton, Uluru, Adelaide

 

-in 2011 Gienieczko crosses the rivers of Yukon. He becomes the Yukon river tour guide, conducting many polish groups from different companies.

 

-in 2012  he performs a solo crossing of the longest Siberian river Lena in a canoe.

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=1tDc56LZQV8T6dJ_q1k97wHbUAgM&msa=0&ll=64.65745035867339%2C117.49121000000002&z=4

 

 

- in 2013 he takes part in YRQ race, but unfortunately due to nephrolithiasis he is not able to accomplish the race. The same year he crosses the Baltic Sea from Denmark to Poland.

 

- in 2014 he crosses the tributary of Amazon river-Rio Napo 800 km, with a partner

 

- in  2015 as a first man in history crosses the  5980 km of Amazon river in a canoe https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=1TRb_qsPUUqWU0VKDuMCd8V-5Q9w&ll=-1.4070728736749252%2C-49.59161908732102&z=8

 

 

http://www.soloamazon.info/tracking/

 

 

http://www.gienieczko.pl/pdf/triatlon.xls.pdf

 

 

Polish and English descriptions below:

 

https://www.tvn24.pl/ciekawostki-michalki,5/marcin-gienieczko-z-sukcesem-zakonczyl-energa-solo-amazon-expedition,575429.html

 

 

English versioon:

 

http://amazon-explorer.blogspot.com/2017/06/upon-amazons-current-disease-drug.html

 

 

Marcin: I would like to express my gratitude to everyone who contributed to my success. After the race I regained my faith in meeting the right people on my road of life, who are not only driven by  revenge or profitability but willing to cooperate and support

 

 in best regards to Independent Team Poland

 Anna Kowalczyk

 

It was plan to win! :Race Yukon 1000- chart

 

Day No 1 stage  Whiethorse-Big Salomon River 22 July

Start 22 July at 7.00.  After 96 km, at  4.00 pm I was reaching  Lower Laberge.  We leave our canoe for 6 minutes  .

- At 7.30 pm having covered 145 km we reach Hotolinki.  From Hotolinki we are canoeing 

- After 3 h of canoeing and covering 201 km we reach the first bed place Big Salomin River. At  10.30 pm SLEEPOVER No  1.  Number of hours in the canoe = 15 h and 30 minutes of rowing.

At 10.30 pm till 4.30 stopover.

 

Day No 2 stage Big Salomon River, 201 km from the start – sleepover past Fort Serlik ,23 July

At 4.30 start – the beginning of canoeing,    day No 2

Start Big Salomon River-Carmaks-120 km I arrive at  Carmaks,  right side,  at 12.00     -7,5 h of rowing.

- We reach Minto, half of the route. To Dawson we arrive at 5.30 pm. To Fort Serlki we arrive at 08.00 pm.

- The sleepover is assumed to take place past Fort Serlki at 10.15 pm. The distance covered from the start is 489 km.   Daily distance = 288 km.

The Schedule stopover is between 10.15 pm. and  10.30 pm. Number of hours in the canoe = 18 hours of rowing and 288 km in the canoe.

Sleepover No 2 past Fort Serlik. Start  4.30 or 4.15.

Day No 3  past Fort Serlik island recommended start 4.15 ,24 July

Distance the island past Fort Serlik,  from start 489 km. I reach Dawson City 19.00 740 km behind. Adam, how many km is from  Dawson to this sleepover place?  At the section 770 km at  10.15 pm I have the third sleepover . A small river flows here.  At  4.15 we leave again.

Day 4,  25 July.  I leave the Island past the  Dawson City at 4.15.  At 02.00 pm we reach  Eagel at Alasca. There we will have 30 minute stopover. Passports and at this time we eat lunch.   Eagel  from the starting point is placed 904 km away. Sleepover No 4  is located at the section 980 km Cabin Nation left side.  09.30 pm.

Day 5 ,26 July 3.30 start. Around 01.00 pm we go past Circle  1150 km covered. We get into Yukon Backwaters. 5 sleepover on the right side of the river  1225 km. Hour 10.00 pm or 10.15 pm.

Day 6  27 July  start 4.15 in the morning leaving. About 8.15 in the morning we are near the   Fort Yukon 1275 km. We go past.  At  08.00  we go past the settlement  Beaver .  The route covered equals  1400 km. We still go canoeing 20 km down. Sleepover 6, 1420 km of the covered River.  Camping at 10.15 pm

Day 7 28 July,   start 4.15.  At the section 1545 km, at  04.15  we o past the settlement Stevens Village.  The remaining distance to the finish is  55 km. Finish  is scheduled at 10.15 pm when we go past the bridge. There we have sleepover 7. THE END!!!!

 

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


8 sierpień 2018

Tekst: Anna Kowalczyk , członek zespołu Independent Poland, biegaczka, tłumacz języka angielskiego
Wielki wyścig przez płn. Kanadę i Alaskę
Ta historia może zmotywować nawet najbardziej pesymistycznie nastawionych ludzi do życia. Marcin Gienieczko pokazuje w królestwie mediów społecznościowych 21 wieku, że istnieje jeszcze niezłomność i można wygrać zakład z losem. A los i przeznaczenie życiowe nadane są człowiekowi już w kołysce.
Marcin Gienieczko, profesjonalny sportowiec, podróżnik, marynarz, dziennikarz oraz ojciec dwóch uroczych synków zajął drugie miejsce na najdłuższym wyścigu na świecie YUKON 1000 - o długości 1600 km przez najbardziej odludne i niebezpieczne regiony Kanady i Alaski. Dokonał tego regatowym canoe jako kapitan jednostki Independent Poland na 100 lecie Niepodległości Polski. Tym samym zdobył tytuł wice mistrza świata w długodystansowym płynięciu na canoe. Dla niektórych uczestników oraz środowiska kajakarzy wyścig ten uznawany jest jako nieoficjalne mistrzostwa świata na canoe.
Jak wyglądała droga do tego olbrzymiego sukcesu?
W 2015 roku Gienieczko dokonuje niebywałej rzeczy przemierzając wielki trawers Ameryki Południowej o własnych siłach, 700 km na rowerze przez Andy wjeżdżając na wysokość 4700 metrów. Następnie zjeżdża do dżungli, pokonuje 5980 km w canoe( z czego z partnerem Gadielem Sanchez Rivera około 400 km), a następnie 80 km biegu z polską i olimpijską flagą do zatoki, w której rozlewa się Amazonka. Gienieczko 6 miesięcy po tym sukcesie otrzymuje światowy rekord Guinnesa. Więcej o tym wydarzeniu w poniższym linku: http://www.soloamazon.info/blog/
Po 7 miesiącach od tego historycznego wydarzenia następuje nagły zwrot wydarzeń. Osoba, która wspierała Marcina staje się jego głównym wrogiem. Gienieczko na festiwalu turystycznym w Gdyni zauważył nieprawidłowości dotyczące nieuczciwego traktowania uczestników festiwalu. Postanawia nie odbierać wyróżnienia przyznanego przez Jury, którego członkiem jest między innymi Piotr Chmieliński:  https://www.youtube.com/watch?v=jVqACeyTGj0
Zadaje pytania, prosi o wyjaśnienie wspolorganizatorów festiwalu. Nie otrzymuje jednoznacznej odpowiedzi. Próba dojścia do prawdy Marcina nie podoba się członkowi jury, Piotrowi Chmielińskiemu, w skutek czego z osoby dotychczas dość życzliwej Marcinowi, staje się on oponentem i zaczyna kwestionować jego zasługi dotyczace przeplyniecia   Amazonki. Zaprzyjaźniona gazeta, w której jest korespondentem podważa sukces Gienieczki na podstawie przypuszczeń oraz błędnych analiz, czy ironicznych stwierdzeń, że w canoe nie można zrobić na Amazonce 100 km dziennie. To był największy absurd podsuwany przez przeciwników. Warto zaznaczyć, że Gienieczko w 2013 roku dokonuje innego udanego osiągnięcia bo właśnie w otwartym canoe-przepływa Morze Bałtyckie na dystansie 110 km w czasie 27 godzin i 30 minut. Świadkiem tego wyczynu był żeglarz Arkadiusz Pawełek, który jako drugi na świecie po francuskim żeglarzu Alain Bombard w 1952 roku przepłynął pontonem Atlantyk.
 
W obronie Marcina stanęła najpoważniejsza organizacja sportowa w Polsce, walcząca ze światowym oszustwem czyli dopingiem. Polski Komitet Olimpijski nie zgodził się z krzywdzącą opinią na temat Gienieczki.
Podróżnik skupił się na kolejnym projekcie. Miał świadomość tego, że w eksploracji nie ma miejsca na wyjaśnienia czy tłumaczenia, gdyż są to atrybuty winnych, w eksploracji sportowej jest tylko napieranie. Ciągle nowe projekty, które ilustrują wewnętrzną pasję, determinację i walkę o sukces. Gienieczko zabrał się do realizacji kolejnego projektu. W 2016 roku dokonał podwójnego trawersu Hardangervidda na nartach - płaskowyżu w Norwegii, gdzie Amundsen przygotowywał się do wielkiej wyprawy na Biegun Południowy. W tym samym roku dokonuje wielkiego trawersu Gór Mackenzie, przechodzi 1000 km bez pomocy z zewnątrz w ciągu 45 dni Góry Mackenzie, najbardziej niedostępne regiony płn. Kanady. Materiał tutaj: https://www.hobby4men.com/blog/finalowa-relacja-podwojnego-trawersu-gor-mackenzie-marcina-gienieczko/
Za to osiągnięcie otrzymuje list gratulacyjny od Prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego Andrzeja Kraśnickiego. Gienieczko wysłał maila do PKOL z informacją, że odwdzięczy się kolejnym sukcesem sportowym. Zawiadamia władze PKOL, że wystartuje w najbardziej prestiżowych zawodach w canoe na świecie aby ostatecznie odciąć propagandę na dawny temat.
Po powrocie z gór Mackenzie zaczyna rozmawiać z przyjaciółmi z Whitehorse, właścicielami firmy Kanoe People, Scott McDougall, którego poznał w 2003 roku kiedy to przepłynął rzekę Jukon od Carcross aż po Morze Beringa. Miał wtedy 24 lata i zajęło mu to 76 dni, przepłynął wówczas Jukon na dystansie 3000 tys. km. Po powrocie powstała książka ,,Pokonać siebie”. Scott zapytał czy Marcin powróci tutaj ponownie na canoe i wystartuje w wyścigach Yukon River Quest lub Yukon 1000?
Gienieczko wrócił do Polski. Na kolejnym swoim kontrakcie morskim zarabia na życie jako marynarz na dużych barkach, wykonuje niebezpieczną, ryzykowną, ale dobrze płatną pracę na tankowcach. Postanawia, że wystartuje w wyścigu Yukon River Quest. Ten jeden mu jednak nie wystarcza,  więc postanawia wyjechać do Kanady na 2 miesiące i zostaje jeszcze na najdłuższy wyścig na świecie YUKON 1000. Każdy sportowiec potrzebuje mieć silną motywację do działań, tzw „drive”, który doprowadzi go do upragnionego celu. Ból sportowy oraz naturalny ludzki odwet stały się dla Marcina wewnętrzną siłą do walki. Robi półroczną przerwę w projekcie ,,Droga na Biegun”.
Dla Marcina wyścig był wyścigiem o wszystko. To walka o uznanie, prestiż ale i wartości wyniesione z domu.: wiarę, miłość, nadzieję, niezłomność, prawdę itp. Organizując oba projekty sportowe zawzięcie trenuje. Dogaduje się ze swoim kapitanem ze statku, że będzie pływał między Rotterdamem, a Antwerpią. Po każdym kontrakcie jedzie do swojego mentora i najlepszego canoisty Belga Francis Soenen. Ten uczy go pływania na canoe See 1. Łódka ta może płynąć w kategorii solo w YRQ. Gienieczko jednak nie może się przekonać do canoe, które posiada ster. Według niego to nie canoe, lecz bardziej kajak. Nie może odnaleźć się w prowadzeniu tego rodzaju canoe, ale rzetelnie próbuje. Niestety wszyscy w kategorii solo w canoe na wyścigu YRQ płyną tym modelem łódki. Dlaczego? Jest ona szybsza oraz daje większe szanse na miejsce na podium. W trakcie przygotowań zapada decyzja, że jeszcze wystartuje w wyścigu YUKON 1000, zaprasza do tego wyścigu kolegę z rodzinnego miasta jako partnera, lecz ten nie czuje pływania na canoe. Ostatecznie rezygnuje z wyścigu 2 tygodnie przed wylotem. Jako partner pozostawia Marcina na polu bitwy bez żadnych wyjaśnień. Gienieczko jest załamany. Szuka rozwiązań. Organizatorzy YRQ znają dobrze Marcina za sprawą wcześniejszych jego osiągnięć na Yukonie. Polskie Radio publikuje link na swoich stronach, że Gienieczko walczy o start w obu wyścigach: http://www.thenews.pl/1/5/Artykul/365834,Pole-to-compete-in-world%E2%80%99s-toughest-canoe-races
Ten link zamieszczają na swojej stronie Facebboka organizatorzy Yukon River Quest z zapytaniem czy ktoś chce mu towarzyszyć, wystartować z nim w  II wyścigu na dystansie 1600 km. Do Gienieczki zgłaszają się liczne osoby. Decyduje się na Bena Schmidta, który w 2009 roku ukończył wyścig Yukon 1000 zajmując III miejsce. Gienieczko komunikuje partnerowi na samym początku, „interesuje mnie tylko wygrana, czy jesteś gotowy?” Schmidt po rozmowie z żoną i po analizie wszystkiego przyjmuje warunki Marcina. Gienieczko zostaje kapitanem jednostki o nazwie Independent Poland. Marcin finansuje wszystko z własnego prywatnego budżetu. Nie szuka sponsorów. Nie ma na to czasu. Pracuje na statku. Schmidt zaczyna treningi, a Gienieczko skupia się na tym etapie, na wyścigu YRQ. Przylatuje na Yukon 10 czerwca. Spotyka się z Peterem Coates pierwszym organizatorem YUKON 1000 https://www.canoekayak.com/canoe/yukon-1000-the-last-great-race/ twórcą najlepszego tracka na świecie, który pokazuje każdą łódkę jak płynie, z jaką prędkością itp. Wynajmuje od niego canoe See 1 i zaczyna trening. Jednak już po 20 minutach  wywraca się na rzece Jukon. Suszy się i próbuje płynąć dalej. Odbywa trening 20 km do rzeki Takhini River. Po powrocie ponowie rozmawia z właścicielem Kanoe People i komunikuje mu, że kompletnie tej łódki nie czuje. Pyta Scotta, czy ma coś innego do zaproponowania? Ten proponuje mu start w regatowej łódce Clipper Jensen 18. Ale jest to jednak łódź dwuosobowa. Wszyscy w parach startują na tym canoe w YRQ. Gienieczko rozmyśla całą noc w hostelu, jaką decyzję podjąć. Nad ranem stwierdza, że popłynie w Clipper Jensen 18 i podejmie w niej walkę. Organizatorzy oraz jego konkurencja nie dają mu większej szansy niż 40 procent, że w niej dopłynie do mety. Do tej pory nikt nie płynął w kategorii solo dwuosobową łódką w tym wyścigu. Dodatkowo za balast Gienieczko musi zabrać około 70 litrów wody na dziób canoe, aby płynąć w linii prostej oraz aby łódka nie była szczególnie dziobem podatna na wiatr. Szanse są nieduże, ale Marcin chce podjąć to ogromne wyzwanie. Największym jest jezioro Labarge. Gienieczko w ramach treningu opływa je tym modelem łódki. Zajmuje mu to 4 dni od startu z Whitehorse. Stwierdza, że nie będzie to łatwe przedsięwzięcie. Zdaje sobie sprawę że nie ma szans na wygraną, ale ma szanse pokazać innym, że dwuosobową łódką może pokonać nie 100 km dziennie ale w ciągu 32 godzin przepłynąć 320 km w tym pokonując dystans wielkiego jeziora 50 km. Jednocześnie ta łódka ma go przygotować do wyścigu YUKON 1000. Na drugi wyścig decyduje się na ciut szybszą łódkę Jensen's Whitewater II. Łódki są podobne do siebie. Gienieczko startuje w YRQ i osiąga swój cel, przepływa 320 km w 32 godziny. Gienieczko wyprzedził dodatkowo wiele łódek, które płynęły w parach. Na jeziorze Labarge płynął z prędkością 5km/godz czasami 6km/godz. W ciągu 67 godzin 55 minut i 27 sekund przepływa dystans 715 km zajmując w kategorii solo  5 miejsce:       https://yukonriverquest.ca/yrq/app/entry8/tracker_results.php?race=18yrq
Zdobywa uznanie wśród najbardziej doświadczonych zawodników na canoe oraz w kajakach. Do tej pory nikt takiego wyzwania nie podjął oraz nie przepłynął dwuosobową łódką w kategorii solo - kwitują miedzy innymi właściciele największej firmy od canoe na Yukonie: Kanoe People
 Gienieczko czuje się spełniony. Nie chodziło tutaj wcale o podium. Podróżnik zostaje w Dawson City u Andrzeja i Oli Kuczyńskich wlascicieli sklepow jubilerskich. Pracuje w miarę możliwości –maluje dom, pomaga, zarabia pieniądze na kolejne wpisowe, opłatę za regatowe canoe. Z pomocą przychodzi właściciel firmy Satfilm Robert Kowalczyk, który widzi determinację Gienieczki i pomaga mu opłacić jego bilet powrotny do Polski. Andrzej Kuczyński zakupuje dodatkowe wiosła na wyścig Yukon 1000. Marcin mieszka w szopie i próbuje się skupić na nadchodzącym wyścigu. Jest w ciągłej korespondencji z Benem Schmidtem, który proponuje mu wspólne treningi na Alasce, lecz Marcina nie stać na taką podróż. Musi zarabiać pieniądze na opłatę canoe, które kosztuje 1100 dolarów. Z Benem spotyka się w Whitehorse  4 dni przed wyścigiem Yukon 1000. Gienieczko nadmienia, że w canoe jest niczym maszyna-płynie bardzo mocno, szybko i zawzięcie wiosłuje. Założeniem wyścigu jest wiosłowanie 18 godzin codziennie, z przerwą wymuszaną przez organizatorów na nocleg miedzy 23 a 5 nad ranem. Ben przyjmuje to ze zrozumieniem.
Zaliczają wspólny trening 20 km w dół rzeki Jukon, towarzyszy im na drugim canoe ks. Sławek Szwagrzyk, który poświecił łódkę oraz dał schronienie i pomoc dla zawodników. Ben i Marcin mieszkają w parafii u ks. Szwagrzyka, który sam jest zapalonym poszukiwaczem przygód. Ksiądz rozumie ambicje Marcina, a oprócz noclegu obdarowuje ich również jedzeniem. Podróżnicy przygotowują się mentalnie. Wielkie wparcie otrzymują od rodziny. Mają te same wspólne wartości. Obaj kochają dzieci. Jako nieliczni mają rodziny, które są ich największym wsparciem mentalnym.
YUKON 1000- OSTATNI WIELKI WYSCIG
22 lipca następuje start wyścigu, duet polsko-amerykański wysuwa się na wysoką pozycję. W kategorii canoe zajmują po pewnym czasie już III miejsce lecz po wpłynięciu na jezioro Labarge tracą przewagę i schodzą na 5 miejsce. Na początku kłócą się oba style wiosłowania. Ben preferuje krótkie pociągnięcia. Gienieczko stosuje mocne, długie. Ben nie jest dobrze przygotowany kondycyjnie do pierwszych dni wyścigu. Słabnie, traci motywację widząc jak inni ich wyprzedzają. Gienieczko nie zważa na to, ma świadomość że etap jeziora jest najcięższy. Dodatkowo łódka jest przeciążona, na pokładzie jest 20 litrów wody. Zawodnicy nie zabrali filtrów tak jak inni, czy też tabletek do odkażania wody. Poczatkowo plan był taki, aby brać wodę z małych strumieni. Ich prędkość początkowa wynosi 7 km/godz. Gienieczko kalkuluje ją i stwierdza, że to zbyt mało. Ben oznajmia zmęczenie, twierdzi że nie da rady. Gienieczko denerwuje się wewnętrznie, motywuje i prosi Bena, wie doskonale, że nie może wymusić za dużej presji na Benie gdyż, mówiąc w sportowym języku zawodnik wówczas się zatnie. Gienieczko zdaje sobie sprawę, że on jako kapitan teamu, ponosi wszystkie koszty, a Benowi może zwyczajnie nie wystarczyć motywacji. Ten próbuje się przełamać. Gienieczko wkłada znacznie więcej siły niż Ben. Wiosłując 47 pociągnięć wiosłem na minutę. Na jeziorze tracą 2 godziny. Przed wyścigiem mieli założenie, że 96 km przepłyną w ciągu 9 godzin. Tak się nie dzieje. Po wpłynięciu na rzekę Jukon od razu przyspieszają. Marcin zauważa, że Ben widząc drugie canoe przyspiesza. Musi wyraźnie widzieć cel, rywala przed sobą, wtedy bardziej zawzięcie wiosłuje, czuje motywację. Gienieczko nie potrzebuje takiego bodźca. Tego samego dnia wyprzedzają dwie łódki w kategorii canoe. Następnego dnia osiągają już II pozycję w swojej kategorii. Płyną zawzięcie. Do lidera mają nieustannie ok 2 godziny czasu. Spotkany po drodze wyprzedzany kajak, przekazuje informacje, że kanoe lidera jest około 1,5 lub 2 h czyli około 15 km przed nimi. To jest główna myśl zaprzątająca spokój wszystkich zawodników, „gdzie teraz jestem i jak daleko mam do lidera”. Pościg trwa. Nadchodzi drugi dzień, Gienieczko czuje się otępiały, odczuwa kłucie wokół serca. Nie może się zaaklimatyzować. Dzienny odpoczynek, regeneracja to zaledwie 3 godziny. Stwierdza, że to jest stanowczo za mało. Najgorzej jest w godzinach miedzy 5  a 7 nad ranem, kiedy to organizm walczy z przebudzeniem. Marcin zjada wówczas około 8 cukierków kawowych, ma również ze sobą 2 napoje energetyzujące, ale dzieli tą ilość na cały dzień. Ben takiego problemu nie ma, zazwyczaj dopada go apatia po 14.00 i słabnie wówczas, nie osiąga takiej prędkości, jaką powinien wytworzyć. Jest to bardzo irytujące dla Gienieczki, który musi wiosłować za dwoje. Ben proponuje, aby do termosów brać na początek gorącą mocną kawę, okazuje się to bardzo pomocne. Trzeciego dnia Gienieczko ma swój najlepszy dzień, wiosłuje jak maszyna, a łódka płynie z dużą prędkością. Mijają zespół  Kokoruaz Nowej Zelandii, kolejny kajak który zawsze był szybszy od canoe. Ben widząc to, ożywia się i zaczyna wiosłować mocniej, szybciej. Jednak na terenie Kanady nie był wcale jeszcze gotowy na takie mocne regatowe płynięcie. Irytuje to Marcina, odkłada wiosło na 2 minuty i mówi „jak tak będziesz płynął, to ja wcale nie wiosłuję. Musisz mi dać 4 km/godz więcej, a dajesz 2km/godz”, ale złość trwa tylko 2 minuty. W wyścigu sportowym nie ma czasu na większego i dłuższego focha :). W trakcie silnego wiosłowania Gienieczko próbuje motywować Bena, że ten robi to dla dzieci, a ogląda go około 7 tys. fanów na Facebookowym profilu Marcina. Uświadamia mu, że ten wyścig może otworzyć przed nim drzwi na nowe rzeczy i dać szanse na kolejne wyzwania. Nie możesz się złamać. Między zawodnikami dochodzi do różnych napięć w myślach i słowach, każdy z nich stara się podołać trudnemu wyzwaniu, stoczyć bitwę o umysł, dać z siebie wszystko. Marcin czuje się obciążony 60 procentowym wkładem siły w powodzenie wyścigu i wyrzuca to Benowi, nie mniej jednak przeprasza go za to następnego dnia. Panowie znowu odzyskują motywację. W okolicach Dawson City ich łódka płynie z prędkością 20 km/godz. Ben jest podniecony, że tego dnia znajdą się już na Alasce, na jego ziemi. Płynie, rozmawia , rozmyśla. Wspólna dyskusja dotyczy ich dzieci. To ich najbardziej łączy-rodzina.
Tuż za Dawson rzeka praktycznie się nie dzieli, a płynie jednym korytem. Gienieczko widzi smugi dużego dymu. Wybucha pożar, a dym otacza ich łódkę. Ben mówi, że musi to być jakieś 7 km do nich. Marcinowi trudno w to uwierzyć. Zatrzymują się na wyspie gdzie spędzają 10 minut, analizują. Olbrzymi pożar, który dostrzegli, oddalony według ich przypuszczeń na 6 km w dół rzeki, robi się coraz większy. Dym staje się tak potężny, że przykrywa całą dolinę. Ryzykują. Gienieczko ufa Benowi który na Alasce mieszka od urodzenia aby płynąc dalej. Jednak po przepłynięciu kilku kilometrów Ben oznajmia, aby wrócić na wyspę. Nie przebijemy się przez ten dym. Gienieczko nie wie co robić, czuje się wystraszony. Ben go uspakaja.
Kiedy wystartowali, byli na 3 pozycji później na 5. Na jeziorze Laberge stracili 2 godziny czasu ze względu na brak wspólnych treningów. Szybka rzeka Jukon pomogła im nadrobić straty i wyprzedzić wiele załóg (w tym kajaki, które są szybsze niż transportowe canoe) jednak stało się coś, co zachwiało załogą „Independent Poland”. Na ich drodze wybuchł pożar, paliły się oba brzegi rzeki, a dym schodził na wodę i blokował możliwość przepłynięcia. To bardzo niebezpieczna sytuacja, bo można ulec zaczadzeniu. Zagrożenie życia było realne dla wszystkich załóg.
Lider - zespół kajakowy z Nowej Zelandii, który wygrał cały wyścig, dał radę przepłynąć przed  pożarem. Ian Huntsman wysłał smsa ze swojego telefonu satelitarnego do organizatorów z informacją, jak nam to później powiedział po wyścigu, aby nikt po nich nie płynął.
Zespól Hobo Squad z Hawajów, zwycięzca wyścigu w klasie canoe, utknął tuż za pożarem, udało im się przeprawić na drugą stronę . –„My mieliśmy największego pecha-relacjonuje Gienieczko. O 20.41 próbuję zadzwonić do organizatorów, ale ci nie odbierają łączy satelitarnych więc Gienieczko decyduje się zadzwonić do ojca. Ten pisze do nich  email i po 15 minutach dzwoni jeden z organizatorów  Henry St Clair na tel Marcina. Odbiera Ben i wyjaśnia. -Zadzwoniliśmy do organizatorów z informacją o sytuacji i pytaniem, co mamy robić. Nad głową już latał helikopter i szukał źródła ognia.  Widział naszą pozycję. O 22. 30 łódki już się zatrzymywały. W trakcie wyścigu każdego dnia był obowiązujący 6 godzinny postój miedzy 23. a 5 nad ranem dla wszystkich załóg. O poranku goniliśmy do Eagle Village, gdzie trzeba było się zameldować w straży granicznej USA. Kiedy byliśmy w straży granicznej dowiedzieliśmy się, że nasza odległość do leadera wynosiła zaledwie 8 km, ale pożar znowu zaprzepaścił nasze starania i ponownie musieliśmy ich gonić …to był wielki wyścig. Przypomniał mi się wówczas film ,,Mistrz kierownicy ucieka”….”.
 Ben znacznie lepiej już wiosłował, co pozwoliło nadrobić zaległości. Ben siedząc na przodzie wiosłował przez 20 minut sam,  Marcin w tym czasie osłabł, musiał się zdrzemnąć na 10 minut. Ben kontrolował płynięcie. Zawodnicy wpłynęli na wielkie rozlewiska Jukonu. Track przygotowany przez kolegę – Marcina, kartografa  był bardzo dokładny. Lecz nawigowanie okazało się znacznie trudniejsze niż na Amazonce. Dlaczego? Ta część Jukonu przypomina wnętrze jamy brzusznej, tysiące kanałów i liczne wysepki. Na Amazonce zaś, jeśli spojrzymy na nią z kosmosu, zarówno kanały jak i wyspy są bardzo duże. Trudno popełnić błąd w nawigacji, kiedy się ma opracowany dokładny track w gps. Po prostu wszystko, co większe jest wyraźniejsze. Tutaj na Jukonie natomiast, wpłynięcie w mały, niewłaściwy kanał kończy się nawet utknięciem i bardzo trudno z niego wydostać się na właściwy tor. Często trzeba płynąć wówczas pod silny nurt 100 metrów, co daje około 15 minut straty. Na początku załoga bazowała na tracku, lecz Ben prosił, aby mu zaufać, znał i czuł rzekę bardzo dobrze. Jukon potrafi zmienić swój pęd i czasem nurt, woda jest mętna, Potrzebny jest taki naturalny instynkt dający przewagę nad rywalami. Ben tę część Jukonu przepłynął dwukrotnie, dlatego obaj postanowili skupić się na traku, zmyśle orientacji i intuicji jednocześnie.
Marcin przyznał, że popełnił jedyny błąd, gdzie zawierzył GPS-owi. Ten wprawdzie poprowadził poprawnie, ale wydłużył trasę o 3 km, a w tym projekcie liczy się czas. Ben irytował się na to i wypomniał, ze trzeba czytać lepiej rzekę.
Następnego dnia popłynęli już bardzo poprawnie, natrafili na kolejny zespół kajakowy 10thLifeKayaking z USA, który miał duże problemy w nawigacji. Dzięki temu wyprzedzili ich. Warto dodać, że od początku wyścigu plasowali się na drugiej pozycji i przez większość etapu płynęli burta w burtę z liderem canoe.
„Independent Poland” znaleźli się na 4 pozycji. Ben wyliczał każdą minutę tego wyścigu. Marcin również. Zatrzymywali się raz dziennie na załatwienie czynności fizjologicznych na 2 minuty na brzegu. Gienieczko zaczynał trochę słabnąć. Dużo siły włożył w etap kanadyjski. Dodatkowo miał problemy z żołądkiem. Zatruł się sfermentowanym napojem, wymiotował. Do tego upał od początku wyścigu, codziennie po 27 stopni i ani kropli deszczu. Najgorzej było w południe, kiedy słonce paliło prosto w twarz. Gorący kubek rosołu stawiał na nogi. Ben miał roblemy z ramionami, Marcin daje mu maść rozgrzewającą, ten smaruje swoje barki. Ciągle brakuje im snu, śpią zaledwie po 3 godziny, 50 minut z rana i 50 minut wieczorem zajmuje przygotowanie posiłku, do tego rozbicie obozu. Przed małą osadą Indiańską  Beaver, Ben zaczyna bardzo imponować Marcinowi, siada w pozycji klęczącej i zaczyna długie mocne wiosłowania -wiosłuje jakby miał finiszować. „W tym czasie płynęliśmy pod silny wiatr i metrowe fale. Ben, wiosłuj tak z 15 minut, w myślach dodaję Marcin „Kurcze bracie jakbyś tak wiosłował na początku bylibyśmy pierwsi. A może nie mam co narzekać?”- zastanawia się Gienieczko
Po przepłynięciu 1600 km w ciągu 7 dni i 7 godzin i 30 minut zespół „Independent Poland” dopływa do mety. Zajmując bardzo wysokie 2 miejsce w kategorii canoe, a 4-te w całości:
Oficjalna strona wyścigu z wynikami : https://yukon1000.com/18y1k/results_print.php
Wyprzedzając 10 zespołów, pokonują miedzy innymi zwycięzcę Yukon River Quest  Bart de Zwart http://www.supracer.com/2018-yukon-1000-odyssey-bart-de-zwart/ oraz  angielski zespół, który  2 lata temu w rekordowym czasie przepłynął Atlantyk z Portugali do Wenezueli Mathew Sidney Bennett Oliver Bailey. Organizatorzy po analizie naliczyli wielu zespołom kary czasowe ( 2 H), zespołowi Marcina również, za to, że ten próbował się skontaktować telefoniczne z organizatorem pytając czy dalsze płynięcie przez pożar jest bezpieczne. Kontaktowanie przez telefon satelitarny było zabronione, chyba ze w nagłych przypadkach-tylko z organizatorami. Jednak nie wpłynęło to na ich pozycję, gdyż mieli wystarczającą ilość czasu przewagi nad innymi zespołami. Organizatorzy oficjalnie pogratulowali zespołowi zawziętości i dobrego wyniku.
 
Był to znaczący sukces w canoeingu, gdyż w ciągu jednego miesiąca zrealizowałem 2 wyścigi dwuosobową łódką zarówno solo i w tandemie. Jako kapitan zespołu Independent Poland czułem dużą radość. Dla mnie to było ukoronowanie. Tym samym zakończyłem oficjalnie pływanie na canoe. Jeżeli kiedykolwiek wrócę na canoe, to rekreacyjnie, aby przepłynąć z Whitehorse do Dawson ze swoimi chłopcami. Był to też pierwszy taki sukces w historii polskiego canoe, ale i również Europy, że człowiek zrobił taki podwójny projekt. Jednocześnie tym wyścigiem obronił wszystko, co było mu zarzucane. Być może nadal zdarzą się osoby, które  interpretują to inaczej, ale na opinie innych ludzi nie mamy wpływu. -Ja osobiście wiem, na co mnie stać, czego potrafię dokonać i jak się w to angażować- opowiada Marcin
Co dalej?
Wracam do projektu „Droga na Biegun”, gdzie moim celem jest trawers Antarktydy przez Biegun Południowy - samotnie. Nim to się stanie, muszę dokonać podwójnego trawersu Grenlandii w przyszłym roku. Czy będzie to możliwe? Wszystko zależy od mojej żony, czy mi na to pozwoli. Wszak rodzina jest najważniejsza, nie chcę aby moje męskie sportowe ambicje stały jedynie na pierwszym miejscu.
Biografia Marcina Gienieczko:
 
-w 2003 roku Gienieczko przepływa Jukon pontonem Zodiac na dystansie 3000 tys km. Zajmuje mu to 76 dni. Po wyprawie powstaje książka „Pokonać siebie”
-w 2005 roku Gienieczko pokonuje samotnie system rzeczny Mackenzie od Jasper do Toktuyaktuk na dystansie 4000 tys km. Powstaje film fragment tutaj gdzie wypowiadają się kanadyjscy eksperci od canoe: https://www.youtube.com/watch?v=YKaS2UqsiFg
- W 2007 roku wyprawa zimowa przejście gór Mackenzie. Wypowiadają się o tym eksperci z Yukonu. Gienieczko nie daje rady przejść gór Mackenzie, zimą w temperaturze minus 40 stopni: https://www.youtube.com/watch?v=ctuJPZJZIQE .Później dokonuje trawersu Australii rowerem oraz przejścia Syberii na nartach
 
-w 2011 spływa wieloma rzekami Yukonu. Zostaje przewodnikiem na rzekach Yukonu między innymi prowadzi grupy polskich firm.
-w 2012 roku dokonuje samotnego przepłynięcia największej rzeki Syberii Leny w canoe;
- w 2013 roku startuje w wyścigu YRQ, ale z powodu ataku kamicy nerkowej nie kończy wyścigu, w tym samym roku otwartym canoe przepływa Morze Bałtyckie z Danii do Polski.
- w 2014 roku przepływa z partnerem dopływ Amazonki rzekę Rio Napo 800 km
- w 2015 roku jako pierwszy człowiek przepływa w canoe system rzeczny Amazonki na dystansie 5980 km w canoe https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=1TRb_qsPUUqWU0VKDuMCd8V-5Q9w&ll=-1.4070728736749252%2C-49.59161908732102&z=8
 
Opis w języku polskim i angielskim tutaj:
Wersja angielska:
Marcin: Korzystając z okazji chcę podziękować wszystkim tym którzy przyczynili się do tego sukcesu. Po wyścigu uwierzyłem, że można spotkać na swojej drodze właściwych ludzi, gdzie nie liczy się zawiść, a chęć współpracy i wspólne działanie.
 
 
 
 
Rzecznik projektu- ,,Wyścig bez ograniczeń"!

Marcin Gienieczko reprezentuje Polskę w ekstremalnych zmaganiach na canoe.

Yukon River Quest Race to the Midnight Sun” World’s Longest Annual Paddling Race – 715 km / 444 miles from and  Yukon 1000 Race: The world’s longest canoe race. 1000 miles/1600 km

https://www.yukonriverquest.com/

Numer startowy:

https://yukonriverquest.ca/yrq/app/18yrq/teams.php#t58

The world’s longest canoe race. 1000 miles/1600 km

Totally self-supported, paddle 1000 miles from Canada into the Alaskan backcountry; finishing in the Arctic circle.

http://www.yukon1000.org/


31 lipiec 2018

 !!!Marcin Gienieczko kapitan lodki Independent Poland został vice mistrzem świata w długodystansowym pływaniu na canoe!!! Po raz pierwszy w historii z Polski dokonał to na 100 lecie Niepodległości Polski. Przepłynął płn. Kanadę i Alaskę zajmując II miejsce, zabrakło do tytułu mistrza świata zaledwie godziny. Żeby nie pożary które stanęły na drodze na granicy z Alaska udałoby sie zdobyć tytuł najlepszego na globie. Jednak mimo to sukces olbrzymi.

1600 km 7 dni 5 godzin 20 minut.
Marcin czy  to duży sukces?
To tak jakby Polska drużyna hokeja wygrała z kanadyjska drużyną która zdobyła puchar Stanleya. Walka trwała do końca. Zazwyczaj nie trwa bo wyścig jest w dzikości ale obie lódki szły blisko siebie.


29 lipiec 2018

Dziś ostatni dzień najdłuższego  kajakowego wyścigu na świecie Jukon 1000,aktualnie traw nocleg załóg. Na mecie jest już zespół mieszany z Nowej Zelandii KIWIS nr 5 w kategorii K1,gratulacje.Trasę wyścigu pokonał w 6 dni 15 godzin, bardzo dobry wynik.

Marcin z Benem maja do pokonania jeszcze około 100km, mogą być na mecie w godzinach wieczornych naszego czasu. Układ miejsc w wyścigu nie zmienił się, cały czas są na 2 pozycji w swej kategorii C1. Marcina i Bena goni team z USA ,jest szansa na zdobycie wice mistrzostwa świata w długodystansowym płynięciu na canoe. Oby szczęśliwie dopłynęli do mety, bo zmęczenie  już jest bardzo duże, widać to po szybkości płynięcia. Jedna z załóg w kategorii C1 wycofała się z wyścigu.

Trzymajmy kciuki za naszą załogę

Z Jukonu Marcin i Ben

 

 

Today is the last day of the longest canoe race in the world Yukon1000, currently the teams are having a mandatory night stop. KIWIS, the team nr5 from New Zeland have already finished the race in K1 class. Congratulations! They made it in 6days 15 hours, very good result. Marcin and Ben still have 100km to cover, chances are they will reach the finish in the evening hours of European Time. They have kept the strong 2nd position in their C1 category. Let's hope they will reach the race in health and strength as the fatigue rises, we conclude as the speed decreased. One of the quads in C1 class has dropped out. Marcin and Ben are chased by the USA team, there is a chance for winning a vice world championship in long distance canoe racing.

Let's keep fingers crossed for our team.

From Jukon Marcin and Ben


28 lipiec 2018

Na trasie wyścigu Jukon 1000  trwa walka o miejsce na podium. Marcin i Ben są bardzo blisko lidera wyścigu w swej kategorii, teraz liczy się każdy kilometr rzeki, chodzi o to by zachować siły na finisz, rzeka w końcowej trasie wyścigu przyśpiesza. Do końca trasy pozostało niecałe 300 km. Prosimy o doping dla polsko-amerykańskiego zespołu na Facebooku bo z tego co widać bardzo dużo jest wejść na jego profil, kibiców, przyjaciół i nie tylko. Za te  wsparcie Marcin dziękuje.

Z Jukonu Marcin i Ben

 

On the Yukon 1000 race there is a  fight over podium place. Marcin and Ben are very close to the leader in their category, now every km of the river counts, the key is to keep the strength for the finish, the river speeds up in the last section of the race. They have nearly 300km to the finish line. We are asking for cheering the Polish-American Team on Facebook,  as lots of friends, fans and and others are visiting the website.

From Jukon Marcin and Ben


27 lipiec 2018

Na trasie wyścigu Jukon 1000  tempo spadło, zmęczenie i wysoka temperatura daje znać o sobie, trzeba dużo pić aby się nie odwodnić. Marcin i Ben dalej sa niezagrożeni na 2 pozycji.

Aktualnie  są już na Alasce i będą przed sobą mieli rozlewiska i kanały Jukonu, trzeba uważać żeby nie pomylić trasy bo to rzutuje na miejsce w wyścigu.4 dzień wyścigu, do końca pozostało około 500 km. Dalej załogi napotykają ogniska pożarów, które są skutkiem dużych temperatur o tej porze roku.

 

On the Jukon 1000 the pace decreased slightly, fatigue and high temperatures becomes a burden, drinking a lot of water is necessary so as to avoid dehydration. Marcin and Ben are still on the strong second position. They are presently at Alaska and they will face backwaters and channels of Jukon soon, they have to be very watchful so as not to miss the correct path as this might influence their position in the race. It's the 4th day of race. 500km left . The fires teams still encounter on both sides of the river are due to heat and high temperatures at this time of the year. 


26 lipiec 2018

Dzisiaj(w Kanadzie we wczorajszych godzinach wieczornych) doszło do niespotykanej sytuacji w czasie trwania wyścigu Jukon 1000.Około 34km od  Eagle palił się dość długi odcinek lasów po jednej i drugiej stronie Jukonu. Marcin i Ben musieli w takich warunkach zatrzymać gdyż  to zagrażało ich życiu ,duże zadymienie i ogień. Inne załogi też musiały czekać  na ustanie zadymienia i ognia. Zostali powiadomieni o tym fakcie organizatorzy, ewentualna pomoc groziła wykluczeniem z wyścigu. Marcin i Ben aktualnie są na przymusowym noclegu, postoju, znajdują się aktualnie na drugiej pozycji.

Liderzy wyścigu C1,K1 zdążyli przepłynąć wcześniej i uniknęli pożaru, są już na Alasce.

Mamy nadzieję że wyścig będzie dalej przebiegał normalnie i bezpiecznie i nie dojdzie do sytuacji jaka miała miejsce. Z informacji uzyskanych z Dawson  podobna sytuacja miała miejsce w ubiegłym roku  w tym samym miejscu. Czekamy na wiadomości na temat przebiegu wyścigu, dziś następny dzień walki na trasie Jukon 1000

 

Today (in Canada time- yesterday evening hours) an unexpected situation occurred during the Yukon 1000. About 4km ahead of Eagle quite long patch of forest was on fire on both sides of he Jukon river. Marcin and Ben had to stop as in such conditions their life was at risk, lots of smoke and fire. Other teams had to stop as well in alert and wait for the fire and smoke to diminish. The organizers were informed about the incident. Any additional aid was not accepted as it would threaten teams with disqualification. Marcin and Ben are currently at   mandatory night stop, they are still on 2nd position.

The leaders of the race C1, K1 managed to cross the area earlier and avoid the encounter with fire, they are already in Alaska. We hope that the race will continue at the normal and safe pace and similar incidents will not occur any more. From the news received at Dawson similar situation took place last year. We are anticipating further news, today is the next day of fight on Yukon 1000 race.


25 lipiec 2018

Marcin z Benem aktualnie przepływają przez Dawson,mają w rękach już 700 km pokonanej rzeki Jukon,dziś powinni dotrzeć do punktu kontrolnego Eagle już po amerykańskiej stronie-Alaska.Od m.Circle zaczynają się rozlewiska i kanały Jukonu.
Witaj Alasko!!!
 
Marcin and Ben are currently passing Dawson, they have covered 700km of Jukon river, today they should reach the Eagle check point on American side in Alaska. After the m. Circle they will flow into backwaters and channels of Jukon.
Welcome Alaska!!!
Greetings

25 lipiec 2018

Trzeci dzień walki na rzece Jukon polsko-amerykańskiego teamu w wyścigu Jukon 1000.

Pokonali już 625km rzeki, do Dawson pozostało 70km, aktualnie nocleg 6-godznny

Druga pozycja zespołu bez zmian, ogólnie na 14 osad są na 4 pozycji.

 

Z rzeki Jukon Marcin i Ben

 

Third day of the fight of Polish-American Team on Jukon river in Yukon 1000 canoe race. They have covered the distance of 625km, 70km left to Dawson city, currently they are having a 6 hrs night stop. The team has kept the 2nd place. In 14 squads they are on 4th position.

From Jukon river- Marcin and Ben


24 lipiec 2018

Polsko- amerykański zespół w canoe pokonał już 400km rzeki Jukon, cały czas utrzymuje się na 2 pozycji w swojej kategorii, obecnie obowiązkowy nocleg i jutro w drogę do Dawson.

Z rzeki Jukon Marcin i Ben

 

Polish-American team in canoe has covered 400km of Jukon river and they are still on the 2nd place in their division. Currently they are having a mandatory sleep stop and tomorrow setting off to Dawson. From the Jukon river- Marcin and Ben


23 lipiec 2018

Polsko-amerykańska załoga C-1,canoe Marcin i Ben zbliżają się do Carmacks, już ponad 200km za nimi. W kategorii C-1 są aktualnie na 2 pozycji, wyścig trwa!!

Polish-American Team C-1 canoe, Marcin and Ben are approaching the Carmacks. They covered the distance of 200km. In C-1 class they are currently on the 2nd position. The race is on!!!!


23 lipeic 2018

Marcin wystartował w wyścigu Jukon 1000 w gronie 17 załóg, pokonał już około 150km  w pierwszym dniu, aktualnie znajduje się na 3 miejscu w swej kategorii. Dzisiaj obowiązkowy 6 godzinny nocleg, różnica czasowa 9 godzin, jutro następny etap."

 

Marcin got off in Yukon 1000 Canoe race among 17 squads, he covered the distance of 150km during the first day, he is currently on the 3rd position in his class. Today they have mandatory 6hrs sleep stop, time difference is 9hrs , tomorrow next stage begins.


22 lipiec 2018

Marcin Gienieczko rozpoczyna najbardziej ekstremalny wyścig na canoe na świecie. Reprezentuje Polskę na 100lecie Niepodległości śledź to jednio  z największych   wyzwań sportowych .Czy  pokona ,przepłynie rzekę Yukon 1600 km w 170 godzin no stop i zdobędzie tytuł mistrza świata???

Relacje na Facebooku Marcina Gienieczko-3 razy dziennie:
https://www.facebook.com/GienieczkoMarci n/
Na stronie dedykowanej wyścigowi:
https://www.facebook.com/theyukon1000/
http://www.yukon1000.org/

https://yukon1000.com/entry7/tracker_results.php?race=18y1k

oraz na
www.gienieczko.pl
http://www.gienieczko.pl/yukon/
Obserwuj live track: http://www.gienieczko.pl/tracking/yukon1000/

Race About All
Yukon 1000-race about all !

Czy pokona  rzekę Jukon w  1600 km w  170 godzin?

Relacje na Facebooku Marcina Gienieczko-3 razy dziennie:
https://www.facebook.com/GienieczkoMarci n/
 

Na stronie dedykowanej wyścigowi:
https://www.facebook.com/theyukon1000/
http://www.yukon1000.org/
oraz na
www.gienieczko.pl
http://www.gienieczko.pl/yukon/
Obserwuj live track: http://www.gienieczko.pl/tracking/yukon1000/

Race About All
Yukon 1000-race about all !

Wśród konkurencji   znaleźli się najbardziej wszechstronni  sportowcy z całego świata!


21 lipiec 2018

Wyścig  o wszystko
Yukon 1000-wyścig o wszystko!
„Czy naprawdę chcesz to zrobić ?" – pytają chętnych do startu organizatorzy Yukon 1000, ekstremalnego wyścigu największą rzeką Alaski.
Za kilka dni, a dokładnie 22 lipca o godzinie 7.00 czasu kanadyjskiego (Yukon Terytorium) wystartuję w najbardziej morderczym wyścigu na śródlądziu -1600 km przez płn. Kanadę i Alaskę. Jestem jedynym Polakiem, który weźmie udział w tym wyścigu. Jednocześnie jedynym europejczykiem, który w ciągu niespełna miesiąca weźmie udział w drugim wyścigu po Jukon River Quest. Trzy tygodnie temu ukończyłem legendarny wyścig Yukon River Quest w kategorii solo w czasie 67h55min. Nie byłoby nic w tym dziwnego, ale zrobiłem to po raz pierwszy w historii 20 lat organizacji tego wyścigu w dwuosobowym canoe, w którym na przodzie miałem 70 litrów wody jako balast łódki. Organizatorzy nie dawali mi więcej niż 40% szansy, a jednak misja się powiodła. http://www.olimpijski.pl/pl/aktualnosci, 89/2142,marcin-gienieczko-na-

mecie.html .-
Od samego początku wszystko było i jest podporządkowane drugiemu wyścigowi - YUKON 1000. Mam bardzo dobrą łódkę kewlarową Clipper WW II, to bardzo szybka regatowa łódź.  Jestem już zaprawiony po wyścigu solowym. W YUKON 1000 nie można płynąć solo. Jest to zabronione. Płyną tylko łódki dwuosobowe. Doświadczenie z Yukon River Quest, w którym to płynąłem właśnie taką łódką, nie było przypadkowe. Chciałem sprawdzić, gdzie są moje możliwości. W wyścigu Yukon 1000 będę kapitanem łódki. Łódka oraz zespół nazywa się Independent Poland na cześć 100-lecia odzyskania  przez Polskę niepodległości. Dla mnie aspekt patriotyczny jest bardzo ważny, bo kocham swój kraj i chciałbym go promować i przedstawiać w najlepszym świetle. Moim partnerem w wyścigu został Ben Smithe. To legendarny canoista. Urodził się na Alasce, życie w dziczy nie jest mu obce. To przewodnik na canoe oraz nauczyciel pływania na canoe. Jeden z najlepszych zawodników z Alaski. To zaszczyt i wyróżnienie mieć na pokładzie łódki takiego partnera. W I edycji tego wyścigu zajął wysokie III miejsce na własnym zaprojektowanym drewnianym canoe.  Dla mnie ważne jest nie tylko zgranie, ale też podobny światopogląd. Ben tak samo jak ja, kocha dzieci. Ma ich czwórkę - troje synów i córkę, z czego dwójkę zaadoptował. To pokazuje tylko, jak dla niego ważna jest rodzina i że tak naprawdę wszystko robimy dla najmłodszych. Kiedyś rozmawiałem ze swoim 8- letnim synem i powiedziałem mu o projektach, moich rozterkach. Może przestać to robić, zastanawiałem się. Ośmioletni Igor odpowiedział: Nie tato, ty mnie tym motywujesz! Zapamiętałem to. Dlatego tutaj też jestem. Bardzo ważna jest pasja, pokazywanie najmłodszym.  
Co jest naszym celem jako zawodników? Stanąć na podium - jak najwyższym.
Takie mamy założenie, napisać nowy rozdział w historii canoe, ale to, jaki będzie finał, zobaczymy. Prawdziwej przygody się nie zaplanuje.
Czym jest wyścig Yukon 1000? Kim są zawodnicy?  Jest 6 ekip w kategorii canoe, 5 ekip w kategorii kajak, w tym nowi rekordziści świata z Nowej Zelandii oraz 3 ekipy w kategorii Sup.
Wyścig jest opisywany jako "czysta izolacja, totalne wyczerpanie i absolutna samowystarczalność", zawody utrzymane w duchu, które 120 lat temu towarzyszyły poszukiwaczom złota, doświadczenie zmieniające życie. Na dystansie 1000 mil uczestnicy są zdani na siebie, zmagają się z alaskańską dziczą, polegając tylko na sobie nawzajem. Żadnych, poza nadajnikami GPS i InReach, nowoczesnych sprzętów, telefony satelitarne są zabronione. A po drodze czeka na nich nawigacyjne piekło - wzburzona woda, powalone drzewa, zdradliwe kanały. Trzeba mieć nie tylko nieludzką wytrzymałość i wolę z żelaza, ale i świetnie opracowany plan podróży - tak zwany "track".
Yukon 1000 przebiega przez odcinek, gdzie jest kilka tysięcy kanałów i kanalików. "Track" musi być perfekcyjnie przygotowany. Ja spędziłem dużo czasu na analizach razem z kartografem Adamem Wasilewskim. Sprawdzaliśmy, gdzie rzeka jest najszybsza, gdzie niesie najwięcej gałęzi, gdzie jest mętna woda. Niezwykle ważny jest też wybór miejsc na noclegi, bo każdego dnia mamy 6-godzinny obowiązkowy postój. Moimi rywalami będą sami profesjonaliści, m.in. dwóch żołnierzy SAS. Ale nawet takim asom nie zawsze się udaje, w poprzedniej edycji (wyścig odbywa się co 2-3 lata) wystąpiło osiem osad, a do mety dopłynęło pięć. Nikt nie jest w stanie płynąć skrajnie wyczerpany, nikt nie jest odporny na kontuzje. Według mnie wygrywa ten, kto zrobi najmniej błędów. Za Dawson City Yukon "rozlewa się" i trzeba wtedy wybrać najszybszy kanał. A nie jest to proste, gdy zmagamy się z rzeką zamarzającą na osiem miesięcy. Choćby dlatego, że po uwolnieniu z lodu zmienia się układ wysp. To trochę loteria. Drużyna o nazwie Independent Poland, nazwana tak dla uczczenia 100-lecia Niepodległości, będzie miała też trzeciego, członka – mojego ojca. Jego zadaniem będzie przekazywanie nam meldunków za pomocą nadajnika InReach i regulowanie w ten sposób ich tempa.
Zapraszamy do śledzenia przebiegu wyścigu na następujących stronach:
Relacje na Facebooku Marcina Gienieczko-3 razy dziennie:
https://www.facebook.com/GienieczkoMarci n/
Na  stronie dedykowanej  wyścigowi:
https://www.facebook.com/theyukon1000/
http://www.yukon1000.org/
oraz na
 www.gienieczko.pl
http://www.gienieczko.pl/yukon/
Obserwuj live track: http://www.gienieczko.pl/tracking/yukon1000/
 
 
 Race About All
Yukon 1000-race about all !
Do you really want to do it?" - The organizers ask the applicants eager to participate in Yukon 1000, extreme race on the supreme river of Alaska.
In few days, exactly on the 22nd of July at 7 am, Canadian time (Yukon Territory ), Marcin Gienieczko will set off in one of the most backbreaking race on water  -1600 km through the North Canada and Alaska .
Gienieczko is the only Pole who will take part in this race. What is more, he is the only European, who in a less than a month will participate in the second race after Youkon River Quest.

Three weeks ago, as the first Pole in the Solo Canoe Class, he finished legendary Youkon River Quest in 67.55 hours time. It wouldn't sound astonishing but Gienieczko has done it for the first time  in the 20 years history of this race ,paddling in a two person canoe with 70 liters of water ballast cargo in the front. The organizers were giving him only 40% chance to succeed, but the mission ended with a triumph.
http://www.olimpijski.pl/pl/aktualnosci, 89/2142,marcin-gienieczko-na-
mecie.html .
“All those efforts were submissive to the second race YOUKON 1000, I was paddling in a similar type canoe in which I will now race in the longest canoe distance in the world. -I have excellent Kelvar Clipper boat WW II, it's a fast regatta boat. I feel seasoned after the solo race. I have received no less praise than those who won it”
What is most important in YOUKON 1000 you can't participate solo. It's simply forbidden. Only two person boats participate, therefore this factor was crucial in finishing the YRQ in the Solo Canoe Class in a two person boat.
“I wanted to know my limitations. I think there is still potential to be developed.  I am the captain of this boat. It is named Independent Poland as a tribute to the 100-years of Independence of my country. It's very important to me because I love my land and I want to promote it in the best view possible.”
Ben Smithe is my partner. He is a legendary canoeist. A flesh and blood racer. A man who knows his goal.  He was born in Alaska,  familiar to the wilderness. He is both a canoe guide and a teacher. One of the best competitors from Alaska. It's an honor and distinction for me to have such a splendid team member on board.
In the 1st edition of this race he took high 3rd position in a self-designed canoe. What is more, we shares the same worldview and harmony, which are key factors for me. Ben loves kids as much as I do. He has 4 children, three sons and a daughter ( two of his children are adopted). This shows how much he values family in his life and that all we do is for the sake of the little ones.
One day, as I was talking with my 8 years old son, I told him about my projects asking maybe I should give them up. He answered, “No way dad, you motivate me with them!” I will never forget that sentence spoken from the mouth of an eight year old son to his father during a regular walk.
That's why I am here, because passion is very important. Education, setting up standards, examples is crucial. I couldn't have a canoe partner who isn't familiar with a parenthood. Definitely not.
What is our goal? To reach the highest podium. These are our assumptions, the reality will verify them. You can't plan the true adventure but to experience standing on the podium for Poland, signing up a new canoe chapter in history, that is our desire.

What kind of a race is it? There are 6 squads in canoe class, 5 kayak squads including new world record racers from New Zeland and 3 squads in Sup class. Solo performance is forbidden.
The race is presented as “pure isolation,  total exhaustion, absolute self-sufficiency”. Competition  in the spirit of gold seekers who 120 years ago trespassed that path. A life changing experience. 
On a 100 miles distance the contestants are on their own, struggling the Alaskan wilderness, depending on each other only. No modern equipment, such as sat phones are allowed, only transmitters  like GPS and InReach are available.
The contestants will encounter navigational hell-outraged waters, down timbers, treacherous pits. You are required not only to have supernatural resistance and steal will but also a well prepared travel plan – so called “track”.
- Yukon 1000 crosses the area of thousands of little canals and pits. “track” must be perfectly prepared. I spent hours analyzing it with Adam Wasilewski, the cartographer. Where the river runs the fastest, where it carries most branches, and where the waters are unsettled. Choosing a night sleep spot is also crucial as each day we have only 6 hours required rest stop. My rivals are mostly professionals including 2 SAS soldiers. But even such aces not always succeed. Last time, (the quest is organized every 2-3 years) there were only 8 squads and only 5 reached the finish line.
No one is able to paddle continuously to extreme exhaustion as well as no one is resistant to injury. In my opinion the one who makes the least mistakes wins. When you pass the Dawson City, Youkon “sheds” and that's when you need to take the fastest channel. This is not easy when you struggle with the river frozing for 8 months. When it melts it turns into a system of islands, and passing them reminds a lottery.
The squad named Independent Poland as a tribute to 100 years of independence , will have a 3rd member of a team – a father of Gienieczko. His role is to pass the racing team dispatches by InReach transmitter so as to adjust their pace.
Be invited to follow the race on web sites:
Comentary on Facebook site of Marcin Gienieczko-3 times a day:
https://www.facebook.com/GienieczkoMarci n/
On website dedicated to the race:
https://www.facebook.com/theyukon1000/
http://www.yukon1000.org/
also on  www.gienieczko.pl
http://www.gienieczko.pl/yukon/
You can also watch live track: http://www.gienieczko.pl/tracking/yukon1 000/
 

18 lipiec 2018

Yukon 1000-wyścig o wszystko!

„Czy naprawdę chcesz to zrobić ?" - pytają się  profesjonalnych sportowców do startu organizatorzy Yukon 1000, ekstremalnego wyścigu największą rzeką Alaski.

Za kilka dni, a dokładnie 22 lipca o godzinie 7.00 czasu kanadyjskiego (Yukon Terytorium) wystartuję w najbardziej morderczym wyścigu na śródlądziu -1600 km przez płn. Kanadę i Alaskę. Jestem jedynym Polakiem, który weźmie udział w tym wyścigu. Jednocześnie jedynym europejczykiem, który w ciągu niespełna miesiąca wezmę udział w drugim wyścigu po Jukon River Quest. Trzy tygodnie temu ukończyłem legendarny wyścig Yukon River Quest w kategorii solo w czasie 76 godzin. Nie byłoby nic w tym dziwnego, ale zrobiłem to po raz pierwszy w historii 20 lat organizacji tego wyścigu w dwuosobowym canoe, w którym na przodzie miałem 70 litrów wody jako balast łódki. Organizatorzy nie dawali mi więcej niż 40% szansy, a jednak misja się powiodła. http://www.olimpijski.pl/pl/aktualnosci,89/2142,marcin-gienieczko-na-mecie.html .-

Od samego początku wszystko było i jest podporządkowane drugiemu wyścigowi - YUKON 1000. Mam bardzo dobrą łódkę kewlarową Clipper WW II, to bardzo szybka regatowa łódź.  Jestem już zaprawiony po wyścigu solowym.  W YUKON 1000 nie można płynąć solo. Jest to zabronione. Płyną tylko łódki dwuosobowe. Doświadczenie z Yukon River Quest, w którym to płynąłem właśnie taką łódką, nie było przypadkowe. Chciałem sprawdzić, gdzie są moje możliwości. W wyścigu Yukon 1000 będę kapitanem łódki. Łódka oraz zespół nazywa się Independent Poland na cześć 100-lecia odzyskania  przez Polskę niepodległości. Dla mnie aspekt patriotyczny jest bardzo ważny, bo kocham swój kraj i chciałbym go promować i przedstawiać w najlepszym świetle. Moim partnerem w wyścigu został Ben Schmidt. To legendarny canoista. Urodził się na Alasce, życie w dziczy nie jest mu obce. To przewodnik na canoe oraz nauczyciel pływania na canoe. Jeden z najlepszych zawodników z Alaski. To zaszczyt i wyróżnienie mieć na pokładzie łódki takiego partnera. W I edycji tego wyścigu zajął wysokie III miejsce na własnym zaprojektowanym drewnianym canoe.  Dla mnie ważne jest nie tylko zgranie, ale też podobny światopogląd. Ben tak samo jak ja, kocha dzieci. Ma ich czwórkę - troje synów i córkę, z czego dwójkę zaadoptował. To pokazuje tylko jak dla niego ważna jest rodzina i że  tak naprawdę wszystko robimy dla najmłodszych. Kiedyś rozmawiałem ze swoim 8- letnim synem i powiedziałem mu o projektach, moich rozterkach. Może przestać to robić, zastanawiałem się. Ośmioletni Igor odpowiedział: Nie tato, ty mnie tym motywujesz! Zapamiętałem to. Dlatego tutaj też jestem. Bardzo ważna jest pasja, pokazywanie najmłodszym.  

Co jest naszym celem jako zawodników? Stanąć na podium - jak najwyższym.

Takie mamy założenie, napisać nowy rozdział w historii canoe, ale to, jaki będzie finał, zobaczymy. Prawdziwej przygody się nie zaplanuje.

Czym jest wyścig Yukon 1000? Kim są zawodnicy?  Jest 6 ekip w kategorii canoe, 5 ekip w kategorii kajak, w tym nowi rekordziści świata z Nowej Zelandii oraz 3 ekipy w kategorii Sup. Udział solo jest zabroniony.

Wyścig jest opisywany jako "czysta izolacja, totalne wyczerpanie i absolutna samowystarczalność", zawody utrzymane w duchu, które 120 lat temu towarzyszyły poszukiwaczom złota, doświadczenie zmieniające życie. Na dystansie 1000 mil uczestnicy są zdani na siebie, zmagają się z alaskańską dziczą, polegając tylko na sobie nawzajem. Żadnych, poza nadajnikami GPS i InReach, nowoczesnych sprzętów, telefony satelitarne są zabronione. A po drodze czeka na nich nawigacyjne piekło - wzburzona woda, powalone drzewa, zdradliwe kanały. Trzeba mieć nie tylko nieludzką wytrzymałość i wolę z żelaza, ale i świetnie opracowany plan podróży - tak zwany "track".

Yukon 1000 przebiega przez odcinek, gdzie jest kilka tysięcy kanałów i kanalików. "Track" musi być perfekcyjnie przygotowany. Ja spędziłem dużo czasu na analizach razem z kartografem Adamem Wasilewskim. Sprawdzaliśmy, gdzie rzeka jest najszybsza, gdzie niesie najwięcej gałęzi, gdzie jest mętna woda. Niezwykle ważny jest też wybór miejsc na noclegi, bo każdego dnia mamy 6-godzinny obowiązkowy postój. Moimi rywalami będą sami profesjonaliści, m.in. dwóch żołnierzy SAS. Ale nawet takim asom nie zawsze się udaje, w poprzedniej edycji (wyścig odbywa się co 2-3 lata) wystąpiło osiem osad, a do mety dopłynęło pięć. Nikt nie jest w stanie płynąć skrajnie wyczerpany, nikt nie jest odporny na kontuzje. Według mnie wygrywa ten, kto zrobi najmniej błędów. Za Dawson City Yukon "rozlewa się" i trzeba wtedy wybrać najszybszy kanał. A nie jest to proste, gdy zmagamy się z rzeką zamarzającą na osiem miesięcy. Choćby dlatego, że po uwolnieniu z lodu zmienia się układ wysp. To trochę loteria. Drużyna o nazwie Independent Poland, nazwana tak dla uczczenia 100-lecia Niepodległości, będzie miała też trzeciego, członka – mojego ojca. Jego zadaniem będzie przekazywanie nam meldunków za pomocą nadajnika InReach i regulowanie w ten sposób ich tempa.

Zapraszamy do śledzenia przebiegu wyścigu na następujących stronach:

Relacje na Facebooku Marcina Gienieczko-3 razy dziennie:

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Na  stronie dedykowanej  wyścigowi:

https://www.facebook.com/theyukon1000/

http://www.yukon1000.org/

oraz na www.gienieczko.pl

http://www.gienieczko.pl/yukon/

Obserwuj live track: http://www.gienieczko.pl/tracking/yukon1000/ https://yukon1000.com/entry7/tracker_results.php?race=18y1k


14 lipiec 2018

Wyscig wyścigiem ale w każdym projekcie jest tez misja. Wyscig w kategorii solo w Yukon River Quest

https://sportowefakty.wp.pl/kajakarstwo/765396/marcin-gienieczko-jako-pierwszy-polak-ukonczyl-wyscig-yukon-river-quest

dedykowałem wszystkim marynarzom śródlądowym. Jako ze sam plywam na wielkich barkach na Renie od 2011 roku wiem co to rzeka i żywioł. W raz z www.kajakibezgranic.pl chcemy przedstawic rzekę w innym wymiarze.

Europejskie Centrum Wodne - to część sprzedażowa, która zawiera w sobie wędkarstwo i kajaki, sprzęt wodny i taki, który pozwala spędzać czas na wodzie, obok wody, który nie boi się wody i wszystko co jest fajnego związanego z wodą. Tutaj można wejść pooglądać kupić itd itp - jesteśmy na etapie 1 budowy tego elementu

2. Kajaki Bez Granic - to element większej układanki, który ma przedstawić Kajaki jako sprzęt, który można wykorzystać budując swoje pasje na wodzie. Nie tylko dla ludzi, którzy już je znają, Niekoniecznie dla zawodowców ale dla tych, którzy chcą spróbować czegoś innego niż tylko siedzenie na grillu i picie piwa. Ten aspekt jest mega ważny z powodu możliwości komunikacji Nucanoe jako sprzętu, który może służyć osobom niepełnosprawnym. Jest bezpieczny, można wejść do kajaka z wody itd itp.

3. Nie Bój się Wody - to autorski program, który w Europejskim Centrum Wody jak i mobilnie ma edukować dlaczego woda jest ważna, kiedy może być i jest niebezpieczna. Jak o nią dbać i jakie są różnice między wodą i wodą. Tutaj chcemy złamać przesłanie: „ ….nie podchodź do wody bo to niebezpieczne, utopisz się itd itp. 



Chcemy stworzyć projekt, który będzie oddziaływał na wielu przestrzeniach. Edukacja i wiedza to podstawa do tego, żeby zacząć próbować i przerodzić te próby w pasję jednocześnie budując świadomość tego jak ważna jest woda i jak niesamowity to żywioł. 

Dla przykładu powiem tylko , że Warszawa jest jednym z niewielu jeśli nie jedynym miastem, które ma wspaniałą rzekę a stoi do niej tyłem cały czas. Londyn, Paryż, Berlin, Budapeszt, Praga, Wiedeń, Zagrzeb, Hong Kong, Szanghai i miliony innych miast wykorzystują rzeki i wody otaczające te miasta w sposób absolutnie unikalny i niesamowity. W niektórych miejscach rzeki to świętość w niektórych drogi komunikacji ale prawie wszędzie woda jest obok. U nas zawsze z tyłu. Nawet Gdańsk przez wiele lat oprócz statków i dużego portu był martwy mając tak niesamowite położenie. Góra Kalwaria jest miejscem, które obrazuje to doskonale. Kiedyś miejsce, które żyło z rzeki dziś zaniebany i zapomniany port a ludzie spędzający czas nad Wisłą dojeżdżają nad jej brzeg łamiąc zakazy wjazdu, wejścia itd itp. To naprawdę niesamowite jak daleko znajdujemy się od tego najbardziej cennego żywiołu będąc tuz obok niego. 

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


6 lipiec 2018

Czy w życiu warto być fighterem?

Od 7 roku życia uprawiam sport. Od 15 lat pływam na canoe. Mam swój styl w eksploracji. W 2013 r. startowałem w wyścigu Yukon River Quest, ale z powodu choroby nie zrealizowałem tego wyścigu. To był atak kamicy nerkowej. Później było przepłynięcie Amazonii w canoe na dystansie 5980 km, którego dokonałem jako pierwszy człowiek na świecie. Nikt do tej pory nie przepłynął systemu rzecznego Amazonki na takim dystansie w canoe. Zdobyłem tytuł World Record Guinness, na który mogę się powoływać do tej pory.

Zarzuty pewnych osób ze środowiska spowodowały zamęt w ocenie tego wyczynu. Jednak dalej robiłem swoje. Postanowiłem, że zrobię ostatnią wielką wyprawę - trawers Antarktydy. Jednak w trakcie organizacji projektu na Biegun Południowy, postanowiłem wyczyścić wszystko w mojej głowie. Dokonać tego, co nie dokończone. Rok temu przeszedłem w poprzek góry Mackenzie, pokonałem dystans 1000 km w obie strony. W jedną stronę szedłem 600 km samotnie, w drugą - z partnerem z Kanady.

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=14Stdy1LG9RUVLpOzUkspu_4wpwk&ll=63.66700745521405%2C-129.71398999999997&z=7

Kiedy zjawiłem się w stolicy Jukon Terytorium, odwiedziłem zaprzyjaźnionych Kanadyjczyków, którzy prowadzą firmę w Kanoe People. Znamy się od 2003 roku, kiedy to przepłynąłem samotnie Jukon na dystansie 3100 km od Benet Lake do Morza Beringa. Zajęło mi wówczas to 76 dni. Rozmawialiśmy o tamtej wyprawie. Patrząc na regatowe canoe wsiadłem do niego i w ciągu 3 minut wiedziałem, że muszę jeszcze coś zrobić na canoe. Wyprawy rzeczne w ogóle już mnie nie interesują.  Po przepłynięciu Amazonki, jestem zaspokojony ambicjonalnie. Dla mnie liczą się tylko projekty sportowe. Scott z firmy Canoe People powiedział - zawalcz na wyścigach.... i postanowiłem wystartować w najbardziej prestiżowym wyścigu -  YRQ czyli 715 km najdzikszą rzeką Kanady.

Pracowałem na statku zarabiając na ten wyścig, wszystko analizowałem, dostałem zielone światło od najbliższego otoczenia, że mi pomoże. 8 stycznia 2018 roku postanowiłem, że skupię się tylko i wyłącznie na wyścigu, po każdym kontrakcie jechałem do Belgii, do mojego mentora Francisco, najlepszego specjalisty w pływaniu na canoe.

Trenowałem na łódce 1-osobowej See 1. Jak taki model wygląda, podaję link:

http://www.clippercanoes.com/sea-1/

 

Jednak nie czułem tej łódki od początku. Nie było mocy, chemii. Ja od 16 lat pływam na canoe tradycyjnym. Takie prawdziwe dla mnie canoe jest bez steru. See 1 jest co prawda dopuszczone w kategorii solo jako canoe, ale dla mnie to bardziej kajak. Trenowałem w miarę możliwości na tym modelu, bo tylko Belg Francis posiada go w Europie. Jednak na Yukonie szybko zweryfikowałem własne możliwości. Kiedy wsiadłem do tego canoe podczas pierwszych treningów, już pierwszego dnia się wywróciłem. Wysuszyłem się i popłynąłem 20 km w dół Jukonu od Whitehorse. Łódka była rzeczywiście szybka, ale to jednak nie to, o co mi chodziło.

Przyjechalem do Whitehorse i organizatrzy YRQ zaproponowali mi canoe Cliper jensen 18. To łódka szybsza od modelu ekspedycyjnego, którym pływam przez ostatnie 16 lat -prędkość szybsza o 20%. Zadecydowałem, że w YRQ popłynę własnie tym modelem. Zdawałem sobie sprawę, że od samego początku mam nierówne szanse. Aby łódka płynęła szybko i stabilnie, musiałem ją dobrze zabalastować - wstawiłem na przod canoe około 70 litrów wody, dzięki czemu dziób kanoe nie podskakiwał na fali. Wystartowałem 27 lipca.

Organizatorzy i znawcy canoe dawali mi 40% szansy na przepłynięcie do pierwszego punktu. Zdążyłem...Przypłynąłem około 1:25 czasu miejscowego. Jak się okazało, łódka dwuosobowa regatowa była tylko o 15 procent szybsza od ekspedycyjnego modelu Mad River, którym przepłynąłem Amazonkę na dystansie 5980 km.

 

Pierwszy dystans, czyli 95 km pokonałem (płynąc przez jezioro długości 50 km) w ciągu 13,5 godziny. W trakcie płynięcia złamało mi się wiosło. Początkowa moja prędkość na jeziorze, to 4,5 h, gdyż zmienił się wiatr i miałem mocny wiatr z północy. W połowie wyścigu wiedziałem, że mogę nawet go nie ukończyć, tutaj szanse były bardzo nierówne. Wyścig solo dwuosobową łódka, to tak, jakby Jelczem lub Kamazem ścigać sie na Dakarze w klasie WRC, lub jak to powiedział mój trener z Belgii – to tak jakby na rowerze górskim ścigać się w Tour de France. Walczyłem jednak dalej. Przepłynięcie Jeziora Labarge zakończyłem na 30 minut przed czasem.

Byłem totalnie wyziębiony, musiałem się przebrać,  wypić gorący rosół,  założyć czołówkę i w nocy popłynąłem w dół Jukonu ...

Przeszedłem ostatecznie na wiosło drewniane.W okolicach dopływu rzeki Big Salmon River płynąłem w dryfie i był to czas, kiedy mogłem naprawić moje uszkodzone wiosło. Ale niestety straciłem około 36 minut... zaczęła sie walka z czasem. Od rzeki Małego Łososia zastanawiałem się, czy dotrę do kolejnego punktu. Do Carmaks przypłynąłem o godzinie 19:55, -   3 godziny i 5 minut przed wykluczeniem z wyścigu. W 2013 roku przepłynałem dystans 320 km non stop bez spania w 29 godzin. Teraz zajęło  mi to prawie 30 godzin. Jak dotąd nikt nie pokonał tego dystansu na dwuosobowym canoe w trakcie 20 -letniego już wyścigu. W Carmaks zamiast wypoczywać 7 h, regeneracja zajęła mi 8,5 h. W kolejnym etapie przepłynąłem bystrza Five Finger Rapids, bystrza klasy 3 a, później rzeka biegnie szybciej, więc nabrałem większej prędkości. Moje wiosło ponownie się przetarło, więc przeszedłem na drewniane wiosło. Dodatkową trudnością był fakt, że w poszczególnych etapach był źle poprowadzony track. W trakcie ścigania profesjonalnego mało kto czyta z mapy. W ściganiu liczy sie czas. Dopłynąłem do kolejnego check point - Coffee Creek i tam ludzie, którzy mierzą czas, nie mogli się nadziwić, co ja mam w tym canoe. Powiedziałem, że 70 litrów wody jako balast. Nie mogli uwierzyć, że to prawda. Co ciekawsze, na tym dystansie wyprzedziłem dwuosobowy zespół z Estonii, który płynął w kajaku oraz kajakarza z Niemiec i tandem canoe. Od  Coffee Creek płynąłem zawzięcie, bo mój trak pokazywał wkrótce metę. Okazało się, że odczytałem błędnie opis przy kolejnym check pointcie i wziąłem jako metę. Sądziłem, że jestem już blisko celu, po czym dostaję informację na nadajnik inReach od mojego zespołu Henryka Gienieczko i Adama Wasilewskiego, że jestem 70 km do Dawson, 5,5 godziny płynięcia do mety. To był dla mnie krytyczny moment, byłem już bardzo zmęczony, spałem tylko godzinę, wiosłowałem niemal non stop. Z bezsilności, wyczerpania wydawało mi się, ze miałem halucynacje, wykrzykiwałem imiona moich synów, to dawało mi siłę. Ostatecznie dopłynąłem w czasie:67:55:27

https://yukonriverquest.ca/yrq/app/entry7/tracker_results.php?race=18yrq

Więcej o wyścigu tutaj:

https://www.yukonriverquest.com/

https://www.cbc.ca/news/canada/north/yukon-river-quest-2018-final-1.4731105

http://www.thenews.pl/1/5/Artykul/365834,Pole-to-compete-in-world%E2%80%99s-toughest-canoe-races

Reasumując, ten wyścig był dla mnie ważny, ale i ostatni w moim życiu w kategorii solo. Musiałem to zrobić, aby udowodnić nie sobie, ale innym, Tym, którzy próbowali mnie zniszczyć tylko dlatego, że wypowiedziałem się wyraziście o poszczególnych ludziach ze środowiska podróżniczego w Polsce. Próbowano mnie zastraszać na różne sposoby, czy to pisząc artykuły w gazetach, czy to wystosowując apele do Polskiego Komitetu Olmpijskiego. Zawsze moja sprawa była przedstawiana w mediach bardzo jednostronnie, bez szans na obronę. W sporcie, jak i w życiu człowiek broni się czynami. Najbardziej zabolało mnie stwierdzenie, jakie znalazło się w raporcie  kajakarza Andrzeja Piętowskiego. Kajakarz z USA, Piotr Chmieliński stwierdził w nim, że „są jakieś nieścisłości w spływie Gienieczki, bo system satelitarnej nawigacji wskazuje, iż Marcin pokonuje w niektóre dni niezwykle długie odcinki rzeki”.

 

To niemożliwe! -mowił Piotr. –Ja tam przecież byłem! Nikt nie jest tam w stanie przepłynąć ponad 100 km w ciagu jednego dnia. – kontynuował.

Skoro mogę przepłynąć 320 km w ciągu 30 godzin, pokonując burzliwe jezioro pod wiatr z północy dwusobową kanadyjką z 70-litrowym balalstem, to chyba jednak jest to możliwe?

Jestem fighterem, walcze do końca i to jest też odpowiedź na pytanie, które padło na początku tej relacji.

Warto też dodać, że Ukajali i bieg rzeki Jukon od Whitehorse jest bardzo podobny. Nawet powiedziałbym, że Jukon od Whitehorse jest wolniejszy od Ukajaki w kilku miejscach.

 

W pseudo raporcie kajakarza Andrzeja Piętowskiego padł kolejny zarzut:

„Zachodziliśmy w głowę, jakie mogłyby być przyczyny tego gwałtownego przyspieszenia? Silny prąd wody? Nie, nie o tej porze roku..”

Odpowiedź jest prosta - ktoś jest lepszy po prostu, szybszy, sprawniejszy, mocniejszy itp.

 

A jeżeli to nieprawda, to zapraszam do kolejnego ścigania się.  Za 3 tygodnie biorę udział w jeszcze poważniejszym i dłuższym wyścigu, bo liczącym 1600  km. Na Jukonie, to nieofcjalne mistrzostwa świata na canoe. Nie ma większego wyscigu.I cel jest jeden - zostać najlepszym na świecie.Nie ukończyć, nie zająć III miejsce, ale wygrać i to ogłaszam otwarcie.

 

A może to nie koniec tego tematu?

Moja odpowiedź została przedstawiona przez redakcje magazynu „Żagle”, Urząd Gminy Kosakowo oraz PKOL.

 

http://www.gienieczko.pl/pdf/triatlon.xls.pdf

http://gminakosakowo.pl/aktualnosci/oswiadczenie-podroznika-marcian-gienieczko/

 

 

Ten wyścig, YRQ jest odpowiedzią i ta korespondencja. Oczywiście, tam gdzie ludzie, tam i zawiść i różnego rodzaju gry, całkowicie niezrozumiałe dla wielu ludzi. Ale w życiu  wygra ten,  kto utrzyma kurs do końca, czy to szkwał, burza czy wiatr z Północy.

Korzystając z okazji pragnę podziękować Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu, który wsparł mnie w trudnych chwilach i poddał kłamliwej proapagandzie. Dziękuję Panie Prezesie.

 

Jednocześnie zapraszam wszystkich do śledzenia najbliższych poczynań i przygotowań. Niebawem wyścig  YUKON 1000.

 

http://www.yukon1000.org/

 

Będzie to totalnie ekstremalne wyzwanie. Różnica między Yukon River Quest, a Yukon 1000 jest taka, że płyną tam tylko zawodowcy. Tacy jak, np. kajakarz z Nowej Zelandii, który pokonuje dystans przepłynięcia Jukonu 715 km w 45 gdzin.

 

Moją konkurencją są żołnierze jednostki SAS, kajakarze z USA, Alaski, Kanady, Nowej Zelandii, rekordziści World Record Guinness, zwyciezcy wioślarskich zmagań Whisky Challenge przez Atlantyk.

Tam nikt przypadkowy nie płynie. Zostają fanatycy, profesjonaliści, którzy chcą pokazać,  ile mają do powiedzenia.

Moja łódka i team nazywa się Independent STS Poland. Tak naprawdę dla mnie, tam zacznie sie prawdziwy wyścig.

Zapraszam wszyskich do kibicowania – przyjaciół, wrogów, sojuszników oraz  najbliższych, przy których mogę głośno myśleć. Na 100 – lecie Niepodległości Polski nie wyszły projekty- Zdobycie K2, nie wyszedł projekt żeglarski Polska 100, Jacek Pałkiewicz zrezygnował z  wyprawy samochodowej szlakiem Marco Polo, a polscy piłkarze ponieśli klęskę na Mundialu. To może mi się uda?

 

Pamiętam, jak prowadzilem korespondencję mailową z Januszem Janowskim z festiwalu Kolosy. Wówczas napisał:

 

,, Bardzo dobry pomysł z tym udziałem w wyścigu canoe.

 

W ten sposób może Pan rozwiać wątpliwość osób, które skali Pana wyczynów nie mogą dopasować do Pana potencjalnych możliwości fizycznych. Ciagle bardziej wygląda Pan na dziennikarza niż na ekstremalnego podróżnika :)

Prosze im udowodnić, ze pozory mylą."

 

Wyscig  YRQ to potwierdził. Dla mnie to mało. Moj cel jest jeden - być najlepszym, wygrać, a w najgorszym wypadku zająć II miejsce m wyścigu Yukon 1000.

To prawdziwa przygoda i wyzwanie dla uczestnika obchodów 100- lecia Niepodległości naszego kraju. Będziemy walczyć .

Independent STS Poland is Coming!

    


1 lipiec 2018

Komunikat: Marcin Gienieczko ukończył legendarny wyścig Yukon River Quest w Kanadzie, przepłynął w kategorii solo canoe 720km w czasie 67h , zrobił to jako pierwszy Polak po tym jak przepłynął Amazonkę. W trakcie 20-letniej organizacji tego wyścigu nikt do tego czasu nie przepłynął  tej trasy na łódce dwuosobowej Clipper Jensen 18-Marcin został zauważony przez organizatorów wyścigu i największe sławy kajakarstwa i canoingu w Kanadzie- aktualnie Marcin myśli o zwycięstwie w wyścigu Yukon 1000 który odbędzie się pod koniec lipca tego roku.


29 czerwiec 2018

W dniu dzisiejszym (29.06.2018 r.) Marcin o godzinie 04.55 czasu polskiego dotarł do Carmacks.

Przepłynął 304 km od Whitehorse w ciągu niespełna 32 godzin.

Teraz ma 7 godzinny przymusowy odpoczynek.

Potem wypłynie w kierunku Dawson i będzie miał do pokonania ponad 400 km.


27 czerwiec 2018

Witajcie ,zapraszam do śledzenia wyścigu. Dzisiaj miałem spotkanie z organizatorami. Pytają się czy to prawda że w kategorii solo chcesz ukończyć wyścig w dwuosobowej łódce? Tak! Jesteś szalony. Jeszcze nikomu się to nie udało... a mamy wyścig już 20 lat.....Kiwam głową i mówię: zobaczymy. Zapraszam na śledzenie przebiegu wyścigu na stronach: http://www.gienieczko.pl/tracking/yrq/ oraz na https://yukonriverquest.ca/…/app/entry7/tracker_results.php… Zespół nazywa się AMAZON POLAND na cześć przepłynięcia Amazonki -wyprawy zrealizowanej w 2015 roku. Więcej tutaj:: https://www.tvn24.pl/…/marcin-gienieczko-przeplynal-najwiek…


21 czerwiec 2018

Zakończyłem właśnie swój ostatni trening przed wyścigiem YRQ oraz swoimi 40-tymi urodzinami. To były 4 noce i 100 km płynięcia po wietrznym i burzliwym jeziorze Laberge.

Popłynąłem w canoe Jensen 18. Zamieniłem model See 1 na Clipper Jensen 18. W tej łódce czuję się lepiej, bardziej komfortowo, wygodniej jest mi zjeść, napić się, łatwiej jest ustawić się do wiatru.

See 1 jest modelem bardziej wymagającym. Poza tym uważam, że nie jest to sprawiedliwe płynąć w kategorii solo w canoe, które posiada ster, czyli podobnie jak w kajaku. To dla mnie nie jest canoe. To tak, jakbym płynął o własnych siłach przez Atlantyk używając żagla i mówiłbym, że płynąłem dzięki sile własnych mięśni.

Kanoe dla mnie musi być tradycyjne, czyli bez steru. Wymaga to więcej siły, taktyki i techniki aby utrzymać prostolinijny kurs, ale myślę, że warto.

 

27 czerwca startuję w wyścigu Yukon River Quest. To najbardziej wymagający na świecie wyścig, porównywany do żeglarskich regat Sydney-Hobart czy rajdu Dakar. Mogą w nim wziąć udział zarówno zawodnicy w kajaku, jak i w canoe. Indywidualnie, w tandemie czy większych grupach mają do pokonania dystans 715 km z Whitehorse do Dawson City.

Moim celem jest ukończenie wyścigu w ciągu 61 h i 20 minut. To ma być rewanż za sytuację z roku 2013, kiedy to z powodu choroby nie mogłem ukończyć wyścigu.

 

Jednak udział w Yukon River Quest ma być dla mnie przygotowaniem do jeszcze ważniejszego wyścigu, który rozpocznie się trzy tygodnie później. 22 lipca 2018 r. startuję w łódce o nazwie „Independent Poland” na 100-lecie Niepodległości Polski w wyścigu Yukon 1000.

To najdłuższy wyścig na świecie, bo liczy 1600 km, trasa prowadzi od Kanady po Alaskę.

Celem tego wyścigu jest zdobycie tytułu najlepszego na świecie. Takie jest założenie i cel wyścigu. Będę płynął z bardzo dobrym partnerem, więc tutaj szanse są bardzo duże. Wyścig YRQ ma mnie przygotować kondycyjnie, taktycznie, ale i psychicznie.

Ukończenie obu wyścigów w jednym miesiącu w kategorii solo 2-osobową łódką, a później wygrana w YUKON 1000 byłoby wielkim wydarzeniem

Równo 15 lat temu przepłynąłem pontonem rzekę Yukon -3100 km w 76 dni.

Teraz wróciłem, aby ponownie zmierzyć się z Yukonem w wyścigu. To poprzeczka znacznie większa niż każda ekstremalna wyprawa.

Taki jest plan i założenie, a jak będzie, zobaczymy.

 

 

Zapraszam do śledzenia przebiegu obu wyścigów, zwłaszcza tego, który rozpocznie się już 27 czerwca o godzinie 12.00. Canoe popłynie pod nazwą Amazon Poland. Wierzę w to, że misja sie powiedzie. Jestem jedynym Europejczykiem, który płynie w canoe w kategorii solo, także jedynym Polakiem, który startuje w YUKON 1000.

 

Więcej informacji na temat Marcina Gienieczko oraz wyścigu dostępnych jest na stronach:

www.gienieczko.pl

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

https://www.yukonriverquest.com/

http://www.yukon1000.org/


19 czerwiec 2018

U nas w domu żyje się piłką nożną i ....teraz Yukonem....piłka nożna łaczy.


18 czerwiec 2018

Marcin zakończył trening przed wyścigiem YRQ ,opłynął jezioro Labege, miał przeciwny wiatr. Ostatni trening to 12 godzin płynięcia, dziś Marcin kończy 40 lat to przełomowy wiek dla sportowca i mężczyzny. Ostatni dzień to 13 h wiosłowania pod wiatr i przeciwna fale. Był to ostatni etap przygotowań.Teraz jest czas na odpoczynek, przegląd łódki, nadajników GPS-poprawić tracka nie jest dokładny.. Marcin będzie płynął solo w łódce 2-osobowej (po raz pierwszy w historii 20 letnich wyścigów,chce tym samym pokazać ze  jest możliwe ukończenie w kategorii solo dwuosobową łódką. Nikt wcześniej tego nie dokona)bo w niej czuje się pewnie. Start wyścigu 27.06.2018r, dłuższa relacja  wkrótce.

Zapraszamy do śledzenia projektu na:
www.gienieczko.pl/yukon

 


9 czerwiec 2018

Marcin Gienieczko sportowy Ambasador Gminy Kosakowo będzie reprezentował Polskę w dwóch największych maratonach na canoe na świecie w Kanadzie i na Alasce- "Czy naprawdę chcesz to zrobić?" - pytają chętnych do startu organizatorzy Yukon 1000, ekstremalnego wyścigu największą rzeką Alaski. Marcin Gienieczko chce, i to bardzo, popłynąć Jukonem po swoje ostateczne marzenie - wyprawę na biegun południowy. Aby tak się stało musi  zrealizować w 100% oba wyścigi.

 

Jak to się zaczęło? Jest rok 2013. Leżę  w łóżku  w Whitehorse w stolicy Jukon Terytorium w płn. Kanadzie  w  mieszkaniu Państwa Kożuchowskich. Dorota i jej mąż zobowiązali się mi pomóc, być zespołem brzegowym  w trakcie trwania wyścigu Jukon River Quest . Około północy łapie mnie potworny ból prawej nerki. Zaciskam zęby. ściskam kołdrę. Biorę lek  Furaginum oraz  Buscopan jest to lek rozkurczowy który ma mi pomóc.. Pije też jarzębinę w tabletkach , która  owoce dostarczają magnezu, miedzi, potasu, sodu i innych cennych substancji:

Po 2 godzinach ból odpuszcza

 Wróciłem  z  przepłynięcia Jukonu jako zawodowy przewodnik .Tydzień temu wcześniej przeprowadzałem  grupę turystów z firmy „SatFilm” z Włocławka .Prezes Robert Kowalczyk wysłał ich w nagrodę aby bardziej  docenili bardziej  życie cywilizacji, ja tym samym  zarabiałem na udział w wyścigu. Zajęło nam  to 13 dni pokonując 800km Jukonu, .Teraz  chcę  to samo zrobić ale płynąc w sportowym  stylu a  to oznacza jedno  przepłynąć taki sam dystans tyle ,że  w ciągu 64 godzin Mam znów  bóle prawej nerki. Nie wiem co się dzieje może się przeziębiłem? Skręcam się ponownie w łóżku .Mam parcia na mocz ale nie mogę go   oddać.Za dwa dni mam wystartować w legendarnym  wyścigu Jukon River Quest, mam reprezentować Polskę po raz pierwszy w życiu. Wyścig to dla mnie nowość .Do tej pory organizowałem tylko ekspedycje. Mimo bólu postanawiam zaryzykować i   wystartować. Dzień przed wyścigiem jest odprawa załóg. Stawiam się mimo że jestem osłabiony. Czuję się jak niemowlę. Patrzę,  analizuję niczym przez mgłę . Dzień później  postanawiam już być na  starcie. Wszyscy się pytają jaki jest prąd rzeki. Jestem jedyna osoba z startujących ekip która przepłynęła Jukon  na tym odcinku parę dni temu. Duma mnie rozpiera, patrzę na Polska flagę która leży na pokładzie mojej lodzi. Biegnę, około  500 metrów ze wszystkimi zawodnikami. Wskakuję do łódki. Zaczynam napierać. Uderzam  wiosłem o nurt Jukonu , który przepłynąłem pontonem w całości w 2003 roku. Tym razem to nie turystyczny ,przygodowy rejs ale  sportowe płyniecie. Moje canoe cargo posuwa się  bardzo wolno na tle szybkich kanadyjek z kewlaru. Po przepłynięciu  43 km wpływam na wielkie jezioro Labarge. Długie na 49 km i szerokie na 6,5 km wielkie jezioro Jukonu otoczone jest górami. Tafla jeziora spokojna. Najlepsi wioślarze już kończą przepłyniecie jeziora. Wiosłuję zawzięcie. Nie przestaję. Płynę 5,5 km na godzinę  pod delikatny wiatr. Aby przepłynąć I etap legendarnego najdłuższego  najbardziej extremalnego wyścigu na canoe w  świecie trzeba w ciągu 12 godzin przepłynąć prawie  93 kilometry. Biorąc pod uwagę że  startuję w canoe ekspedycyjnym nie wyścigowym poślizg takiego canoe jest bardzo wolny. Wielu ludzi pytało się dlaczego nie płynę  regatowym canoe. Powód jest jeden opanowałem dokładnie przez wiele lat pływanie  tym modelem. Nie mam czasu na sikanie do butelki. Powstrzymuje się jak mogę Zaciskam zęby. Wzmaga się wiatr. Włączam latarkę  zamieszczoną na  głowie. Rozświetlam drogę mimo ,że czerwiec to najdłuższe dni. Tak zwane białe noce na Północy.  Jest półmrok ale nie ciemnieje. O godzinie 2  w nocy mija czas gdzie muszę  się zameldować w II punkcie kontrolnym Jeżeli nie zdążę zostanę wyeliminowany przez   organizatorów z  legendarnego już wyścigu. Jestem pierwszym Polakiem który  postanowił wziąć udział w tym  sportowym płynięciu przez Jukon Terytorium Północnej Kanady. W ramach przygotowań w maju przepłynąłem Bałtyk z Bronholmu do Darłowa w ciągu 27godzin i 30 minut, 110 km. Była to mocna  zaprawa przed przepłynięciem  legendarnego jeziora Labarge. Zaciskam pięść jeszcze mocniej na  pagaju. Połykam kolejny  żel energetyczny.  Pociągam  poprzez usta  rozrobiony napój energetyczny ze specjalnych   camelbagiem .To specjalny plecak, w którym mieści się elastyczny pojemnik na napój. Specjalna rurkę mocuje się na koszulce, i pozwala ona na picie podczas płynięcia. Ja przykleiłem rurkę  do lewej burt  koło kolana. Jest to lepszy wynalazek od butelki w garści .Nie musze odkładać wiosła w trakcie picia nie tracę czasu  co w trakcie wyścigu odgrywa znaczącą rolę.   Nie mam czasu również  aby otworzyć sobie termos z jedzeniem aby cos zjeść. Do burty są  poprzyklejane na taśmę  żele energetyczne. Jednym zamachem zrywam taśmę i wysysam żel. Pomaga, przez 2 godziny znowu mam turbo doładowanie. Każda minuta odgrywa w wyścigu rolę. To nie jest płyniecie turystyczne. Wiosłuję coraz bardziej zawzięcie.  Przebijam się przez niewielkie fale. Dwadzieścia minut przed godziną  2  w nocy gdzie upływa czas  pierwszego etapu ,gdzie każdy zawodnik musiał się zameldować aby nie zostać wyeliminowanym. Jest! Przepłynąłem jezioro Labarge w 2003 roku kiedy płynąłem Jukonem aż do Morza Beringa zajęło mi wówczas  2 dni. Wówczas płynąłem  pontonem. Teraz zajmuje mi  11 godzin i 30 minut  jako całość pierwszego odcinka. Mijam  strefę kontrolną. Nogi są jak z waty. Ledwo się utrzymuję. Robię w ciemności przy ognisku 10 przysiadów, podskakuje. Mam  tutaj półgodzinna przerwę ,mogę  tutaj już ją zrobić. Rozgrzewam mięśnie, zakładam kolejny polar ,przegryzam   kawałek mięsa , popijając gorącym kakao. Około 3  w nocy wpływam na szybki nurt Jukonu. Teraz już wiem ,że dam radę .Rzeka mnie niesie. Tydzień temu tą samą trasę  przepłynąłem prowadząc grupę turystów jako zawodowy przewodnik. Wówczas  prąd rzeki był słabszy a teraz stan wód jest wyższy co daje większą prędkość. Nurt  Jukonu porwał mnie tak szybko że pędzę jak rakieta. Mój Gps wskazuje że z moim wiosłowaniem mam 19km/godz. Istna fala powodziowa. To pod koniec czerwca na rzece jest najszybszy  nurt. Przebijam się przez kolejne spienione grzywacze. Nie zatrzymuję się nigdzie .Płynę na oślep patrząc tylko od czasu do czasu na Gps gdzie odhaczam kolejne punkty założone w wyścigu przez organizatorów.  Rzeka  zakręca mnie, wpływam miedzy wyspy ale mimo to trzymam szybki kurs. Wiosłuję tak zawzięcie  jakbym był zaprogramowany. Mijam kolejnych zawodników. Wyprzedzam! Nie jestem ostatni  mimo ,że mam najwolniejsze canoe. Tak zwane canoe cargo- ekspedycyjne nie regatowe. Pokonuję   zawodników którzy płyną w dwuosobowym składzie. Pięknie. Widzę  przed sobą  budynki niewielkiej miejscowości Carmaks. Dorota Kożuchowska  z mężem która już na mnie czeka macha w oddali polską flagą. Łapią canoe za dziób. Ledwo trzymając się  na nogach wychodzę z chybotliwego canoe .Dystans  320 km z Whitehorse do  Carmaks pokonuję w 31 godzin i 30 minut, no stop bez spania. Czuję się cholernie szczęśliwy. W Carmaks   obowiązkowy 7 godzinny postój  .Znajduje się  tutaj  punkt kontrolny. Zjadam  już zrobiony przez Dorotę liofizlowany obiad., spaggetti. Popijam kakao. Namiot już jest rozstawiony .Zapominam się przebrać , kładę  się i zasypiam, po 3 godzinach marznę i szybko się ubieram .Około  piątej nad ranem  rozpoczynam kolejny etap płynięcia .Po trzech godzinach zaczyna mnie boleć ponownie prawa nerka. Zaciskam zęby. Chcę się wysikać ale nie mogę. Kurwa, znowu ten pieprzony atak. Od  15 lat jeżdżę po świecie ale nigdy nie chorowałem a tutaj w trakcie wyścigu który trwa około 70 godzin  zaczyna mnie łapać ból. Może przejdzie? Marcin nie pękaj, dasz radę! Zaciskam zęby i wiosłuję coraz mocniej ale i tracę  siłę i prędkość. Przede mną bystrza Five Finger Rapids. Canoe nabiera prędkości  przebijam się przez  fale jedna ,druga trzecią. Biały grzywacz zalewa mi usta. Tydzień temu nieopodal na tych bystrzy się wywróciłem jako przewodnik. Czekałem aż wszyscy przepłyną ale nie zauważyłem  leżącego drzewa  pod które wpłynęło canoe. wówczas miałem dużo szczęścia .Rzeka mnie wypluła .Uratowałem siebie  i canoe. Teraz jestem bardziej skupiony. Nabieram jeszcze większej szybkości i przepływam bystrza klasy  III. W canoe pełno wody. Zatrzymuję się na  10 minut ,wybieram wodę i ponownie płynę. Po 5 godzinach ból prawej nerki robi się nie do zniesienia. Odkładam wiosło, kładę się  nabieram powietrza. Siadam, po 20 minutach ponownie  na klęczki i podejmuję ponowną próbę wiosłowania. Nie mogę podnieść do góry  lekkiego 300 gramowego  wiosła wykonanego z kewlaru. Zaczynam wymiotować. Drżeć z  zimna.. Nie daję rady, wyję z bólu na środku rzeki. Walczę ale po 40 minutach  już nie mam siły. Próbuję włączyć sygnał  satelitarnego lokalizatora  gdzie mam przycisk Help. Naciskam go po raz pierwszy w życiu ale   nie wychodzi  światełko informujące ,że wzywam pomoc. Może to jeszcze nie koniec? Migająca czerwona dioda się nie zapala.  Po przepłynięciu 400 km poddaję się. Ból jest nie do zniesienia. Dopływam  do Jukon Crossing  ,osady gdzie  stoi kilka domków i jest kolejny punkt kontrolny. Padam na brzeg .Organizatorzy zabierają mnie  do samochodu. Wszystkie rzeczy wrzucają do przyczepy. Zaczynam drżeć .Ktoś mi podaje  porcję elektrolitów. Drżę  z zimna mimo że mam założoną kamizelkę puchową i dwa polary , wyję z bólu. Kierowca szybko wiezie mnie do szpitala. Przed szpitalem czeka na mnie już lekarz z pielęgniarką. Pielęgniarka okazuje się , ma korzenie z Polski, jej mama jest Polką. Pomaga mi, dodaje otuchy. Nie mam siły  na nic. Sam iść  nie dam rady .Wsadzają mnie na wózek inwalidzki. Znajduję się w  Dawson City w płn. Kanadzie przy granicy z Alaską  nad rzeką Jukon gdzie  Jack Londyn  zaczynał pisać swoje największe  literackie uniesienia. Jego książka ” Biały kieł” czy  „Syn wilka” stały się światowymi bestselerami. To na nich się wychowałem. Leżę półprzytomny w szpitalu. Chciałem tutaj dotrzeć  ale nie jako schorowany człowiek ale jako niezłomny. Po 50 godzinach wiosłowania w legendarnym wyścigu Jukon River Quest  organizatorzy wykluczyli mnie z zawodów  . Powód ,ostry atak prawej nerki. -To kamica nerkowa stwierdza lekarz.  Drugi raz w życiu zachorowałem. Żeby ciekawiej tez na Jukonie. Równo  10 lat temu niedaleko miejscowości Galena  na Alasce płynąc   pontonem złapał mnie ostre zapalenie pęcherza. Wówczas nie przerwałem ekspedycji. To nie był wyścig .Miałem więcej czasu na  odchorowanie i dojście do siebie. Pech czy przeznaczenie? Przyjmuję drugą kroplówkę. Po dwóch dniach mogę już chodzić.   W samolocie już myślę  o powrocie na rzekę. Ekspedycje to mój narkotyk. Aby żyć musze go zażywać.

Po  nieukończonym wyścigu miałem możliwość znowu rozmawiać z  red  naczelnym miesięcznika ,,Żagle” Waldemarem Heflichem  Całkiem przypadkowo spotkałem go w marinie w Gdyni, kiedy szedłem załamany ze swoimi dziećmi.  Heflich powiedział: Marcin  musisz wziąć to na ,,klatę: takie rzeczy jakie doświadczasz  mowa o tej chorobie musisz wpisać w  swój cykl życia jako wyczynowiec .To jest sport , to jest przygoda .Takie życie. Zbigniew Gutkowski po 6 dniach  wyścigu musiał zrezygnować z   regat Vendee Globe gdyż miał wadliwy auto pilot. Tam był mechanizm a  u ciebie cos innego. Takie życie po takich upadach się stwierdza   czy naprawdę  chcesz to robić mimo cierpienia i chwilowej niechęci czy tez nie. Prawdziwy mistrz to taki który wstaje po  upadku. Pomyślałem facet ma wiedze  i duże życiowe doświadczenie. W końcu działa w tej  branży tyle lat. Zna największych ludzi morza ,jest komentatorem żeglarskich zmagań w Eurosport, robił film o Wandzie Rutkiewicz .Przegadał z nią wiele godzin, kiedy posądzono ja ,że nie weszła na sam szczyt ośmiotysięcznika Annapurny. Być może ma racje?

Marcin Gienieczko, sportowy Ambasador Gminy Kosakowo, będzie reprezentował Polskę w dwóch największych maratonach w canoe na świecie - w Kanadzie i na Alasce. "Czy naprawdę chcesz to zrobić?" - pytają chętnych do startu organizatorzy Yukon 1000, ekstremalnego wyścigu największą rzeką Alaski. Marcin Gienieczko chce, i to bardzo, popłynąć Jukonem po swoje ostateczne marzenie - wyprawę na Biegun Południowy. Aby tak się stało, musi zrealizować w 100% oba wyścigi.
 
 
Zapraszamy do śledzenia projektu na:

www.gienieczko.pl/yukon

 

Strona wyścigu:

https://www.yukonriverquest.com/

http://www.yukon1000.org/

 

Zapraszamy do wysłuchania historii Marcina Gienieczko w programie red. Michała Olszańskiego ,,Godzina prawdy” w Programie III Polskiego Radia
 

https://www.polskieradio.pl/9/1363/Artykul/1960711,Kontrowersyjna-wyprawa-Marcina-Gienieczki-Jak-bylo-naprawde

 

Red. Grzegorz Wojnarowski, dziennikarz sportowy Wirtualnej Polski przedstawia dążenie do celu Marcina Gienieczko, czyli jak dopłynąć na Biegun Południowy?

 

https://sportowefakty.wp.pl/kajakarstwo/756178/jukonem-po-wielkie-marzenie-marcin-gienieczko-startuje-w-kajakarskim-rajdzie-dak
 

 


Alicja Gienieczko
Rzecznik projektu- ,,Wyścig bez ograniczeń"!

Marcin Gienieczko reprezentuje Polskę w ekstremalnych zmaganiach na canoe.

Yukon River Quest Race to the Midnight Sun” World’s Longest Annual Paddling Race – 715 km / 444 miles from and  Yukon 1000 Race: The world’s longest canoe race. 1000 miles/1600 km

https://www.yukonriverquest.com/

Numer startowy:

https://yukonriverquest.ca/yrq/app/18yrq/teams.php#t58

The world’s longest canoe race. 1000 miles/1600 km

Totally self-supported, paddle 1000 miles from Canada into the Alaskan backcountry; finishing in the Arctic circle.

http://www.yukon1000.org/


7 czerwiec 2018

Marcin Gienieczko sportowy Ambasador Gminy Kosakowo będzie reprezentował Polskę w dwóch największych maratonach na canoe na świecie w Kanadzie i na Alasce- "Czy naprawdę chcesz to zrobić?" - pytają chętnych do startu organizatorzy Yukon 1000, ekstremalnego wyścigu największą rzeką Alaski. Marcin Gienieczko chce, i to bardzo, popłynąć Jukonem po swoje ostateczne marzenie - wyprawę na biegun południowy. Aby tak się stało musi  zrealizować w 100% oba wyścigi.

 

Jak to się zaczęło? Jest rok 2013. Leżę   w łóżku  w Whitehorse w stolicy Jukon Terytorium w płn. Kanadzie  w  mieszkaniu Państwa Kożuchowskich. Dorota i jej mąż zobowiązali się mi pomóc, być zespołem brzegowym  w trakcie trwania wyścigu Jukon River Quest . Około północy łapie mnie potworny ból prawej nerki. Zaciskam zęby. ściskam kołdrę. Biorę lek  Furaginum oraz  Buscopan jest to lek rozkurczowy który ma mi pomóc.. Pije też jarzębinę w tabletkach , która  owoce dostarczają magnezu, miedzi, potasu, sodu i innych cennych substancji:

Po 2 godzinach ból odpuszcza

 

 

 Wróciłem  z  przepłynięcia Jukonu jako zawodowy przewodnik .Tydzień temu wcześniej przeprowadzałem  grupę turystów z firmy „SatFilm” z Włocławka .Prezes Robert Kowalczyk wysłał ich w nagrodę aby bardziej  docenili bardziej  życie cywilizacji, ja tym samym  zarabiałem na udział w wyścigu. Zajęło nam  to 13 dni pokonując 800km Jukonu, .Teraz  chcę  to samo zrobić ale płynąc w sportowym  stylu a  to oznacza jedno  przepłynąć taki sam dystans tyle ,że  w ciągu 64 godzin Mam znów  bóle prawej nerki. Nie wiem co się dzieje może się przeziębiłem? Skręcam się ponownie w łóżku .Mam parcia na mocz ale nie mogę go   oddać.Za dwa dni mam wystartować w legendarnym  wyścigu Jukon River Quest, mam reprezentować Polskę po raz pierwszy w życiu. Wyścig to dla mnie nowość .Do tej pory organizowałem tylko ekspedycje. Mimo bólu postanawiam zaryzykować i   wystartować. Dzień przed wyścigiem jest odprawa załóg. Stawiam się mimo że jestem osłabiony. Czuję się jak niemowlę. Patrzę,  analizuję niczym przez mgłę . Dzień później  postanawiam już być na  starcie. Wszyscy się pytają jaki jest prąd rzeki. Jestem jedyna osoba z startujących ekip która przepłynęła Jukon  na tym odcinku parę dni temu. Duma mnie rozpiera, patrzę na Polska flagę która leży na pokładzie mojej lodzi. Biegnę, około  500 metrów ze wszystkimi zawodnikami. Wskakuję do łódki. Zaczynam napierać. Uderzam  wiosłem o nurt Jukonu , który przepłynąłem pontonem w całości w 2003 roku. Tym razem to nie turystyczny ,przygodowy rejs ale  sportowe płyniecie. Moje canoe cargo posuwa się  bardzo wolno na tle szybkich kanadyjek z kewlaru. Po przepłynięciu  43 km wpływam na wielkie jezioro Labarge. Długie na 49 km i szerokie na 6,5 km wielkie jezioro Jukonu otoczone jest górami. Tafla jeziora spokojna. Najlepsi wioślarze już kończą przepłyniecie jeziora. Wiosłuję zawzięcie. Nie przestaję. Płynę 5,5 km na godzinę  pod delikatny wiatr. Aby przepłynąć I etap legendarnego najdłuższego  najbardziej extremalnego wyścigu na canoe w  świecie trzeba w ciągu 12 godzin przepłynąć prawie  93 kilometry. Biorąc pod uwagę że  startuję w canoe ekspedycyjnym nie wyścigowym poślizg takiego canoe jest bardzo wolny. Wielu ludzi pytało się dlaczego nie płynę  regatowym canoe. Powód jest jeden opanowałem dokładnie przez wiele lat pływanie  tym modelem. Nie mam czasu na sikanie do butelki. Powstrzymuje się jak mogę Zaciskam zęby. Wzmaga się wiatr. Włączam latarkę  zamieszczoną na  głowie. Rozświetlam drogę mimo ,że czerwiec to najdłuższe dni. Tak zwane białe noce na Północy.  Jest półmrok ale nie ciemnieje. O godzinie 2  w nocy mija czas gdzie muszę  się zameldować w II punkcie kontrolnym Jeżeli nie zdążę zostanę wyeliminowany przez   organizatorów z  legendarnego już wyścigu. Jestem pierwszym Polakiem który  postanowił wziąć udział w tym  sportowym płynięciu przez Jukon Terytorium Północnej Kanady. W ramach przygotowań w maju przepłynąłem Bałtyk z Bronholmu do Darłowa w ciągu 27godzin i 30 minut, 110 km. Była to mocna  zaprawa przed przepłynięciem  legendarnego jeziora Labarge. Zaciskam pięść jeszcze mocniej na  pagaju. Połykam kolejny  żel energetyczny.  Pociągam  poprzez usta  rozrobiony napój energetyczny ze specjalnych   camelbagiem .To specjalny plecak, w którym mieści się elastyczny pojemnik na napój. Specjalna rurkę mocuje się na koszulce, i pozwala ona na picie podczas płynięcia. Ja przykleiłem rurkę  do lewej burt  koło kolana. Jest to lepszy wynalazek od butelki w garści .Nie musze odkładać wiosła w trakcie picia nie tracę czasu  co w trakcie wyścigu odgrywa znaczącą rolę.   Nie mam czasu również  aby otworzyć sobie termos z jedzeniem aby cos zjeść. Do burty są  poprzyklejane na taśmę  żele energetyczne. Jednym zamachem zrywam taśmę i wysysam żel. Pomaga, przez 2 godziny znowu mam turbo doładowanie. Każda minuta odgrywa w wyścigu rolę. To nie jest płyniecie turystyczne. Wiosłuję coraz bardziej zawzięcie.  Przebijam się przez niewielkie fale. Dwadzieścia minut przed godziną  2  w nocy gdzie upływa czas  pierwszego etapu ,gdzie każdy zawodnik musiał się zameldować aby nie zostać wyeliminowanym. Jest! Przepłynąłem jezioro Labarge w 2003 roku kiedy płynąłem Jukonem aż do Morza Beringa zajęło mi wówczas  2 dni. Wówczas płynąłem  pontonem. Teraz zajmuje mi  11 godzin i 30 minut  jako całość pierwszego odcinka. Mijam  strefę kontrolną. Nogi są jak z waty. Ledwo się utrzymuję. Robię w ciemności przy ognisku 10 przysiadów, podskakuje. Mam  tutaj półgodzinna przerwę ,mogę  tutaj już ją zrobić. Rozgrzewam mięśnie, zakładam kolejny polar ,przegryzam   kawałek mięsa , popijając gorącym kakao. Około 3  w nocy wpływam na szybki nurt Jukonu. Teraz już wiem ,że dam radę .Rzeka mnie niesie. Tydzień temu tą samą trasę  przepłynąłem prowadząc grupę turystów jako zawodowy przewodnik. Wówczas  prąd rzeki był słabszy a teraz stan wód jest wyższy co daje większą prędkość. Nurt  Jukonu porwał mnie tak szybko że pędzę jak rakieta. Mój Gps wskazuje że z moim wiosłowaniem mam 19km/godz. Istna fala powodziowa. To pod koniec czerwca na rzece jest najszybszy  nurt. Przebijam się przez kolejne spienione grzywacze. Nie zatrzymuję się nigdzie .Płynę na oślep patrząc tylko od czasu do czasu na Gps gdzie odhaczam kolejne punkty założone w wyścigu przez organizatorów.  Rzeka  zakręca mnie, wpływam miedzy wyspy ale mimo to trzymam szybki kurs. Wiosłuję tak zawzięcie  jakbym był zaprogramowany. Mijam kolejnych zawodników. Wyprzedzam! Nie jestem ostatni  mimo ,że mam najwolniejsze canoe. Tak zwane canoe cargo- ekspedycyjne nie regatowe. Pokonuję   zawodników którzy płyną w dwuosobowym składzie. Pięknie. Widzę  przed sobą  budynki niewielkiej miejscowości Carmaks. Dorota Kożuchowska  z mężem która już na mnie czeka macha w oddali polską flagą. Łapią canoe za dziób. Ledwo trzymając się  na nogach wychodzę z chybotliwego canoe .Dystans  320 km z Whitehorse do  Carmaks pokonuję w 31 godzin i 30 minut, no stop bez spania. Czuję się cholernie szczęśliwy. W Carmaks   obowiązkowy 7 godzinny postój  .Znajduje się  tutaj  punkt kontrolny. Zjadam  już zrobiony przez Dorotę liofizlowany obiad., spaggetti. Popijam kakao. Namiot już jest rozstawiony .Zapominam się przebrać , kładę  się i zasypiam, po 3 godzinach marznę i szybko się ubieram .Około  piątej nad ranem  rozpoczynam kolejny etap płynięcia .Po trzech godzinach zaczyna mnie boleć ponownie prawa nerka. Zaciskam zęby. Chcę się wysikać ale nie mogę. Kurwa, znowu ten pieprzony atak. Od  15 lat jeżdżę po świecie ale nigdy nie chorowałem a tutaj w trakcie wyścigu który trwa około 70 godzin  zaczyna mnie łapać ból. Może przejdzie? Marcin nie pękaj, dasz radę! Zaciskam zęby i wiosłuję coraz mocniej ale i tracę  siłę i prędkość. Przede mną bystrza Five Finger Rapids. Canoe nabiera prędkości  przebijam się przez  fale jedna ,druga trzecią. Biały grzywacz zalewa mi usta. Tydzień temu nieopodal na tych bystrzy się wywróciłem jako przewodnik. Czekałem aż wszyscy przepłyną ale nie zauważyłem  leżącego drzewa  pod które wpłynęło canoe. wówczas miałem dużo szczęścia .Rzeka mnie wypluła .Uratowałem siebie  i canoe. Teraz jestem bardziej skupiony. Nabieram jeszcze większej szybkości i przepływam bystrza klasy  III. W canoe pełno wody. Zatrzymuję się na  10 minut ,wybieram wodę i ponownie płynę. Po 5 godzinach ból prawej nerki robi się nie do zniesienia. Odkładam wiosło, kładę się  nabieram powietrza. Siadam, po 20 minutach ponownie  na klęczki i podejmuję ponowną próbę wiosłowania. Nie mogę podnieść do góry  lekkiego 300 gramowego  wiosła wykonanego z kewlaru. Zaczynam wymiotować. Drżeć z  zimna.. Nie daję rady, wyję z bólu na środku rzeki. Walczę ale po 40 minutach  już nie mam siły. Próbuję włączyć sygnał  satelitarnego lokalizatora  gdzie mam przycisk Help. Naciskam go po raz pierwszy w życiu ale   nie wychodzi  światełko informujące ,że wzywam pomoc. Może to jeszcze nie koniec? Migająca czerwona dioda się nie zapala.  Po przepłynięciu 400 km poddaję się. Ból jest nie do zniesienia. Dopływam  do Jukon Crossing  ,osady gdzie  stoi kilka domków i jest kolejny punkt kontrolny. Padam na brzeg .Organizatorzy zabierają mnie  do samochodu. Wszystkie rzeczy wrzucają do przyczepy. Zaczynam drżeć .Ktoś mi podaje  porcję elektrolitów.

 

Drżę  z zimna mimo że mam założoną kamizelkę puchową i dwa polary , wyję z bólu. Kierowca szybko wiezie mnie do szpitala. Przed szpitalem czeka na mnie już lekarz z pielęgniarką. Pielęgniarka okazuje się , ma korzenie z Polski, jej mama jest Polką. Pomaga mi, dodaje otuchy. Nie mam siły  na nic. Sam iść  nie dam rady .Wsadzają mnie na wózek inwalidzki. Znajduję się w  Dawson City w płn. Kanadzie przy granicy z Alaską  nad rzeką Jukon gdzie  Jack Londyn  zaczynał pisać swoje największe  literackie uniesienia. Jego książka ” Biały kieł” czy  „Syn wilka” stały się światowymi bestselerami. To na nich się wychowałem. Leżę półprzytomny w szpitalu. Chciałem tutaj dotrzeć  ale nie jako schorowany człowiek ale jako niezłomny. Po 50 godzinach wiosłowania w legendarnym wyścigu Jukon River Quest  organizatorzy wykluczyli mnie z zawodów  . Powód ,ostry atak prawej nerki. -To kamica nerkowa stwierdza lekarz.  Drugi raz w życiu zachorowałem. Żeby ciekawiej tez na Jukonie. Równo  10 lat temu niedaleko miejscowości Galena  na Alasce płynąc   pontonem złapał mnie ostre zapalenie pęcherza. Wówczas nie przerwałem ekspedycji. To nie był wyścig .Miałem więcej czasu na  odchorowanie i dojście do siebie. Pech czy przeznaczenie? Przyjmuję drugą kroplówkę. Po dwóch dniach mogę już chodzić.   W samolocie już myślę  o powrocie na rzekę. Ekspedycje to mój narkotyk. Aby żyć musze go zażywać.

 

 

Po  nieukończonym wyścigu miałem możliwość znowu rozmawiać z  red  naczelnym miesięcznika ,,Żagle” Waldemarem Heflichem  Całkiem przypadkowo spotkałem go w marinie w Gdyni, kiedy szedłem załamany ze swoimi dziećmi.  Heflich powiedział: Marcin  musisz wziąć to na ,,klatę: takie rzeczy jakie doświadczasz  mowa o tej chorobie musisz wpisać w  swój cykl życia jako wyczynowiec .To jest sport , to jest przygoda .Takie życie. Zbigniew Gutkowski po 6 dniach  wyścigu musiał zrezygnować z   regat Vendee Globe gdyż miał wadliwy auto pilot. Tam był mechanizm a  u ciebie cos innego. Takie życie po takich upadach się stwierdza   czy naprawdę  chcesz to robić mimo cierpienia i chwilowej niechęci czy tez nie. Prawdziwy mistrz to taki który wstaje po  upadku. Pomyślałem facet ma wiedze  i duże życiowe doświadczenie. W końcu działa w tej  branży tyle lat. Zna największych ludzi morza ,jest komentatorem żeglarskich zmagań w Eurosport, robił film o Wandzie Rutkiewicz .Przegadał z nią wiele godzin, kiedy posądzono ja ,że nie weszła na sam szczyt ośmiotysięcznika Annapurny. Być może ma racje?

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


20 maj 2018

Pamiętam kiedy robiłem zeszłoroczny trawers gór Mackenzie  w głowie miałem już cos wielkiego. Po przejściu w obie strony  990 km w 44 dni znalazłem się z powrotem w stolicy Yukon Terytorium Whitehorse. Odwiedziłem tam  zaprzyjaźnioną firmę gdzie byłem  na zlecenia przewodnikiem na  canoe na rzece Jukon. Wsiadłem ponownie do canoe i  serce zaczęło mi  mocniej bić. To było tęsknota  za canoeingiem. Kiedy przepłynąłem jako pierwszy człowiek na świecie  w canoe Amazonkę https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/marcin-gienieczko-przeplynal-najwieksza-rzeke-swiata,573663.html  na dystansie 5980 km(dotychczas nikt tego nie dokonał) powiedziałem ,że  nie wrócę do canoe bo jestem  spełniony. Powiedziałem nigdy więcej już wypraw  na canoe nie zorganizuje .I zdania nie zmiennie. Nigdy. Może wybiorę się kiedyś z synami na jakiś spływ. Niemniej jednak trzeba czasami podnieć zdecydowanie wyżej  poprzeczkę. W canoeingu po tak dużym sukcesie jak przepłynięcie Amazonki gdzie ustanowiłem światowy rekord Guinnesa można zrobić cos większego.  Chce  też jeszcze raz podkreślić wszystkim mi mój rekord Guinnessa nie został odebrany. Są różne informację na ten temat w Internecie na zlecenie pseudo konkurencji i pseudo dziennikarzy którzy widza temat z  lotu ptaka i zadziały na zlecenie jednego człowieka. Zemsta za moje poglądy na temat  paru ludzi ze środowiska podróżniczego. Ale rekord nie został odebrany. Została zawieszona   konkurencja ale nie rekord. Moj rekord wciąż jest. Gdzie mogę się powoływać na ten wielki wyczyn z 2015 roku. Taką też mam informację od  vice prezydenta World Records Guinnes gdzie  napisał ze konkurencja została zawieszona. Rekord jest. Tak jak  np. –zapasy jako dyscyplina sportowa  zostały zniesione z Igrzysk olimpijskich ale ci którzy zdobyli mistrza Olimpijskiego  w tym sporcie to nim jest. Tyle w temacie. Nie będę więcej do tego wracał  bo to dla mnie niema najmniejszego sensu i znaczenia. Liczy się przyszłość a nie odcinanie kuponów od przeszłości. Dla mnie nie ma rzeki która bym chciał spłynąć w postaci  jakieś wyprawy. To co miałem zrobić zrobiłem: Mackenzie, Athabaska, Lena Jukon, Rio Napo, Amazonka…itp. Jednak jest coś większego niż wyprawa. Wyścig! a może wyścigi? Ściganie to  trzy  piętra wyżej niż organizacja  ekspedycji na rzece. Nawet najbardziej ekstremalnej.  Mnie nie interesuję w ogóle  samo podróżowanie  lecz tylko  sportowe podejście do zadnia. Zacząłem ponownie  trenować  do pewnego  wielkiego zadania .Tak dużego ,że aż ciarki idą po plecach, nie wiem czy  podłam  sam. Ale  w życiu trzeba być Spartanem i Fighterem. Prawdziwym nie tym co stuka na Facebooku swój kolejny hejterski  komentarz. Trenuje  w miarę możliwości do kolejnego zadnia na rzece. Chce podziękować dla https://www.splywy.pl/krutynia/   gdzie mogę się przygotowywać  do kolejnego  rzecznego wyzwania. Ogłoszenie projektu nastąpi  28 maja!


15 maj 2018

Kajaki Bez Granic wspierają ludzkie pasje. 

Wszędzie tam gdzie pojawia się człowiek i woda - w dowolnej konfiguracji. 

Naszym celem jest stworzenie  środowiska, które będzie uzupełniać, wspierać i edukować w ramach projektów związanych z turystyką wodną i wszelkimi, związanymi z wodą, marzeniami. Poszukujemy pasji i przygód wierząc, że każdy z nas jest gotowy do tego, żeby te pasje realizować podczas przygody jaką jest oderwanie się od dnia codziennego. Ważne jest aby docierać do tych, którym wydaje się, że realizacja własnych marzeń jest niemożliwa. Czy to z powodu braku czasu, różnorodnych ograniczeń lub po prostu samego strachu przed tym co nieznane i nieodkryte. 

Zapewniamy, że rzeczywistość, która jest tuż obok to jedna wielka Przygoda. A przecież Przygoda to Pasja więc nie ma na co czekać. Nie Bój się Wody!!! Szacunek i zrozumienie od strachu różni bardzo wiele. 

 

Do zobaczenia na wodzie!!!

Strona 

www.kajakibezgranic.pl

Facebook

https://www.facebook.com/kajakibezgranic/

 


8 maj 2018

Od wielu lat współpracuję z ta firma: SupraSAT http://www.telefonsatelitarny.pl/ – polski dostawca urządzeń i usług telefonii satelitarnej w sieciach: Globalstar, Iridium, Inmarsat, Thuraya. Dlaczego? ażeby wam dostarczyć relacje z przebiegu różnych projektów. 28 maja w Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie będzie ogłoszony oficjalnie przeze mnie mój najnowszy projekt sportowy na 100lecie Niepodległości Polski!


30 kwiecień 2018

Podobno facet do czterdziestki jest zdobywcą a później już tylko broni. Podobno… Jak z tym jest naprawdę? Właśnie wróciłem ze swojego ostatniego kontraktu (taka mam nadzieje). Trochę się bujałem po Renie… Powoli kończę z tym stylem życia na ,, statku”. Takie założenie a jak będzie to los pokaże. Opisałem te wszystkie moje przeżycia w swoim reportażu, kto nie czytał zapraszam do lektury; https://www.tygodnikprzeglad.pl/kapitan-dzojstikiem/
Trzeba wracać do tego co się bardzo kocha. Ten etap twardnienia w marynarskiej szacie mam już za sobą. W tym roku ,a dokładnie za parę tygodni wrócę na śródlądzie ale z całkiem innym założeniem. Powiem tajemniczo tak ,,jeśli cos robić to na maksa ,a umiar jest dla cykorów”! Od tego będzie zależało co będzie dalej… A jak z tym facetem do 40 stki? Tak się składa ,że za 6 tygodni będę miał właśnie tą 40 stkę. Najlepszy okres i czas na zmiany. Tak naprawdę to zdecydowanie jest trudniej coś obronić niż zdobyć. Każdy kto zdobył coś i jest to ,,coś” w cenie to wie doskonale jakie jest to trudne zadanie j. Może być to tytuł mistrzostwo świata, World Records Guinness, małżeństwo , olbrzymi majątek lub tez olbrzymia popularność. Ja podam jako przykład wybitego Polskiego Himalaisty Jurka Kukuczka który zdobył koronę Himalajów(wszystkie 14 szczytów powyżej 8 tyś metrów) chciał nie tylko obronić ten wielki tytuł ale jeszcze pokazać na co go stać .Po niepowodzeniu wyprawy wybitnego alpinisty Mesnera który chciał ukoronować swoje podboje w Himalajach na słynnej południowej ścianie Lothse .Kukuczka niepowodzenie dostrzegł i nie zawahał się zmierzyć z himalajskim gigantem. Andrzej Zawada prekursor wypraw zimowych na lotnisku tuż przed odlotem pyta po co to robisz skoro masz korne Himalajów. -Dlaczego mam przestać skoro tak dobrze idzie . To też była forma pokazania się przed Messnerem kto jest lepszy. Mimo ,że był zdobywcą i miał 40 lat postanowił ten tytuł obronić właśnie na południowej ekstremalnie trudnej do zdobycia ścianie Lothse. Pamiętam jak oglądałem wiadomości. Był rok 1989…media podały ,że Kukuczka zginął. Broniąc to co mu się należało-bycie pierwszym. Oczywiście możecie się nie zgodzić ,że to bzdura ,że po 40 stce można dużo i są różne tego przykłady. Tak zgadzam się z tym. Ale ja chce tym wywodem nawiązać tylko do tego ,że jest zdecydowanie trudniej co kol wiek obronić niż zdobyć. Nie sposób zdobyć mistrzostwo świata lub też jakiś rekord świata lecz go obronić dla siebie i dla innych. Nie sposób zdobyć Biegun Południowy dojść w jedna stronę ale ta sama droga wrócić. Na pewno nie można zdezerterować. Znam wielu gawędziarzy podróżników którzy co roku gadają jak w latach 80 tych coś przepłynęli i zdobyli… Nigdy później tego nie obronili. Smęcą to samo co roku wierząc ,że są cały czas na szczycie. Prezes PZPN Zbigniew Boniek w takim przypadku by ciągle nawiązywałby do swoich osiągnięć kiedy zdobył z drużyna III miejsce na Mundialu. Lecz on buduje inną przyszłość wraz z Lewandowskim , Grosickim i Nawalką…. Dla innych pokoleń. Przypomina mi się niesamowita historia amerykańskiego pływaka Anthonyego Ervina który jako 22 latek zdobył zloty medal Olimpijski na dystansie 50 metrów. Później stracił motywacje w sporcie i w życiu, popadł w długi. Pracował jako handlarz samochodów, w sklepie muzycznym, rowerowym(uwaga mówimy o mistrzu olimpijskim!!!) zaczął brać narkotyki, próbował 2 razy popełnić samobójstwo. Ale nawet tego nie potrafił dobrze zrobić. Po 10 latach przerwy gdzie nawet nie moczył nóg w morzu znowu poszedł na basen i zaczął treningi z młodzieżą. Nie miał pieniędzy na życie. Swój medal Olimpijski sprzedał za 17 tys USD na aukcji nieznanemu Internaucie… Wszystko po to ażeby wpłacić na konto poszkodowanym ludziom na Bali za uderzenie Tsunami. Po 16 latach w Rio de Janerio zdobył na tym samym dystansie - złoty medal olimpijski. Obronił tym wynikiem wszystko to co kiedyś zdobył ale i stracił. Jak sam powiedział. -,,Wyścig trwa 20 sekund ale droga ażeby pokonać ten dystans w tym czasie była znacznie dłuższa i wymagająca , przypominająca bolesny upadek i życiowe zmartwychwstanie. Ten przykład pokazuje jak można się pogubić sięgnąć dna i ponowie stanąć na szczycie będąc psychicznym i fizycznym wrakiem… Przeszłość jest ważna (bohaterowie istnieją tak naprawdę tylko za życia)ale i częściowo w wspomnieniach w książce, którą ktoś przeczyta. Tak naprawdę znacząca role odgrywa przyszłość .To ważne ażeby bronić i pokazać charakter prawdziwego zdobywcy Fightera itp. To jest tak naprawdę zdecydowanie trudniejsze. Inny poziom jest motywacji. Reasumując niebawem wyjeżdżam na Alaskę ażeby podjąć się olbrzymiego wyzwania. To tam równe 15 lat temu odniosłem swój pierwszy znaczący sukces przepływając pontonem Zodiac rzekę Jukon-3100 km w 76 dni. Po co? Ażeby obronić to co się zdobyło. … Życzę wam udanego weekendu!

 


24 luty 2018

Miło mi poinformować że zostałem oficjalnie Ambasadorem Powiatowego Domu Dziecka w Kętrzynie przy współpracy z Powiatowym Starostwem w Kętrzynie. Mojego rodzinnego miasta. Opis tutaj  w  biuletynie  Gazety Starostwa w Kętrzynie:

http://starostwo.ketrzyn.pl/images/biuletyn/biuletyn_nr13.pdf

Od wielu  lat jestem też wolontariuszem Pomorskiego Hospicjum Dla Dzieci. Ale wiadomo, te dzieci nie mają możliwości wyjazdu ze mną w szeroki świat ze względu na stan zdrowia. Myśląc o Biegunie Południowym  marzyłem swoimi ambicjami podzielić się z   młodzieżą  również myślałem   aby dzieci zabrać gdzieś daleko lub blisko. Sam mam chłopców wieku 5 i 7 lat ,wiem dobrze co znaczy  zarazić pasją. W moim domu chłopcy żyją  w atmosferze sportowej. Ale czy w innych domach nie może być tak? Świat nie jest otoczony tylko  zawiścią, złymi emocjami  czy też  wszechobecnym światem wirtualnym który daje tylko iluzję życia. Świat składa się  też  ze  zdrowych ambicji. Moim celem jest te zdrowe ambicje pokazać .Pomysł zrodził się kiedy mój idol Mike Horn robił wielki projekt dookoła świata  na jachcie „Pangaea” :

 

www.mikehorn.com  https://en.wikipedia.org/wiki/Pangaea_Expedition

 

Zastępcą   kapitana jest Polak pracujący z Hornem. Opowiadał  mi o tym projekcie. Aktualnie myślą o wielkim trawersie całej Arktyki od Alaski przez Biegun aż do Grenlandii. Horn chce dokonać to solo.  Horn  wcześniej zabrał dzieci dookoła świata. Robił projekt gdzie przedstawiał  różne ekosystemy ale i również  jak ważna jest ochrona środowiska. Pływał między innymi do Amazonii. Ja pomyślałem że podejmę taką współpracę z jakimś wybranym Domem Dziecka   i po powrocie z  kolejnego sportowego wyjazdu zabiorę młodzież na podróż naszym jachtem NOSTRESS  https://www.youtube.com/watch?v=PNfzCm0arL0

 

z moim przyjacielem Stefanem  wzdłuż wybrzeża Polskiego  aby uczyć się nie tylko żeglarstwa ale i  przebywania w naturze, obserwować  życie ,dawać radość przeżywania przede wszystkim zrazić pasja  czymś co nie jest wirtualne. Pokazać  ,że nie trzeba  się urodzić synem Prezesa Orlenu ażeby robić inne wielkie rzeczy.  Odwiedzać parki narodowe itp. Dla mnie to bardzo ważna misja . Bo wiem  ,że jak ja komuś pomogę to   Bóg mi pomoże  realizować  moje  ambicje. Takie mam myślenie i światopogląd[i].  Robię to od serca i charytatywnie, po prostu to chcę zrobić dla dzieci. Jako ,że   lipiec i  sierpień  żegluje od   Gdyni po Szczecin to tym razem adeptami i załogantami będzie młodzież z Powiatowego Domu Dziecka  w Kętrzynie. Poza tym mój serdeczny kolega  Przemysław Kędzierski powiedział że dołączy się do misji i zabierze  dzieci na szkolenie na Mazurach ,   nauczy pływać na  windsurfingu. Jako ,że jest instruktorem   i zapalonym facetem  od ,,deski” przekaże  najmłodszym to  co ważne w tym życiu-kolejny krok do pasji. Na co dzień szefuje  modzie męskiej: https://www.modameska.com/

Ryszard Kapuściński pisał” przetrwa ten kto stworzy swój świat”. I to jest prawda. Trzeba wierzyć  w dobro człowieka. Chcę też podziękować dla dyrekcji Powiatowego Domu Dziecka w Kętrzynie za chęć podjęcia  współpracy  oraz dla Pana Starosty Ryszarda Niedziółki oraz  w-ice Starosty Pana Michała Krasickiego Starostwo Powiatowe w Kętrzynie za to że  możemy wspólnie pomagać innym wierząc że dobro powróci do nas i jest w nas. Dziękuję.


23 luty 2018

Waldemara Furmaniak, apel  do jego rodziny Grażyny zony i jego córek. Kim jest Waldemar Furmaniak?
To internetowy hejter , oszust i złodziej osoba podburzająca, namawiająca do nienawiści w stosunku do mojej osoby od wielu już lat. Nie raz kradł i przerabiał moje zdjęcia, filmy (z portalu Mazury i innych o moich nie wspominam mimo ze jest zakaz.), szkalował moją osobę, podważając każdy mój ruch. Tym razem miarka się już przebrała. Dlaczego?
Od niedawna współpracuję z Domem Dziecka w moim rodzinnym Kętrzynie. Chcę pokazać dzieciom mój świat, zaszczepić marzenia, pokazać trochę inne życie. A co robi hejter Furmaniak?
Wysyła szkalujące i nieprawdziwe informacje niszcząc tym samym dzieci, ich marzenia, rozprzestrzenia nienawiść i agresję.Wskazuje swój światopogląd... Pytanie czy to samo robi w stosunku do swoich dzieci? Dlaczego hejterze niszczysz również swoje dzieci? Tą na zdjęciu urocza rodzina wie co uprawia ich ojciec?
Pani Grażyno prosimy o rozmowę z mężem. Zamiast pracować i utrzymać rodzinne zajmuje się tym co kocha-ścinaniem nienawiści. Ja wiem ze dzieci i zona nie może odpowiadać za taka nieudolność męża życiową ale w ten sposób niszczy już nie innych ale Państwa zrażając nienawiścią do drugiego człowieka.
Również stosował jazgot do Artura Hejzera, Arkadiusza Pawelka i wielu innych ludzi. Powód niezgodne myślenie z jego ideologią.
Uszanowałem wrogów w kluczowym momencie nie wypowiadając się, bo cenię rodzinę i dzieci. Ty Waldemarze Furmaniak, nie szanujesz takich wartości, nawet tego, że ktoś od serca chce pomóc dla Domu Dziecka, bo PO PROSTU chce coś dać od siebie mając misję. Tym samym zarażasz swoje córki nienawiścią i pokazujesz antywzór.
Dość tej przemocy Waldemar Furmaniak! . :
http://ketrzynnews.pl/bo-w-zyciu-wazna-jest-pasja-spotkani…/

Czemu znęcasz się nad innymi? Dlaczego zarażasz nienawiścią do drugiego człowieka?
Dlaczego to robi? Bo założył sobie taki cel- zrobić wszystko, żeby zniszczyć mnie, moją rodzinę.
Miej szacunek człowieku do swojej rodziny, bo ją w taki sposób również niszczysz.
Moim celem jest pomagać dzieciom, a jeśli to nie jest zgodne z Twoimi ideałami, zaprzestań tej agresji.
https://www.tvn24.pl/…/marcin-gienieczko-w-tvn24-opowiada-o…
Proszę o zaprzestanie takich działań-odwołuję się tu do rodziny Waldemara Furmaniaka
Nie ucz nienawiści do drugiego człowieka swoich córek, nie pokazuj takiego antywzoru. Ty jesteś przesiąknięty i opętany agresją, nienawiścią, ale oszczędź rodzinę-swoją
Państwo Furmaniak mieszkają w Irlandii Lanninch ,Liscannor Road. Został wystosowany również apel do szkoły gdzie dzieci się uczą? Być może jest to propagowane na co dzień w rodzinie takie podejście do drugiego człowieka ale nie można siać tego dookoła.-nienawiści. Tym samym zatruwamy wszystko, po to ażeby jako hejter poczuć się dobrze. Pani Grażyno , drogie urocze dzieci porozumiewajcie z Ojcem, ze nienawiść to chwilowa radość. Sprawa zajęły się tez odpowiednie organy. To jest przestroga dla innych koniec terroryzmu w Internecie. Wszystko ma swój kres…złodziej Furmaniak będący ojcem musi tez to zrozumieć.

 

 


27 stycznia 2017

 Przejście Gór Mackenzie na dystansie 980km było moim wewnętrznym zdobyciem Bieguna Północnego,to takie moje porównanie.Była to też moja ostatnia letnia wyprawa.W eksploracji profesjonalnej, najwyższa półka to wyprawy zimowe. Aktualnie jestem na statku,praca po 15 godzin,porty Antwerpia,Amsterdam,Hamburg itp..Jednak moje myśli biegną ku książce "Wyprawa szaleńców" o pierwszych regatach dookoła świata bez wpływania do portu.

 


13 styczeń 2018

Jutro  w tygodniku Przegląd  15 STYCZEN 2018 : https://www.tygodnikprzeglad.pl/ ukaże się mój reportaż cieszący się dużym zainteresowaniem. Czyli jak przepłynąłem Amazonkę w canoe? To już jest jego piata odsłona. Tym razem Przegląd zdecydował się na ogólnopolską publikacje. Zapraszam  również do  tego filmu  przedstawiającego moje zmęczenie i radość  kiedy dopłynąłem do największego miasta nad Amazonka w Peru. Poniżej na mój temat wypowiada się ksiądz  Grzegorz z Manaus u którego gościłem.

 

Manaus, 26.08.2015

 

Pod koniec lipca zatrzymał się u nas polski podróżnik pan Marcin Gienieczko. Przypłynął sobie w canoe. Może nie byłoby w tym nic niezwykłego, ale on tym swoim canoe do nas przybył z Peru, prawie od źródeł Amazonki. No cóż, dla mnie to, co robi jest rzeczywiście wyjątkowo ekstremalne. Nawet nie umiem sobie wyobrazić jednego dnia takiego wiosłowania w canoe. Dla niego zaś to najwyraźniej rozrywka. Kiedy w Manaus dopłynął do Hotel Tropical na Ponta Negra, to sobie po prostu wyskoczył ze swej łódki i, jakby nigdy nic przez ponad godzinę rozmawiał z dziennikarzami, udzielił kilku wywiadów i pozował do zdjęć. Za sobą miał wówczas 4200 km.Wyprawa Marcina jest bardzo niebezpieczna. Teren Brazylii też nie jest bezpieczniejszy. Wielką plagą tutejszych rzek są piraci. To właśnie w sumie w okolicach Manaus został aż dwa razy napadnięty, też w 2011 roku, inny polski słynny podróżnik Aleksander Doba. On sam tak opisuje pierwszy napad: „Gdy płynąłem dalej sam i minąłem wioskę wypływając na szerokie wody Solimoes dopłynęli do mnie „przyjaciele” na szybkiej motorowej lodzi. Było ich pięciu. (…) wyjęli karabin i maczety i mówili – płyniemy razem do brzegu. Tam nie chcieli bym otworzył luki, lecz walili po nich maczetami, linki też przecięli maczetami. Zaczęli walić maczetami i wiosłem po kajaku wtedy prosiłem, by go nie niszczyli. Kazali mi wysiąść na brzeg a sami rabowali kajak przez trzy godziny. Co chwile mierzyli do mnie z karabinu i wymachiwali maczetą. Ja zachowywałem się spokojnie, by ich podniecenie i radość z rabunku nie przeniosła się bardziej na mnie. Do otwierania brutalnego wszystkiego używali maczet. Cześć rzeczy wyrzucali do wody; gdy próbowałem protestować – jeszcze bardziej robili mi na złość.”

Stąd właśnie Marcinowi Gienieczce od granicy aż do Manaus towarzyszyła eskorta marynarki wojenne. Potem wraz z nim płynęli policjanci z Manaus. Niestety, mimo ogromnych starań ambasady polskiej i polskiego konsula honorowego z Manaus, nie udało się zapewnić takiej eskorty na całej jego trasie. Mówił nam tutaj, że codziennie śpiewa sobie Barkę. Jest człowiekiem bardzo wierzącym. To zaś jest przecież najważniejsze. Ufam, że wiara da mu siłę, aby zmierzyć się z każdym niebezpieczeństwem i pozwoli mu ze wszelkich opresji wyjść cało i zwyciężyć.


 

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


16 grudzień 2017

Kochani zapraszam  do wysłuchania najbardziej prestiżowego  i kultowego programu radiowego w Polskim Radio  z udziałem mojej osoby. Jakim ? : ,,Godzina Prawdy” Michała Olszańskiego Program III Polskiego Radia. W ty  programie pada wiele odpowiedz

https://www.polskieradio.pl/9/1363/Artykul/1960711,Oko-w-oko-z-Amazonka-Ekstremalna-wyprawa-Marcina-Gienieczki

Zostałem zaproszony  za co  bardzo dziękuje dla Pana  red. Michała i całego Polskiego Radia! Również dla Pana redaktora naczelnego. To wyróżnienie i prestiż czy komuś się podoba czy nie.  Chociaż była taka osoba która i również tutaj próbowała ażeby nie było rozmowy zemną. Niestety widzi temat z lotu ptaka nie z punktu wałęsającego się psa który właściwie powącha temat.  Opowiadam o swoim życiu a tak naprawdę o eksploracji rzecznej :przepłyniecie Wisły, Jukonu, Mackenzie, Leny ,Rio Nap i   Amazonki w canoe  oraz  o  przyszłej wyprawie na Biegun Południowy… dedykowanej Żołnierzom Wyklętym! Emisja była 15 grudnia ale kto nie słuchał może  teraz.

Jednym słowem po 10 latach wracam na antenę Radiowej Trojki…Dla mnie to ważna rozmowa .W 2007 roku relacjonowałem wyprawę przejścia gór Mackenzie właśnie dla PR III. Po  tegorocznym przejściu gór Mackenzie na dystansie 990 km: http://www.nmketrzyn.pl/2017/10/marcin-gienieczko-znow-zrobil-cos-jako-pierwszy-tym-razem-pokonal-podwojny-trawers-gor-mackenzie/  opowiadam.

Moja doświadczenia z Radiem były i są od  2004 roku.  Szwendałem się po różnych rozgłośniach. Relacjonowałem swoje wyprawy w :Polskim Radio Olsztyn(prowadziłem swój program ,,Smak Życia” 2004 r    https://www.youtube.com/watch?v=-NxvVtyQk88    ), ,Radio Merkury Poznań 2005,Radio Zet 2003…Radio Plus :2010, Radio Kolor :2008/15, Radio Kaszebe 2016 i  teraz  zapraszam do wysłuchania   audycji w PRIII. Tej najważniejszej i najlepszym radiowym programie w Polsce .Opowiem też  o aferze związanej z Amazonką. Gdzie paru ludzi chciało moją pasje zniszczyć. Jak doszło do tego? Że pokazałem układy?  Kiedy odkryłem dość widoczny ,, przekręt”: na festiwalu Kolosy?- 2015. Tolerowane to  przez Urząd Miasta  Gdyni .Brawo Panie Michale! Za to próbowano mnie zniszczyć mnie i moja rodzinę! Ci ludzie nawet nie opublikowali odpowiedzi od PKOL(tym samym nakręcając druga stronę -nie mnie…. Ale większe persony) gdzie im pokazał a dokładnie wypunktował ich manipulacje! Próbowano mnie zastraszać ,robiąc manipulacyjne  teksty na zlecenie jednego kolesia. Więcej o tym w programie. Ale niebawem będzie większa bomba…. Następnym razem  proponuje moim wrogom  ażeby napisali do MSZ -trzeba mi paszport zabrać.)))))  Pamiętajcie nie wszyscy kochają tych którzy mnie nie nawiedzą. Korzystając z okazji chce podziękować dla :

Kapitana Żeglugi Wielkiej Remigiusza Trzaski z którym płynąłem na Ziemie Franciszka Józefa oraz Spitsbergen Jachtem Panorama oraz za  wspólny rejs  do Oslo do Muzeum Morskiego po odbiór san na Biegun Południowy , dla Arkadiusza Pawełka  uczestnika regat Sydney Hobart, przyjaciele i kompana uczestnika w roli obserwatora  przepłynięcia Bałtyku w canoe, dr inż Krzysztofa Szafrana uczestnika przejścia  zimą 600 km Kołymy oraz rejsu przepłynięcie Leny w canoe, Marcinowi Osmanowi  fotografowi  poszczególnych moich etapów w projektach; Marcin filmowa start  przepłynięcie Leny, start marszu Kołymy, filmował i fotografował zakończenie trawersu Ameryki Południowej.  Sławomirowi Knap  major rezerwy Wojska Polskiego, pilot latający w Marynarce Wojennej, pilot wojskowym Roku 2008, laureat Błękitnych Skrzydeł ,mój największy przyjaciel(drugi po mamie), Henrykowi Gienieczko, Mariuszowi Cholewskiemu  koledze  który motywował w kluczowym momencie życia  oraz dla środowiska PKOL jak ,że również  dla Andrzeja Jar z Kanady a dokładnie z Vancouver.

Za co im dziękuję za to ,że są  i mnie wspierają. Dzięki Panowie.

Osobny rodzaj podziękowań dla redaktora Waldemara Heflicha. Dziękuje jeszcze dla Bartka,   Michała, Pana Andrzeja, Sławka Skalmierskiego,Ryszarda K oraz dla środowiska  morskiego w Gdyni. Dzięki. Ażeby moje  poglądy wykluczyć  trzeba byłoby mnie zastrzelić. Tyle. Najlepszego
 

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


14 grudzień 2017

Kochani zapraszam  już dzisiaj :15 grudzień  na godzinne 12.05 do wysłuchania najbardziej prestiżowego  i kultowego programu radiowego w Polskim Radio  z udziałem mojej osoby. Jakim ? : ,,Godzina Prawdy” Michała Olszańskiego Program III Polskiego Radia. Zostałem zaproszony  za co  bardzo dziękuje dla Pana  red. Michała i całego Polskiego Radia! Również dla Pana redaktora naczelnego. To wyróżnienie i prestiż czy komuś się podoba czy nie.  Chociaż była taka osoba która i również tutaj próbowała ażeby nie było rozmowy zemną. Niestety widzi temat z lotu ptaka nie z punktu wałęsającego się psa który właściwie powącha temat. Pan redaktor postanowił mnie wysłuchać. Opowiadam o swoim życiu a tak naprawdę o eksploracji rzecznej :przepłyniecie Wisły, Jukonu, Mackenzie, Leny ,Rio Nap i   Amazonki w canoe  oraz  o  przyszłej wyprawie na Biegun Południowy… dedykowanej Żołnierzom Wyklętym!

 

Jednym słowem po 10 latach wracam na antenę Radiowej Trojki…Dla mnie to ważne rozmowa .W 2007 roku relacjonowałem wyprawę przejścia gór Mackenzie właśnie dla PR III. Po  tegorocznym przejściu gór Mackenzie na dystansie 990- km wróciłem  znowu na antenę.

Moja doświadczenia z Radiem były i są od  2004 roku.  Szwendałem się po różnych rozgłośniach. Relacjonowałem swoje wyprawy w :Polskim Radio Olsztyn(prowadziłem swój program ,,Smak Życia” 2004 r    https://www.youtube.com/watch?v=-NxvVtyQk88    ), ,Radio Merkury Poznań 2005,Radio Zet 2003…Radio Plus :2010, Radio Kolor :2008/15, Radio Kaszebe 2016 i  teraz  zapraszam do wysłuchania   audycji w PRIII. Tej najważniejszej i najlepszym radiowym programie w Polsce -najlepszej stacji!  Opowiem też  o aferze związanej z Amazonką. Gdzie paru ludzi chciało moją pasje zniszczyć. Jak doszło do tego? Że pokazałem układy?  Kiedy odkryłem dość widoczny przekręt na festiwalu Kolosy?- 2015. Za to próbowano mnie zniszczyć mnie i moja rodzinę! Ci ludzie nawet nie opublikowali odpowiedzi od PKOL gdzie im pokazał a dokładnie wypunktował ich manipulacje! Próbowano mnie zastraszać ,robiąc manipulacyjne  teksty na zlecenie jednego kolesia. Zero szacunku mam do tego chłopa. Więcej o tym w programie.  Korzystając z okazji chce podziękować dla :

Kapitana Żeglugi Wielkiej Remigiusza Trzaski z którym płynąłem na Ziemie Franciszka Józefa oraz Spitsbergen Jachtem Panorama oraz za  wspólny rejs  do Oslo do Muzeum Morskiego po odbiór san na Biegun Południowy , dla Arkadiusza Pawełka  uczestnika regat Sydney Hobart, przyjaciele i kompana uczestnika w roli obserwatora  przepłynięcia Bałtyku w canoe, dr inż Krzysztofa Szafrana uczestnika przejścia  zimą 600 km Kołymy oraz rejsu przepłynięcie Leny w canoe, Marcinowi Osmanowi  fotografowi  poszczególnych moich etapów w projektach; Marcin filmowa start  przepłynięcie Leny, start marszu Kołymy, filmował i fotografował zakończenie trawersu Ameryki Południowej.  Sławomirowi Knap  major rezerwy Wojska Polskiego, pilot latający w Marynarce Wojennej, pilot wojskowym Roku 2008, laureat Błękitnych Skrzydeł ,mój największy przyjaciel(drugi po mamie), Henrykowi Gienieczko, Mariuszowi Cholewskiemu  koledze  który motywował w kluczowym momencie życia  oraz dla środowiska PKOL jak ze również  dla Andrzeja Jar z Kanady a dokładnie z Vancouver.

Za co im dziękuję za to ,że są  i mnie wspierają. Dzięki Panowie.

Osobny rodzaj podziękowań dla redaktora Waldemara Heflicha. Dziękuje jeszcze dla Bartka,   Michała, Pana Andrzeja, Ryszarda K oraz dla środowiska  morskiego w Gdyni. Dzięki.


12 grudzień 2017

Witajcie, zapraszam do przeczytania tego wywiadu który ukazał się na głównej stronie najbardziej poczytnego portalu w Polsce- Wirtualna Polska :,,Magazyn WP wydanie weekendowe”. To pierwszy taki mój wywiad od grudnia zeszłego roku kiedy to paru ludzi na zlecenie jednego człowieka próbowało mnie zniszczyć. Niestety się nie udało i nie uda bo nie wszyscy kochają tych którzy mnie nienawidzą.Za co? Za wyraziste poglądy, tylko i wyłącznie, których nigdy nie zmiennie no chyba ,że po moim trupie jak to mówią ludzie…W tekście padają pytania -Co mnie motywuje? Jak przeszedłem góry Mackenzie? Jak było z przepłynięciem Amazonki? Co jest moim następnym planem? Czy warto być sobą? itp. Tak naprawdę odpowiedz jest jedna klękać jedynie przed Bogiem i robić swoje. Nie mniej jednak zachęcam do lektury. Zapraszam.MG

wywiad:

https://magazyn.wp.pl/artykul/oszust-czy-wyklety-gienieczko-dostal-jeszcze-jedna-szanse-czy-zerwie-z-siebie-latke-hochsztaplera

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


4 grudzień 2017

"Święty Mikołaj - przyjecielem wszystkich dzieci" to akcja świąteczna kętrzyńskiego Domu. Akcja polega na zaproszeniu darczyńcy do przygotowania prezentu dla jednego dziecka bądź przekazaniu rzeczy lub finansów dla DD. Darczyńca sam dokonuje oceny w jakim stopniu może włączączyć się do akcji. Po otrzymymaniu od potencjalnego Darczyńcy-Mikołaja informacji nt. chęci włączenia się w akcję, przesyłam list dziecka do Św. Mikołaja lub informuję telefonicznie o treści listu.


20 listopad 2017

Rada Dzielnicy Brzeźno  w Gdańsku oraz Filia nr 16 zapraszają na spotkanie z podróżnikiem ekstremalnym Marcinem Gienieczko

Filia:

Filia nr 16 (ul. Dworska 27)

Data wydarzenia:

30.11.2017

Godzina rozpoczęcia:

17:00

Opis:

http://www.wbpg.org.pl/aktualnosc/relacja-z-podr%C3%B3%C5%BCy-w-g%C3%B3ry-mackenzie


13 listopada 2017

Spełniam swoje marzenie. Podejmuje współprace z Powiatowym Domem Dziecka w Kętrzynie. Od wielu lat jestem wolontariuszem Pomorskiego Hospicjum ale nigdy nie mogłem zabrać dzieci na jakiś swój wyjazd wiadomo z jakiego względu: dzieci z Hospicjum nie mogą , po prostu nie mogą...Tutaj Dzieci z Domu Dziecka mają inne możliwości, które chce tez im przedstawić pokazać. Być może razem gdzieś się wybierzemy? Na razie tworzyć plan naszych działań.
 

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


17 październik 2017

Serdecznie  zapraszam na prezentację. Jak przeszedłem GÓRY  MACKENZIE.

https://www.facebook.com/kosakowo/photos/a.513826918748550.1073741828.513826788748563/1184096841721551/?type=3&theater

http://gminakosakowo.pl/aktualnosci/spotkanie-z-podroznikiem/


13 październik 2017

Stare dzieje. Mój  rzeczny  sukces uznany przez komisje World Records Guinnes. Jednak uważam ,że przejście podwójne gór Mackenzie było trudniejsze od przepłynięcie po raz pierwszy w g historii Amazonki  w  canoe na dystansie   takim jakim przedstawia WRG- na oficjalnym certyfikacie.

Zapraszam do przeczytana raportu w języku angielskim, bardzo szczegółowy.  Które  analizowała komisja WRG.

I invite you to read the report in English, very detailed. After the second analysis, the Committee approved the WRG. My  Expedition Amazon  by canoe:

 

http://www.soloamazon.info/wp-content/uploads/2017/04/edited_Longest-journey-by-canoe-kayak-solo-Statement-Marcin-Gienieczko-POLAND.pdf

 

lub na: http://www.soloamazon.info/blog/

 

http://biurorekordow.pl/najdluzsza-podroz-canoe-rekord-guinnessa/

 


3 październik 2017

Przejście Gór Mackenzie  było monitorowane przez 2 nadajniki SPOT. Jeden z nadajników nadawał co 10 minut, drugi natomiast nadawał dwa razy dziennie i potwierdzał działanie tego pierwszego. Podczas mojej kolejnej wyprawy, czyli sportowego przejścia Gór Mackenzie,  byłem  wyposażony nie tylko w dwa nadajniki Spot, ale także w trzeci nadajnik systemu Iridium In Reach Explorer dzięki firmie SupraSAT , która mi dostarczyła to urządzenie  . To najnowsze urządzenie, które  zapisywało przebieg wydarzenia w postaci pozycjonowania, live przekazu, informacji tekstowych. Więcej informacji o tym urządzeniu znajdziecie tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=Fx0eWxWNhXc

Początkowo miałem obawy czy to urządzenie wytrzyma przez 25 dni. Mowa o żywotności baterii. Pisałem dużo  smsów z krótkimi informacjami: ile km przeszedłem, gdzie się znajduje, co widziałem itp. Również dostawałem informacje o prognozie pogody. Po 25 dniach  marszu  miałem jeszcze 30%  żywotności baterii. Na początku myślałem że spot jest lepszy ale kiedy zobaczyłem możliwości In Reach zdecydowałem się na monitoring  wypraw przez to urządzenie. Moj kartograf też mógł  dzięki temu urządzeniu  naprowadzać mnie  jeżeli zgubiłem się na  szlaku. Patrząc w monitor komputera widział  gdzie  nie powinienem pójść a gdzie powinienem i szybko mógł napisać a jak odczytać . Ponadto działa w systemie Irdium czyli  globalnym , w odróżnieniu od systemu Spot. Dodatkowo dzięki niemu widoczna będzie mapa Live i każdy mój pokonany krok. Ostatnio taką formę dokumentacji wykorzystywał Mike Horn w swojej ekspedycji trawersie Antarktydy. Myślę  że tylko trzeba znaleźć właściwe panele słoneczne lub tez power banki aby uzupełniać  ładowanie tego nadajnika. Pomogło to urządzenie  pozwala  rozwiązać wiele problemów logistycznych.

To urządzenie mogłem zabrać ze sobą dzięki uprzejmości mojego sponsora, firmie SupraSAT z Kielc. Pan Łukasz Zaborowski:

http://www.telefonsatelitarny.pl/

SupraSAT to polski dostawca urządzeń i usług telefonii satelitarnej

w sieciach: Globalstar, Iridium, Inmarsat, Thuraya. W tej firmie wykupuję też minuty do telefonii satelitarnej w systemie Irdium. Bardzo polecam usługi tej firmy. Dzięki niej mój stan konta oraz ilość minut w sieci Iridium są pod nadzorem. Jeżeli minuty się kończą, zostają automatycznie uzupełnione. SupraSAT to jedyna firma, która zapewnia tego typu usługę. Dzięki uprzejmości firmy mój projekt na Biegun będzie nie tylko dokładnie monitorowany, ale również będę miał możliwość kontaktu tekstowego, filmowego i zdjęciowego z Wami.


1 październik 2017

Trochę o misji. Ci którzy jeszcze nie widzieli to serdecznie zapraszam do obejrzenia tego filmu. W życiu trzeba  mieć jasny cel, wiedzieć  co chce się robić i gdzie chce się iść. Ja tą drogę znalem od dziecka a ty? Życie to padnij i powstań. Różne są sytuacje losowe, różne  porażki ,sukcesy i nieszczęścia  ale zawsze  po burzy jest słońce  i wiara w nasz cel . Marzenia umierają   tak naprawdę w dniu naszej śmierci. Tylko naszej. Do póki żyjemy  ,walczymy  jesteśmy zwycięzcami. O czym ten  film? O byciu sobą. Wielu ludzi chciało ( i czasami jeszcze chce… mimo ze zastraszali i szantażowali wymyślonymi historiami) mnie ustawić w swoim szeregu. Ale to jest niemożliwe gdyż ciągle mam  głód  walki: czasami ze sobą ,czasami z ludźmi ,czasami z  naturą i ciągle jest ta chęć poznawania siebie do czego jestem zdolny. Mowa o moich projektach.

 

Podwójny trawers Gór Mackenzie uzmysłowił mnie: http://radiokaszebe.pl/marcin-gienieczko-dokonal-podwojnego-trawersu-gor-mackenzie/  ,że w życiu cały czas trzeba walczyć a jedynie klękać przed Bogiem. Bo to on  na to tylko zasługuje .

 

Miał  też swoją misje.  Iść na przekor losowi. Ten projekt nauczył mnie wytrwałości.  Często dużo place za swoje wyraziste poglądy. Ludzie nie chcą  tak naprawdę wyrazistych poglądów. Chociaż w zakamarkach lubią o nich słyszeć  i  czytać ale gorzej z publicznym wyrażaniem się.    A  tak naprawdę najlepiej  mieć  święty spokój bo przecież każdy z nas ma jakiś  kredyt do spłacenia….a wyrazistość poglądów  czasami dla ,,słabych” uniemożliwia spłacenia ,,kredytu”.Za wyrazistość  poglądów na różne  tematy wielu ludzi dużo płaci. Tak  płaci miedzy innymi Wałęsa, J.Kaczynski, Trump, Polscy  niektórzy  aktorzy  czy piosenkarze  ,Jurek Owsiak, Polski Rząd itp. Dużo też płaci  aktualnie Ojciec Święty, również  on. Nawet Jezus Chrystus dużo zapłacił  bo był uwielbiany, uzdrawiał a później zdradzony i ukrzyżowany. A przecież każdy wierzył w niego jak uzdrawiał miał świadków, przychylność  i  umiłowanie  itp…a później  to wszystko było nieważne. Bo zaczął się liczyć jakiś Judasz i lud wybrał  na uwolnienie  zamiast Jezusa który uzdrawiał    Piłat  zwolnił  od ukrzyżowania  Brabasza a przecież  był  uwięziony za bunt i zabójstwo. Ilu w naszym życiu jest takich przypadków? Właśnie  tak  się płaci za wyrazistość poglądów wiernym do końca swoich dni. Ale każdy z wymienionych  wyżej przypadków wierzył i wierzy  w swoją ideologie. To jest bardzo ważne bo  każdy  ma  cel, jasność sytuacji , misje. Nie mieć misji tej zdrowej to wewnętrzne umieranie. Tej prawdziwej .  A jak rozpoznać prawdziwą misje od nie prawdziwej? Nie prawdziwa znika po 3 -4 latach ,a prawdziwa umiera z Tobą na łożu  śmierci. Prezydenta  USA zaczynam cenić .Mimo , że otrzymał     czerwone światło  od  paru ludzi w swoim kraju))) Rozmawiałem ostatnio o Trumpie w Kanadzie.

 

Wielu ludzi go popiera.: https://www.youtube.com/watch?v=J87EKxO2uE4  To typowy Fighter czerwone światło go nakręca. Za co otrzymuje lincz ?No właśnie za wyrazistość poglądów.  Widać , ze lubi jasne  myśli ,nie używa politycznego zdzwonimy się. W  jego świecie cham to cham  (podobnie do mojego)a nie  pół cham…i to jest jasne. Generalnie ludzie niestety  wola mieć pół chama niż chama. To jest bezpieczniejsze  . Większość  naprawdę chce mieć  święty spokój…. I  umiłowanie ludu  który  kocha się aktualnie   przez szybę na Facebooku…..a kiedyś było prawdziwe umiłowanie  przy tatarze i wódce…Pamiętam takie  imieniny u moich rodziców.

 

Jedno w życiu jest ważne  trzeba mieć pasje bo kto ją ma przetrwa wszystko. Kiedy  wczoraj patrzyłem na zaciętość walki  na treningu  w  Centralnym Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Cetniewie mojego syna  zrozumiałem  ,że to co robię jest właściwe. Walka. Zapraszam do filmu który przedstawia moja misje i drogę na   inną planetę- Antarktydę. To jest  prawdziwy cel. Dla was ta piosenka:

https://www.youtube.com/watch?v=VcsjIbbZcvQ

Miłego dnia.


19 wrzesień 2017

Wyprawa podwójny trawers gór Mackenzie, relacja tutaj:

https://www.hobby4men.com/blog/finalowa-relacja-podwojnego-trawersu-gor-mackenzie-marcina-gienieczko/

http://my3miasto.pl/aktualnosci/sukces-wyprawy-marcina-gienieczko-relacja/

Został doceniony przez największą  organizacje sportową: Polski Komitet Olimpijski:

Co dalej?

Niebawem praca męska, ale zadaniowa. Przeprowadzam z kapitanem 200-tu metrowy statek tankowiec z Dunkierki do Antwerpii, później startuję w zimowym biegu na orientację na 50 km a następnie…cóż…  trawers Grenlandii i dopiero trawers Antarktydy w 100- lecie PKOL. Taki wymiar zadań. Trzeba robić swoje, nie zbaczać z drogi, którą wyznaczyłem 20 lat temu….

Kiedyś zapytałem kolegi,  ks. Janusza Rosłana: Jak mam żyć? Odpowiedź prosta: ,,bądź wierny sobie”. Tak też będę żyć!

Pozdrawiam, Marcin Gienieczko

Gratulacje PKOL OLYMPUS DIGITAL CAMERA


17 wrzesień 2017

Marcin Gienieczko dokonał podwójnego trawersu Gór Mackenzie jako pierwszy Polak  i  jeden z nielicznych na świecie!-relacja końcowa. Czyli co Marcina motywowało? Jaki sprzęt używał? Co w życiu jest ważne? Zapraszamy do tej finalnej relacji.

Góry Mackenzie otacza surowy posmak przygody. Stanowi nieodłączną cześć świata nieprzyjaznego, choć pełnego majestatu. Świata, który daje szanse  ludziom silnym, twardym ,niezłomnym i nieustraszonym: poszukiwaczom złota, myśliwym, Indianom i Eskimosom. Przestrzeń tych stref, wyjąwszy rzadkie  i słabo zaludnione enklawy ludzkich siedzib, stanowi  królestwo pustki, samotności, ciszy, bezruchu i braku  życia. Wielkim wrogiem jest zimno. Zimno którego nie potrafi sobie wyobrazić ten, kto go nie doświadczył. W styczniu temperatura spada poniżej 50 stopni. Lato jest krótkie, trwa zaledwie parę  tygodni.

Od 27 lipca do 8 września przez 44 dni Marcin Gienieczko przemierzył w stylu sportowym 990 km, z czego 610 km samotnie. Trasa wiodła od indiańskiego miasteczka Ross River do miasteczka Norman Wells nad rzeką Mackenzie. Po trzech dniach odpoczynku w Norman Wells  i leczenia ramion , które obtarł w trakcie przeprawy przez dziewicze rejony góry Blue Mountain, powrócił na szlak wraz z kolegą z Yellowknife- Rupertem Dook. Dotarli  do celu po 16 dniach intensywnego marszu. Dzienny dystans wynosił od 20 km do 38 km do stacji  myśliwych przy granicy z Yukonem –Mila 222. Był to podwójny trawers Gór Mackenzie na najdłuższym odcinku 1000 km zrealizowany przez Polaka oraz jeden z nielicznych na świecie.

Oto relacja Marcina:

-Zdecydowałem się na takie długie przejście gdyż rozwiązaniem był specjalnie wykonany wózek, który służył mi do transportu żywności oraz sprzętu. Tym samym nie musiałem organizować  zrzutów żywności z samolotu lub helikoptera na tak dużym i wymagającym  terenie. Większość ludzi tak logistycznie to organizuje. Wędrując samotnie-pierwszy trawers z Ross River do Norman Wells  zrobiłem w 25 dni pokonując 610 km. Wybrałem najtrudniejszy wariant przejścia, przez legendarną górę Blue Montain gdyż tylko to mnie interesowało. Założeniem projektu było najtrudniejsze przejście. Zarówno mój kolega z Kanady Rupert Dook,  jak i mój  kartograf z który  współpracuje   Adam Wasilewski, namawiali mnie abym szedł doliną. Zdecydowałem się, że idę przez górę , która jest bardzo zdradliwa. Nie ma ścieżek, trzeba było na linie spuszczać plecak w dół w pewnych odcinkach. Przedzierać się przez gesty las i krzaki, często na granicy urwiska.  Jedna pomyłka i można  było spaść  200 metrów w dól. Wędrowałem w deszczu. Łatwo nie było.  Ale  czy w życiu trzeba szukać  łatwych dróg? One nigdzie nas nie zaprowadzą. Dlatego mimo ostrzeżeń, wybrałem trudniejszy wariant. Ponadto to było i jest originale przejście gór Mackenzie. Trasę z Ross River do granicy z Yukonem potraktowałem jako  przygotowanie i rozgrzewkę przed dalszym przejściem gór Mackenzie . Od Granicy z  Yukonem zaczęło się prawdziwe zmaganie ze sobą i przyrodą. Pierwszy raz  zetknąłem się z  górami Mackenzie  w 2007 roku. Wówczas z powodu złego planowania i głębokiego śniegu oraz kontuzji mojego kolegi Macieja Majerskiego nie zrealizowałem projektu. W zamian powstał film:

https://www.youtube.com/watch?v=g7b8lN_h7SM

Po 10 latach od tamtego czasu, postanowiłem  zrealizować wielkie przejście. Dlaczego? Bo moim celem  jest Biegun Południowy. Postanowiłem iść na Biegun od miejsca, gdzie 10 lat temu coś zostało przerwane. Postanowiłem czyścić wszystko na swojej drodze do Bieguna Południowego. Rodzinie powiedziałem - przejdę Góry Mackenzie, idę na Biegun, nie przejdę- rezygnuję z projektu. Teraz wiem, że mam zielone światło na Biegun Południowy. Wracając do przejścia. W trakcie tej wyprawy musiałem skrosować takie rzeki jak Ekwi River, Twitty River, Little Keele River oraz Carcajou River. Użyłem do tego ultra lekkiego pontonu,  sprowadzonego specjalnie na tą wyprawę z USA.  Alpacka ważył zaledwie 3, kg. Z paczuszki o rozmiarach 23×61 cm szybko może zmienić się w wytrzymałą i zwrotną dmuchaną łódkę o długości 221 cm. Niektórzy idą na przejście gór Mackenzie z nadzieją, że los się uśmiechnie i nie zabierają pontonu. Niestety tak też zrobił mój partner. Za co później mnie przepraszał i żałował, że go nie zabrał – tłumaczył to  oszczędnością   w kilogramach w  bagażu-tu każdy dodatkowy kilogram ma znaczenie. W trakcie  powrotnego trawersu, Rupert ‘crossował’ rzekę  Little Keele River. Próbował parę razy. Niestety się nie udawało.  Powiedział-Marcin, na mila 36  byli myśliwi, którzy czyścili odcinki Canol. Wracam do nich. Nie dam rady bez pontonu, to był mój błąd, że ciebie nie posłuchałem. Powtarzał. Usiedliśmy i szukaliśmy rozwiązania. Wiedziałem, że jak on zrezygnuje, ja zrezygnuję również, bo drugi trawers Canol miał być z partnerem. Ostatecznie namówiłem go aby poszukał płytkich odcinków koryta rzecznego . Po kilku godzinach walki, udało mu się ją przejść. Wcześniej przepłynął Carcajou wpław co mi  zaimponował. Po jego  przejściu nadmuchałem swój ponton i przepłynąłem na drugą stronę, co też nie było łatwe, bo mały ponton na górskiej rzece zachowywał się jak piłka pingpongowa. Mało co się nie wywróciłem na  bystrzu klasy 2 plus. W 2016 roku na   Little Keele River w trakcie przeprawy utopił się człowiek. W 2008 roku w trakcie mojego 350 km marszu-wówczas zrealizowałem niepełny trawers- rzeka również mnie porwała i ledwo uratowałem życie. To jedna z najbardziej zdradliwych rzek w trakcie tego trawersu. Po przejściu samotnie 610 km, miałem tak „dobite” ramiona, że  pielęgniarka w niewielkim ośrodku zdrowia w Norman Wells, odradziła mi pokonanie drugiego trawersu. Wiedziałem, że muszę iść. To było silniejsze ode mnie. Chciałem zrealizować taki sam dystans,  jak na Biegun Północny czyli 960 km. Chciałem  sprawdzić jak moja psychika to znosi -ból, cierpienie, wysiłek, samotność. Przeanalizować kwestie techniczne, np. spalanie benzyny itp. Pada często pytanie jakie miałem buty? Super mocne HANWANG. Jednym z sekretów butów Hanwag jest podwójny szew, stosowany przez zaledwie kilku producentów na całym świecie. Sprawdziły się,  zwłaszcza, że 40% marszu przez góry Mackenzie to marsz wodą-korytami rzek.

W eksploracji trzeba  być przewidującym i myślącym jak szachista. Rupert Dook w obecności pielęgniarek przeszedł szybkie szkolenie  w opatrywaniu moich ramion, Specjalne maści z antybiotykiem miały wysuszyć rany. Jeszcze kiedy wędrowałem samotnie,  pytał mnie kilka razy  czy  pójdę z nim. Obiecałem mu, więc nie mogłem ,,pęknąć” za sprawą ramion. Dałem słowo. A to ważniejsze niż wszystko inne. Więc to też mnie motywowało na drugi trawers. Było sporo zagrożeń, bo pielęgniarka powiedziała mi – „jeżeli dojdzie do zakażenia krwi, masz 24 godziny na to aby ciebie ściągnąć helikopterem z gór Mackenzie do ośrodka zdrowia, a później do szpitala”. O tym też został poinformowany Marcin Rojek, Polak mieszkający w Norman Wells, u którego zatrzymałem się aby odpocząć. Mimo to zdecydowałem się na  drugie przejście. Obawiałem się tego bo obtarcia bo w trakcie marszu to czasami ból nie do zniesienia. Przekonał się o tym podczas pierwszego trawersu Antarktydy doświadczony polarnik Borge Ousland. Z tego powodu musiał przerwać wówczas wielką ekspedycje. Wówczas pomyślałem-czy Biegun będzie łatwiejszy? Nie, zdecydowanie nie. Trzeba było więc podjąć to wyzwanie w łamaniu zasad i rozsądku. Rupert przygotował mi lepsze szelki. Obkleiliśmy szelki na wysokości moich ramion pianką, tak aby było najmniejsze tarcie w tym miejscu. Dodatkowo Rupert zrobił mi pas na głowę. Dzięki temu miałem częściowo odciążyć ramiona.  Mój plecak ważył 35 kg. W odróżnieniu od kolegi, niosłem dodatkowo ponton, wiosła, trzy nadajniki, tel satelitarny, pudełko na sprzęt elektroniczny, większy namiot itp. Pas, który odciążał częściowo ramiona, zakładałem na  głowę. Niczym Szerpa z Himalajów niosłem plecak. Przez  pierwsze 3 dni stosowałem to rozwiązanie. Później  zaczęły boleć kręgi szyjne, więc zdecydowałem się na rozwiązanie pierwotne. Niemniej, to pomogło w początkowej fazie marszu powrotnego.

Parę słów o eksploracji: Czyli jak rozwiązywać sytuacje?

Amundsen do końca nie mówił, że pójdzie na Biegun Południowy, dopiero u wybrzeży Australii  poinformował świat zachodu faksem o zmianie planów. Jego założeniem miał być Biegun Północny, ale że został zdobyty przez Roberta Peary-( Sukces amerykańskiego odkrywcy kwestionowano od samego początku), nie miał motywacji być drugim, wiec wybrał się na Południe. Jednak wiedział, że idzie wyprawa Scotta.. kiedy  Scott się o tym dowiedział, puściły mu nerwy i powiedział- a to przebiegły łotr...

Inny przykład;  Scott wybiera się na Biegun Południowy z kucykami...... a Amundsen z psami z Grenlandii.  Psy z grubą sierścią  mogą iść w głębokim śniegu,  słabsze psy mogą być zjedzone przez silniejsze... i większa możliwość przetrwania... Są to przykłady rywalizacji i rozwiązywania rożnych logistycznych problemów.

Tutaj  w płn Kanadzie to przyroda rządzi, wyznacza kierunek działania. Może się zdarzyć tak, że po 3 dniach opadów deszczu, poziom wód podniesie się na tyle, że nie można crosować rzeki.... i co robić? Czekać?, ryzykować?.. można  próbować przejść, plecak porwie i koniec....

Ta część świata nie lubi myślenia  ,,jakoś tam będzie”…To nie ten region eksploracji. Ziemia Północy lubi ludzi przewidujących, chociaż wszystkiego w  przygodzie nie da się zaplanować. To fakt.

W trakcie wyprawy, a myślę tu o drugim trawersie, odnalazłem swój wózek, który pozostawiłem przy rzece Twitty River. To znacznie przyspieszyło marsz. Moje zdarte ramiona mogły w końcu zacząć się regenerować. Było też spotkanie z niedźwiedziem grizzly koło rzeki Godlin River. Najdłuższy dystans w trakcie dnia, zrobiliśmy od osady Godlin River do przełęczy Caribu Pass-38 km w 12 godzin. Jednocześnie 6 -krotnie „crossowaliśmy” rzekę Ekwi River. Po przejściu tego odcinka, marsz był już zdecydowanie łatwiejszy. 380 km pokonaliśmy w  trakcie drugiego trawersu  w 16 dni.

Łącznie przeszedłem 990 km plus 10 km przeprawy przez rzekę Mackenzie około  1000 km  zrealizowanego wyzwania. Czy warto było?

Zdecydowanie tak. Z wielu powodów.  Po przepłynięciu Amazonki w canoe, za który to wyczyn otrzymałem World Records Guinnes(szefowie WRG w korespondencji nie  kazali mi się powoływać ani odsyłać certyfikatu  a nawet znieśli wcześniejsze  wymuszone przez moich wrogów unieważnienie, choć są tacy, którzy twierdzą inaczej), kilkoro ludzi nie mogło mi darować tego sukcesu. Zacne grono, między innymi Piotr Chmieliński  organizatora nagonki, Janusz Janowski z Festiwalu turystycznego „ Kolosy”, postanowili mnie upokorzyć za wyraziste poglądy na temat Festiwalu. Mimo ,że wcześniej jako ,,profesjonaliści ” analizowali wszystko i mi przyznali   nawet wyróżnienie za wyczyn roku .A nawet nie samego festiwalu, tylko  nieuczciwe lobbowanie  uczestników rowerzystów którzy po mnie  przepłynęli Amazonkę na mniejszym dystansie -wbrew regulaminowi. Wyrazem mojego sprzeciwu, było nie odebranie przez mnie osobiście nagrody, przyznanej mi właśnie przez te osoby oraz jasne przedstawienie sprawy innym osobom. Pan Janusz Janowski napisał do Mariusza Cholewińskiego (organizator grudniowego spotkania , prezentacji w Górze Kalwarii)  który widząc system działania próbował wytłumaczyć sprawę. Niestety Pan Janowski  tutaj cytat napisał: ,,Mam nadzieje ,że niebawem sprawa Pana Marcina Gienieczko zostanie zamknięta”. To pokazuje jaki wymiar zadań był nastawiony na moja osobę. Przykre ale prawdziwe.  Każdy kto mnie poznał wie, że płace za to wszystko wyrazistymi poglądami które są szczere do bólu. Również  mojego. Jednak nie wszystkim to pasuje bo są inne niż ktoś inny myśli według swojego schematu. I tu się bierze problem. Bylem szantażowany(moja rodzina również ) ,zastraszany przez układane  pod zniszczenie mojej osoby ustawione publikacje. W eksploracji jest jedna zasada ,tego mnie nauczyła, ze kucać trzeba tylko przed Bogiem. Wziąłem to mocno do siebie. To mnie motywowało.

Cóż, gdzie ludzie tam i zawiść i rożnego rodzaju gry…Film tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=jVqACeyTGj0

Próbowano mnie zdeptać, upokorzyć i wykluczyć ze środowiska i nie tylko. Próbowano...  Próbowano odebrać mi oficjalny patronat nad moją wyprawą na Biegun Południowy, przyznany przez Polski Komitet Olimpijski. Rozpędzona lokomotywa linczu niszczyła wszystko, co do tej pory zbudowałem. Jednak trzeźwo myśląca i nie opętana żadnymi układami organizacja PKOL, odmówiła  towarzystwu wzajemnej adoracji podróżników zuchwałej nagonki. Cytuję: „(…)nie odbieramy patronatu dla Pana Marcina” , ponadto Prezes PKOL  zdecydowanie odnosi się do insynuacji na mój temat. Cytuję: „ W  skierowanym do PKOL  apelu  są informacje  nierzetelne, wręcz nieprawdziwe.” Więcej informacji tutaj: http://www.soloamazon.info/blog/ Do tej pory organizatorzy nagonki nie opublikowali listu PKOL. Dlaczego? Może nie było to  w założeniu ,że ktoś  może powiedzieć inaczej.

Poparcie PKOL  spowodowało, że trzeba czasami iść  na przekór losowi, walczyć. Czasami wbrew wszystkiemu i wszystkim. Tego tez mnie nauczyła eksploracja.  To mnie motywowało w wędrówce przez góry Mackenzie. Dzięki tej wyprawie znów, za słowami Jana Pawła II, wypowiedzianymi w Gdańsku w 1987 r., znalazłem swoje Westerplatte.

https://www.youtube.com/watch?v=Tg5ciDOIyvo

"Każdy z Was, młodzi Przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych".

W trakcie tej  wyprawy schudłem 14 kg. Było to ciężkie wyzwanie, ale teraz wiem że mogę iść dalej. W życiu trzeba iść czasem na przekór losowi, być niezłomnym ,walczyć do ostatniej kropli krwi i potu. Tego się nauczyłem w trakcie tego projektu. To dały mi Góry Mackenzie. Stałem się silniejszy. Żadne ustawione publikacje nie pomogą zniszczyć to co  budowałem latami. Nie żyjemy w próżni….To co prawdziwe samo się broni -powtarzałem.

Zapraszam do przeanalizowania  przejścia: Była to pierwsza wyprawa relacjonowana live przez 3 nadajniki satelitarne, gdzie na bieżąco można było śledzić przebieg marszu . Wielu z Państwa miało taką możliwość. Kondycyjnie projekt był ciężysz od przepłynięcia Amazonki. Ci którzy nie byli w centrum wydarzeń mogą snuć tylko przypuszczenia. Takich ludzi którzy widza zazwyczaj temat z lotu ptaka jest wielu. Nie widza  detali.

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=14Stdy1LG9RUVLpOzUkspu_4wpwk&ll=63.66700745521405%2C-129.71398999999997&z=7

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

http://solo-mackenzie.blog.pl/

Jeszcze raz dziękuję wszystkim za doping i życzliwość. Zwłaszcza dla Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Pana Prezesa Andrzeja Krasickiego i Pana Henryka Urbasia,  za to, że dzięki tej organizacji miałem możliwość iść dalej. Mimo wszystko i na przekór wszystkiemu.

Co dalej?

Niebawem  praca męska ale zadaniowa  przeprowadzam  z kapitanem 200 metrowy statek Tankowiec  z Dunkierki do Antwerpii  później  startuje w zimowym biegu na orientacje na  50 km a później cóż  trawers Grenlandii i dopiero trawers Antarktydy w 100 lecie PKOL.   Taki wymiar zadań. Trzeba robić swoje  nie zbaczać z drogi która wyznaczyłem 20 lat temu…. Kiedyś się spytałem kolegi   ks Janusza Rosłana; Jak mam żyć? Odpowiedz prosta: ,,bądź wierny sobie”.

Z poważaniem, Marcin Gienieczko

Szanowni Państwo, podziękowania za życzliwość i współpracę, składa również rzecznik projektu – Alicja Gienieczko, która miała okazję przygotowywać i dostarczać Państwu relacje.

 DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA


10 wrzesień 2017

Marcin dokonał podwójnego trawersu Gór Mackenzie i szlaku Canol o długości 990km, i dotarł do wioski indiańskiej za Ross River-10km gdzie startował do przejścia tego szlaku.


9 wrzesień 2017

Marcin Gienieczko zakończył swoja kanadyjską przygodę, tym samym dokonał podwójnego trawersu Gór Mackenzie na najdłuższym dystansie 1000 km.

Wyprawę rozpoczął 27 lipca, zakończył w piątek 8.09.2017r.  o godz. 13.00 czasu kanadyjskiego, Yukon.

Przemierzył 990 km, z czego 610 samotnie, 380 km z partnerem Rupertem Dook. Wraz z przeprawą przez rzeki, całkowity dystans wyniósł ok. 1000 km.

Jest to pierwszy podwójny trawers Gór Mackenzie i jeden z nielicznych na świecie.

To, co wyróżnia Marcina, to pokonany dystans. Większość podróżników wybierała trasę od Norman Wells do Mila 222 i z powrotem.  Dzięki logistycznemu rozwiązaniu w postaci wózka, mógł zrealizować dłuższe przejście, a mianowicie zacząć start od osady Ross River.  

Więcej informacji i zdjęć z wyprawy Marcina wkrótce.

 

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/

Pozdrawiam z Yukonu  Marcin Gienieczko

https://drive.google.com/open?id=14Stdy1LG9RUVLpOzUkspu_4wpwk&usp=sharing


6 wrzesień 2017

Marcin Gienieczko minął osadę Golden Lake, do granicy z Jukonem ma ok 130 km, za sobą ok 880 km. 

Na swojej drodze napotkał niedźwiedzia grizzly, na szczęście był on w dość bezpiecznej odległości. Niedźwiedź jest dla Kanady symbolem, tak jak tygrys dla Indii czy lew dla Kenii, jednak bliskie spotkania z nimi nie należą do przyjemności. 

Marcin jest już bardzo zmęczony, a w takim stanie nietrudno popełnić błąd, który może wiele kosztować.

Do końca wyprawy zostało już niewiele kilometrów, miejmy nadzieję, że zakończy się ona szczęśliwie.

Przy okazji Marcin chciałby podziękować Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu, za wsparcie i nadzieję w odpowiednim momencie. 

http://www.fokus.tv/news/podwojony-trawers-gor-mackenzie/14826

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/

Pozdrawiam z Yukonu  Marcin Gienieczko

https://drive.google.com/open?id=14Stdy1LG9RUVLpOzUkspu_4wpwk&usp=sharing


4 wrzesień 2017

Marcin wraz z Rupertem Dook są już poza rzeką Twitty, której się bardzo obawiali ze względu na wysoki poziom wód. Szczęśliwie, udało sie ja pokonać bez większych problemów. Marcin odnalazł również pozostawiony wcześniej wózek, co zdecydowanie ułatwi dalsza przeprawę. Obaj podróżnicy zmierzają teraz do granicy z Jukonem.

https://youtu.be/Rxh371vdrCU

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/

Pozdrawiam z Yukonu  Marcin Gienieczko

https://drive.google.com/open?id=14Stdy1LG9RUVLpOzUkspu_4wpwk&usp=sharing


1 wrzesień 2017

Alicja i Marcin 

Alicja jest rzecznikiem wyprawy  Marcina Gienieczko , bez Alicji Marcin by nie przeszedł gór Mackenzie, to ona zajmuje się dziećmi i wspiera go w najtrudniejszych chwilach.

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/

Pozdrawiam z Yukonu  Marcin Gienieczko

https://drive.google.com/open?id=14Stdy1LG9RUVLpOzUkspu_4wpwk&usp=sharing


29 sierpień 2017

Marcin Gienieczko wraz z Kanadyjczykiem Rupertem Dook z sukcesem przeprawili się przez rzeki Carcajou, Keely River. Marcin jest wyposażony w ponton, więc jeśli nie było to łatwiejsze zadanie, to na pewno bezpieczniejsze. Rupert próbował crossować rzekę Keely kilkukrotnie, ale bez powodzenia. Prąd był dość silny, były obawy, że to się nie uda. Jednak po namowie Marcina spróbowali raz jeszcze i rzekę pozostawili bezpiecznie za sobą.

Założeniem tego etapu było przejście w duecie, więc gdyby partner Marcina zrezygnował, on sam również nie dokończyłby zadania.  

Poziom wód wysoki, w górach zrobiła się jesień, temperatura w nocy ok. 0°C.  

To już 35 dzień wyprawy, Marcin ma za sobą 715 km przeprawy w trudnym górzystym terenie. Ból sprawia mu obciążony plecak, choć Rupert bardzo go wspiera-zarówno w pomocy czysto medycznej-przy zmianie opatrunków, jak i podczas samej przeprawy.

Jutro rano planują dotrzeć do Pól Abrahama.

 

https://www.hobby4men.com/blog/ruszamy-szlak-powrotny-gory-mackenzie/

 

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/

Pozdrawiam z Yukonu  Marcin Gienieczko

https://drive.google.com/open?id=14Stdy1LG9RUVLpOzUkspu_4wpwk&usp=sharing


28 sierpień 2017


24 sierpień 2017

Polsko-kanadyjski duet  Marcin Gienieczko oraz Rupert  Dook  wracają w Góry Mackenzie. Marcin chce dokonać podwójnego trawersu Gór Mackenzie,  wspierać go będzie Rupert Dook który  3 razy przemierzył te góry-nigdy podwójnie,  wędrował także po North West Passage .

Opuszczamy Norman Wells i ruszamy na szlak Canol.

Marcin – Północna Kanada NWT

 

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/

Pozdrawiam z Yukonu  Marcin Gienieczko

https://drive.google.com/open?id=14Stdy1LG9RUVLpOzUkspu_4wpwk&usp=sharing


23 sierpień 2017

Marcin Gienieczko po 25 dniach i 611 km samotnej, bez pomocy z zewnątrz przeprawy, dotarł do brzegów rzeki Mackenzie. Tym samym dokonał pełnego długodystansowego trawersu gór Mackenzie od Ross River do brzegów Mackenzie.

W 2005 roku Marcin przepłynął tę rzekę samotnie w canoe otrzymując wiele nagród i wyróżnień, w tym z National  Geographic.

Teraz zrealizował swój wielki plan. Wyprawa była zdecydowanie cięższa niż przepłynięcie Amazonki. Dlaczego? Płynąc Amazonką jesteś mimo wszystko w cywilizacji, spotykasz ludzi, mijasz bary, gdzie można coś przegryźć. Tutaj jest tylko dzika natura, jest się zdanym wyłącznie na siebie-wyjaśnia.

Marcin w trakcie wyprawy „crossował”  takie rzeki jak Twitya, Keely River czy Carcajou-ta ostatnia zatrzymała go w  2008 roku.

Zawsze marzył zrobić takie przejście samotnie i w końcu zamierzenie się powiodło.

Równo 10 lat temu, tylko zimą, w 2007 roku był w Norman Wells u Polaka Marcina Rojka, który i tym razem go gości. Tu przy okazji wielkie podziękowania dla M. Rojka. Wówczas Marcin planował przejść szlak Canol własnie zimą, ale okazało się to niemożliwe z powodu głębokiego śniegu i trudnego położenia terenu-góry, kaniony, gesty las itp.

 

Szlak Canol, który wybrał Marcin, jest bardzo wyczerpujący i wymagający. Jest to oryginalna trasa Canol, dodatkowym utrudnieniem było to, że Marcin postanowił wejść na Blue Mountain wnosząc plecak z pontonem i wiosłami, które były mu niezbędne do przeprawy przez rzeki. Akurat ta decyzja nie była najwłaściwsza, ponieważ kiedy skończył się szlak, musiał spuszczać plecak na linie do wąwozów, głębokich jarów, przedzierać się przez gęsty las niczym w dżungli. To tutaj, po zejściu z gór nabawił się urazów - między innymi poważnych obrażeń ramion-głębokie otarcia spowodowały pojawienie się stanów zapalnych. Teraz odpoczywa i leczy je w miejscowym ośrodku zdrowia.

Przez 14 dni Marcin ciągnął specjalnie skonstruowany wózek, który sprawdził się w 100 procentach. Kolejne 11 dni szedł z 37 kg plecakiem z żywnością i wspomnianym pontonem. Przejście przez rzeki, to czasem brodzenie po kolana w wodzie, czasem po szyję, ale też wykorzystanie owego pontonu, bo poziom wód niejednokrotnie był wysoki. Pogoda ogólnie była dość dobra, przez 8 dni od mila 222 było ciepło i słonecznie, dopiero na Polach Abrahama zrobiło sie zimno i deszczowo. 

„To była ciężka przeprawa, codziennie pobudka o 6 rano i dzień w dzień marsz po 12 godzin. Narzuciłem sobie ambitny plan, ale chciałem zrobić trasę w ramach wcześniejszych ustaleń z kolegą i kartografem Adamem Wasilewskim” – mówi Marcin.

Podobnie niełatwo było w kanionie Devil’s Pass-tu trzeba było iść korytem rzeki, były rozległe bagna i grząski teren. Był też źle poprowadzony wcześniejszy track,  mimo to, udało sie wówczas dojść po 13,5 godzinach marszu do przystanku-Mila 108,  później szlak prowadził już doliną - wędrowało się znacznie lżej.

Marcin Rojek, który tutaj mieszka od lat 80 -tych, zabrał Marcina 20  sierpnia o 15.00 czasu  NWT z nad brzegów Mackenzie. Teraz ma kilka dni odpoczynku. 21 sierpnia przyleciał do Norman Wells Rupert Dook,   z którym Marcin zrobił w 2008 roku 350 kilometrowy marsz. Teraz obaj panowie planują dokonać przejścia pod,,górę", czyli z Norman Wells do Mila 222.  Tym samym Marcin chce mieć na koncie zaliczony podwójny trawers Gór Mackenzie o długości 1000 km.

Czy mu sie uda- tego nie wie, bo jest zmęczony, ma uszkodzony plecak, lekko nadwyrężone, ale do naprawy buty, a przede wszystkim będzie zmagał się z bólem.  Powstałe rany tak szybko się nie wygoją – powiedziano mu, ze potrzebne są 2-3 tygodnie, a on ma zaledwie 4 dni, gdyż 24 sierpnia planuje znowu zaatakować szlak.  Celem jest dojść do Mila 222, czyli do granicy z Jukonem w ciągu 16 dni, czyli poprawić dystans w marszu o 2 dni. Zrezygnują z marszu Blue Mountain, pójdą doliną, niemniej jednak będzie to bardzo intensywny marsz. Jeżeli okaże się, że niedźwiedzie Gryzzli nie uszkodziły zostawionego nad rzeką Twitya wózka, to Marcin planuje dotrzeć do granicy z Jukonem z wózkiem, ale nie jest to pewne. Wózek to duża pomoc w logistyce, która pomogła osiągnąć cel – nie da się nieść na plecach wszystkiego, co niezbędne podczas tych 25 dni.

Marcin na razie cieszy z tego przejścia i sukcesu oraz odpoczywa zdobywając siłę na drugą część projektu.

W trakcie tej wyprawy niosły go słowa Jana Pawła II, wypowiedziane w Gdańsku w 1987 r.:

"Każdy z Was, młodzi Przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych".

Te słowa powtarzał do końca swojego marszu, do brzegów Mackenzie. Szedł z Bogiem, bo tak został wychowany przez rodziców, którzy są jego przyjaciółmi. Podobnie jak Borge Ousland czy Mike Horn. Tak też chce wychowywać swoje dzieci, dając im przykład i tworząc dobrą relację. To Marcin zrozumiał podczas tej wyprawy. Najważniejsza jest rodzina, ale nie na odległość, tylko bycie ze sobą blisko. Te wartości są dla niego ważne i to one przewijały się w tej wyprawie.  Ponadto wyprawa wg Marcina ma dwa etapy-drogę krzyżową i drogę zmartwychwstania. Wierzy, że ta druga będzie droga zmartwychwstania do wszystkiego.  

 

Wielki trawers gór Mackenzie:

1026 km przeprawy przez najdziksze góry Kanady. Podwójny trawers: 634 km samotnie, 392 km z partnerem. Największe wyzwanie sportowe podróżnika Marcina Gienieczko!

 

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/

Pozdrawiam z Yukonu  Marcin Gienieczko

https://www.hobby4men.com/blog/400-km-canol-expedition-juz-mna/

https://drive.google.com/open?id=14Stdy1LG9RUVLpOzUkspu_4wpwk&usp=sharing


22 sierpień 2017

Marcin  po przejściu gór Mackenzie w tamtejszym ośrodku zdrowia, ma nie przyjemnie duże rany. 24tego Gienieczko planuje wracać tą sama trasa, robić to co inni nazywają szaleństwem. Podwójny trawers gór Mackenzie.

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/

Pozdrawiam z Yukonu  Marcin Gienieczko


20 sierpień 2017

Marcin Gienieczko po 25 dniach samotnej przeprawy prze Góry Mackenzie zakończył I część swojej wyprawy, robiąc tym samym pełny trawers Gór Mackenzie.
Trasa wiodła od indiańskiej wioski Ross River do brzegów rzeki Mackenzie. Pokonany dystans to 611 km w ciągu 25 dni, z czego 14 dni zajęła wędrówka z wózkiem, pozostałe 11 dni z plecakiem.

Jest to pierwszy polski trawers Gór Mackenzie.

Więcej informacji wkrótce.

http://my3miasto.pl/aktualnosci/trawers-gor-mackenzie-relacja-wyprawy/

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/

Trasa wyprawy Marcina

https://drive.google.com/open?id=14Stdy1LG9RUVLpOzUkspu_4wpwk&usp=sharing

Pozdrawiam z Yukonu  Marcin Gienieczko

 


18 sierpień 2017

Marcin z sukcesem przeszedł rzekę Keely River, teraz zmierza w kierunku Kanionu Dodo. Czeka go jeszcze nie mniejsza niż przy rzece Keely, przeprawa prze kolejną dziką Carcajou River.
W pamietnym 2008 r. ta przeprawa go tu zatrzymała, Teraz Marcin ma ze sobą ponton, dzięki któremu łatwiej będzie mu sie przeprawić przez rzeke. W Norman Wells planuje być 20.08.
Na ramionach ma glębokie rany wymagające podleczenia. Specjalne maści ma mu dostarczyć Rupert z Yellowknife, który będzie szedł z Marcinem w drogę powrotną.
Trzymamy kciuki.

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://madeinwm.pl/patronat-made-in-towarzysz-plecak/

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/

Pozdrawiam z Yukonu  Marcin Gienieczko

 


16 sierpień 2017

Marcin wszedł na najwyższy płaskowyż przejścia Gór Mackenzie-Równinę Abrahama. Zajęło mu to 13 h i 10min. W sumie przeszedł ok. 480 km. Jest bardzo zmęczony, poobijany, ciężki plecak spowodował głębokie otarcia na ramionach. Ma nadzieję podleczyć je jak dojdzie do Norman Wells.
Marcin aktualnie zmierza w kierunku Blue mountain. Za 2 dni planuje dojść do Keely River, rzeki bardzo niebezpiecznej, z którą Marcin nie ma najlepszych wspomnień. W 2008 r. niemalże porwał go nurt rzeki, pomógł mu Rupert, z którym Marcin przemierzał wtedy szlak. Rok temu na tej rzece utopił się śmiałek, który również przemierzał te tereny. Trzeba być niezwykle ostrożnym i przewidującym, bo rzeka jest bardzo zdradliwa.

14 sierpień 2017

Doszedłem do punktu Mila 108. Jestem bardzo zmęczony, ale zmierzam dalej do Norman Wells. Przede mną znów przeprawa przez niebezpieczną i zdradliwą rzekę Kelly River.  Trzymajcie kciuki. Marcin

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/

Pozdrawiam z Yukonu  Marcin Gienieczko


12 sierpień 2017

Mam za sobą ok 400 km,  obecnie jestem za Decca Creek. Wózek zostawiłem za rzeką Twitya, szczęśliwie udało mi się ją „scrossowac” bez żadnych nieprzyjemnych sytuacji. Ta rzeka jest bardzo zdradliwa i niebezpieczna, nie raz okazywała swoje ciemne oblicze.

Od rzeki idę już tylko z plecakiem. Wydaje się, że to „tylko” plecak, ale mam tu cały swój wyprawowy dobytek, waży 40 kg.  Szlak za Twitya jest dość zarośnięty. Są duże osuwiska i strome podejścia.

Mój cel to Mila 108. Trzy najbliższe dni będą kluczowe, bo jestem już bardzo zmęczony, mam spuchniętą kostkę. Żywności mam na 12 dni, to mniej więcej tyle żeby dojść do Norman Weels. 

Trzymajcie  kciuki.

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/

Pozdrawiam z Yukonu  Marcin Gienieczko


7 sierpień 2017

Dotarłem do Golden Lake. Jestem zmęczony, ale cieszę się, bo to półmetek.  Jest tu cywilizacja, wysuszę przemoczone po przeprawie przez rzekę rzeczy  i ruszam dalej.  Moja motywacja to rodzina cel, który sobie założyłem.

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/

Pozdrawiam z Yukonu  Marcin Gienieczko


6 sierpień 2017

Jestem na półmetku, za mną 310 km. Zrobiłem dwa crossy rzeki Ekwi, wieczorem kolejny cross. Idzie się ciężko, wózek wywraca się na kamieniach. Pogoda dość zmienna, pada deszcz, po chwili zaczyna się wypogadzać.
Pozdrowienia z Kanady
Marcin

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/

Pozdrawiam z Yukonu  Marcin Gienieczko


5 sierpień 2017

W ciągu 7 dni przeszedłem 230 km. Dziennie pokonuję ok. 30 km, warunki dość trudne, ponieważ wózek jest bardzo przeciążony. Obawiam się, czy wytrzyma, ale mam nadzieję, ze tak. Do tej pory na wszystkich swoich wyprawach miałem podobne wózki i w większości sprawdzały się znakomicie z drobnymi naprawami, więc wierzę, że i tym razem tak będzie.
Przeszedłem North Canol Road, teraz idę w kierunku Canol Heritage Trail.  Szlak ten prowadzi od Norman Wells, Terytoria Północno-Zachodnie , przez Góry Mackenzie , do granicy z Yukonem . Ze względu na odległość, długość i przeprawy przez rzekę, jest uważany za jeden z najbardziej wymagających tras w Kanadzie. 
Wchodzę na Przełęcz Caribou, która prowadzi do doliny rzeki Intga i do Mackenzie Barrens, wysokich surowych pięknych „alpejskich” obszarów. Przyroda tu jest zupełnie dzika, ale malownicza, można napotkać ślady wilka, grizzly, innych dzikich zwierząt. Do tej pory przyroda jest dla mnie dość łaskawa, ponieważ nie miałem przyjemności spotkać żadnego z nich, choć w oddali dojrzałem kilka dni temu czarnego niedźwiedzia. Poziom wód jest dość wysoki, choć widać, ze opada. Najcięższy odcinek czeka mnie za Caribou Pass, za rzeką Ekwi.

Zapraszamy do lektury:  

http://madeinwm.pl/tymczasem-na-jukonie/

http://madeinwm.pl/8152-2/

http://madeinwm.pl/patronat-made-in-wewnetrzny-biegun/

http://my3miasto.pl/aktualnosci/marcin-gienieczko-trawers-gor-mackenzie-relacja-wyprawy/

http://my3miasto.pl/aktualnosci/podroznik-marcin-gienieczko-wyrusza-kolejna-wyprawe-patronat/

https://kaszuby24.pl/zapowiedz-wyprawy-marcina-gienieczko-przejscie-gor-mackenzie-start-23-07-2017/


Click the link below to see where I am located. 
http://fms.ws/lohCh/63.57442N/129.19888W 



Pozdrawiam z Kanady 

Marcin Gienieczko

 

Wielki trawers gór Mackenzie:

http://solo-mackenzie.blog.pl/

1026 km przeprawy przez najdziksze góry Kanady. Podwójny trawers: 634 km samotnie, 392 km z partnerem. Największe wyzwanie sportowe podróżnika Marcina Gienieczko!

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/

Pozdrawiam z Yukonu  Marcin Gienieczko

 


31 sierpień 2017

Relacja z  2008 roku  a jak będzie w tym roku?

Za sobą mam przejście doliny rzeki Ekwi oraz Caribou Pass. Nad ranem czuję jakiś wewnętrzny niepokój. Cisza, jakby wszystko zamarło. Wychylam głowę z namiotu. W pobliżu niewielkiej rzeki przechodzi olbrzymi niedźwiedź. Jego głowa jest większa od dwóch piłek lekarskich. Jest jakieś 20 metrów od obozowiska. Zamieram. Próbuję odnaleźć w namiocie sprej pieprzowy i  pistolet  z racami. Jeżeli niedźwiedź się zbliży na 10 metrów, trzeba pryskać. Podobno odstraszy. Strach paraliżuje  moje ciało. Niedźwiedź  obwąchał obóz i odszedł w las. Już nie mogę spać.

Jestem 15 kilometrów od Golden Lakes. Na szlaku Canol muszę się przeprawiać przez wezbrane rzeki Intga i Ekwi. Szlak ten należy do bardzo trudnych przepraw pieszych w Kanadzie. Jest to wyzwanie dla wprawionych globtroterów i podróżników. Najbardziej doświadczeni pokonują go w ciągu trzech tygodni. Najgorsze odcinki do pokonania to rzeki Twitya, Little Keele i Carcajou, które mają bardzo wartki nurt i są niebezpieczne.   

         Mijam kolejną stację pomp. Jest to jedna z pięciu stacji paliw zbudowana na trasie (szósta to rafineria w Norman Wells). Ta stacja została zbudowana w celu wydobywania ropy i przesłania jej poprzez Mackenzie Barrens. Dodatkowo zbudowano sześć obozów przydrożnych przy Canol, aby móc konserwować drogę i rurociąg. Wszystkie obozy i stacje paliw są  reliktami minionych czasów. Zastałem tutaj kilka zrujnowanych baraków z blachy falistej. Zastanawiam się, ilu ludzi straciło tu życie. Na Canol zostało ściągniętych 25 tysięcy  robotników. Indianom nie było wolno pracować, pozwolono tylko białym. Czerwonoskórzy byli przewodnikami w dzikich górach i pilotami na rzekach. W południowych Stanach pojawiły się wówczas ogłoszenia werbujące żądnych  przygód mężczyzn:

15 czerwca 1942. To nie jest piknik. Warunki pracy i życia są tak trudne, jak te

napotykane podczas dowolnych prac budowlanych kiedykolwiek wykonywanych w Stanach Zjednoczonych lub za granicą. Mężczyźni zatrudnieni do wykonania tej pracy będą musieli pracować i żyć w najbardziej ekstremalnych warunkach, jakie mogą sobie wyobrazić. Temperatura będzie się wahać od 90º powyżej zera do 70º poniżej zera. Ludzie będą musieli pokonać bagna, rzeki, lód i zimno. Komary, muchy, i gzy nie tylko będą irytujące,

ale mogą spowodować uszkodzenia ciała. Jeśli nie jesteś przygotowany do pracy w tych i podobnych warunkach, nie aplikuj.          

Bechtel – Price – Callahan

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/

Pozdrawiam z Yukonu  Marcin Gienieczko


28 lipiec 2017

Jestem w stolicy Terytorium Jukonu - Whitehorse.

Tutaj wszystko się w moim życiu zaczęło. Był rok 2003, kiedy przepłynąłem rzekę Jukon 3-metrowym potontem Zodiac, wówczas miałem 24 lata....teraz już 39...ale nadal jest głód przygody i sportowych wyzwań.

Nie wywietrzał, wręcz przeciwnie - pragnienie doznań extremalnych jest tak duże, że marzę o tym, aby robić rzeczy, które są na razie odległe,ciężkie.

Co tym razem?

Canol to legenda, tam samo wielka jak złoto Klondike. Nazwa wzięła się od Canadian Oil. Podczas II wojny światowej Oddział Inżynieryjny Amerykańskiej Armii nadzorował budowę drogi i rurociągu prowadzących z pól naftowych w Norman Wells na Terytoriach Północno-Zachodnich do rafinerii w Whitehorse na Jukonie. Kiedy Japończycy zaatakowali instalacje naftowe na aleuckich wyspach Alaski, rząd amerykański postanowił bardziej zabezpieczyć się przed  najeźdźcami. Potrzebowano ropy, i to jak najbliżej Alaski. Olbrzymie złoża odkryto w rzece Mackenzie. Postanowiono przeciągnąć rurociąg przez samo serce dzikich gór. Pod koniec wojny rurociąg niestety zamknięto. Eksploatacja okazała się nieopłacalna. Produkcja w Whitehorse była bardzo kosztowna, dlatego w kwietniu 1945 roku, po niecałym roku od rozpoczęcia operacji, cały projekt został przerwany. Stalową rurę i większość sprzętu zabrano. W obecnych czasach w tym bardzo odległym i niedostępnym terenie górskim znaleźć można jeszcze fragmenty drogi, resztki niektórych budynków i wraki pojazdów, które tam pozostały. Te fragmenty dawnej drogi to część szlaku, który ostatecznie przybrał nazwę Canol Heritage Trail i obecnie stanowi największe wyzwanie trekkingowe w północnej Kanadzie. 

Na niewielki wózek pakuję wszystko, co jest mi potrzebne do przetrwania w tych dzikich ostępach. Plecak, namiot, niewielki ponton 1-komorowy, sprowadzony z USA-waga 2  kg, dwa wory z żywnością, kuchenki, siekierę, 100 metrów liny.

Wózek, to stalowa, spawana konstrukcja. Aby uzyskać jak najniższą wagę, wykorzystano rury cienkościenne. Zrezygnowano z elementów aluminiowych, ponieważ tylko nieznacznie zmniejszyłyby wagę, a zdecydowanie osłabiłyby konstrukcję. Dyszle wykonane są ze stali nierdzewnej z możliwością odpięcia tak, aby ułatwić transport w całości. Wózek ma 26-calowe koła, takie jak w rowerze górskim, ze wzmacnianymi obręczami przeznaczonymi do dużych obciążeń. Zamiast nakrętek zastosowane są szybkozłącza, umożliwiające łatwe wypięcie kół do transportu lub do wymiany ogumienia. Tak zawieszona konstrukcja pozwoli mi na swobodne omijanie wystających z ziemi kamieni i korzeni. Przede wszystkim dzięki tej  „rykszy” mogę zabrać więcej żywności. Byli ludzie, którzy radzili mi nawet żebym zostawił ten wózek, lecz większość z nich nie rozumie, że do plecaka nie zabiorę na 45 dni żywności. To po prostu niemożliwe. To tak, jakbym zaplanowal pójść na Biegun bez sanek. Ponadto zabieram 5 litrów benzyny, ponton, liny... itp.

Tym samym nie będę korzystał z pomocy z zewnątrz tak jak większość zdobywców Canol Trail. W odróżnieniu od innych, nie zamierzam przejść 380 km lecz 1030 km.

Kiedy pojawiłem się po raz pierwszy na Jukonie w 2003 roku, jako 24-latek odkrywałem czar przygody. Przepłynąłem Jukon pontonem Zodiac od Carcross do Morza Beringa w 76 dni. Powstała po tej przygodzie książka ,,Pokonac siebie”. Wówczas poznałem Scota McDougall- właściciela firmy Kanoe People. Znamy sie wiele lat. Tutaj na Yukonie wszystko sie zaczęło. To tutaj, przygotowuję się do każdej większej przygody, wyprawy.

Jukon nic się nie zmienił, nadal jest dziki, bardzo dużo przestrzeni i pięknych lasów. Ross River, to niewielka wioska, którą w przeważającej większosci zamieszkują Indianie.

W 2007 roku poznałem Neilsona,  może uda się nam spotkać  (o ile nie będzie w górach - podobno gdzieś poluje...z łuku.), poznałem go w trakcie zimowej wyprawy w 2007 roku. Przedstawiam fragment filmu, „Zagubiony na Jukonie",  tak wyglądała moja wyprawa zimą-posłuchajcie, co mówi: https://www.youtube.com/watch?v=ctuJPZJZIQE 

Za chwilę ruszam. Zakupiłem pistolet na flary, żywność. Wyprawa ciężka: 1026 km do przejścia. Z czego 630 samotnie. Podwójny trawers gór Mackenzie. Region 3 razy większy od Polski, 90 tys. niedźwiedzi gryzzly, a 30 tys. mieszkańców - w jednym niemalże miejscu. Do przepłynięcia- trawers 4 rzek: Twitty River, Kelly River, Carcajou River oraz potężna Mackenzie.

Czy mi się powiedzie? Tego nie wiem, nie mówię, że tak, nie mówię, że nie. Ale jadę, bo kocham wyzwania sportowe. A ten projekt ma takie założenie.

Od rzeki Twitty River jest  trudna nawigacja, bagnisty teren, kaniony pełne wody, osuwiska, duże podejścia itp. Dowiadywałem się w u Jess Fortner Manager, Tourism & Parks Industry, Tourism & Investment Government of the Northwest Territories i do tej pory nikt nie zrobił podwójnego trawersu na trasie uwaga: Ross River-Norman Wells –granica z Yukonem=1026 km pieszo. Był jeden śmiałek, który zrobił Mila 222 do Norman Wells –Mila 222, ale nikt z Ross River i powrót do granicy z Yukonem. W zeszłym roku jedna osoba zginęła, utonęła w trakcie przeprawy przez rzekę.

Podwójny trawers, to również duża logistyka, ale także potrzeba dużej motywacji. Wierzę że ją mam oraz rozbudzę. Ponieważ niezbędna mi jest ona we wszystkim. 

Z Whitehorse wyjeżdżam 26 lipca. Start marszu zaplanowany jest na 27 lipca, godzina 12.30. Ostatnie dni były bardzo gorące, około 28 stopni C, ale są zapowiedzi zmiany pogody. Dodzwoniłem sie do mojego kolegi, Ruperta Dook z Yeloknife, przekazał mi żebym uważał, gdyż Kanion Dodo, który mam przejść, jest zapełniony wodą. Stan wód jest podniesiony. Ten kanion przechodziłem w 2008 r., teraz nie wiadomo, czy nie trzeba iść wzgórzami. Liczę, że woda opadnie, mam  jeszcze 20 dni marszu do tego miejsca. Ale trzeba też szukać ewentualnie innych rozwiązań,  chociaż szlak gps mam opracowany na przejście wnętrzem kanionu. Zobaczymy.

Wbrew pozorom to wymagająca wyprawa. Pod względem natury cięższa niż przepłynięcie Amazonki w canoe, gdyż przez 25 dni nie spotkam żadnych ludzi. Będę sam na sam z naturą.

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:

http://solo-mackenzie.blog.pl/

Jest to też pierwsza taka wyprawa, która jest monitorowana przez 3 nadajniki satelitarne, w tym jeden z sieci Iridium.

http://fms.ws/lQJ-d/61.98378N/132.45761W

https://inreach.garmin.com/textmessage/txtmsg?extId=4c6f72f5-1cf5-47be-9bad-61497aecfbbe&adr=alicja.j%40op.pl

Pozdrawiam z Yukonu

Marcin Gienieczko

https://www.hobby4men.com/blog/stolicy-terytorium-jukonu-whitehorse/


21 lipiec 2017

1030 KM marszu-założenie w 45 dni. Ale w czym iść? Buty to  główny gracz tej ekspedycji. Na zimowe ekspedycje używam butów Alfa a na  lato /jesień? Super mocne  HANWANG. Cena 1200zł.

Buty Hanwag są znane na całym świecie. To produkty wykonane z najwyższej jakości materiałów o doskonałym kroju i niezwykłej wytrzymałości, co pozwoli na długie użytkowanie obuwia tej marki. Jednym z sekretów butów Hanwag jest podwójny szew, stosowany przez zaledwie kilku producentów na całym świecie. Wszystkie buty Hanwag są produkowane na terenie Europy z czego 30% w Niemczech.

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


19 lipiec 2017

Wyprawa Marcina Gienieczko! –Extreme Expedition Canada.

Kochani startuję. Zapraszam do śledzenia  mojego najnowszego projektu na stronie:

http://solo-mackenzie.blog.pl/

Wyprawa cieżka:1026 km do przejścia. Z czego 630 samotnie. Podwójny trawers gór Mackenzie. Region  3 razy większy od Polski, 90 tys. niedzwiedzi  gryzzly a  30 tys. Mieszkańców -w jednym niemalże miejscu. Do przepłynięcia trawersu 4 rzeki: Twity River,  Kelly River , Carcajou River oraz   potężna Mackenzie. Proszę o śledzenie przebieg wyprawy  na live track:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

Również tutaj będą przychodzić pozycje . Oficjalna strona wyprawy  jest:

http://solo-mackenzie.blog.pl/

Czy mi się powiedzie? Tego nie wiem nie mówię że tak nie mówię że nie. Ale jadę po to  gdyż kocham wyzwania sportowe. A ten projekt  ma takie założenie. Jakie jeszcze zagrożenia. Od rzeki Twity River trudna nawigacja, bagnisty teren, kaniony pełne wody, osuwiska, duże podejścia itp. Dowiadywałem się w u Jess Fortner Manager, Tourism & Parks Industry, Tourism & Investment Government of the Northwest Territories i do tej pory nikt  nie zrobił podwójnego trawersu  na trasie uwaga: Ross River-Norman Wells –granica z Yukonem=1026 km pieszo. Był jeden śmiałek który zrobił Mila 222 do Norman Wells –Mila 222 ale nikt z Ross River i powrót Granicy z Yukonem. Podwójny trawers to również  duża logistyka ale  także potrzeba dużej motywacji. Wierzę że ją mam. Ponieważ niezbędna mi jest ona we wszystkim. Dziękuję że jesteście. Dla mnie  to przejście to zdobycie wewnętrznego Bieguna Północnego.

 

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


17 lipiec 2017

Media o projekcie przejscia gor Mackenzie

http://www.nadmorski24.pl/wiadomosci/32527-lokalny-podroznik-samotnie-wyrusza-w-gory-mackenzie.html

http://www.fokus.tv/news/podwojony-trawers-gor-mackenzie-w-ciagu-45-dni/14801

http://my3miasto.pl/aktualnosci/podroznik-marcin-gienieczko-wyrusza-kolejna-wyprawe-patronat/

https://www.hobby4men.com/blog/podwojny-trawers-gor-mackenzie-stylu-sportowym-moj-nastepny-cel/

http://amazon-explorer.blogspot.pe/2017/06/upon-amazons-current-disease-drug.html

https://kaszuby24.pl/podwojny-trawers-gor-mackenzie-stylu-sportowym-bedzie-realizowali-podroznik-sportowiec-marcin-gienieczko/

http://madeinwm.pl/patronat-made-in-wewnetrzny-biegun/

https://www.youtube.com/watch?v=hUL38pAsKfk

 


13 lipiec 2017

Jak się zabrać  do projektu? Co jeść? W trakcie planowania i negocjacji z innymi, w przygotowaniach do kluczowego etapu stałem przy swoich zamierzeniach. Postanowiłem realizować zadania według własnego scenariusza, jedynie informując, że w taki czy inny sposób zostały wykonane lub zostaną wykonane i wykazując rzeczywistość,  nie jedynie deklarowana inicjatywę  i innowacyjność.

 

Oprócz  przygotowań technicznych, bardzo ważna jest strategia dietetyczna. Jestem zwolennikiem diety wysokowęglanowej i ta sprawdza się w moim przypadku najlepiej. Zresztą to badania pokazują, że w sportach i wszelkich aktywnościach wytrzymałościowych, dieta z wysoką zawartością węglowodanów(8,5g/kg masy ciała) zdecydowanie przyspiesza regenerację organizmu. Krótko mówiąc-dzięki temu mam więcej energii i wystarcza mi jej na dłużej.

Oczywiście na moich wyprawach głównie skupiam się na żywności liofilizowanej, ze względu na ich niską wagę, ale też szybkość przygotowanych posiłków. Nie mam czasu ani możliwości na zabawę z długotrwałym przyrządzaniem potraw, ale też muszę jeść z głową, żeby dostarczyć sobie właściwe składników. Przetestowałem wielu różnych producentów Liofilizaty i mam swoich faworytów.

W tym roku postanowiłem dokonać drobnej zmiany jeśli chodzi o śniadania. Zwykle wybierałem torebkę liofilizowanej owsianki, zalewałem wodą i gotowe. Tyle, że po niej byłem dalej głodny, musiałem poprawić dwoma czy trzema batonami, żeby poczuć sytość. Taka gotowa torebka to 100 g suchego produktu, dla mnie to za mało, bo śniadanie dla mnie to podstawa.

Dietetyk, z która współpracuję, przygotowała mi domowe bogate owsianki oraz eksperymentalnie coś, co się zwie granola. Dla mnie to nowość, bo dotąd nie specjalnie przywiązywałem wagę do tego co jem.

Granola tym się różni od zwykłej owsianki, że jest opiekana z dodatkiem oleju i miodu, dlatego ma chrupiącą i słodką strukturę. Jest bardziej kaloryczna od zwykłej owsianki, co dla mnie ma istotne znaczenie. Dbać o linię będę po wyprawieJ

Skład mojej śniadaniowej granoli wyprawowej, to:

Płatki owsiane, żytnie, otreby, wiórki kokosowe, sezam, chia.  Miód, cynamon, imbir, olej kokosowy, daktyle, żurawina, orzechy, pestki słonecznika, dynii, śliwki suszone, rodzynki. Wszystko to podpieczone ok 50 min w piekarniku 160 stopni.

Mam to poporcjowane 200 g-1 porcja. Zalewam mlekiem z proszku i gotowe.


10 lipiec 2017

Przejście gór Mackenzie.

W trakcie planowania i negocjacji z innymi w przygotowaniach do kluczowego etapu stałem przy swoich zamierzeniach. Postanowiłem realizować zadania według własnego scenariusza, jedynie informując , że w taki czy inny sposób zostały wykonane lub zostaną wykonane, i wykazując rzeczywistość,  nie jedynie deklarowana inicjatywę  i innowacyjność . Teraz  mogę ruszyć, ażeby  zmierzyć się z największym jak dotychczas sportowym wyzwaniem życia.

 

Jak przejść dziki region i go pokazać?

 

We współczesnej eksploracji  liczy się monitoring projektu. Zwłaszcza kiedy ma charakter sportowy. Wyprawa  -przejście Gór Mackenzie będzie monitorowane przez dwa nadajniki satelitarne GPS tak zwane „ Spot” oraz dodatkowo przez  jeden nadajnik In Reach. Wszystko po to aby przedstawiać  każdy krok zrobiony w trakcie tej wyprawy w postaci na „żywo –live”. Czyli co  10 minut  pozycja z zapisem przejścia i pozycji na szlaku.

Powstała strona  dedykowana temu  projektowi;

 

 http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

 

Stronę przygotował  Kacper Jurak jeden ze zdolniejszych informatyków i speców od takiej działalności. Kacper będzie w przyszłości swój pomysł wdrążał  do  dużych przedsięwzięć sportowych .

 

Wcześniej Kacper  przygotował i opracował  program  który monitorował przepłyniecie Amazonki. Proszę zobaczcie całą trasę; godzina, pozycje, prędkość płynięcia, miejsce pobytu, zatrzymanie się, nocleg, itp. Zobaczcie skan takiego tracka. Trasa była monitorowana przez dwa nadajniki. Dotychczas żadna z wcześniejszych ekspedycji na Amazonkę nie miała i nie ma takiej dokumentacji. A książki współcześnie przedstawiające   dane wydarzenie aktualnie każdy może napisać i wpleść swoją prawdę. Liczą się fakty. Te  fakty przedstawia zapis takich urządzeń.


http://www.gienieczko.pl/tracking/amazon/
 
http://www.gienieczko.pl/tracking/norway2017/

Narysowany i opracowany track został  wykonany jak  droga do Gpsa.

Jeżeli ktoś chce skorzystać z usług  Kacpra podaję namiary;

Polecam serdecznie. Tymczasem można śledzić  moje przejście  Gór Mackenzie właśnie za sprawą tracka. Dodatkowo będzie  jeszcze inny track z pozycjami wstawiany  manualnie. Osobne podziękowania  dla Adama Wasilewskiego mojego kartografa który współpracuję ze mną uwaga od 2007 roku.

Śledź na bieżąco wyprawę CANOL  GPS LIVE TRACK SPOT. Dzień po dniu obserwuj zmagania człowieka z naturą i samym sobą

 

Przejście gór Mackenzie:  http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

 

O wyprawie dowiesz się również na Twitterze twitter.com/mgienieczko

  

Czym jest taki nadajnik i czemu podróżnicy się na niego decydują?

 

Jednym z powodów, dla których za cel naszych podróży wybieramy bezludne i dzikie rejony świata, jest ich niedostępność i izolacja od współczesnej cywilizacji. Paradoksem tych wyborów jest nasza potrzeba pozostania w kontakcie ze światem, od którego uciekamy i możliwość wezwania pomocy w sytuacji kryzysowej. Nadajniki Spot umożliwiają wysłanie kilku predefiniowanych wiadomości, wraz z pozycją geograficzną do wcześniej zdefiniowanych odbiorców. Najpopularniejszymi systemami opierającymi się na technologii satelitarnej jest  SPOT. Oferuje możliwość wezwania pomocy, wysłania informacji typu „OK” oraz wysyłania tzw. trackingu w trybie live. Każda wiadomość zawiera jednocześnie pozycję GPS, która umożliwia łatwe zlokalizowanie nadawcy, zarówno przez służby ratownicze, jak i prywatnego odbiorcę. We współczesnej eksploracji obok dokumentacji fotograficznej czy filmowej nadajnik Spot spełnia role dokumentacji projektu dzień po dniu. Każdy Kibic projektu czy osoba potencjalnie zainteresowana przebiegiem wyprawy może online i live śledzić moje postępy. Podane są pozycje, aktualne miejsce przebywania oraz  ile km przepłynąłem z punktu A do punktu B. Jest to bardzo ważna dokumentacja w eksploracji wyczynowej.

 

Zobacz jak realizowane były moje dotychczasowe projekty:

 

- przepłyniecie w canoe największej rzeki Syberii Leny. Projekt również relacjonowany był za pomocą nadajnika Spot. Tak samo będzie  realizowany „Projekt Amazonka 2015â ł â sprawdź

- przepłyniecie Bałtyku w canoe z Bornholmu do Darłowa â sprawdź

- Kanada â przepłyniecie pontonem rzeki Jukon na szlaku Whitehorse â Dawson (3100 km) â sprawdź

Triathlon Ameryka Poludniowa â TABELKA Z KILOMETRAŻEM

Oprócz  przygotowań technicznych ważne jest  przygotowanie  właściwego jadłospisu .Nie ma energii nie ma marszu.

Jadłospis  tutaj:


http://www.gienieczko.pl/pdf/kanadasprzet.pdf

Start wyprawy 23  lipiec 2017.


2 lipiec 2017

Wraz  z  Fokus TV rozpoczynam projekt przejścia gór Mackenzie.

Śledź na bieżąco wyprawę CANOL  GPS LIVE TRACK SPOT. Dzień po dniu obserwuj zmagania człowieka z naturą i samym sobą

Przejście gór Mackenzie:  http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

O wyprawie dowiesz się również na Twitterze twitter.com/mgienieczko

Czym jest taki nadajnik i czemu podróżnicy się na niego decydują?

Jednym z powodów, dla których za cel naszych podróży wybieramy bezludne i dzikie rejony świata, jest ich niedostępność i izolacja od współczesnej cywilizacji. Paradoksem tych wyborów jest nasza potrzeba pozostania w kontakcie ze światem, od którego uciekamy i możliwość wezwania pomocy w sytuacji kryzysowej. Nadajniki Spot umożliwiają wysłanie kilku predefiniowanych wiadomości, wraz z pozycją geograficzną do wcześniej zdefiniowanych odbiorców. Najpopularniejszymi systemami opierającymi się na technologii satelitarnej jest  SPOT. Oferuje możliwość wezwania pomocy, wysłania informacji typu „OK” oraz wysyłania tzw. trackingu w trybie live. Każda wiadomość zawiera jednocześnie pozycję GPS, która umożliwia łatwe zlokalizowanie nadawcy, zarówno przez służby ratownicze, jak i prywatnego odbiorcę. We współczesnej eksploracji obok dokumentacji fotograficznej czy filmowej nadajnik Spot spełnia role dokumentacji projektu dzień po dniu. Każdy Kibic projektu czy osoba potencjalnie zainteresowana przebiegiem wyprawy może online i live śledzić moje postępy. Podane są pozycje, aktualne miejsce przebywania oraz  ile km przepłynąłem z punktu A do punktu B. Jest to bardzo ważna dokumentacja w eksploracji wyczynowej.

Zobacz jak realizowane były moje dotychczasowe projekty:

- przepłyniecie w canoe największej rzeki Syberii Leny. Projekt również relacjonowany był za pomocą nadajnika Spot. Tak samo będzie  realizowany „Projekt Amazonka 2015″ – sprawdź

- przepłyniecie Bałtyku w canoe z Bornholmu do Darłowa – sprawdź

- Kanada – przepłyniecie pontonem rzeki Jukon na szlaku Whitehorse – Dawson (3100 km) – sprawdź

Triathlon Ameryka Poludniowa – TABELKA Z KILOMETRAŻEM

Triathlon Ameryka Południowa:

http://www.gienieczko.pl/tracking/amazon/

Marsz przez Norwegię:

http://www.gienieczko.pl/tracking/norway2017/


2 lipiec 2017

Przygotowania do wyprawy  Mackenzie 2017.

Co jem? Jaki sprzęt?:

Jadłospis  tutaj:

http://www.gienieczko.pl/pdf/kanadasprzet.pdf

Jaki szlak? Więcej tutaj:
http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/


28 czerwiec 2017

We współczesnej eksploracji  liczy się monitoring projektu. Zwłaszcza kiedy ma charakter sportowy. Wyprawa  -przejście Gór Mackenzie będzie monitorowane przez dwa nadajniki satelitarne GPS tak zwane „ Spot” oraz dodatkowo przez  jeden nadajnik In Reach. Wszystko po to aby przedstawiać  każdy krok zrobiony w trakcie tej wyprawy w postaci na „żywo –live”. Czyli co  10 minut  pozycja z zapisem przejścia i pozycji na szlaku.

Powstała strona  dedykowana temu  projektowi;

 

 http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

 

Stronę przygotował  Kacper Jurak jeden ze zdolniejszych informatyków i speców od takiej działalności. Kacper będzie w przyszłości swój pomysł wdrążał  do  dużych przedsięwzięć sportowych takich jak „Bieg Rzeźnika „czy biegów ultra ale i również  do  innych sportów ekstremalnych, długodystansowych.

Wcześniej Kacper  przygotował i opracował  program  który monitorował przepłyniecie Amazonki. Proszę zobaczcie całą trasę; godzina, pozycje, prędkość płynięcia, miejsce pobytu, zatrzymanie się, nocleg, itp. Zobaczcie skan takiego tracka. Trasa była monitorowana przez dwa nadajniki. Dotychczas żadna z wcześniejszych ekspedycji na Amazonkę nie miała i nie ma takiej dokumentacji. A książki współcześnie przedstawiające   dane wydarzenie aktualnie każdy może napisać i wpleść swoją prawdę. Liczą się fakty. Te  fakty przedstawia zapis takich urządzeń.


http://www.gienieczko.pl/tracking/amazon/
 
http://www.gienieczko.pl/tracking/norway2017/

 

Narysowany i opracowany track został  wykonany jak  droga do Gpsa.

Jeżeli ktoś chce skorzystać z usług  Kacpra podaję namiary;

Polecam serdecznie. Tymczasem można śledzić  moje przejście  Gór Mackenzie właśnie za sprawą tracka. Dodatkowo będzie  jeszcze inny track z pozycjami wstawiany  manualnie. Osobne podziękowana  dla Adama Wasilewskiego mojego kartografa który współpracuję ze mną uwaga od 2007 roku. Czyli Adam Canol to nasza rocznica! Z Kacprem się znam tyle samo…

 


26 czerwiec 2017

Trasa wyprawy dzień po dniu

http://www.gienieczko.pl/pdf/canol2017tabelka.pdf

http://www.gienieczko.pl/pdf/marcinopiswyprawy.pdf


10 czerwiec 2017

Kiedyś chciałem pracować na platformach wiertniczych. Ale jestem na statku .Męska , ciężka praca ale za to dobrze płatna. To mnie tylko tu trzyma-forsa. Los rzucił mnie na statki. Od 2010 r  z przerwami pływam na różnych statkach  dorabiając  do życia i swoich projektów oraz budżetu rodzinnego. Dwa razy w roku mam kontrakt aby  utrzymać moje dokumenty które zrobiłem notabene w Niemczech i na WSM w Gdyni. Z platform nie wyszło ale teraz już nie żałuje . Pływam na  tankowcu. W sumie niemalże jak platforma. Pływamy po całej Europie. Aktualnie płyniemy do Amsterdamu. Robota ciężka, 14 godzin  dzień w dzień  chyba że  jest załadunek  w nocy  to w nocy też  trzeba  pracować. W miedzy czasie  układam plan przeprawy przez góry Mackeznie. Na zdjęciu pokazane jest jak wchodzę w jeden   z tanków/zbiorników. Padła nam pompa trzeba był ja wykręcić i nową zamontować. Wraz z kolega  po fachu  siedzieliśmy w środku w oparach tokstycznych. Wcześniej wieżliśmy  benzynę. Koło włazu wejściowego leży żółty  miernik który pokazuje  jakie jest tam natężenie zatrutego  powietrze. Bez maski 20 minut  i człowiek by padł. Trzeb a się zsunąć po drabinie do środka i w masce pracować. Inaczej można się zatruć. Taka praca ale i też jestem na mostku kapitańskim gdzie mogę np.   napisać maila i zamieścić zdjęcie, zdarza się  poprowadzić Tanker za zgoda bossa. Gdyż on jest  tutaj pierwszy po Bogu.

 

Zapraszam rowniez do  przeczytania  relacji  o przepłyneciu Amazonki w canoe na portalu AMAZON EXPLORER:



http://amazon-explorer.blogspot.pe/2017/06/upon-amazons-current-disease-drug.html

   


1 czerwiec 2017

Podwójny  trawers gór Mackenzie w stylu sportowym będzie realizowali podróżnik i sportowiec Marcin Gienieczko

 

Podróżnik Marcin Gienieczko wyrusza na kolejna wielka wyprawę. Marcin Gienieczko  postanawia samotnie bez  wsparcia z zewnątrz dokonać pieszego  podwojonego  trawersu gór Mackenzie przez Polaka . Przejście legendarnego szlaku Canol w  płn Kanadzie będzie dużym wyzwanie. Co to jest Canol?

Podczas drugiej wojny światowej Odział Inżynieryjny amerykańskiej armii nadzorował budowę drogi i rurociągu z pól naftowych w Norma Wells na Terytorium Północno Zachodnich, do rafinerii w Whitehorse na Jukonie. Pod koniec wojny rurociąg  zamknięto. Jednak w obecnych czasach w tym bardzo odległym i niedostępnym terenie górskim jest szlak zwany Canadian Oil  o skrócie Canol Jest to najbardziej  dziki  i ekstremalny szlak pieszy  w  płn Kanadzie. Przez podróżników w Kandzie uważany za najbardziej niebezpieczny gdyż aby go przejść trzeba przepłynąć wpław lub pontonem cztery rzeki górskie. Trasa liczy 634 km  od miejscowości Ross River  do miejscowości Norma Wells  nad rzeką Mackenzie. Przejście  Canol dla Marcina  to zdobycie wewnętrznego  ,,Bieguna Północnego”- tak to określił podróżnik. Przygotowanie mentalne do dalszego projektu który zwie się ,,Droga na Biegun Południowy”! Test kondycyjny, psychiczny . Na dystansie 390 km  ciągnie specjalnie skonstruowany wózek .Od rzeki Twitya River ( pierwsza rzeka na szlaku )przez 210 km  będzie szedł z 30 kg plecakiem oraz  niewielkim pontonem który będzie służył do przeprawy przez dzikie  rzeki gór Mackenzie. Założenie tego  projektu to sportowe samotne  przejście w 25 dni w jedna strone . W miejscowości Norma Wells będzie odpoczywał trzy dni u Polaka mieszkającego tam od 25 lat Marcina Rojka . Po kilku dniach odpoczynku ponownie zamierza  przejść Góry Mackenzie. Tym razem do Granicy z Jukonem 392  km  w towarzystwie swojego kolegi podróżnika z Kanady Ruperta Dook   który przyleci do Norma Wells 22 sierpnia z Yellowknife stolicy Terytoriom Północno Zachodnich .

 

Warto dodać ,że  w 2007 roku Marcin Gienieczko podjął prze zimowego przejścia tego szlaku. Niestety  wówczas z powodu kontuzji kolegi i bardzo głębokiego śniegu nie mógł zrealizować tego przedsięwzięcia. Niemniej jednak powstał film który przedstawia  walkę z przyrodą i samym  sobą ,,Zagubiony na Jukonie” przedstawił zmagania w zimowej scenerii:

 

https://www.youtube.com/watch?v=slQNkIFkJRQ

 

W 2008 roku Marcin Gienieczko z Rupertem Dook dokonuje przejścia 350 km  przez góry Mackenzie, natomiast w 2011 roku przechodzi samotnie południową odnogę szlaku Canol z Jonhson Crossing do Ross River-240 km.. Jednak prawdziwe wyzwanie wciąż na niego czeka. Nigdy jak do tej pory  w całości  nie dokonał trawersu gór Mackenzie. Tym razem postanawia ruszyć i przejść Canol w obie strony.

 

Czy mu się powiedzie? O tej wyprawie wypowiada się redaktor naczelny miesięcznika Żagle Waldemar Heflich  gdzie Gienieczko na łamach miesięcznika relacjonował wiele przedsięwzięć w tym pierwsze na świecie przepłyniecie Amazonki w  canoe:

 

https://www.youtube.com/watch?v=hUL38pAsKfk

 

 

 

Gienieczko chce dokonać podwojonego trawersu gór Mackenzie na dystansie 1026 km (dystans taki sam jak na Biegun Północny) marszu w ciągu 45 dni. Będzie to pierwsze tego typu przedsięwzięcie w  przejścia gór Mackenzie w obie strony. Zapraszamy na śledzenie  całego przedsięwzięcia na stronie wyprawy: http://solo-mackenzie.blog.pl/

 

Marcin Gienieczko ma na swoim koncie wiele ekstremalnych dokonań, m.in. przeszedł 600 km po zamarzniętej rzece Kołymie (przy temp. minus 50 stopni), pokonał pieszo i na wielbłądach Saharę Zachodnią (750 km w 18 dni), przejechał Australię rowerem, przepłynął pontonem największą rzekę Alaski Jukon (3,1 tys.km), a w canoe cały system rzeczny Mackenzie (4 tys. km) oraz syberyjską rzekę Lenę (ponad 4,3 tys. km).Zrealizował tez wielki triathlon przez Amerykę Południową  jadąc rowerem biegnąć oraz przepływając w canoe Amazonkę ustanawiając  World Records Guinnes: http://biurorekordow.pl/najdluzsza-podroz-canoe-rekord-guinnessa/


30 maj 2017

Ostatnio miałem możliwość pobiec w pierwszym maratonie górskim Chojnik w Karkonoszach.
Według organizatorów zaliczany do 6 cięższych biegów górskich w Polsce . Czy tak jest? Trasa dość wymagająca. Duże wzniesienia. Mapka w załączniku. W sumie wystartowało ogólnie około 900 zawodników.
Wypowiedz organizatorów w tej sprawie. Film obrazuje te zmagania :
https://www.youtube.com/watch?v=h84EhLtzu_M

 

Myślę ,że trudniejsze ukończenie byłoby przy pogodzie deszczowej. Dla mnie bieg to jeden z etapów pośrednich do mojego głównego w tym roku celu czyli przejścia Gór Mackenzie w obie strony: http://solo-mackenzie.blog.pl/

Tego typu przeżycia traktuje jako trening wytrzymałościowy.

 

Lub tak zwany trening kontrolowany. Biegam w nich dla limitów. Czyli dla ukończenia w limicie czasowy wyznaczonym przez organizatorów .Dla jednych ukończyć maraton górski to duże wyzwanie dla innych to ściganie. Dla mnie jest to test przed dalszym rozwojem w głównym założeniu. Bo czy będziesz 132 czy 346 i tak nie ma różnicy (mowa o tych którzy chcą się ścigać)bo tylko w ściganiu sportowym tak naprawdę liczą się ci którzy są na podium. Bieg Chojnik to trochę więcej niż maraton. Gdyż normalny maraton skład asie z dystansu 42 , 195 km a Bieg Chojnik to 46 km przez góry. Ładne trasy, zwłaszcza kiedy się zbiega ścieżkami leśnymi wśród świerków . Na sobie miałem niewielki Camelbak czyli mały plecaczek z wkładką z izonickiem. Biegłem dla odmiany od innych w pół butach górskich. Cięższe ale stopy dobrze się trzymały przy zbiegu. To bardzo ważne. Po ostatnich doświadczeniach w innym biegu wiedziałem ,że takie buty muszę mieć. Może są trochę cięższe ale jak ktoś biegnie dla limitu a nie chce doznać kontuzji np. ,,skręcić kostki” warto o tym pomyśleć .Kończyłem już biegi przełajowe, triathlony ale najlepszym przygotowaniem do tego projektu ,,Droga na Biegun ” uważam ,że jest długi bieg górski. Po asfalcie za łatwo. Dla mnie ukończenie to wewnętrzna satysfakcja i praca nad kondycją chociaż byli tacy ludzie którzy mówili ,że nie ukończę po takiej malej ilości treningów. Ale to standard . Znam swój organizm i wiem ,że każdy mogę bieg ukończyć nawet na 100 km w limicie bo tak naprawdę wszystko rozgrywa się w głowie i wewnętrznej motywacji. Wiem o tym bo kiedy po trzech miesiącach płynięcia w canoe (nogi wcale nie pracowały) i następnego dnia pobiegłem 80 km w temperaturze plus 40 stopni –było to podczas wyprawy w Brazylii wiedziałem ,że dystanse można robić długie. Ważna jest motywacja ona zaczyna ewaluować po 20 kilometrze zazwyczaj. Bez niej nie istniej żadne projekt. Tak też jest w biegach. Biegi górskie to również fajna przygoda. Są ludzie którzy przyjeżdżają z rodzinami, biegną też parami. Kiedy wiedziałem ,że już po ostatnim check poincie ,że ukończę bieg be kontuzji to zacząłem bardziej podźiwać i rozmyślać o wyprawie . Tuż koło zamku Chojnik jedne z biegaczy doznał dużych skurczy. Razem z jego kolega przez 5 minuty próbowaliśmy wyprostować mu stopę, naciągnąć nogę. Wył jak wilk. Skurcze przychodzą podczas przegrzania organizmu, poprzez odwodnienie i utratę elektrolitów, do zmęczenia mięśni, niewystarczającego przygotowania i braku nawyku rozciągania mięśni przed wysiłkiem. Są to niemalże sytuacje losowe które mogą zdarzyć się każdemu. Ostatecznie niemalże dobiegliśmy razem. Jego kolega powiedział do niego zaczęliśmy razem i skończymy razem. Szlachetne sportowe podejście. Ale byli też tacy, słyszałem w tracie biegu ,że biegli razem i jeden do drugiego powiedział:,, za słabe masz tępo sorry zostawiam Ciebie”. Jak to zaczęliśmy razem! Odwrócił się plecami i jeszcze bezczelnie powiedział jak coś to dzwon….Pomyślałem sobie , ze w trakcie biegu będzie ktoś wyjmował tel i ma dozownic? Po cholerę. To typowe podejście chwilowej ambicji , która ani nie była sportowa ani nie była przyjacielska. Są i tacy biegacze ale na szczęście to wyjątki .Ci ludzie wiedza tyle o sporcie zespołowym co ja o locie w kosmos. Typowy egocentryzm jednostek . Warto natomiast zobaczyć jak Boge Ousland i Mike Horn dwaj najwięksi napieracze w sportowej eksploracji kończyli swój wielki plan ,,nocnego zdobycia Bieguna Płn”. Warto zobaczyć co znaczy prawdziwa przygoda razem i sportowe zachowanie:

 

https://www.youtube.com/watch?v=dRt3OxY52WU


Obaj silne osobowości. Mike Horn jako pierwszy człowiek przepłynął w całości samotnie Amazonkę , wcześniej obszedł przez 2 lata pieszo Arktykę . Borge trawersował Antarktydę , pierwszy zdobywca Bieguna Północnego. Ten ostatni w wywiadzie dla NGM w styczniu 2007 roku powiedział ,że takie wyprawy jak się zaczyna razem to się kończy. W trakcie tej ekspedycji Horn doznał problemów zdrowotnych ale Borge Ousland ani go nie zostawił ani nie myślał żeby go mógł helikopter zabrać-wyjaśnił w wywiadzie. Mimo , że on był głównym organizatorem.p Dla mnie maraton Chojnik był ostatnim etapem przygotowań kondycyjnych do wielkiego przedsięwzięcia, który odbędzie się w lipcu- przejścia 1026 km najdzikszych gór Mackenzie. Szczerze polecam ten bieg, bo fajne zorganizowany i piękna trasa. Niebawem wyjazd do pracy na statek gdzie będzie inny test-psychiczny ale co tam jak to mówią napieramy dalej. Od stania w miejscu nie jeden już zginał.


22 maj 2017

Projekt ,,Droga na Biegun Południowy” w obie strony to projekt życia. Większej wyprawy  już nie zrealizuje . Wiem jedno, jak to zrealizuję będę mógł zakończyć swój wędrowny los. Jeżdżę po świecie od 1997 roku. Wielka ekspedycja na Antarktydę to projekt życia jak i również mój ostatnia wielka wyprawa t. Nim to się stanie  chcę dopiąć swego. Jeżeli Bóg pozwoli i zdrowie-bo to tylko  to może zagrozić realizacji . Tym czasem   skupiam się na moim wewnętrznym Biegunie  Północnym, przejściu 1026  km przez najdziksze góry Kanady – Góry Mackenzie: http://solo-mackenzie.blog.pl/ Wielki trawers tego pasma. Właśnie od  tego przejścia dużo zależy. Tak na prawdę cały projekt na Biegun Południowy. Nie będę się rozpisywał. To nie ma sensu ale dużo od tego zależy. Jeżeli tego dokonam  będzie to zielone światło dalej. Współpracuję przy projekcie na Biegun Południowy z norweskimi polarnikami. Dla mnie są  najbardziej doświadczonymi podróżnikami w  tej strefie eksploracji. Treningi w Norwegii był również dobrym etapem przygotowawczym  do przejścia gór Mackenzie

Pozdrawiam,

 

Marcin Gienieczko

 


21 maj 2017

Myślę ,że  w canoingu czas przejść na regatowe  łodzie. Wyprawy na canoe mnie już nie interesują. To co chciałem zrealizować zrealizowałem: http://biurorekordow.pl/najdluzsza-podroz-canoe-rekord-guinnessa/

  Te canoe mi się marzy. Jeszcze nie wiem jak się przebija ona przez  fale i bystrza. Ale po smukłej sylwetce widać że  idzie szybko. Bardzo szybko. W Polsce niedostępne bo mało kto pływa w regatach na canoe. Ja takiej osoby nie znam a pływam już  12 lat…

Oczywiście  można  pływać  takim modelem jaki ja mam Mad River. Też w nim startowałem na Jukon River Quest  w 2013 roku. Gdzie przepłynąłem 320 km no stop bez spania w 31 godzin i 30 minut. Przepłyniecie no stop jeziora Labarge, 48 km w  9 godzin-no stop

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=1WErKRfpv3qCAUzbTWyqjCECc574&msa=0&ll=62.287537988763965%2C-136.3071212255859&z=11

Na zdjęciu tak wygląda. . Jedna z moich łodzi jest w Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku-zapraszam do obejrzenia:

 http://www.nmm.pl/aktualnosci/canoe-juz-w-muzeum Ale ta łódka  którą przedstawiam to typowe canoe regatowe. Mad River to  ekspedycyjna łódź. Oczywiście można też płynąć  dookoła świata  na łodzi takiej jak  np.;Delphia mowa o żeglarstwie   ale jeżeli się bierze udział w regatach Vendee Globe (https://www.youtube.com/watch?v=GLobesQDSAU) startuje się na  takiej jednostce która  rozwinie   dobrą  prędkość ,dostarczy  dobry wynik. Na takiej łodzi trzeba  mieć opływanie. Są żeglarze którzy startowali bez opływania na nowej jednostce i  to był błąd. Kończyło się to zawsze finiszem  przed wczesnym. Ale są również różne sytuacje losowe  gdzie nie można wcześniej zdobyć takiej łodzi dlatego niektórzy decydują się na start Last minut. Jednak to jest zbyt duże ryzyko.  Ten model to canoe regatowe na solo przebiegi. Niebawem kolejna edycja  Yukon River Quest. Najdłuższego wyścigu na canoe  przez dziewicze rejony Kanady. Zastanawiało mnie zawsze jedno . W canoe solo  które jest dopuszczane  w tym wyścigu tak na prawdę nie jest canoe  .Chociaż jest  to tak  kwalifikowane. Po pierwsze w canoe nie ma steru a  w modelach Clipper SEE-1 jest ster. Canoe  bardziej przypomina  kajak. Zobaczcie:  http://www.clippercanoes.com/sea-1/ W sumie wygląda jak kajak. Dla mnie to takie  połączenie   canoe z kajakiem. Teraz  zobaczyłem że  wyszedł model który jest i regatowy i  typowym canoe. Takim można zawalczyć o bardzo dobre przebiegi. I mieć świadomość ,że się płynie w canoe a nie kajakiem.Za kajakiem nie przepadam  Jednak tą lodź trzeba również dociążyć ażeby  ,,trzymała” się na  bystrzach.

Marcin Gienieczko

 


17 maj 2017


5 maj 2017

Ostatnio zaliczyłem trening 70 km Władysławowo - Hel- Władysławowo ze swoim wózkiem. Pamiętam jak z rodzicami jeździłem do Jastarni. Miałem wówczas 4 lata…Mój tata powiedział ,że moje podróże zaczęły się od Półwyspu Helskiego. W sumie ma racje. Tam przekraczałem swój pierwszy horyzont patrząc w morze. Teraz z wózkiem wędrowałem.  10 godzin w jedna stronę w druga 8 godzin, 35 km w jedna i  i 35 w druga testowałem tez nadajnik In Reach, używałem kuchenki-test MSR XGK EX oraz namiot Assault 2 to

2-osobowy namiot ekspedycyjny z odczepianym przedsionkiem z silikonowanego nylonu ripstop 30D. Czasza z materiału DryWall™ - bardzo dobrze oddycha. Posiada podwójną górną wentylację i słupki DAC Featherlite NSL™. Namiot łatwo sie rozbija. Konstrukcja umożliwia podwieszenie przedmiotów czy dodatkowego "poddasza" typu gear loft.

Nie polecam namiotu  Assault 3 .Ma po bokach szwy do których  wszyte są odciągacze  na szwach namiot przecieka. Robiłem testy. Lałem na niego wodę (ze szlauchu ogrodniczego) i przeciekał . Natomiast 2  tych szwów nie ma. Lepiej się sprawdza. Sprawdził się podczas intensywnych opadów deszczu podczas przepłynięciu całej Amazonki w canoe

Sprawdziłem kondycje. Wszystko po to ażeby zrealizować projekt myślę jak na tą chwile życia. Wielki Trawers gór Mackenzie: http://solo-mackenzie.blog.pl/

Polecam tez moja książkę gdzie opisywałem moje przejście Gór Mackenzi ale na dystansie tylko 350 km

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko

   

 


28 kwiecień 2017

Танец с Aмазонкой или как я преодолил Амазонку в каноэ.

W 2012 roku przepłynąłem syberyjska rzekę Lene w canoe projekt przedstawiał największy dziennik Rosyjski.
http://www.kp.ru/online/news/1216329/
ZDOBYWANIE RZEKI LENA PRZEZ MARCINA GIENIECZKO-TABELKA
https://maps.google.com/maps/ms…

Teraz przedstawi relacje z Amazonki. Projekt zostanie przedstawiony w Rosyjskiej Akademii Nauk,fragment ponizej.
Танец с Aмазонкой или как я преодолил Амазонку в каноэ.

Я нахожусь в Доусон - Северной Канады над рекой Юкон. После 50 часов гребли в легендарной гонке Yukon Quest River, организаторы были вынуждены забрвть меня из реки. Причина острой атаки правой почки. Во второй раз в моей жизни я заболел. Неудача или судьба? Я лежу в больнице в подавленом состоянии. Я принимаю вторую капельницу. На самолете уже я думаю о возвращении на реку. Экспедиции это мой наркотик. Для того, чтобы жить, я должен его принимать. -Надо сделать что-то большее, чем выиграть гонку .Только что? После того, как я уже был в доме, решил, что брошу вызов самой большой реке в мире, Амазонке.
Борьба с гигантом
Я стою возле моста через реку Апуримак . Это единственный и последний мост в системе реки Амазонки. Я упаковал все оборудование. Через зону наркоторговцов со мной плывет Гейдиел Санхез Ривера. Перуанчин не высокого роста. Метис друг, называется Хосэ. Средний рост, широкие плечи. После того, как был наркокурьером, он бросил эту работу, потому что хотел жить немного больше. Незаконный оборот наркотиков в зоне, это повседневные вещи. Гейдиел решает сопровождать меня в город Atalaya на реке Укаяли. Мы будем плыть вместе в моей лодке.

Он говорит на местном языке индейцев ашанинка. Он был также наркокурьером.
Мы идем быстрее и быстрее, байдарка набирает скорость. Река Акуирмак имеет большое снижение, несмотря на то, что мы уже прошли самые большие пороги. Вокруг горы, лес известный как тропические джунгли. Именно здесь растут листья коки, которые обрабатываются в белый порошок. Я нахожусь в так называемой красной зоне, в центре наркоторговцев в центре перуанских джунглей.

Кто-то кричит из берега: Акуи се Матан -здесь убивают. Мы начали быстрее плыть, сильнее грести, каноэ прорезает через волну за волной. Хосэ вес мокрый от удара первой волны, которая заливает нос. Ночью я слышу рев двигателей вертолета.
-Это ночный разведчик , ищут источников огня говорит Хосэ.
м вертолет дает этому месту серию выстрелов. Так сильно, что деревья рассыпаюсь. Мартин нет здесь предупреждения, добавляет . Я оставляю Апуримак и вплываем на мутные воды реки Мантаро, котурую считают некоторые яхтсмены как истоки реки Амазонки. Кроме того, что в верхней части она высохнет, и не можете назвать это постоянным источником. Поэтому Акуримак до сих пор в первую очередь источником. Сочетание Aкуримаку и Мантары дает начало реке Эне. Это самая опасная река в этой части Перу. Во всех отношениях. В ее бассейне живут воинственные племена индейцев Ашанинка, которые верят в культ Пелакары- местные жители считают, что белый контрабандист тела. -Они считают, что, как и вы в Иисуса Христа объясняет Габрель. Внезапно пороги на реке Эне стали гораздо более труднее к преодоленю. Я плыву в июне. В то время, в котором ни одна экспедиция не участвовала. Почему? Поскольку каждая хотела пересечь реку - один из Мантаро , другая Aкуримак, как технически сложные. Перейти в неделю после того, как прошли сезонные дожди, где быстрое течение бросаясь, захватывает меня каждый метр реки. Поскольку моя цель была триатлон, я начал в конце мая, и это был опасный шаг. В октябре река Эне имеет водовороты диаметром 10 метров их описали в книге «В водах Амазонки». Известно, что из Aндов в мае, наиболее течет вода. За это время, Эне и Тамбо это не равнинная река, хотя в описании так. Гигантские виры до 16 метров, которые могут спрятать внутри два иесла, соединенных с общей длиной до трех метров. Мы достигаем Понго, в которым каменные стены сужают реку Эне. Без моей гребли на каноэ течет со скоростью 11 км / ч, река начинает циркулировать и волновать. Местные жители называли это место ,, Переходные Семь дьяволов «из-за семи гигантских кратеров, с которым это было сказано, что может поглотить двигатель» Jonhson ". Мы пытаемся поймать самую высокую скорость, которая позволит нам пройти через завихрения, и воронки, пороги. Один из вихрей нас окручивает. С полок падают камни. Через некоторое время, вода успокаивает. Я слышу рев двигателя. Два Индейцы с красными лицами, проплывают мимо нас и смотрит враждебно. –Буэнос дияс! Вскрикивает Гадель, но ничего не говорят и плывут дальше. Они исчезли за поворотом реки. Река протекает быстрее и быстрее, набирает скорость снова. Вдруг я слышу выстрел, отворачиваются назад от Гадиэля. Я слышу второй выстрел. Гринго, гринго !!! кто-то кричит из глинистого склона размахивая руки. - Ashaninka- проблемы будут сказал напуганы Гадиэль. Мы пытаемся повернуть назад. Но быстрый поток нас забирает .Кто то дает больше выстрелов в нашем направлении .Слышу пули свист коле canoэ.-Бля ..! стреляють! Мой голос пытается прорваться через ревущию реку. Я не могу изменить курс. Каноэ впадает между два валуны. Застрываем . Наплыв воды становится сильнее, каноэ становится затопленно водой. Гадиель пытается выскочить на валун ближе к берегу и спасти. Но нет никаких шансов выплыть на берег. Течение выхватывает его в мгновение ока. Индейцы подают свою лодку с двигателем 15 лошадиных сил Johnson.- выходите! Они кричат. Их лица окрашены в красный цвет. У них есть три линии на обеих щеках. Это уса-Ягуара. Эти агрессивные, сказал Гадиель низким голосом. Мы покажем все оборудование. Есть ли у вас наркотики? Спрашивает один из индейцев. Нет, у нас нет. -Кто вы? Что ты здесь делаешь? Эта область ашанинки. Их оружие направлено на нас. Гадиель пытается успокоить ситуацию .- Вот наши документы от президента региона разрешения-Карэ -показует мой спутник. За четыре месяца до экспедиции Мирослав Райтер, который специализируется на поездках, организованных в Перу подготовил мне разрешения проплыть всю область. Мы показали здешнему деревенскому старосте. Он наблюдает, анализируя, пытаясь прочитать, хотя большинство индийцев не умеют читать. Особенно на испанском.- Есть ли у вас какие-либо подарки? Гадиэль дает нашим жителям лиофилизированной пищу. Для лидера швейцарского армейского ножа проходит небольшой фонарик и фару. Он смотрит мне в глаза. У вас есть 5 часов, чтобы покинуть наш регион. -Гадиель улыбается и говорит, что два хватит нам. Кто-то стреляет вверх, исчезают за поворотом реки. Мы должны быть осторожны, они могут удивить нас в ночи. В ночное время, не включаем наших фонариков, чтобы не звать нежелательных гостей. Мы входим в другой водоворот, который пытался поглотить нас .Силнее греби, силнее кричу, попадаем в гигантский вихрь, который потрясает нас, как в стиральной машине. Это огромные дыры в реке .Плывем по самому узкому месту в ширине Эна имеет 4 метра. Вихр сосет нас, идет борьба.- Силнее Гадиель, кричу изо всех сил . Я борюсь с полной силой, чтобы выйти из водоворота, который имеет диаметр 16 метров и глубину 2 метра. Каноэ погружается и выныряет, разврачивает нас на 180 градусов . Выходим, плывем к берегу. В глазах перуанского друга есть страх, я трясся весь. Один момент, и после экспедиции. Тамбо реки не вид, водовороты пытаются сбросить нас на каждом шагу. Мы плывем в каньоне. Скальные полки с обеих сторон .Сопки покрыты тропическими лесами .После 20 км мы должны просить помощью лодки, которая тянет нас на тросе до следующей деревни. Слишком высокий уровень воды, вихри настолько велики, что втягивают каноэ. От Пойэни река


28 kwiecień 2017

Moje życie zawsze było bardziej związane ze sportem niż podróżami. Gratuluje jeszcze raz i cieszę się ,ze projekt życia jest pod patronatem PKOL


13 kwiecień 2017r.

Marcin Gienieczko  postanawia samotnie bez  wsparcia z zewnątrz dokonać pieszego  trawersu gór Mackenzie przez Polaka . Przejście legendarnego szlaku Canol w  płn Kanadzie. Jest to najbardziej  dziki  szlak w  płn Kanadzie. Trasa liczy 600 km  od miejscowości Ross River  do miejscowości Norma Wells  nad rzeką Mackenzie. Przejście  Canol dla Marcina  to zdobycie wewnętrznego  ,,Bieguna Północnego”- tak to określił podróżnik. Przygotowanie mentalne do dalszego projektu który zwie się ,,Droga na Biegun Południowy”! Test kondycyjny, psychiczny . Na dystansie 390 km  ciągnie specjalnie skonstruowany wózek .Od rzeki Twitya River przez 210 km  będzie szedł z 30 kg plecakiem oraz  niewielkim pontonem który będzie służył do przeprawy przez dzikie  rzeki gór Mackenzie. Założenie tego  projektu to sportowe samotne  przejście w 25 dni. W miejscowości Norma Wells będzie odpoczywał trzy dni. Po kilku dniach odpoczynku ponownie zamierza  przejść Góry Mackenzie. Tym razem do Granicy z Jukonem 360 km  w towarzystwie swojego kolegi podróżnika z Kanady Ruperta Dook   który przyleci do Norma Wells 22 sierpnia z Yellowknife . Gienieczko chce dokonać podwojonego trawersu gór Mackenzie na dystansie 960 km (dystans taki sam jak na Biegun Północny) marszu w ciągu 45 dni. Będzie to pierwsze tego typu przedsięwzięcie w  przejścia gór Mackenzie w obie strony.


Zapraszamy na strone wyprawy:

http://solo-mackenzie.blog.pl


6 kwiecień 2017

Marcin Gienieczko, podróżnik i sportowiec, ambasador sportowy Gminy Kosakowo dokonał podwójnego trawersu  największego płaskowyżu w Europie Hardengvide

Wyprawy polarne to najwyższy szczebel eksploracji. Poniżej trasa z zapisem GPS ,przeprawy przez najwyższy płaskowyż Europy w Norwegii - http://www.gienieczko.pl/tracking/norway2017/ 12 dni przeprawy. Nocleg powyżej 1200 metrów. Temperatura  -15 stopni, wiatr 5m/s,240 pokonanej trasy w obie strony. W jedną stronę z zespołem ,w drugą samotnie ciągnąc kewlarowe sanie o wadze 70 kg. Teren górzysty. To tutaj trenował i przygotowywał się norweski polarnik Amundsen, pierwszy zdobywca Bieguna Południowego. Dla mnie była to mini wyprawa i trening. Wielu ludzi, również Norwegów pytało się mnie dlaczego pokonuję tą samą trasę w obie strony? Ta mini wyprawa to również budowanie wewnętrznej motywacji. Większość ludzi jak osiągnie cel chce wrócić do cywilizacji. Ja chciałem walczyć dalej. Głód pokonywania trasy ciągle we mnie jest. Mimo wszystko-cytuję na swojej oficjalnej stronie:gienieczko.pl

 Każdy kto marzy o zdobyciu Bieguna Południowego musi przejść tą trasę. Tutaj przeszedł ten szlak legenda polarnictwa Borge Ousland jak i również trenował przed próbą trawersu Antarktydy  Marek Kamiński.

Panują tutaj warunki iście polarne. Tą część Norwegii to poligon doświadczeń. Niskie temperatury, zamiecie śnieżne. Wędrowałem w jedną stronę z polarnikiem, z Norwegii , który  był leaderem grupy. Wcześniej odbyłem trening z innym polarnikiem Sventem, który przeszedł Grenlandię oraz zdobył Biegun Południowy i Północny. Norwescy polarnicy to najlepsi fachowcy w wyprawach polarnych. Od nich się uczą ci którzy marzą coś osiągnąć w świecie polarnym. Dla mnie  to był  krok do realizacji wielkiego przedsięwzięcia czyli zdobycia Bieguna Południowego w obie strony,  oraz do przejścia Grenlandii. mimo że wcześniej przeszedłem 600 km korytem rzeki Kołymy https://www.youtube.com/watch?v=eA5hDplTd3M  i miałem już do czynienia surową zimą to jednak moje doświadczenie jest małe .Wyprawa, marsz to 6.30 pobudka o 8.00 juz marsz.50 minut marszu i 10 minut postoju. Więcej się nie wytrzyma.10 minut wystarczy aby się napić gorącej herbaty, zjeść orzechy laskowe, czekoladę, kabanosy, baton. Dziennie wędrowałem po 7-8 godzin. Wieczorem włączałem swój nadajnik pozycjonowania trasy. Około 12.00 włączałem  drugi nadajnik który wisiał mi na pasie szelkowym  na piersi gdzie ciągnąłem sanie. ten nadajnik to tracker działał przez 50 minut i wysyłał pozycje co 10 minut włączając. po godzinie go wyłączałem ze względu na baterie. Testowałem też  inny nadajnik in reach który działa w systemie Iridium. https://inreach.garmin.com/textmessage/txtmsg?extId=732fd3af-8a5f-4304-a0b6-603eecb1b507&adr=perdido%40poczta.wp.pl Tego nadajnika będę używał na Antarktydzie. W odróżnieniu od realizacji wypraw  w cieple regiony baterie są bardzo ważnym źródłem funkcjonowania. nie może cały czas  działać tracker bo bym musiał zabrać  50-kilogramowy worek baterii. Również  w trakcie marszu w odróżnieniu  np. od poprzedniej ekspedycji gdzie przepłynąłem jako pierwsza osoba w canoe Amazonkę tracker działał non-stop .tutaj takiej możliwości nie ma  bo trzeba szanować baterie. dlatego pozycje włączałem w obozie ,w namiocie i w  południe .Ponadto w trakcie takiego marszu  gdzie pokonywałem 3km/godz dużej różnicy między  punktami nie było. Dziennie pokonywało się około 20-23 km. W trakcie drogi powrotnej było juz ocieplenie, zaczęły  puszczać lody. Wykonując przejście przez jeziora brnąłem niemalże po wodzie. Buty miałem z nartami zanurzone w kaszy lodowej.    .Hardengvide to również teren pagórkowaty, czasami trzeba było zejść w dół  i potem wciągnąć sanie w  górę. .Zjeżdżając w dół  sanie trzymałem  przy samej nodze i tak się zjeżdżało. Warto potrafić dobrze jeździć na nartach, to się na płaskowyżu przydaje. Można też pod płozy podwiązać linkę która by zmniejszała poślizg sań. Dziennie wypijałem około 4 litrów wody. Przejście  w obie strony zostało zrealizowane na szlaku  najwyższego  płaskowyżu w Europie – Hardangervidda. Na trasie Geilo – Rjukan i Rjukan – Geilo

 

W trakcie tego przejścia używałem nart Fishera .

Było to prawdopodobnie  pierwsze tego typu przejście płaskowyżu  w obie strony, dla mnie to wyłącznie trening Dla innych  może liczy się zbiór doświadczeń.

 Marcin Gienieczko już w lipcu wyrusza na główny cel tego sezonu przejście 1000 km w obie strony Gór Mackenzie, będzie to najważniejsze i największe przedsięwzięcie   tego roku:

 Korzystając z okazji chcę podziękować dla firmy Unibep oraz Polish Connetion (zakup San) i firmie Suprasat( doładowanie do tel satelitarnego)  za  wsparcie. Całkiem inny rodzaj podziękowań składam dla Żanety i Jarosława Skabary polskiej rodzinie mieszkającej w Norwegii za  to ,ze mogłem  te wszystkie moje rzeczy  wysuszyć  i przygotować do marszu . Całe przedsięwzięcie było pod patronatem portalu Kaszuby 24.pl a projekt,, Droga na Biegun Południowy” pod patronatem Polskiego Komitetu Olimpijskiego.


31 marzec 2017

Marcin zrealizował podwójny trawers najwyższego płaskowyżu w Europie – Hardangervidda. Na trasie Geilo – Rjukan i Rjukan – Geilo o długości 240 km ciągnął 70 kg sanie. Znowu złapała go zamieć śnieżna. Ma mokrą całą kurtkę puchową, którą musi wysuszyć. Przyjaciel Jarek Skabara pomoże mu w wysuszeniu. Dla Marcina był to kolejny etap drogi na biegun. Nie wiadomo, czy ktoś z Polaków dokonał podwójnego trawersu najwyższego płaskowyżu w Europie i warto to sprawdzić. 

 


30 marzec 2017

Marcin pokonał 24 km trasy w ciągu 7 godzin i 40 minut, dotarł do m. Tuva przeciągając 70-kilogramowe sanie przez 2 wysokie przełęcze w zadymce śnieżnej. Śnieg jest bardzo mokry ,lepi się do nart i spodni, co jakiś czas musi zeskrobywać scyzorykiem śnieg z  nart. Aktualnie jest nie duża burza śnieżna.


28 marzec 2017

Jest potężna odwilż+ 6'C, ciągnę sanki przez jezioro Mar częściowo rozmrożone w wodze po kostki, jutro kolejne przejście odmrożonego jeziora, jeszcze planuje mieć 3 dni marszu przez góry, 4 dniu temu była tu potężna zamieć.
Marcin

25 marzec 2017

Marcin przechodzi przez najwyższy płaskowyż w Europie - Hardangervidda w towarzystwie norweskiego polarnika. Dotarł do Gvepseborg Panorama Café w miejscowości Rjukan i od jutra zacznie pokonywać tą samą trasę samotnie. Temperatura wysoko w górach  - 10° C i silny wiatr ze śniegiem. Wczoraj zasypało cały namiot, a dziś w nizinie O° C. Marcin uruchamia tracka rano i wieczorem.


16 marzec 2017 

Marcin Gienieczko wyrusza aby przejść najwyższy Płaskowyż w Europie. Chce dokonać podwójnego trawersu. Czyli przejść tą  samą trasę w obie strony.

W jedną  stronę z zespołem, drugą stronę samotnie.  Już od 17  marca będę  w śnieżnej zamieci. Trasa wyprawy przez Płaskowyż Hardangervidda to 240 km marszu. To tutaj przygotowywał się do  wyprawy na Biegun Południowy  Amundsen. W jedną stronę idę z norweskimi polarnikiem. Kjell będzie liderem przemarszu w jedną stronę. To żołnierz sił specjalnych norweskiej armii, nurek i kajakarz. Wcześniej będę miał też jednodniowe szkolenie w Drammen. Przerobimy lekcje ze sprzętem, nawigacją, techniką jazdy na nartach. Od 19 przenosimy się do Geilo  gdzie rozpoczniemy marsz  do miejscowości Rjukan przez Tuva, Heinseter, Rauhellern, Mårbu, Kalhovd i Helberghytta .W jedną stronę wychodzi 120 km.Czas marszu całkowitego to około 13 dni(w obie strony).Wszystko zależy od pogody. Na Płaskowyżu będzie  zima. Temperatura minus 15 stopni, silny wiatr. Marsz będzie na wysokości 1000 metrów npm. Dla mnie to test sprzętu, oswojenie się z zimą, doskonalenie  techniki narciarskiej i zdobycie  kolejnego doświadczenia. Też  fajna przygoda która ma mnie przybliżyć do przejścia  Grenlandii w 2018 roku. Dziennie planuję pokonywać 20 km . Logistycznie w Norwegii mnie wesprze mój serdeczny kolega  jeszcze z młodzieńczych czasów ze szkoły podstawowej Jarosław Skabara. Jarek to były mistrz Polski w zapasach. Lubi tak samo wyzwania jak moja osoba. Pomoże mi przetransportować sprzęt. Jarek bardzo Ci dziękuję  za pomoc i zaangażowanie.

W trakcie tej wyprawy będę używał swoich sań Acapulka Professional 210, nowej uprzęży. Wcześniej sprzęt był sprawdzony na szkoleniu polarnym w Górach Izerskich. Zapraszam do śledzenia całego projektu poprzez  obserwowanie marszu za sprawą dwóch nadajników satelitarnych» spot oraz jednego nadajnika(to będzie nowość) in Reach Explorer: http://www.gienieczko.pl/tracking/norway2017/

 Relacje będzie też można czytać na portalu Kaszuby24.pl Guinnnes World Records zniósł oficjalnie wpis dotyczący ,,niby” dyskwalifikacji mojego rekordu na Amazonce 

http://www.guinnessworldrecords.com/news/2016/12/guinness-world-records-statement

 

Dlaczego? Otrzymałem informację z przeprosinami od szefostwa Guinness World Record, że zbyt pochopnie podjął decyzję o zamieszczeniu wpisu nie znając wystarczająco dużo szczegółów i dowodów.

 

No cóż  napieramy dalej.


13 marzec 2017

Poważny portal żeglugi śródlądowej przedstawia moje przepłyniecie Amazonki w canoe. Polecam ten artykuł. Jak przepłynąłem w canoe Amazonkę?
http://www.zegluga.wroclaw.pl/articles.php?article_id=528

 

Guinnnes World Records zniósł wpis  dotyczący ,,niby” dyskwalifikacji  mojego rekordu.

http://www.guinnessworldrecords.com/news/2016/12/guinness-world-records-statement

 

Dlaczego? Otrzymałem przeprosiny ,że  GWR  , że zbyt pochopnie podjął decyzje o tym wpisie pod wpływem paru osób , które nie znały tematu. Okazały się mało wiarygodne. W związku z tym postanowił usunąć wpis.

 

No cóż dla mnie to wszystko naprawdę śmieszne. Te komisje, nagrody czy pseudo festiwale (ze środowiskami wzajemnej adoracji) itp. Polski Komitet Olimpijski oficjalnie przedstawił stanowisko w tej sprawie  gdzie wypunktował  manipulacje dla jednego z nich. Już kiedyś sam Zbigniew Boniek pisał. Czy Robert Lewandowski dostanie  złotą piłkę? Odpowiedział tak: ,,Takie konkursy ,nominacje , nagrody itp. żądzą się tym ,że są niektórzy ludzie  bardziej  lub mniej lobbowani lub lubienni .W grę wchodzą rożne układy a nawet manipulacje gdzie niektórzy nie mają na to wpływu ani nawet nie wiedzą . Dla mnie  najbardziej wiarygodną    sprawą jest to jak zrealizuje ekspedycje , wydam  o tym  książkę ,która sprzeda się z dodrukiem. Ktoś ją kupi za własne zarobione  pieniądze , poświeci swój czas  na przeczytanie . Po czym ten ktoś z czytelników do mnie napisze bo na przykład  dała mu radość , natchnienie i entuzjazm a może nawet pomogła wyjść z paru opresji. Tak było  w przypadku mojej książki ,,Kierunek Północ” czy też ,,Pokonać siebie”. To jest prawdziwa   nagroda i wyróżnienie . Wszystko inne to  przy okazji gdyż otoczone jest sztucznością . Aktualnie właśnie z takim założeniem pracuje nad kolejna książką tym razem  o Amazonce która jest zamówiona u wydawcy. Książka również ma być wydana na rynku  rosyjskim i  angielsko języcznym  .Wiec tylko tam wrócę do tematu Amazonki. Gdzie indziej nie ma sensu bo to tylko powtarzanie się jak widać a tak naprawdę trzeba robić swoje i iść do przodu.  A w sprawie rekordu? Może ktoś  pobije mój rekord w canoe na Amazonce (jak wyżej na certyfikacie)   i będzie temat  załatwiony. Z tego  co wiem szykuje się jedna ekipa z Kanady  z którą mam kontakt. Chcą Amazonkę przepłynąć  w canoe .Tyle ,że od  źródeł. Wiadomo muszą wyżej rozpocząć aby pobić rekord. Tego im życzę. Tym czasem moja głowa jest już gdzieś miedzy Norwegią a Kanadą….napieramy dalej.


12 marzec 2017

 

Zapraszamy  na śledzenie projektu przejscia najwyższego Płaskowyżu w Europie  HARDANGERVIDDA X2 2017

http://www.gienieczko.pl/tracking/norway2017/

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


7 marzec 2017

Dziękuje  dla Sebastiana  Cichomskiego  za przygotowanie specjalnego noża z toporkiem. Ten sprzęt przyda mi się na przejście gór Mackenzie latem tego roku.

http://www.ostrze.com.pl/

Mocny nóż dedykacją oraz najlepszą stal. Zawsze potrzebowałem  mocny dobry nóż do zadań specjalnych. Produkcja na zamówienie. Super sprawa bo ma od razu w futerale krzesiwo oraz ostrzałkę. Każdy nóż w komplecie posiada odpowiednią pochwę ze skóry wołowej impregnowanej.

W swoich nożach Sebastian nie stosuję szlifu typu "scandi" ostrzony na tak zwane zero.

 


4 marzec 2017

Wyszedł przepiękny album o Gminie Kosakowo gdzie zostałem mianowanym Ambasadorem sportowym Gminy na początku tego roku .
Przedstawia całą Gminę gdzie realizuje się marzenia. Gratuluje dla Pani Eweliny Paszke, kierownik Kancelarii Wójta za doskonale opracowanie Albumu przy udziale mieszkańców Gminy. Jest tez rozdział poświęcony mojej wyprawie Triathlon przez Amerykę Południową gdzie zrealizowałem w 2015 roku: http://biurorekordow.pl/najdluzsza-podroz-canoe-rekord-gui…/
Chce tez podziękować dla Pani Aleksandra F. Eriksen z Oslo szefowej firmy Polish Connection za sprowadzenie specjalnej uprzęży do ciągnięcia San .Uprząż firmy Acapulka to specjalna uprząż do ciągnięcia 150 kg sań przez Grenlandię i Antarktydę. Firma Polish Connection jest jednym z moich wierniejszych sponsorów w tym projekcie. Dziękuje


1 marzec 2017

Eksploracja z firmą SupraSAT.

Współczesna eksploracja zwłaszcza ta wyczynowa to również współczesna dokumentacja. Moja ostatnia wielka ekspedycja czyli Triathlon przez Amerykę Południową gdzie jako pierwszy człowiek przepłynąłem w canoe Amazonkę i wyprawa została nagrodzona przez wiele organizacji festiwale, PKOL oraz World Records Guinnes: http://biurorekordow.pl/najdluzsza-podroz-canoe-rekord-gui…/

Projekt był wówczas dokumentowany przez dwa nadajniki satelitarne Spot czyli pozycjonowanie projektu wraz z pokazywaniem prędkości, canoe ,trasy, miejsca położenia itp:
Linki tutaj– www.soloamazon.info/tracking
https://www.google.com/maps/d/viewer…
Dwa nadajniki były ze sobą połączone. Tutaj wam przedstawiam:
https://www.youtube.com/watch?v=6H-NqMVB8DE

Jeden nadawał co 10 minut , drugi dwa razy dziennie który potwierdzał ten pierwszy. Teraz kolejny mój projekt czyli sportowe przejście gór Mackenzie oprócz dwóch nadajników Spot czyli pozycjonowania projekt będzie wzbogacony o inny trzeci nadajnik systemu Iridium In Reach Explorer. To najnowsze urządzenie które będzie zapisywało przebieg wydarzenia w postaci pozycjonowania, live przekazu. Więcej o tym urządzeniu tutaj:
https://www.youtube.com/watch?v=dYRwCfI1DQ8

W odróżnieniu od systemu Spot działa to w systemie Irdium. Można z tego wysyłać krótkie wiadomości tekstowe. Będzie przedstawiona mapa Live i każdy mój krok. Ostatnio taką formę dokumentacji miał Mike Horn który przeszedł w poprzek Antarktydę.

Urządzenie sprowadził mi mój sponsor firma SupraSAT z Kielc. Pan Łukasz Zaborowski: http://www.telefonsatelitarny.pl/

SupraSAT to – polski dostawca urządzeń i usług telefonii satelitarnej
w sieciach: Globalstar, Iridium, Inmarsat, Thuraya. Zawsze też w firmie wykupuje minuty do telefonii satelitarnej w systemie Irdium. Polecam jego usługi. Jest to najlepsza firma w Polsce świadcząca tego typu działalność . Monitoruje też mój stan konta. Ile mam minut w telefonie sieci Iridium. Jeżeli braknie zawsze automatycznie mam doładowanie. Inne firmy tego nie mogą zapewnić. Dzięki uprzejmości firmy mój projekt na Biegun będzie nie tylko dokładnie monitorowany ale i będę mógł się z wami łączyć i przekazywać relacje tekstowe , filmowe ,zdjęciowe oraz pokazywał mój marsz w systemie LIVE jako trzeci nadajnik.


28 luty 2017

Czy ktoś jest  chętny na rejs?

Zapraszamy  do wspólnego żeglowania .

Szukam chętnych. Region pływania: Ustka- Gdynia.

Jacht do wynajęcia  od 6  maja do 1 lipca.

Proszę pisać  perdido@poczta.wp.pl


23 luty 2017

Wrócilem z treningów  w górach Izerskich które organizował Krzysztof Michalski, znakomity polarnik prowadzący firmę Narwal która zajmuje się szkoleniami polarnymi. Polecam jego  doświadczenie. Z pewnością jest to najbardziej poważna firma zajmującą się tego typu szkoleniami w Polsce.  Miedzy innymi z żoną Krzysztofa na Spistebrgenie wędrowała  Małgorzata  Wojaczka która w tym roku zdobyła Biegun Południowy. Dla mnie to był  pierwszy etap w drodze do Bieguna Południowego w obie strony. W  2009 roku przeszedłem 600 km korytem rzeki Kołyma film  tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=eA5hDplTd3M

 

Od tamtego czasu nie wracałem na zaśnieżone szlaki. Poświęciłem się canoeingowi gdzie przepłynąłem Lenę i  Amazonkę. Teraz jest droga na Biegun i poprzeczka wyższa. Trzeba przypomnieć  podstawowe zasady z zimy…. Dlatego wybrałem się w góry Izerskie. Ażeby podpatrzyć innych. Ich doświadczenie. Szkolenia są po to  w biznesie   w sporcie czy eksploracji ażeby się rozwijać. Takie też było założenie  tego wyjazdu. W ciągu  3  dni z grupą przeszedłem  40 km jednocześnie zagłębiając się w rożne aspekty w eksploracji począwszy od nawigacji  po biwakowanie. Później z grupą  się pożegnałem i ten sam dystans  tyle ,że samemu  zrobiłem w ciągu  2 dni. Łącznie  około 75 km w  5 dni po Izerach. Pogoda ,,mokra” ,dużo wilgotności. Wiec nie chciałem niszczyć puchowego sprzętu lecz bardziej sprawdzić już kondycje. Śnieg lepił się do  fok w mojej samotnej przeprawie. Temperatura była już plus 3 stopnie.  Dziękuje  również wczoraj też dla przybyłych na spotkanie  we Wrocławiu gdzie w Bibliotece opowiadałem  o triathlonie przez Amerykę Południową. Dziękuje dla Jacht Clubu Wrocław gdzie  w 2006 roku na jachcie Panorama z Wrocławia z  tego klubu wyruszyliśmy w rejs na Ziemie  Franciszka  Józefa. Jacht Club Wrocław zorganizował to spotkanie.  Niebawem  wyruszam na podwójne przejście największego Płaskowyżu w Europie Hardangervidda w Norwegii.


10 luty 2017

Zapraszam na spotkanie 22 Lutego we Wrocławiu  do Biblioteki Turystycznej  ul  Szewska 78 D, Wrocław na spotkanie z moja osobą   godzina  19.00 .Opowiem o   swoich wyprawach przepłynięciu Amazonki w canoe. Wyprawie przez Syberie oraz projekcie  na Antarktydę.

https://www.facebook.com/events/919282824869772/

Bardzo dziekuje za zaproszenie  przez Jacht Club Wrocław.

  


5 luty 2017

Marcin z certyfikatem Guinness World Records za przepłyniecie Amazonki na jachcie  w drodze do Oslo do Narodowego Muzem Morskiego.

Już  w poniedziałek zapraszam na godzine   11.00 ( 6.02.2017) do Radia Kaszebe na audycje poświecona   moim projektom.Przedstawiam  projekt Droga na Biegun oraz Amazonkę w canoe.


21 styczeń 2017

 

Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Andrzej Krasicki  odpowiada  na  apel podróżników , którzy zarzucili  ,,parę” nieprawidłowości  mojej osobie . Jak jest naprawdę? Czyli jak manipuluje  środowisko niektórych podróżników w Polsce. Pismo oryginalne .Proszę się nie dziwić ,że  nie odebrałem wyróżnienia na festiwalu  turystycznym Kolosy w kategorii wyczyn roku  2015:

 

https://www.youtube.com/watch?v=jVqACeyTGj0

 

Dołączam  się do życzeń  Pana Prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego na  ten roku .

Komentarz Marcina Gienieczko: W książce Reinholda Messnera Moje życie na krawędzi w rozmowie z Thomasem Hüetlinem Reinhold Messner opowiada o środowisku alpinistycznym. Zadziwiające, jak bardzo można to odnieść również do niektórych osób ze środowiska podróżniczego w Polsce.

 

 

-Góry są czyste, alpiniści są lepszymi ludźmi. Kto przejmie ten stereotyp, zalicza się w końcu do takiej sekty, która w imieniu koleżeństwa wyklucza alpinistów o innych poglądach na życie. (...) Typowe kręgi Alpenvereinu, często towarzystwa o kiczowatych wartościach, dlatego stały się moimi zagorzałymi przeciwnikami, że ja ukazuję im te sprzeczności. Tutaj dobro – tam zło, tutaj światło – tam cień. Taka polaryzacja jakże często doprowadzała do katastrofy. Ja nie zamierzam podzielać poglądu: ,,My, alpiniści, jesteśmy lepszymi ludźmi”!

 Wolę być wykluczony niż dostosowany. Moją największą zdolnością byłoby – mówiąc krótko – stanowczo dawać się nie lubić.

 

- I to uważał pan za dobre?

 

 -Tak, uważałem to za bardzo dobre. I tak jest. Przy czym nigdy mi nie zależało na tym, żeby mnie lubiano. Tylko mówiąc, co myślę, obrażam tych wszystkich, którzy zasłaniają się ideałami, jakby musieli ukryć to, jakimi są naprawdę. Ja nie jestem skłonny do poświęcenia swojej niezależności dla ideologii ani ideału. Jestem upartym Południowotyrolczykiem, przynajmniej w tej sprawie.

PS

 Takiego podejścia życiowego Reinholda Messnera wcześniej nie mogłem zrozumieć .Podpisuje się pod tym światopoglądem  z imienia i nazwiska . Wierzyłem w bezgranicznie w czyste środowisko. Byłem naiwny. Teraz, kiedy zobaczyłem, jak to wszystko funkcjonuje od środka zdałem sobie sprawę, że tam gdzie ludzie tam i zawiść i rożnego rodzaju gry   całkowicie jak widać nie zrozumiałe dla wielu ludzi. Ale trzeba iść na przekór losowi chodzby    nie wiem co. Zdałem sobie sprawę ,że nie mogę wciągnąć się w sztuczną grę. Od stania w miejscu nie jeden już zginął. Wygra ten kto utrzyma  kurs do końca. W eksploracji  wyczynowej   jest tak:  ,,Jak za 10 lat będziesz robił to nadal a twoja kolejna  książką sprzeda się z dodrukiem. To wtedy jest wygrana. Resztę  to sprawa płynna ”.

 

Z  poważaniem.

MG.

 


18 grudnia 2016

Całe te zamieszanie z Guinnesem to przykrywka wielu spraw. Na pewno będę walczył o dobre imię ale już mi się nie chce tego no stop wałkować , wyjaśniać  bo to traci sens że  np. ,że zataiłem że jechałem na rowerze co jest absurdem. Film to potwierdza :

 

https://www.youtube.com/watch?v=OGiM3PRuziE

 

 

Więcej takich kwiatków się znajdzie na liczne  przekłamania. Idą święta więc teraz skupiam się na tym co jest dla mnie ważne. Do tematu  nie wracam bo to dla mnie jest cofaniem się do tyłu .Ale należy myślę ,że  do tego wrócić  w  inny sposób. Niemniej jednak dzisiaj w Polskim Radio Program I jest moja wypowiedz i wyjaśnienie między 20.00 a 21.00.Zapraszam wszystkich. Dziękuję dla Polskiego Radia za umożliwienie mi  przedstawienia  tej sprawy. Niektórzy mówią że Amazonka będzie płynęła …zgadza się ale  ponoć na niej mają być też i tamy. Nadal będę robił to co kocham  i nikt mnie nie powstrzyma czy hejterzy  czy oponenci jak zwał tak zwał. Wielu ludzi mnie wspiera. Liczne maile po spotkaniu w Górze Kalwarii są dla mnie bardziej znaczące niż nie jedna nagroda czy wyróżnienie. Dziękuję dla firmy  Agropol : Sp z o.o  http://www.agropol-potycz.pl/ dla Pana Prezesa  za pomoc w zakupieniu obuwia na rzecz zrealizowania projektu na Biegun Południowy, wcześniej przejście Grenlandii. Dla Pana Mariusza Cholewińskiego za pomoc w zorganizowaniu spotkania(mimo wszystko) i dla wielu ludzi którzy mi życzą   dużo   dobrego. Również Wam i innym życzę Wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Wracając do domu w „Gazecie Prawnej” przeczytałem wywiad z Janem Żylińskim ”pytanie- ,,Pamięta  pan, co Piłsudski powiedział? Naród wspaniały, tylko…..

… ludzie” k…y”. Pamiętam, ale mam olbrzymią przewagę nad liderami i politykami, bo mi to nie przeszkadza, że ludzie mnie nienawidzą czy krytykują. Oni są jak mucha  , która brzęczy w drugim pokoju. Hołduje zasadzie gen .Wieniawy- Długoszewskiego, poety, prawej ręki Piłsudskiego ,,Dla własnej przyjemności, a durniom na złość”. Nie potrafię inaczej, to jest zaleta  , że jest się księciem , że się swoje wie i nie zważa się na to, co inni mówią. Polacy działają na emocjach, nie ma  co się odwoływać do logiki, filozofii, jakiś koncepcji, bo to tylko zawracanie głowy. Liczy się tylko pospolite ruszenie. Dla którego potrzebny jest dobry wróg…..  taka wypowiedz  daje  dużo  do zrozumienia. Jeżeli ktoś myśl ,że tutaj chodzi o jakiegoś Guinnesa , który w sumie WRG  sam już nie wie o co chodź to jest  w olbrzymim błędzie. To zemsta za wyraziste moje poglądy . Tak to wygląda,  a bieżąca sytuacja polityczna tylko to potwierdza : ,,dziel i żądz, jak podzielisz wroga będzie słabszy stara  definicja  polityki -mówił mój wykładowca kiedy studiowałem. Najlepszego teraz i na święta..

Pozdrawiam serdecznie.


7 gudzień 2016

OŚWIADCZENIE

W artykule autorstwa Dominika Szczepańskiego opublikowanym w dniu 02 grudnia 2016 roku na portalu wyborcza.pl, podano Czytelnikom nieprawdziwe informacje wymagające sprostowania.

 

Nieprawdą jest sugerowanie w opisywanym artykule jakoby odebrano mi przyznany rekord. Żadnej oficjalnej ani nie oficjalnej  informacji z Londynu na ten temat nie otrzymałem. Natomiast prawdą jest, że posiadam certyfikat potwierdzający oficjalnie przyznany rekord Guinnesa i nikt mnie nie prosił o odesłanie czy też na niego się nie powoływanie.

 

Nieprawdą jest sugerowanie w opisywanym artykule jakobym umyślnie ominął najtrudniejszy odcinek rzeki górskiej ułatwiając sobie zrealizowanie projektu. Przygotowując się do realizacji projektu nigdy nie brałem pod uwagę, że przepłynę górski odcinek rzeki  w otwartym canoe, które z przyczyn technicznych i konstrukcyjnych po prostu się do tego nie nadaje.  Pragnę podkreślić, ze od samego początku celem mojego projektu nie było przepłynięcie Amazonki, ale TRIATHLON przez Amerykę Południową : pokonanie rowerem 690 km od miejsca plaży Leon Dormido(Pacyfik) do miejscowości San Francisco, spłynięcie w canoe od miejscowości San Francisco do Belem 5978 km, bieg 80 km jednego dnia do zatoki Oceanu Atlantyckiego. Nie interesowało mnie przepłyniecie Amazonki lecz wielo wysiłkowy projekt i bardziej wszechstronny

 

Nieprawda jest ze  Amazonkę przepłynął w całości 11 osób. Tutaj pokazuje   autor  artykułu jak nie dokładnie sprawdza wiadomości. Amazonkę w całości przepłynęło 12 osób. Autor pominął legendę eksploracji Mika Horna. Piotr Chmielinski kajakarz z USA również twierdzi( może nie znosi wyższych notowań od siebie) ,że jego podwożono. Horn to zdobywca Bieguna Północnego nocą z Borge Ouslandem obie postacie  znana i szanowane. Film o przepłynięciu  Amazonki  przez mika Horna emitowały stacje we Francji, Kanadzie, Niemczech i National Geographic film tutaj:

 

https://www.youtube.com/watch?v=izjkiCVqFo8

 

https://en.wikipedia.org/wiki/Mike_Horn

 

Kolejnym nierzetelnym zapisem w artykule jest zdanie, ze „Im bliżej było początku wyprawy, tym więcej zmieniało się w jej założeniach”. Mowa o współpracy z przewodnikiem Gadielem Sanchez Riverą. Autor artykułu insynuuje jakobym miał zataić fakt jego istnienia, a w rzeczywistości decyzję o zatrudnieniu Gadiela podjąłem dokładnie rok wcześniej, kiedy przepłynąłem rzeką Rio Napo z Łukaszem Czeszumskim, będącą przygotowaniem do wyprawy amazońskiej. Po przyjeździe do Limy dzięki zaangażowaniu Mirosława Rajtera - głównego logistyka ekspedycji spotkaliśmy się z Gadielem Sanchez Riverą w jego mieszkaniu w Limie w lipcu 2014 roku. Zobowiązał się wziąć udział w wyprawie przepłynięcia czerwonej strefy.  Założenie, że będę miał przewodnika na tym etapie ekspedycji  przez strefę handlu kokainą było od samego początku. Wie o tym doskonale Piotr Chmieliński, z którym konsultowałem się podczas organizacji tej ekspedycji, a który sam zachęcał do wzięcia przewodnika nie do Atalay, ale do samej Pucallpy. Ponadto Piotr Chmieliński był podłączony pod mój nadajnik pozycjonowania wyprawy aby śledzić przebieg projektu. Widział nie miał zastrzeżeń.

 

 

Kolejny nieprawdziwy zarzut to, że zataiłem wspólne płyniecie z Gadielem Sanchez Riverą na odcinku Pebas Tabatinga, w rzeczywistości bowiem tę wiadomość opublikowałem niezwłocznie na swoim facebooku, mam to zarejestrowane na filmie na kanale Youtube oraz był ten fakt przedstawiany na  festiwalu Kolosy oraz na festiwalu podróżniczym w Pszczynie w roku 2016. Żeby było ciekawiej prezentacja i projekt  na festiwalu Kolosy został wyróżniony w kategorii Wyczyn Roku gdzie w Jury był Piotr Chmielinski , który później za sprawa odkrycia nie prawidłowości tego festiwalu przez moja osobę postanowił zmienić zeznania w stosunku do mojej ekspedycji.

Poniżej film:

 

https://www.youtube.com/watch?v=OGiM3PRuziE

 

Następna wprowadzająca czytelnika w błąd informacja dotyczy pomocy z zewnątrz. Prawdziwa informacja dotyczy przebytych 30 km z pomocą(dystans 20 km - wyciągnięcie z wirów z pomocą innej łodzi , a później 10 km na łodzi motorowej). Zgodnie z tym, co napisałem do Piotra Chmielińskiego z Pucallpy oraz z tym, o czym informowałem na bieżąco.

 

Kolejna krzywdząca informacja i wprowadzająca czytelnika w błąd to ta, dotycząca samego rekordu Guinessa. Pragnę dobitnie podkreślić, że do uzyskania certyfikatu komisja zaliczyła pokonaną trasę od Atalaya, miejsca powyżej którego zakończyłem płynięcie z Gadielem Sanchez Riverą. Jest to kluczowe, ponieważ to od tego miejsca płynąłem sam. Uzyskanie rekordu nie dotyczyło pokonania całej Amazonki.  W uzasadnieniu rekordu Guinnesa jest napisane wyraźnie: „Najdłuższa podróż solo canoe rzeką Amazonką na dystansie 5573 km –osiągnięcie Marcina Gienieczko,  który płynął od Atalaya  region Ucayali Peru  do Belem stanu Para w Brazylii. Dystans pokonany 5573km”. Najpierw  niech sprawdza owi podróżnicy którzy uważają siebie za profesjonalistów gdzie leży miasteczko Atalaya.

 

Ta teza z manipulowana i zmyślona przez  Dominika Szczepańskiego

 

Z tym wiąże się kolejna kontrowersja dotycząca wspólnie pokonanych kilometrów z przewodnikiem Gadielem Riverą. On sam na swojej stronie w Wikipedii nazywa wyprawę (skan na stronie), w której uczestniczył jako ,,Solo Amazon”, a realizowana wspólnie tylko przez strefę  handlu kokainą, czyli odcinek 405 km. Oryginalny zapis istniejący do dnia dzisiejszego brzmi: 2015 - Solo Amazon. Gadiel is hired as consultant and guide by Polish adventurer Marcin Gienieczko to traverse the dangerous jungle areas controlled by the drug lords.[8]. Podkreśla, ze  był przewodnikiem Marcina podczas wyprawy. Jednak długo po zakończeniu wyprawy okazuje się, że zmienia zdanie i zamiast kilkuset kilometrów przebytych wspólnie przypomina sobie o kolejnych 2.000!

 

Propagandowy styl artykułu widoczny jest w sugestii, że „zależy (mi) tylko na znalezieniu się w "Księdze rekordów Guinnessa". Otóż jest sprawą oczywistą, że jeśli chcę osiągnąć cel, muszę się wcześniej zgłosić, poznać zasady, aby móc je później spełnić przedstawiając stosowną dokumentację. Nie ma w tym nic niestosownego i sugerowanie jakiś nieprawidłowości i niewłaściwych pobudek budzi mój wewnętrzny sprzeciw. Jeżeli chcę otrzymać prawo jazdy  to tez musze  najpierw się zapisać i zgłosić. Takie panują we współczesnym świecie procedury.

 

Nieprawdziwą jest również informacja, że dziennikarz Gazety Wyborczej Dominik Szczepański prosił mnie o autoryzacje tego artykułu z dnia 2 grudnia 2016 r. Natomiast prawdą jest, ze wcześniej osobiście zasugerowałem rozmowę z   Dominikiem Szczepańskim i przyjazd do Warszawy na który się nie zgodził. Napisany tekst z 2 grudnia został opublikowany bez autoryzacji i jakiejkolwiek mojej wypowiedzi w sprawie rekordu Guinnesa.

Nieprawdziwe stwierdzenia, jak i pominięcie przedstawionych wyżej informacji w artykule, świadczy o jego nierzetelności i jednostronnym charakterze.

 

Z Gadelem Sanchez Rivera  przepłynąłem dystans 405 km,  później około 15 km( przedstawiłem to w pierwszej korespondencji wysłanej  do Dominika Szczepańskiego przed wydaniem I artykułu szkalującego w Gazecie Wyborczej  i  z miejscowości Pebas –Tabatinga: pokazany  film  z tą informacja w komis World Rekord Guinnes, festiwal Kolosy gdzie byli obecni aktualnie moi oponenci i  nie widzieli problemu.

Poniżej dokumentacja:

 

http://biurorekordow.pl/najdluzsza-podroz-canoe-rekord-guinnessa/

 

Opis  relacje za pomocą  I nadajnika który dwa razy dziennie przedstawiał moje płyniecie-pozycjonowanie

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ

 

Drugi nadajnik który co 10 minut przedstawiał moje płyniecie

 

http://www.soloamazon.info/tracking/

 

Zapis dokładny  GPS oraz  dzień po dniu opis każdego dnia wyprawy

 

http://www.gienieczko.pl/pdf/triatlon.xls.pdf

 Relacja  z wyprawy        

 

http://www.gienieczko.pl/pdf/zatanczyczamazonkaorginal.pdf

 

Wszystkie relacje z wyprawy na które dziennikarz powołuje  się ze  cos zatajałem. Co jest nie prawdą.

https://drive.google.com/drive/folders/0B9jYLnqSHlsJMVZVekpsV2htc1U

 

https://docs.google.com/spreadsheets/d/1ZUopwAuVfz8GNwXNJXGHgferfcCngbiW-WsDnVULA8E/edit#gid=1857292492

 

Komunikat Ambasady Polski w Brazylii w sprawie przepłynięcia Amazonki w canoe przez Marcina Gienieczko:

 

https://www.msz.gov.pl/pl/p/brasilia_br_a_pl/aktualnosci/rekord_guinnessa_dla_marcina_gienieczko

 Film z wyprawy emitowany na festiwalu Kolosy

 

                   https://www.youtube.com/watch?v=OGiM3PRuziE

 

-Ponad 30 godzin filmu  zostało wysłane do Komisji World Rekord Guinnes gdzie  miedzy innymi Gadiel Sanchez Rivera  opowiada o wyprawie i ze realizuje projekt SOLO. Być może później został sam przewodnik zmanipulowały a nawet przekupiony tego nie wiemy. Nie jest to rzadka sprawa w biednym kraju Ameryki Południowej. Jego oficjalny komunikat na stronie wikipedii zaprzecza jego słowom przedstawionym dla innych. Być może oponenci się nie zorientowali ,że ten wpis oficjalny  też trzeba zmanipulować. 

 

 Bardzo bym chciał ażeby  każdy miał tak udokumentowany projekt. Żadna z wcześniejszej ekspedycji nie posiada zapisów Live dwóch nadajników(niech mi ekspert wskaże chociaż jedna która ma dwa nadajniki pozycjonowania na pokładzie łódki)  –które pokazywały co 10 minut moje płyniecie w Internecie oraz był zapis GPS. Jak to wygląda? Tak:

Najlepiej ażby pokazał taką  dokumentacje Piotr Chmieliński. Całym założeniem tych spekulacji było ,że zbojkotowałem festiwal Kolosy i Piotr Chmieliński wraz z paroma innymi osobami zaczął podważać mój sukces. Pytanie jeżeli tak by było dlaczego jury Kolosy mi dało wyróżnienie? Jeżeli tak podważają komisje Guinnesa to jaka jest Komisja festiwalu Kolosy w Gdyni?

 

Jeżeli ja mam być honorowy  i oddać certyfikat Guinnesa do Londynu tak samo kapituła festiwalu Kolosy powinna być honorowa i podać się do dymisji mając na uwadze swoje  uchybienia i nierzetelną ocenę a przede wszystkim widzów i  głównego sponsora  czyli URZĄD MIASTA GDYNI. Tyle ,że nikt nie odebrał mi rekordu a w Kapitule Kolosy są nieprawidłowości .

Z wyrazami ubolewania,

Marcin Gienieczko.


4 grudzień 2016

W piątek wróciłem do Polski z długiego  kontraktu morskiego gdzie zarabiałem pieniądze na życie i kolejna wyprawę i ponownie  pojawiają się  jakieś spekulacje. Tym razem na temat mojego rekordu Guinnesa. O co chodzi? Pierwsze wyjaśnienie tutaj:

No właśnie o co tutaj chodzi….

Więc może tak. Nagrodę Guinnesa otrzymałem 2  marca, natomiast na Kolosach-corocznym przeglądzie dokonań podróżniczych, Kapituła Kolosów  przyznała  mi wyróżnienie za trawers Ameryki Południowej  z przepłynięciem Amazonki. Było to 13 marca, czyli po otrzymaniu rekordu  Guinnesa.

No ale jaki jest to związek?

Problem polega na tym, że nie odebrałem wyróżnienia na festiwalu Kolosy. Zbojkotowałem

Na filmie to jest widoczne: chyba ,że  ktoś żle to zmontował. Jak myślicie?

 

FILM O BOJKOCIE KOLOSOW PRZEZ MARCINA GIENIECZKO:

https://www.youtube.com/watch?v=jVqACeyTGj0

 

 W moim imieniu odebrał  Kacper Jurak, twórca oprogramowania  dokumentującego przepłynięcie Amazonki według wytyczonego szlaku wysłanego wcześniej dla komisji Guinnesa. Ja w tym czasie odebrałem inną nagrodę za całokształt  osiągnięć sportowych w Gminie Kosakowo. Było to dla mnie ważniejsze. Nagrodę  oddałem dla Pomorskiego Hospicjum Dla Dzieci gdzie została zlicytowana na rzecz najbardziej potrzebujących, napisała to do Pana Janowskiego i Chmielinskiego  prezes fundacji Małgorzata Bałkowska Prezes Hospicjum.

 Dlaczego?

Przecież byłem na wygnaniu w środowisku podróżniczym. Zakładano niewybredne blogi na mój temat, przecież wszyscy mnie opluwali- mówiąc delikatnie, a ja wiedząc, że całe gremium środowiskowe  oraz widzowie, to podróżnicy nie odebrałem tego znaczącego wyróżnienia w prestiżowej kategorii ,,Wyczyn roku”? Jak to możliwe? Przecież bym miał znowu uznanie i klepanie bynajmniej po plecach tego dnia…

No właśnie, jak to możliwe, dlaczego? A to dlatego, że na kolosach nagroda główna została przyznana niezgodnie z regulaminem, jako wynik układów. Ludzie, którzy nie byli wcześniej zgłoszeni do konkursu, nie byli  nawet w programie otrzymali nagrodę??? To tak jakby Justyna Kowalczyk  ubiegała się o tytuł sportowca  roku w Przeglądzie sportowym za rok 2015 a   mistrzostwo świata zdobyła w 2016.Czy tak jest? Na profesjonalnych  festiwalach? Albo inaczej  National Geographic tez tak przyznaje nagrody? Absurd. Aleksander Doba

z Targów „Wiatr i Woda” w sobotę dzień wcześniej wiózł dla nich laptop z prezentacją żeby  mogli mieć swoje wystąpienie. Sam go wiozłem samochodem z moim ojcem na sale Kolosów  w sobotę! I mi opowiadał ,że  wyszła nagła zmiana  i wiezie sprzęt. Co za przypadek. Jak to możliwe, że takie rzeczy dzieją się na ogólnopolskim festiwalu? Warunki udziału w nim były jasno określone. Do czasu…

Pan Chmieliński  jest mistrzem w lobbowaniu poszczególnych ludzi. Wyczułem to znacznie wcześniej, kiedy to namawiał wszystkich do promowania ekspedycji rowerzystów. Ja do samych rowerzystów, którzy przepłynęli 6 miesięcy po mojej ekspedycji Amazonkę(nie całą warto zaznaczyć!) nic nie mam do tych   rowerzystów , fajny pomysł i gratuluję ale nie znoszę i nie toleruję lobbowania  na  wyrost. Ten pomysł powinien być przedstawiony w roku 2017 zgodnie z regulaminem. Jednak Pan Janowski nagle w trakcie trwania Kolosów zmienia  regulamin(być może pod wpływem kogos tego nie wiem) po interwencji wielu ludzi do Urzędu Miasta w Gdyni później wyjaśnia. Między innymi naczelnik Grażyna Pilarczyk w nocy  około 24.00  dzien przed wręczeniem nagród  odpisuje  do Przemysława Szapara, któremu notabene odmówiono występu na Kolosach – uwaga –„z powodu braku miejsc, tej samej prezentacji itp”. To jest niesamowite ,ze  Urzędnicy pracują w sobotę z takim poświeceniem. Próbuje ugasić pożar wyjaśnić. A dzień wcześniej inni podróżnicy bez zapisu nawet w programie, nie dość, że biorą udział w festiwalu, występują, zgarniają główną nagrodę za wyczyn roku. Absurd i  czysty układ.

Ja to wiedziałem już miesiąc wcześniej. Dlatego też dla mnie przyznanie wyróżnienia  w takiej sytuacji było mało znaczące i nie chciałem go przyjąć.

Tak, jak wspomniałem-regulamin festiwalu - dzień  przed  wręczeniem nagrody został zmieniony!!! Zapis, że mogą być przyjęte i nagradzane tylko te wyprawy, które odbyły się w danym roku i zakończyły się w tym samym roku został złamany. Później to tez zostało zmienione. Przemysław Szapar  sportowiec i podróżnik z Gdyni  i kilka innych osób zdegustowanych napisało, że  to nie jest uczciwe, że ktoś z Gdyni nie jest przyjęty, a inni są aż za nadto lobbowani. Korespondencja tutaj:

Szanowny Panie
Dwa zgłoszenia w rzeczy samej świadczą że "nie wszystko było na
wyprawie OK". Pragnę jednak zauważyć, że pierwotnie przedstawiony
przez Państwa powód odrzucenia mojego zgłoszenia dotyczył ograniczeń
czasowych festiwalu z czego wyprowadzić można jedynie właściwy wniosek
że temat wyprawy nie był wystarczająco konkurencyjny w stosunku do
innych wypraw. Okazuje się że jednak wyprawa jest godna prezentacji na
Kolosach, ale nie moja. Pozwolę sobie na wyrażenie poglądu w którym
Państwa postawa rodzi poczucie niesprawiedliwości, gdyż decyzją
Państwa to jeden uczestnik jest faworyzowany, z drugiej strony Państwa
dwoiste i zaprzeczające sobie na wzajem argumenty za odrzuceniem
mojej prezentacji świadczą, że na Państwa wybór wpływ mają czynniki
nieobiektywne przez co mam niezbity dowód na to że moja osoba jest
ignorowana i traktowana nader niepoważnie.
W mojej ocenie, jeżeli doszło do takiej sytuacji, że są dwa niezależne
zgłoszenia dotyczące tej samej wyprawy, należałoby przyjąć obydwie
prezentacje lub odrzucić obydwie, lub weryfikację i porównanie obydwu
prezentacji pod kątem atrakcyjności z perspektywy widza. Jednocześnie
informuję, że moja prezentacja w formie filmu odnosi się do osoby Jana
Fasciszewskiego z uznanie a całość jest moim prywatnym zapisem z
dziennika wyprawy i zapewne jest skrajnie odmienna od prezentacji
mojego wyprawowego partnera.
Z przykrością stwierdzam że syndrom kumoterstwą, jakże popularny w
polskiej przestrzeni publicznej dotyczy także tak czystych idei
szeroko pojętej przygody.
Biorąc pod uwagę to wszystko,  staje się zrozumiałe że jest mi
niezmiernie ciężko zakończyć ten list stwierdzeniem "z poważaniem",
nad czym ubolewam niezmiernie.
Przemysław Szapar

 Widząc  to co się dzieje,  napisałem też do Pani Grażyny Pilarczyk- naczelnik wydziału. Warto zapytać Urząd Miasta Gdyni, czy takie sprawy były poruszane? Czy takie nieprawidłowości były? Ile korespondencji było, kto pisał? Warto zapytać Biuro Prezydenta, radnych Miasta , nie wszyscy są z tego samego obozu… itp. Bardzo mocno zabolało Piotra Chmielińskiego, kajakarza z USA przedstawiającego się za eksperta w dziedzinie Amazonki, że ktoś mógł coś mu zarzucić, źle ocenić jego postępowanie i skojarzyć z lobbowaniem.  Zirytowało to ,,wielkiego” podróżnika, tym bardziej, że sam mnie zachęcał do udziału w Kolosach. W korespondencji ze mną napisał, że  chce i może napisać rekomendację dla Guinnesa(korespondencja zachowana). Jednak, kiedy okazało się, że Marcin Gienieczko podważa uczciwość Kolosów, natychmiast Piotr Chmieliński zmienia zdanie i ocenę mojej ekspedycji. Współpracowałem z Chmielińskim przed i w trakcie wyprawy, wnikliwie śledził przebieg całej trasy na Amazonce, był podłączony pod mój nadajnik satelitarny, gdzie widział co 10 minut moje płynięcie. Kiedy miałem przerwę i  korzystałem z pomocy na rzece Tambo, od razu do mnie, napisał kiedy z Gadielem Sanchez  Rivera dopłynęliśmy w duecie  do Atalay. Zapytal „Co się stało, że miałem przerwę”? Wyjaśniłem, że korzystałem z łodzi . W każdej relacji to było zaznaczone-30 km. Rekord mój  był naliczany od Atalaya, gdzie było oficjalne rozpoczęcie i bicie rekordu, ale wówczas nie myślałem o żadnym Guinnesie, tylko o płynięciu. Z Gadielem spotykaliśmy się, bo płynął łodzią z Indianinem Aszeinka,  a później łodziami  motorowymi. Mirosław Rajter, logistyk ekspedycji  realizował i organizował  tego typu eskortę mając na względzie moje bezpieczeństwo: ttp://www.gienieczko.pl/pdf/Rajteroswiadczenie.pdf  Chmieliński też miał statek w części Brazylijskiej na trasie spływu Amazonką. Wszak spał,  na tej łodzi dostawał wyżywienie itp.  Mieli nawet lekarza który dbał  o ich życie. Czy ja miałem lekarza???? Nie nie, nie zabrałem ze sobą….zapomniałem. ups.. Chociaż moja mama dba o te sprawy o wiele lat ma do czynienia z medycyna . nie miałem takich sponsorów jak oni. Podobno sponsorował ich miliarder który drobil się na malowaniu pasow w USA….nieźle. Horn  zdobywca Bieguna Północnego z Borge Ouslandem lekarza nie miał ale Chmielinski twierdzi ze był podwożony i w tabelce na portalu Explorer sam wpisuje  gdzie płynął   ……a gdzie płynął łodzią motorową a warto zaznaczyć ze nie płynął łodzią motorową tylko w canoe od Santarem co jest widoczne na filmie. Pewnie tez kłamie? Wszystko to pokazuje jaka to manipulacja i ze nie warto ufać komuś tylko dlatego ze się sam mianował  na ojca chrzestnego Amazonki chociaż to mi  określenie bardziej się kojarzy z  książką  Mario Puzo ,,Ojciec chrzestny”))))

Od Kolosów zaczęła się misterna strategia linczowania mnie. Jeżeli Ty Gienieczko podważyłeś kapitułę, w której ja byłem przewodniczącym,  jeżeli Ty zbojkotowałeś i nie odebrałeś nagrody, to ja ci pokażę jako wielki ,,Grand Father” Amazonki, jak mało masz do powiedzenia. I zaczęło się  zmienianie tego, co wcześniej pisał.

To ja za każdym  razem pisałem do Chmielińskiego że prześlę materiały, zapisy gpsa na co sam odpowiedział „Ja Marcinie nie potrzebuję, widziałem jak płynąłeś”-cytat korespondencji Chmielińskiego. Więc co trzeba było zrobić aby mi zamknąć usta i  żebym przestał być  wiarygodny i żebym nie mógł się za bardzo się  rozpędzić w swojej wyrazistości na pewne poglądy?….podważyć rekord.

Jako ,że Dominik Szczepański, autor książki o Olku Dobie, to serdeczny druh Chmielińskiego, posłużył się właśnie nim. Chmieliński pisał wstęp do książki Szczepańskiego i generalnie wzajemnie się promują.- Sam  do mnie Chmielinski  pisze:,, Byłem na wręczaniu książki Olka Doby gdzie pisałem wstęp do książki Szczepanskiego”… Ten natomiast, ze mną nie był w dobrych relacjach, bo ja z kolei jemu odmówiłem napisania relacji, którą sam mi zaproponował o przepłynięciu Rio Napo. Cytuję „Marcinie, u ciebie zbyt dużo zagrożeń życia”. Po  czym kilka miesięcy później robi wywiad z Edem Starfordem, który przeszedł wzdłuż brzegów Amazonki. Ten opisuje na każdym kroku stres i rozpacz. Zresztą sam był ratowany (Dominik Szczepanski  był na wyprawie w duecie):  przez siły rządowe Kolumbii, gdy jego partner niefortunnie został ukąszony przez węża. Mogło się również skończyć źle. Tamten podróżnik   Maciej Tarasie był bardziej doświadczony i wiedział jak reagować. Szczepanski tylko był asystą. A ja mam zarzut, że za dużo przedstawiam zagrożeń w podróżowaniu i wyprawach. Oczywiście jest 40 milionów Polaków, jedni kochają PIS drudzy PO, a trzeci są  chorągiewkami, którzy kochają się na FB i taka ich wyrazistość. W sumie Wybrocza tak naprawdę nie wie o co chodz zaufała Szczepanskiemu i tyle. Ja odmówiłem Szczepańskiemu pisząc mu  otwarcie, że nie będę zmyślał historii że było fajnie i miło i cieplutko kiedy mało na starcie nie straciłem canoe, co może poświadczyć mój wówczas partner Łukasz Czeczumski. Płynęliśmy kilka dni po porze deszczowej. Poziom wód wysoki Spirala się nakręciła. Zebrałem trochę przeciwników, którzy poczuli możliwość  rewanżu, pokazania kto tu rządzi  i tak powstała nagonka.

A że innym z kolei z  mojego obozu,  nie spodobała się decyzja, jaką zafundowała Kapituła-ten mem, wysłany przez jednego z  rozczarowanych obserwatorów festiwalu Kolosy mówi za siebie. Niestety tak to wygląda , tu nie chodzi o Guinnesa. Może teraz  już tak, ale głównie chodzi o zemstę za  wyrazistość poglądów bardzo otwartych,  a za wyrazistość poglądów kto pracował w korporacji, wojsku, na statku, w jakiejś grupie wie że jeżeli taka osoba się wyłamie zacznie być traktowana inaczej i linczowana. Ja wolę być wykluczony niż dostosowany. To jest też odpowiedź na całe te zamieszanie. Los nie jest nikomu przeciwny, po prostu teraz tak jest i tyle. Jeśli tego nie rozumiemy, musimy się poddać, jeśli rozumiemy walczyć. Ja wybrałem to drugie. Za walkę dużo płacę, ale trudno.       Nie jestem uzależniony od tych, na których Szczepański w swoich artykułach się powołuje psychologicznie, tlum to takie rzeczy poprze -Sponsorów. Większość ludzi tak myśli, że sponsorzy dla mnie wazna jakas rzecz stek bzdur(jestem marynarzem/bosmanem, zarabiam tam dobre  pieniądze i jestem niezależny), a że będą pisać niech piszą.

 

Zbyt długo jestem w tym temacie/branzy  abym nie wiedział jak to funkcjonuje, a że tekst ma ograniczoną możliwość czytania to trzeba ułożyć tak, aby czytelnik zrozumiał że ten facet to „sciema”- czyli propaganda na zlecenie. Typowa manipulacja faktami. Tak jest z wieloma sprawami w życiu i  tak jest z tą nagonką .Wszystko zależy kto jaką ma psychikę i jakich ma przyjaciół i  z kim jest.

Piotr Chmieliński w korespondencji ze mną podważał  przepłynięcie solo Amazonki Mika Horna, legendy eksploracji który samotnie przepłynął Amazonkę -film tutaj emisja National Geographic: https://www.youtube.com/watch?v=izjkiCVqFo8

 

Zrozumiałem to wówczas, kiedy mnie prosił o korespondencję z żoną Mika Horna Caty Horn  Oczywiście  sam nie napisał, bo mu nie wypadało żeby sam napisał do takiej legendy. Zadał pytania  mailowo i przesłał mi, czy Mike Horn przepłynął kanion, czy wydał książkę  ale wcześniej napisał: ,,Marcinie zrób to dyplomatycznie” . Jakże ważna wskazówka w działaniu  lobbystycznym  i strategii pozyskiwania  rzetelnych odpowiedzi nie naruszając czyjegoś dobrego  imienia. To wówczas dało mi dużo do myślenia jaki to styl działania prowadzi kajakarz. Wiedziałem po tej korespondencji z kim mam do czynienia i jak będzie to wyglądało później ze mną. Tak samo zostałem oszukany przez Chmielińskiego kiedy się zgłosiłem do Magazynu Canoe Kayak żeby opublikować materiał. Redakcja była zainteresowana do momentu, kiedy nie dowiedział się o tym Piotr Chmieliński. Zapytałem się Chmielińskiego o co chodzi, a on odpowiedział-„każda redakcja ma swoją strategię”. Próbuj odpowiedział ale  piszac to wiedział ,że już zblokował temat. Nastawił   redakcje inaczej. Później tych samych ludzi nasłał na mnie. Naród pewnie  zrozumie ze  kas redakcja się zainteresowała mna….bzdura  na zlecenie zainterweniowała. Tak jak wiele innych rzeczy później.

Wiedziałem, że zataja bo zaznaczył już wcześniej żeby nie publikować tej relacji Dlaczego? Za dużo mnie wszędzie było, a Chmieliński-pierwszy zdobywca Amazonki odchodzi w cień….no i zrobiłem to bez jego zgody. Chmieliński tego nie toleruje. Toż to ,,Ojciec Chrzestny „Amazonki…. Zresztą sam Chmieliński od 1996 roku walczył za plecami  ,piersią  do przodu nigdy z  Jackiem Pałkiewiczem, obaj powoływali się na odkrywców Amazonki.

Chciałbym uzyskać odpowiedź - dlaczego tak się stało? właśnie po akcji z Kolosami? Dlaczego 6 miesięcy później taka nagonka, a wcześniej było wszystko jasne. Przecież sam Pan Janowski pisał do wielu ludzi ,że u  Pana Gienieczko wszystko jest jasne i klarowne. Jako jedyna osoba występująca na Kolosach miałem ponad 12 pytań, na które odpowiedziałem. Nikt nie pokazywał zapisów GPSA. Wszystko było jasne i nawet to płynięcie łodzią motorową rzeką Tambo, o której wszędzie mówiłem i zaznaczałem. Kiedy pytałem się innych uczestników czy mieli zapisy GPSA, odpowiedz była: „no co ty, zwariowałeś?’ Nikt mi nie kazał. Ja nic nie miałem i nie mam do ukrycia, w przedstawieniu tematu wszystko przesłałem. Przecież znając moją przeszłość mogłem być nie przyjęty na festiwal Kolosy, a jednak zostałem przyjęty(wcześniej  zaznaczano ze ja na kolosy nie mam wstępu…hm… a jednak) i  później przez to samo środowisko pod kierownictwem kajakarza z USA Piotra Chmielińskiego mój wyczyn został podważony. Za co? Za wyrazistość poglądów-których nigdy nie zmienię. NIGDY!!! Za interwencję w Urzędzie Miasta Gdyni.  Jeżeli mają rację ci, którzy oceniają i mówią że „Guinnesowy” arbitraż jest do kitu, to jaki jest arbitraż festiwalu Kolosy, skoro to samo się dzieje? A może prawda leży gdzie indziej? Po powrocie z ekspedycji Piotr Chmieliński napisał do mnie maila: ,, Uważam że nic nie ma poważnego a zwłaszcza profesjonalnego w "pokazywaniu kuchni" jeżeli ktoś nie jest kucharzem”. Mądre, pomyślałem…

Pytanie czy to dotyczyło tych badań Amazonki którzy co roku zmienia położenie źródeł Amazonki właśnie  ci wielcy podróżnicy przedstawiających się za odkrywców? Czy też kogoś, kto za kulisami się przedstawia za badacza? A może wówczas już mnie? Ale nie no chyba nie…, sam Piotr Chmieliński pisał do mnie wiele maili, że wyjątkowo starannie i profesjonalnie podchodzę do założeń przedsięwzięcia, ale może zmienił zdanie… Wszak w życiu wszystko płynne jest.

Pytanie  na czym polega profesjonalizm w badaniu, ocenianiu, propagowaniu? Amazonka jest tak samo płynna jak wszyscy jej odkrywcy. Na szczęście ja do nich nie należę, ale w dobie Google Earth teraz to już nie wiadomo kto nim jest. Polemiki już nie ma. Jest teraz lobowanie swoich racji. Niektórzy w tym są bardzo dobrzy.

z poważaniem dla czytelnika.

 

PS

 

1) znając życie będę znowu szczuty za ta  wyrazistość a niech szczują oby nie Jorkami chociaż tą rasę lubię.

Z poważaniem

2)PS  nikt z centrali Guinnesa z Londynu nie napisał mi ze rekord jest nieważny czy odebrany. Natomiast otrzymałem certyfikat Guinnnesa. Już drugi  w sumie nie wiem dlaczego.

3)zdjecie zauważyłem na portalu Podróżnicy. Tam tez pojawiły się pytania.

 

1) znając życie będę znowu szczuty za ta wyrazistość a niech szczują
2)PS nikt z centrali Guinnesa z Londynu nie napisał mi ze rekord jest nieważny czy odebrany. Natomiast otrzymałem certyfikat Guinnnesa. Już drugi w sumie nie wiem dlaczego.
3)zdjęcie zauważyłem na portalu Podróżnicy ze zródla festiwalu Kolosow. Tam tez pojawiły się pytania.
4) w tym tekście w odróżnieniu od redakcji która chciała mi zrobić PR pytam nie oskarżam .Tak jak mnie ludzie pytają tak i ja pytam
5)Bzdura ze komuś odmówiłem rozmowy w stosunku do napisanego tego tekstu. Klamstwo! Wczesniej to nawet sam proponowalem przyjazd do WarszawyJeżeli będą napaści, ostry hejt w stosunku do tego tekstu będę blokował tak jak ludzie nie umożliwili mi wypowiedzi w stosunku do tego tekstu z piątku. Sprawa będą zajmowały się też inne osoby gdyż nie pozwolę sobie na takie podejście do wielu spraw.

z powazaniem dla czytelnika

CDN.


2 grudzień 2016

Wczoraj wróciłem z długiego kontraktu. Odcięty od netu nawet tel na Tankowcu zbytnio nie można używać jedynie na mostku i w kajucie a czas płynął inaczej. Liczył się świt i zmierzch i przerwa 30 minutowa w południe. Jak było? pracowałem po 14/15 godzin dziennie .Robota ciężka ale chociaż dobrze płatna -z czegoś trzeba żyć...Za co odpowiadałem za cumowanie, maszynownie, czasami prace analityczne na mostku i balastowanie. Po co te balastowanie? Większość tankowców oraz statków przewożących towary potrzebuje balastu, aby uniknąć wywrócenia, zwłaszcza, gdy nie są załadowane. Najwygodniej stosować do tego wodę morską, pobieraną po rozładunku tuż zza burty i wypompowywaną przed pobraniem nowego ładunku – często tysiące kilometrów dalej. Raz rura pękła zalała pokład nafta i oblała mnie raz ciśnienie czyszczące strzeliło po załadunku itp Był to mój ostatni kontrakt. Teraz skupiam się na przygotowaniach na Biegun Południowy. Idzie zima....Zapraszam do obejrzenia tego filmiku jak wygląda mostek kapitana nowoczesnej barki.
 

Pozdrawiam,

 

Marcin Gienieczko

 

 


20 listopad 2016

Płynę do Francji. Dzień na statku przypomina mi dzień na wyprawie, liczy się świt i zmierzch, codziennie praca po 12/15 godzin. Opłynąłem już całą Europę niemalże. Praca na tankowcu to ciężka i niebezpieczna praca. Transport nafty czy olejów i różnych chemikaliów  to tak jakby płynęło się na bombie. Dlatego zarobki są tu lepsze od pracy na kontenerowcu. Podłączam olbrzymie rury ,cumuję, balastuje statek itp. Ciągle jest coś do zrobienia, moje ręce to największy mój sponsor. W ten sposób zarabiam też na swoją ekspedycję na Biegun Południowy. Czytam też w wolnych chwilach książkę Marka Kamińskiego o wyprawie na Biegun Południowy, notuję, analizuję na odległość przez sms/netu brak, zamawiam sprzęt bo zima idzie, to mój ostatni kontrakt w życiu. Po powrocie liczy się już tylko jeden cel, droga na Biegun Południowy. Wcześniej Grenlandia i Góry Mackenzie.

Pozdrawiam wszystkich.


12 listopad 2016

Płynę do Amsterdamu. Wczoraj była wymiana załogi. Przeszedłem też na inny statek na tankowiec. Dla mnie to nowość, praca codziennie po 14 godzin. Harówka, ale wyrabiam wytrwałość.  Kajuta zasypana książkami. Wstaję, na początek 20 pompek i robota. Jak starcza siły piszę książkę o Amazonce bo w sumie to tutaj wszystko się zaczęło ,mam na myśli rok 2013 r. na statku i zamiar przepłynięcia Amazonki w canoe. Teraz myślę o Biegunie Południowym. Sterówka jak na zdjęciu. Udaje mi się czasami poprowadzić. Reszta to maszynownia. Pozdrawiam wszystkich.


12 październik 2016

Udowadnianie na sile? Co powoduje  tłumaczenie? Redaktor naczelny miesięcznika Żagle wyjaśnia :

Niestety trzeba  mieć twardą skórę na dupie i plecach! Niekończąca się polemika z adwersarzami i krytykami jest oznaką słabości. Co więcej, taka polemika jest podtrzymywaniem ognia w palenisku zawiści, zazdrości i kołtuństwa. Jak za daleko w to zabrniesz, to skończysz jak Henryk Jaskuła, który trzy czwarte swojego życia poświęcił na udowadnianiu, że samotnie opłynął świat bez zawijania do portu („Dar Przemyśla” â 344 dni Gdynia â Gdynia). Choć w Polsce nikt w to nie wątpił! W przeszłości byli jednak ludzie, którzy wiedząc, że to wywoła u Henryka furię, starali się insynuować, że jego rejs do była wielka ściema… I tak Pan Henryk walczył z cieniem przez całe życie… Jak będziesz w redakcji pokażę Ci opasłe tomy po tytułem „Obrona konieczna” i „Druga obrona konieczna”. Napisał ponad 1000 stron tekstu, bo udowodnić, że jednak opłynął świat…  Staram się przekonać Cię, do radykalnej zmiany podejścia do tych spraw. Twoi synowie nie powinni patrzeć jak ich Tata szamoce się i co krok, to udowadnia zawistnikom, że jest Wielkim Podróżnikiem…

Inny przykład: Wanda Rutkiewicz   środowisko jej zarzuca ze nie weszła na Anapurnne. Nie wolno  się dac podpuszczać i nie wchodź w nic nie dającą polemikę. Wanda Rutkiewicz długo żałowała swojej polemiki ze środowiskiem i mediami w sprawie Annapurny… Robiłem film dokumentalny o Wandzie (pod tytułem „Ślady na śniegu”) i przegadałem z nią setki godzin…

 Ściskam

 Waldemar Heflich     

PS  ps moja odpowiedz na to jest jedna. Jeżeli za 10 lat będziesz mimo rożnych takich gier i podejrzeń robił to co robisz to jest odpowiedz na to ze prawda sama się broni. Dlatego nie wchodzę w  dyskusje bo to nic nie da…mowa o eksploracji.


5 październik 2016

KIERUNEK POLNOC RECENZJA http://lubimyczytac.pl/ksiazka/167706/kierunek-polnoc: Marcin Gienieczko jest podróżnikiem kontrowersyjnym. W internecie można znaleźć skrajnie różne opinie na jego temat. Obrońcy murem stają za szczerością autora książki, zaś przeciwnicy zarzucają mu mały stopień wiarygodności wielu wypraw będący skutkiem konfabulacji.

Książka pt. „Kierunek Północ” w związku z tym zaczyna się od rozliczenia autora ze swymi kolegami po fachu. Mało miejsca poświęcono opisom samych przeżyć na trasie, a więcej przygotowaniom i relacjom z osobami, z którymi autor miał styczność, a z którymi wspólna podróż nie doszła do skutku. Prawdopodobnież w późniejszym okresie osoby te oczerniały pana Marcina. Wymienione z imienia i nazwiska zostały w książce przedstawione jako ludzie zazdroszczący autorowi ambitnych planów i sponsorów.

Zdaję sobie sprawę, że w celu usprawiedliwienia się, książka jest bardzo dobrym nośnikiem informacji i przedstawienia punktu widzenia Marcina Gienieczki na drażliwy temat. Jednakże czułam się zniesmaczona tym, że mnie jako czytelnika autor wciąga w tego rodzaju rozgrywki. Do kolejnych rozdziałów podchodziłam zatem z ogromnym dystansem, a mimo to zostałam pozytywnie zaskoczona, ponieważ dalsza część książki broni autora bardzo skutecznie. Swoją szczerą postawą wobec czytelnika. Do tego stopnia, że autor wzbudził moją sympatię. Dlatego że to taki pozytywnie nakręcony wariat, dlatego że się wyróżnia, dlatego że się nie zniechęca, dlatego że cały czas napiera. Jedyną plamą na tej jednostronnej przychylności są nieszczęsne pierwsze rozdziały. Sam pan Marcin momentami wydaje się być lekko zadufany, jednak dalsze podróże nie są na szczęście skażone taką cechą. Tak, jakby autor nabierał pokory wobec natury i świata. Gdyby nie tego typu moje zastrzeżenia, oceniłabym książkę o jeden punkt wyżej.

W „Kierunku Północ” znalazłam wszystko, czego oczekuję od tego typu literatury. Obcując z książką przeżyjemy z Marcinem Gienieczko bardzo ekstremalne wyprawy. Zobaczymy, jak człowiek walczy z naturą, jak walczy ludzki organizm z niezmiernie trudnymi warunkami atmosferycznymi, do jakich ciało człowieka nie przywykło. Przekonamy się, jak można przezwyciężać swe słabości poprzez wykorzystywanie umiejętności i hartu ducha, psychicznej walki z samym sobą.
Podziwiam pasjonatów, którzy ryzykują życiem, by zrobić więcej niż inni, by wytyczać nowe szlaki dla ludzkości, by pokazać ludziom Ziemię, jakiej nie znają, by zmierzyć się ze sobą, czuć adrenalinę w trakcie wyprawy i mieć satysfakcję ze zwycięstwa.

Niezmiernie istotne jest, że autor nie jawi się jako Superman, a potrafi przyznać się do faktu, jeśli nie wszystko przebiegło zgodnie z jego planem, np. musiał skorzystać z pomocy z zewnątrz przy przekraczaniu jednej z rzek na trasie Canol w Górach Mackenzie. To mocno uwiarygodnia autora.

Smaczku do relacji z samych ekspedycji dodają opowieści o historii danej trasy i regionu. Niesamowicie ciekawe są informacje związane z Syberią, z jej mieszkańcami i ich umiejętnością radzenia sobie w bardzo ciężkich warunkach bytowych, gdy temperatura spada do -50°C. W książce znajdziemy też ciekawe informacje na temat organizacji ekstremalnych wypraw: pożywienia, sprzętu i ubioru.

Do książki dołączona jest płyta z nagraniem przeprawy przez Canol w górach Mackenzie. Warto ją obejrzeć, ponieważ ładnie obrazuje książkę oraz pozwala lepiej poznać i zobaczyć jej autora.

Nie trzeba być podróżnikiem, by z przyjemnością czytać „Kierunek Północ”. Można być jedynie marzycielem zza biurka, a Marcin Gienieczko zabierze czytelnika ze sobą w kierunku przygody. Wspaniała książka i świetny człowiek. Jego natura to wyzwania. Dzięki temu, że jest osobą zorganizowaną i zdeterminowaną, potrafi dopiąć celu. I pokazuje nam, że można spełniać nawet szalone marzenia.

 

Pozdrawiam,

 

Marcin Gienieczko


19 wrzesień 2016

W Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku odział w Tczewie znajduje się moje canoe wraz z certyfikatem http://www.guinnessworldrecords.com/

http://biurorekordow.pl/najdluzsza-podroz-canoe-rekord-gui…/

http://www.guinnessworldrecords.com/…/longest-journey-by-ca…

Canoe wraz z dokumentem zostało przekazane dla Muzeum. Wszystko po to ażeby ślady przetrwały po czymś- udanej ekspedycji z 2015 roku…. Dzisiaj pierwszy raz zobaczyłem wraz z rodziną w nowo oddanym 1 lipca tego roku Muzeum moje canoe wraz z dokumentem. Zapraszam wszystkich serdecznie do Tczewa do Narodowego Muzeum Morskiego do obejrzenia tych eksponatów. Amazonka to historia liczy się tylko teraz :,,Droga na Biegun”!-okres wędrówki -3 lata


10 wrzesień 2016

Cóż trzeba napierać .Przemeblowałem trochę cały projekt aby bardziej do niego się zbliżyć. Czekają teraz na mnie Góry Mackenzie, najbardziej extremalny szlak w Kanadzie, dobry korytarz do przejścia Grenlandii. Na tym szlaku moje zimowe projekty się zatrzymały i od tego miejsca chce ponownie zacząć. Temat Mongolii już zapomniany, temat Amazonki tym bardziej. Nie będę już wcale wracał do niego bo nie ma po co, nie ma sensu , szkoda czasu i energii. Było, minęło ,liczy się przyszłość. Trzeba myśleć o tym co będzie a nie co było. Szlak Gór Mackenzie- 370 km przeszedłem z Rupertem Dook ale jeszcze nikt nie zrobił pełnego trawersu Ross River- Norman Wells-600 km marszu pieszo przez najdziksze góry świata. To było w planie od początku tyle że najpierw miała być Grenlandia ale po analizie na pierwszy plan pójdzie Północna Kanada .Jak trudny to szlak? Rwące rzeki , trudna nawigacja, niedźwiedzie grizzly, zimno, potężne góry, przejścia bagien, mokradeł i cztery trawersy wielkich górskich rzek w małym pontonie….Wybieram się też na przejście 120 km -marzec 2017r, płaskowyżu Norweskiego- Hardangervidda -12 dni. Miejsce treningu Amundsena przed Biegunem Południowym. Długoletni projekt ma cel finalny zdobyć Biegun Południowy. Nie zrezygnuje z tego bez względu na wszystko. Trzeba się zmotywować, zacząć już działać.
Pamiętam jak oglądałem niezłomność włoskiego boksera Rocky Ballboa. Ten film podnosi mnie na duchu ,a was?
Trzeba iść mocno do przodu. Kto z was pamięta ten film?
Zobaczcie to i czas znowu zacząć działać ,prawda?
https://www.youtube.com/watch?v=PtWafYfzTIQ
Czas wstać i iść dalej. Bez względu na wszystko. Od stania w miejscu nie jeden już zginął, zawsze to powtarzam. Czytam kapitalną książkę ,,Kukuczka” która pokazuje mi co znaczy być fighterem. Mocno zachęca do dalszego działania. Tego potrzebowałem.

Marcin


9 wrzesień 2016

Minął rok  i pierwsza rocznica triathlonu. 4 września 2015 roku po 700 km rowerem, 94 dniach płynięcia przepływam system rzeczny Amazonki(60 km Apurimac, Ene, Tambo, Ukayali, Amazonka=5980 km w 94 dni a później  80 km  biegu jednego dnia  .Wówczas zrobiłem trawers Ameryki Południowej. Mija rok od tego wyzwania który został ukoronowany prestiżowym i światowym wyróżnieniem  World Records Guinness a wcześniej krajowym wyróżnienie w kategorii ,,Wyczyn Roku”…

http://www.guinnessworldrecords.com/world-records/longest-journey-by-canoe-(kayak)-solo

https://www.youtube.com/watch?v=jVqACeyTGj0

Co się  wydarzyło od tego czasu?

Canoe   wraz z certyfikatem  WRG zostało przekazanie do Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku:

http://pomorskie.naszemiasto.pl/artykul/muzeum-morskie-w-gdansku-dostalo-canoe-od-marcina,3595310,artgal,t,id,tm.html

Zebraliśmy pieniądze dla Pomorskiego Hospicjum Dla Dzieci.

Wyprawa była transmitowana live  przez  dwa nadajniki satelitarne które co 10 minut śledziły przebieg wydarzenia. Pokazywały również prędkość płynięcia oraz  bazy noclegowe.

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ

          http://www.soloamazon.info/tracking/

 

Żadna z wcześniejszych ekspedycji nie posiada takiej  dokumentacji.-dwa nadajniki spot współpracujące ze sobą . Opracowany program i zapis dodatkowo  dwóch GPSÓW

 

 

Polski Komitet Olimpijski za  zrealizowany Triathlon-700 km rowerem, 5980 km oraz 80 km biegu jednego dnia opisał  to wydarzenie. Podjął dalsza współprace udzielając patronat nad wyprawa na Biegun Południowy

 

http://www.olimpijski.pl/pl/aktualnosci,89/1181,niezwykla-proba-zakonczona.html

 

Polskie Biuro Rekordów  przedstawiło projekt wśród wielu rekordów:

http://biurorekordow.pl/najdluzsza-podroz-canoe-rekord-guinnessa/

 

Projekt został opisany w  miesięczniku Żagle, tygodniku Angora  oraz  Fit Forma Focus(wydawnictwo Burda Media to samo co wydaje National Geographic) oraz relacje  filmowe w TVN24.

 

http://www.tvn24.pl/ciekawostki-michalki,5/marcin-gienieczko-z-sukcesem-zakonczyl-energa-solo-amazon-expedition,575429.html

 

Przeanalizuj dokładny zapis ekspedycji dzień po dniu. Cały Triathlon: pozycje Gpsa, noclegi bazy przebyte dystanse  miejsca noclegowe nazwy itp:

 

http://www.gienieczko.pl/pdf/triatlon.xls.pdf

Relacje w Dzienniku Bałtyckim:

 

http://www.gienieczko.pl/pdf/tekstdziennikbaltycki1.pdf

 

http://www.gienieczko.pl/pdf/tekstdziennikbaltycki2.pdf

 

Relacja autorska:

 

http://www.gienieczko.pl/pdf/zatanczyczamazonkaorginal.pdf

 

Film emitowany na festiwalu podróżniczym w Gdyni i Pszczynie: https://www.youtube.com/watch?v=OGiM3PRuziE

 

Głównym logistykiem był Mirosław Rajter na terenie Peru (tylko on)  który  przedstawia   współprace w  swoim  oświadczenie dotyczące ekspedycji:

 

http://www.gienieczko.pl/pdf/Rajteroswiadczenie.pdf

 

Portal Explorerwebsite relacjonował przebieg wydarzenia a  tłumaczył podsumowującą relacje  kajakarz Piotr Chmielinski z USA(na swoja prośbę).Po  festiwalu Kolosy  gdzie  zostało odkryte  nieprawidłowości  w  nominowanych (informacje o otrzymali radni miasta  ,Prezydent Miasta Gdynia  oraz  Naczelnik Grażyna Pilarczyk - sprawa w Urzędzie Miasta Gdyni jest analizowana) kajakarz zmienia zeznania  i  chce  oczernić mnie  w gazecie przy okazji reklamując ponownie wyprawę z  1986 roku zapominając o takich autorytetach Amazonki jak Mike Horn  który dokonał pierwszego solowego przepłynięcia całej rzeki- wpław!!!!- https://www.youtube.com/watch?v=izjkiCVqFo8

 Chmieliński również jemu nie wierzy tyle ,że nie chce powiedzieć o tym oficjalnie  i głośno gdyż za duży to autorytet  w świecie www.mikehorn.com.Opisy w 2007 roku w NGM zdobycie zimą Bieguna Północnego a porównać  Amazonkę z Biegunem to  bajka .Wiem co mowie bo byłem na Amazonce… . - Mike Horn ma w dupie tabele  na portalach ustalone przez jedną osobę(która jeszcze zmienia  według swojej niewiedzy).Najpierw pisze ,ze płynął  łodzią   motorową do Manaus a później do Santarem.  Jacek Prokapiewicz który pływa z Hornem na jachcie Pangea. Aktualnie płynie na Antarktydę ażeby zrobić wielki trawers.

 

Wiec co się wydarzyło? No właśnie to.  W ten sposób próbują ludzie zamknąć usta niektórym za interwencje w Urzędzie Miasta Gdyni  gdzie jest poruszany temat Kolosów . Tu nie poszło o Guinnesa a zemstę z a Kolosy i każdy zakuma jeżeli nie będzie widział tematu z lotu ptaka. Totalna kontra….w stylu ja ci kurwa ….pokaże)))) Portal Explorerwebsite zmienia relacje mimo ,że wcześniej tak opisywał: linki poniżej

 

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=marcin-gienieczko-i-won-the-fight-agains_144309682

 

 Do portalu nic nie mam  bo on działa tak jak inni zasugerują. Przykład Mika Horna mówi za siebie .Aby cos zrozumieć trzeba być w centrum wydarzeń.

 

Wszystko za sprawa kajakarza Chmielinskiego (który sam chciał napisać rekomendacje do Guinnesa) , który oburzony sprawa Kolosów(uderzyło to w niego) postanowił  zemścić się na mojej osobie i wszystko jeszcze raz odkręcić i na nowo przedstawić ,,swoją” prawdę. Swoja. Sam wcześniej też chciał napisać rekomendacje do Kolosów  mimo mojej wyrazistości na temat tego festiwalu. Dziwny jest ten świat…oj dziwny… Ja wcześniej znając mechanizm działania(zbyt długo jestem w tym świecie,,eksploracji”) będąc oburzony  całą tą sprawa nie chciałem odebrać nagrody wiec ją zbojkotowałem. Takie nagrody za takie rozdawanie mnie wcale nie interesuję. Wole  nie mięć z  takim towarzystwem nic wspólnego niż odebrać coś takiego. No i się zaczęło….Ale  życie dalej się toczy ja jestem w drodze z myślami na Biegun i ci którzy byli są nadal i będą. Guinnes  nie przyjął do wiadomości zażaleń. Gdyż tej instytucji nie interesują Polskie intrygi. Jednym słowem  ma to w dupie. Kiedyś sam  Chmielinski(korespondencja zachowana) napisał- Marcin nie tłumacz się  ze  wszystkiego bo to nie ma sensu  .Z tym się zgadzam  wiec idę  ta drogą. -Trzymając się słów kajakarza. To nie ma sensu. Trzeba robić swoje. Natomiast redaktor naczelny miesięcznika  Żagle który poparł moja osobę napisał: Waldemar Helflich redakcja Żagli : Marcin  usunąłem zastrzeżenia  człowieka z USA  gdyż jest zupełnie niezrozumiałe dla naszych czytelników, którzy nie mają pojęcia kim jest ten facet....,,Wybitny Polski podróżnik Marcin Gienieczko nie musi tłumaczyć się ze swoich dokonań, bo ma na to światowy Certyfikat! I to wszystko w tym temacie! Nie daj się podpuszczać i nie wchodź w nic nie dającą polemikę. Wanda Rutkiewicz długo żałowała swojej polemiki ze środowiskiem i mediami w sprawie Annapurny(posądzona ze nie weszła na szczyt)… Robiłem film dokumentalny o Wandzie (pod tytułem „Ślady na śniegu”) i przegadałem z nią setki godzin… „”

 

Refleksja:

-Jak widać Amazonka  to  rzeka a rzeka jest płynna  i  temat Amazonki też. To  tak jak temat  z źródłami Amazonki  co roku wielcy  podróżnicy odkrywcy zmieniają pozycje źródeł Amazonki ale co roku  są z ekspertami którzy wiedza wszystko i najlepiej. Tak było w 2001. Międzynarodowa wyprawa opisana w NGM  same autorytety jada  i ekspercji aby ustalic kosc niezgody miedzy Chmieliński i Pałkiewiczem a później znowu gdzie indziej źródła…. I  a później  znowu  jep  ,popierdoliło się znowu i  gdzie indziej są źródła Amazonki….koszmar i obciach. Dla Ed Straforda czy  Mika Horna liczy się szczyt  Nevado Mismi a nie jakieś  tam cieki… Wiec temat całej Amazonki  jest płynny tak jak odkrywcy. Oj ci wielcy podróżnicy….))))No ale oki  to badacze i trzeba tez  to uszanować.

Po tym wszystkim dlatego ja nie chce nic mieć wspólnego z takim środowiskiem. NIC!!! Koniec. Pamiętam jak Kaczynski  miał przeciw  sobie i Wyborcza i TVN ,Newsweek  i  cale środowisko  .10 lat przegrywał  wybory z rzędu(lud zrozumiał   gdzie jest prawda po aferze taśmowej-odkryty przekręt)  a tu jep i wygrał…..na czym polega ten fenomen? Na tym ,że w życiu  się nie kuca przed innym, nie jest się płynny i trzeba  mimo wszystko  być  wierny swoim ideałom. SWOIM.I to jak to mówią marynarze żeby skały srały nic to nie zmieni…..nic. Tyle.  Uściski.

PS znowu nakręcę innych uwielbiam.

 

 Inne relacje to: Pismo Ambasada Polski w Brazylii informacja oficjalna

 

http://www.gienieczko.pl/pdf/ambabraz.pdf

 

Relacje angielsko języczne Explorerwebsite:

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=marcin-gienieczkos-south-american-crossi_143214253

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=the-most-dangerous-month-in-my-life-gien_143316775

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=amazon-update-through-red-zone_1434471557

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=amazon-canoe-update-ucaycli-river-comple_143569017

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=amazon-update-marcin-gienieczko-arrived-_143800607

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=amazon-update-marcin-gienieczko_1439579958

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=marcin-gienieczko-completed-south-americ_144163555

Aktualnie pisze książkę o  tej ekspedycji , która przedstawi kulisy całego przedsięwzięcia od przepłynięcia Rio Napo w 2014  r, dotarcia na szczyt Góry źródłowej Amazonki oraz całego Triathlonu. Moje canoe można  z certyfikatem  Guinnesa zobaczyć w Narodowym Muzeum Morskim w Tczewie-Muzeum Wisły. Zapraszam wszystkich serdecznie.

.

Keep going Never stop!

Marcin


28 sierpień 2016

Miałem możliwość przejść ,,Marsz śledzia” rekreacyjny jak dla mnie marsz gdzie się idzie i płynie z Jastarni do Rewy przez Zatokę Pucka…uwaga MORZEM…

Jako ,że mieszkam w Gminie Kosakowo czyli tam gdzie się kończy marsz chciałem poczuć się bliżej morza.

Więcej o marszu tutaj:

http://www.dziennikbaltycki.pl/wiadomosci/puck/a/marsz-sledzia-2016-czyli-przechadzka-przez-zatoke-pucka-zdjecia-wideo,10561096/

http://www.tvp.info/26709170/pieszo-przez-morze-marsz-sledzia-z-kuznicy-do-rewy


Fajna sprawa -12 km marszu i płynięcia. Życie bierze się z wody a po każdym upadku trzeba zmartwychwstać wiec najlepsze miejsce to woda. Dla każdego cos innego znaczy ten marsz. Dla mnie mały krok ku dużym krokom. Mieszkam w nadmorskiej Gminie gdzie do Rewy co drugi dzień biegam wieczorem z Mechelinek. Pomysł na marsz wziął się w leniwy wieczór bo bez ruchu trudno mi się żyje. Gmina Kasakowo to jest to miejsce gdzie mi się najlepiej żyje a mieszkałem i na Alasce i trochę na Jukonie i w wielu innych miejscach Polsce (urodzony na Mazurach).Myślę ,że marsz dla wszystkich był fajnym doświadczeniem. Teraz zaczyna się wrzesień czyli najlepszy czas na profesjonalne ujeżdżanie kitesurfingu w Polsce właśnie Rewie .

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


13 sierpień 2016

Po przejsciu 300 km dotarciu za miejscowosc Tariat niestety musze przerwac wyprawe. Zerwala sie mi totalnie uprzaz do ciagniecia wozka.Ponadto w trakcie nawalnicy , silnego wiatru, gradu i deszczu pekly stelaze w namiocie. Mysle ,ze marka The North Face nie wytrzymala ze mna tego napierania do konca. Nie wiem czemu namiot z serii limitowanej Assalut 3 wogole sie niesprawdzil. Przy nawalnicy deszczowej kubkiem ze srodka musialem wybierac wode.Tym bardziej dziwne , ze Assalut 2 na Amazonce przy bardzo silnym deszczu nie mial zadnych uszkodzen I zachowywal sie poprawnie. Byc moze cos bylo z tym modelem nie tak…Dodatkowo przy schodzeniu ze stepowej gory noga mi sie przekrecila I nie wiem czy mam zwichnieta kostke czy tez to zwykle wykrecenie. No coz nie zawsze sie osiaga cel.Tym razem musze sie poddac.Moj projekt jest dlugi i wyczerpujacy nie skladajacy sie z jedenej wyprawy wiec to mnie pociesza. W tym roku juz w trakcie rejsu powrotnego z Norwegii na mojej wachcie stracilem po sztormowej pogodzie kil i urwal sie ster. Jacht jest w naprawie. Stalo sie to 18 czerwca w nocy w dniu moich urodzin. Z Kapitanem Trzaska pozniej analizowalismy sprawe.- Czasami jest tak ,ze wyprawa ktora zapowiada sie latwa staje sie bardzo trudna-stwierdzil wowczas Remigiusz Trzaska moj mentor morski. Warto dodac, ze ten odcinek w 2013 roku przeplynalem w 27 godzin w canoe a tutaj na duzym jachcie byl taki psikus. . Niestety w Mongolii juz nic nie osiagne . Moze czasami tak jest ,ze trzeba sie poddac aby byc osignac inny cel. Wszak Mongolie traktowalem trennigowo I testowo. Teraz wiem co trzeba np dodakowo poprawic w uprzezy w trakcie ciagniecia san np na Grenlandii. Od 20 lat jezdze po swiecie, niektore marki upadly jak Alpinus a ja mimo przeciwnosci losu ciagle to robie ale czasami trzeba odpuscic. Jestem tym razem totalnie rowniez wyczerpany psychicznie. Byc moze za duze tempo sobie narzucilem od razu po Amazonce? Ostatnie miesiace nie byly dla mnie latwe.Musze wziasc duzy wdech, przenalizowac ta porazke. Moze tak jest ,ze co roku sukcesu nie mozna odniesc? Bylo by to za piekne i latwe. W zeszlym roku byl udany triathlon wczesniej w 2014 udane przeplyniecie Rio Napo i trek na Newado Mismi i jazda rowerem. W tym roku osiagniety cel na morzu . Mysle , ze trzeba sie bardziej zmotywowac ,odzyskac sily. Przenalizowac i dalej napierac. Uprawiam eksploracje sportowa w stylu padni –powstan. A w sporcie jest tak jak na tegorocznej olimpiadze wzloty I upadki. Ale mimo wszystko zawsze wierny jestem swojej misji. Bo prawdziwa pasja nigdy nie umiera. Bo los wybiera zawsze w kolysce I tak naprawde wszystko zawsze zalezy tylko ode mnie jak dalej to poprowadze mimo roznych przeciwnosci takich jak np w Mongolii. Wiec teraz biore wdech, gleboka analiza. Trzeba przelknac temat, odpoczac I dalej napierac.Czyli tak jak zawsze. Dzieki tej intesywnej wyprawie duzo zrozumialem. Wiec wyjazd kazdy czegos uczy. Dziekuje wszystkim za doping I zyczliwosc. Do poki walczymy jestesmy zwyciezcami.

Pozdrawiam Was serdecznie z Mongolii

M.

ps wybaczcie bledy pisze w biegu, nie ma tutaj europejskiej czcionki. Wogole w Mongolii gdzies na peryferiach wogole trudno cos wyslac ,napisac. Dzikszy region niz Amazonia.Po 17 latach zuwazylem tylko wiecej hoteli w Ulan Bator.Na peryferiach ludzie dalej koczuja tak jak kiedys.Netu brak.

 

 

7 sierpień 2016

Dotarłem do m.Korgho po pokonaniu 280km,w prawym kole pękły 2 szprychy ale realizuję dalszą trasę.

Marcin Mongolia 2016


3 sierpień 2016

Już pokonałem 130km docierając do m.Cecerleg.Ta wyprawa to nie jest wyprawą po rekord Guinnesa czy świata.Jest po to aby się nie poddawać,tylko realizować wyznaczony cel i marzenia.Mam przed sobą 500 km do m.Numrug,temperatura codziennie około +35stopni,otarłem do krwi nogi,maszeruję co dzień około 9godzin,wypijam prawie 9 litrów wody.Zobaczymy jak będzie dalej.
Marcin-Mongolia

1 sierpień 2016

Rozpocząłem samotne przejście Mongolii ciągnąć specjalny wózek przygotowany na tą wyprawę w którym  mam cały sprzęt,wodę i żywność.Start z m.Karakorum Xapxopnh,jest bardzo gorąco,temperatura ponad +30stopni, dotarłem do osady Khotont Xotont gdzie nocuję u spotkanych nomadów.
Jutro ruszam dalej.
Marcin-Mongolia 2016r

Chcę podziękować  Jackowi Kucharskiemu za książkę którą mi podarował w tą podróż:

A w niej ten wiersz  Anny Nawrockiej ,który daje nadzieje mi na lepsze jutro i dla wielu innych

ZWĄTPIłEŚ

Zwątpiłeś.

Bez miłości, bez radości

Nie przeżyjesz.

Wytykają cie palcami,

Na ulicach

Ludzie  z banknotami

Uklęknij gdy masz  cos do powiedzenia

I wreszcie ktoś  Cie wysłucha

Da Ci nadzieje, która wiary  Ci doda.

Bo do życia każdy ma prawo

Nie lękaj  sie i powiedz to śmiało

Nie pozwól, by  dłużej to trwało

Spójrz,

Jak nie wiele czasu zostało

Pomyśl - jakie życie Cie czeka

Gdy Ci odbiorą miano człowieka

Nareszcie widzę.

Zadrżała Ci powieka,

Spod  której leź popłynęła rzeka

Dla innych skreślony.

Dla mnie będziesz zbawiony

Tylko przyjmij ta rękę,

Ktora Pan ci podaje

I badz z siebie dumny

Bo niewielu wstaje……………

Ps wybaczcie pisanie bez polskich znakow w Mongolii ich nie ma.

 

Pozdrawiam,

 

Marcin Gienieczko

 


30 lipiec 2016

Relacja Marcina Gienieczko z wyprawy „Mongolia 2016r”

Jestem w Ułan Bator, po 17 latach wróciłem  do Mongolii. Czy się zmieniła? Drogi nadal są dobite, jeżdżą dobre toyoty, kiepskie by się tu nie sprawdziły. Kupiłem żywność, sprawdziłem kuchenkę. Niestety kuchenka  „prymusa” słabo  pracuje .Generalnie nie polecam nikomu tej kuchenki, zawiodła na Amazonce i teraz też. Mam „colamana” i „ msr „jeszcze.

Kupiłem paliwo 98 czyli najlepsze, 29 wyjeżdżam do dawnej stolicy Mongolii Karakorum  i  30 lipca w południe mam zamiar wystartować i maszerować. Dużo sprzętu  i żywności do tego jeszcze muszę mieć ze sobą   12 litrów  wody -7 litrów paliwa itp. Mam nadzieję że wózek to wytrzyma. A tego nie wiem mimo że był sprawdzany ,okaże się w praniu. Myślę że będzie miał na sobie około 90 kg wraz z wodą.

Odebrali mnie przyjaciele mojego  serdecznego kolegi Pawła Korczyka znakomitego wędkarza i podróżnika , który jest podłączony pod mój nadajnik satelitarny Spot Tracker i będzie analizował wyprawę i wam również przekazywał informacje. -Samgzam  to były wojskowy,  jego córka  Solongo pracuje  w firmie lotniczej, będą   czuwać nad przebiegiem  mojej ekspedycji. Inne wyprawy to już przeszłość liczy się teraz tylko marsz przez Mongolię. Jak będzie? Nie wiem, przyzwyczajam się do samotności  bo to  wyprawa samotna, idę sam bez nikogo. To jeden  z etapów  wyprawy w drodze na szczyt czyli Biegun Południowy. Ostatnio przez 3 lata  pływałem po rzekach Północy i Ameryki Południowej. Marsz to inna logistyka. Muszę wszystko ograniczyć od żywności, elektroniki po paliwo. Płynąc w canoe nie było takiego problemu , mogłem zabrać wszystko co chciałem  bo nośność canoe to 200 kg a wózka...mam nadzieję że 90 kg...

Jest  gorąco 28 stopni. Otrzymałem  w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Mongolii akredytację dziennikarską z upoważnieniem że mogę wchodzić w takie miejsca gdzie inni nie mogą czy zamknięte strefy tzw. „zony” .Ubiegałem się o to 4 miesiące. Otrzymałem! Również przedłużyłem wizę z miesiąca na 2 miesiące bo liczę że tyle tutaj będę. Do Mongolii można otrzymać wizę na 30 dni a sam marsz zajmie, liczę że 52 dni. Oby.

Różnica czasowa między  Mongolią a Polską to +7 godzin  czasu wiec jestem do przodu. Dzisiaj jadąc  po paliwo do kuchenek   zobaczyłem jak Ułan Bator się rozrosło, na peryferiach stoją setki jurt -białych namiotów. Reasumując na razie  wszystko jest okey. a jak będzie to zobaczymy dalej. Ja tutaj  robię Mongolię a mój partner Marek Polchowski już organizuje dla nas Grenlandię. To bardzo fajny człowiek  ,dzięki Marku że jesteś.

Moje relacje  będzie można słuchać na antenie Radia” Kaszebe”na które już dzisiaj zapraszam oraz będzie można czytać w Magazynie i profilu facebookowym” Made in  Warmia/Mazury”. Moi patroni medialni  będą przekazywać  relacje. Dziękuje firmie „Intour Polska” za pomoc w zorganizowaniu noclegu w Ułan Bator oraz firmie „SupraSat” za umożliwienie zdawania relacji za pośrednictwem   łączy satelitarnych właśnie na antenie „Radia Kaszebe”. To moi od lat stali partnerzy. Dziękuję firmie” Kan-Therm „ i „Krispol” za pomoc w zorganizowaniu ekspedycji.

Myślę że kolejne relacje będą niebawem chociaż  zaznaczam ,Mongolia jest dziksza od Amazonki i  nie będzie takiej możliwości aby cały czas  pisać i wysyłać zdjęcia bo poruszam się   po dzikim terenie gdzie jest więcej koni niż ludzi a internetu nie będzie ani miasteczek . Chcę już być  w drodze bo nie cierpię siedzenia w jednym miejscu bo wtedy są złe myśli a tak liczy się świt,  pot i zmierzch . Trzeba iść aby gdzieś dojść i osiągnąć cel. 

Pozdrawiam, Marcin Gienieczko

   

 

 


23 lipiec 2016

Wyprawa do Mongolii .To wyprawa  w poszukiwaniu przygody. To wielki powrót do kraju od którego wszystko się zaczęło. Jak miałem 21 lat(1999 rok)  przemierzyłem Mongolie konno-600 km konno .Więcej tutaj: http://arch.voltahorse.pl/articles.php?id=669

 

Później opisałem tą wyprawę w Polskiej Edycji Playboya zarabiając  pokaźne honorarium. Wówczas takie były. Tak to się wszystko zaczęło. Jadę do Mongolii ażeby wejść w inny rytm eksploracji napierania. Nie będę wracał już do poprzedniego projektu Amazonka(chyba ze przy pisaniu książki którą w miedzy czasie tworze o Amazonce ) : http://warszawa.naszemiasto.pl/artykul/marcin-gieneczko-wzial-amazonke-za-rogi-i-pobil-rekord,3672190,artgal,t,id,tm.html

 

To już przeszłość ,historia . Ja nie lubię jak inni podróżnicy ciągle wracać do wyprawy która się zrobiło w młodości  i opowiadać na festiwalu  lub na blogu….To bez sensu. Trzeba cały czas iść do przodu. Taki jest Borge Ousland (pierwszy zdobywca Bieguna Północnego solo0czy Mike Horn(pierwszy zdobywca Amazonki solo)- wzory do naśladowania. Większość ludzi z eksploracji  po założeniu rodziny ,,siada”. Ja nie potrafię. Wręcz przeciwnie jeszcze większą chęć mam  napierania. Wracam do Mongolii ażeby przygotować się w marszu do Grenlandii a później  Antarktydy. Cel jeden przejść 1300 km z  85 kg wózkiem przez stepy i góry. Nie będzie to łatwa wyprawa .Zdecydowanie dziksza od Amazonki. Wielkie przestrzenie .W sierpniu będzie plus 20 we wrześniu minus 12. Trzeba przejść taki sam dystans jaki się robi na Biegun Południowy .Eksploracja wyczynowa to  umiejętność gry w szachy :nim zrobisz jeden ruch trzeba wiedzieć jaki będzie kolejny po to ażeby osiągnąć cel  .Trzeba taktycznie się przygotowywać i rozsądkowo. Musisz wejść w  odpowiedni rytm działania. Ten rytm musi być zgodny tylko z TWOJA filozofią a nie kogoś innego. Kiedyś kajakarz Chmiliński namawiał mnie abym płyną Rio Napo do Belem odmówiłem. Nie trzeba się słuchać ludzi którzy nie znają twojej misji . Chociaż powierzchownie uważają ,że wiedza więcej niż ty sam. Musisz się słuchać własnego ja. Ja ten projekt opracowywałem już będąc w delcie Amazonki. Ponadto robię też   film na  międzynarodową prezentację . Dzienny dystans jaki chce robić to 25 km ale  zobaczymy. Zaczynam z dawnej stolicy   Mongolii Karakorum. Czas znowu zacząć napierać! Zamienić się w nomada. Czyli wrócić do swoich. Swoją drogą zapraszam do Narodowego Muzeum Morskiego w Tczewie gdzie znajduje się moje canoe. Można odwiedzić i zobaczyć wiele lodzi i  kajaków oraz moja kanadyjkę.

 


22 lipiec 2016

Zapraszam do oglądania   na bieżąco marszu  przez Mongolie :1300 km pieszo przez step, góry i las. Przejście jest etapem wielkiego projektu ,,Droga na Biegun”. Śledź  live przebieg ekspedycji. Dzień po dniu!

 

http://www.gienieczko.pl/tracking/mongolia2016/


18 lipiec 2016

Światowy dokument   World Records Guinness dołączy do zbiorów Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku!

 

W dniu 18 lipca   Marcin Gienieczko  podróżnik i sportowiec  przekazał swój certyfikat   World Records Guinness – gdzie ustanowił przepłynięcie Amazonki  w 2015  roku w canoe na dystansie 5573 km od Atalaya do Belemhttp://www.guinnessworldrecords.com/world-records/longest-journey-by-canoe-%28kayak%29-solo do Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku.

 

Dyr. Muzeum  Dr. inż. Litwin zaznaczył ,że  jest to zaszczyt otrzymać taki dokument do zbiorów Muzeum. Warto dodać że Marcin Gienieczko w grudniu zeszłego roku przekazał swoje  canoe  w którym przepłynął Amazonkę. Czytaj tutaj:

http://www.nmm.pl/aktualnosci/canoe-juz-w-muzeum

 

 Canoe  oraz prestiżowy certyfikat firmujący wielki wyczyn Pana Marcina Gienieczko będzie  w zbiorach muzeum . -Jesteśmy dumni ,że będziemy mieli taki dokument wraz z  legendarnym canoe Marcina Gienieczko twierdzi dyrekcja Muzeum Narodowego w Gdańsku Maria Dyrka.

 

Canoe i  certyfikat będzie znajdował się od 20 lipca w  oddziale Narodowego Muzeum Morskiego w  Tczewie w Centrum Konserwacji Wraków i Statków .Ekspozycja dokumentu  i lodzi  jest obok jachtów – "Dali", "Opty" i "Kumki IV" – jednostek, odnowionych w ramach projektu budowy infrastruktury Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Wszystko przemija ale dzieła i materiały  zgromadzone  w Muzeum są dla pokoleń- twierdzi Marcin . To więcej warte niż napisanie książki.

 

-Od dnia dzisiejszego certyfikat nie jest moją własnością oddałem go tam ażeby wielu ludzi mogło zobaczyć światowy, prestiżowy dokument. U mnie na ścianie byłby tylko dla moich synów a tak jest dla wielu młodych ludzi. Wcześniej przekazałem polska nagrodę   otrzymaną na festiwalu podróżniczym w Polsce  dla Pomorskiego Hospicjum dla Dzieci w celu zlicytowania dla najbardziej potrzebujących więcej tutaj:

 

http://www.zagle.com.pl/wydarzenia/marcin-gienieczko-przekazal-nagrode-na-rzecz-hospicjum,1_17570.html

 

https://www.youtube.com/watch?v=jVqACeyTGj0

 

Mimo  światowego sukcesu Piotr Chmieliński kajakarz mieszkający na stałe w USA  postanowił  podważyć komisję World Records Guinnes twierdząc ,że  ten  rekord się nie należy dla Marcina Gienieczko gdyż nie zrealizował projektu tak jak zaplanował.. Światowa niezależna komisja z Londynu oddaliła  oficjalnie podważanie  kajakarza z USA  twierdząc:

 

 ,,Nie interesują nas podejrzenia, rozgrywki miedzy podróżnikami, czy też inni fachowcy. Dla nas liczą się nasze wymogi, nasze standardy i nasi eksperci. Pan nam dostarczył właściwą dokumentację, którą przeanalizowaliśmy tym samym uznając to za nowy rekord”.

 

Aby było ciekawiej  kajakarz sam wcześniej chciał  napisać  oficjalną rekomendację do Komisji World Records  Guinnes  jak i również  był w Kapitule festiwalu podróżniczego „Kolosy” w Gdyni  gdzie Marcin Gienieczko również otrzymał wyróżnienie  od polskiego środowiska podróżniczego. Warto dodać że słynnej himalaistce  Wandzie Rutkiewicz zarzucano(,,środowisko),że nie weszła na   ośmiotysięcznik Annapurnę.  –To po prostu ludzka zawiść  twierdzi Arkadiusz Pawełek, zawodowy nurek i żeglarz, który był świadkiem innego wyczynu dokonanego przez Marcina Gienieczko w 2013 roku kiedy to Gienieczko przepłynął tym samym otwartym  canoe w  27 godzin i 30 minut Bałtyk z Bornholmu(Dania) do  Polski(Darłowo). -Marcin robi to co inni chcą robić ale jakoś im się nie udaje tak jak jemu  a  w dodatku  jeszcze pomaga  dzieciom- twierdzi Prezes Pomorskiego Hospicjum Dla Dzieci w Gdańsku Małgorzata Bałkowska.

 

Gienieczko tłumaczył, że przekazując swój  dokument, certyfikat World Rekord Guinnes Muzeum chce pokazać np. młodzieży, że „nie trzeba się dobrze urodzić żeby realizować wielkie projekty”. „Większość ludzi szuka okrężnych i łatwych dróg w życiu, Amazonka pokazuje, jak długie i skomplikowane mogą być projekty” - dodał. Powiedział, że np. aby odebrać swoje canoe z urzędu celnego w Ekwadorze wysłał 977 maili. Przygotowania do wyprawy trwały dwa lata. A później jak się otrzyma  dużą nagrodę,  zdobędzie się mistrzostwo to ten tytuł trzeba jeszcze obronić. Czasami życie z dnia na dzień w Polsce  i  jest  trudniejsze niż przepłyniecie Amazonki i ustanowienie światowego rekordu. W trakcie  wyprawy zebrał pieniądze dla Pomorskiego Hospicjum Dla Dzieci gdzie jest wolontariuszem od 7 lat.

 

   Marcin Gienieczko ma 38 lat. Specjalizuje się w dużych projektach eksploracyjnych, jest dziennikarzem, podróżnikiem , zawodowym marynarzem śródlądowym. W 2003 roku przepłynął pontonem największą rzekę Alaski, Jukon. Pokonał góry Mackenzie i rzekę Kołymę. W 2012 roku samotnie przepłynął w canoe największą rzekę Syberii, Lenę, w 2015 roku dokonał trawersu Ameryki Południowej 700 km rowerem, 5980 km w canoe i  80 km marszobiegu. Marcin Gienieczko  niedawno powrócił jachtem” Krispol”  z Norwegii  w celu odebrania san  specjalnie zbudowanych na przejście Antarktydy i Grenlandii.

 

25  lipca  2016 rusza  w  2 letnią  etapową ekspedycje   przez Mongolię ,Laponie,  Grenlandie , Kanadę  oraz Antarktydę wszystko pieszo o własnych siłach gdzie celem jest zdobycie Bieguna Południowego w 100 rocznicę Niepodległości Polski.

   


6 lipiec 2016

Mongolia  2016

Zapraszamy na   nowe strony projektu:

Strona FB: https://www.facebook.com/GlobalProjectGienieczko

Oraz  na stronę gdzie będzie można obserwować marsz przez Mongolię 1300 km pieszo z wózkiem przez stepy, góry, przełęcze, las , bagna i najdalej na północy wysuniętą pustynię. Dystans taki sam jak na Biegun Południowy z wyspy Berknera.

Track Mongolia: http://www.gienieczko.pl/tracking/mongolia2016/

Pozycje będą wysyłane  2 razy dziennie w ramach dokumentacji projektu. Ciągnę 85 kg wózek ze sprzętem. Wyprawa rusza już 25 lipca. Założenie to w ciągu 60 dni pokonać wyznaczony dystans od dawnej stolicy Karakormu ( w 1999 roku tam byłem).Wówczas przejechałem 800 km konno przez Mongolie. Ciekawe jak się zmieniła Mongolia? Czy ktoś ostatnio tam był? Relacja poniżej : http://arch.voltahorse.pl/articles.php?id=669

 Teraz będzie marsz. W ramach  globalnego projektu ,,Droga na Biegun”. Przygotowanie  tracka zostało wykonane przez mojego  super kolegę Kacpra Jurak który  to również przygotowywał szlak według wytycznych World Records Guinness http://www.guinnessworldrecords.com/ na przepłyniecie Amazonki oraz odbierał moje wyróżnienie na festiwalu Kolosy kiedy ja odbierałem inna nagrodę:

 

Poniżej  dokumentacja:

 www.soloamazon.info/tracking

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ

Cały  track przedstawiamy wam  przed ekspedycją. Mowa o Mongolii bo Amazonka to już historia (ja do starej   historii nie lubię wracać  pragnę tworzyć nową!) liczy się teraz tylko to co jest przed mną a nie to co za mną. Wraz z moim partnerem   Markiem Połchowskim analizujemy moje sanie na przejście Grenlandii  i Antarktydy. Kacper Jurak z Adamem Wasilewskim moim serdecznym kolegą i kartografem opracowali mi szlak według moich wytycznych. Szlak jest już w Gpsach. Niebawem  rozpocznie  się długa wyprawa  wśród Nomadów…czyli wracam do swoich….Dziękuje firmie Krispol za wsparcie  i ,że  mnie dopingujecie!

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


 

Pozdrawiam,

 

Marcin Gienieczko


5 lipiec 2016

Film przedstawiający odebranie nagrody na Kolosach a ponizej komentarz czyli kto z kogo robi jaja????

 

https://www.youtube.com/watch?v=jVqACeyTGj0

 

 

Gienieczko zdobywa Amerykę Południową ,700 km rowerem przez Andy, 5980 km w canoe, 80 km marszobiegu .Gienieczko Ustanowił World Records Guinness przepłynięcie Amazonki w canoe na dystansie 5573 km od Atalaya do Belem,

 

Całość została oceniona przez NIEZALEŻNĄ, światową komisję, która nie wnika w personalne rozgrywki i pomówienia. Tu liczą się fakty. Komisja stwierdza:,, Nie interesują nas podejrzenia, rozgrywki miedzy podróżnikami, czy też inni fachowcy. Dla nas liczą się nasze wymogi, nasze standardy i nasi eksperci. Pan nam dostarczył właściwą dokumentację, którą przeanalizowaliśmy tym samym uznając to za nowy rekord”

Każdy wniosek o uznanie rekordu jest poprzedzony dokładną weryfikacją i musi być poparty szczegółową dokumentacją. Dla poszczególnych kategorii rekordów opracowane zostały odrębne regulaminy, których przestrzeganie ma bardzo istotne znaczenie i decyduje o ewentualnym wpisie do Księgi Rekordów. Od tamtych wydarzeń Księga Rekordów Guinness World Records™ stała się powszechnie rozpoznawalną marką, a jej wydawca zyskał pozycję lidera w gromadzeniu informacji na temat rekordowych wyczynów. Żadna inna organizacja na świecie, nie może poszczycić się zbieraniem, weryfikacją, autoryzacją i upowszechnianiem informacji światowych rekordów o porównywanym zasięgu, wiarygodności i tematyce




Polskie środowisko podróżnicze również Marcina Gienieczko wyróżniło na festiwalu Kolosy doceniając to przedsięwzięcie 13 marca 2016 roku, a jury Guinnessa uznało rekord 2 marca, czyli 11 dni wcześniej. Komisja Kolosów wiedziała o przyznanym rekordzie Guinnessa (Marcin przesłał jej członkom stosowną dokumentację). Wyróżnienie, które przyznano na Festiwalu Kolosy (13 marca) odebrał Marcina przyjaciel Kacper Jurak- twórca całego oprogramowania przepłynięcia Amazonki dla World Records Guinness: http://www.soloamazon.info/tracking/




Marcin tego dnia odbierał inną nagrodę (za całokształt osiągnięć sportowych), która została mu przyznana dużo wcześniej i której to odbiór potwierdził 1 lutego 2015. Po bojkocie jak to niektórzy powiedzieli przez Marcina Gienieczko festiwalu 2 osoby zaczęły podważać wyróżnienie Guinnesa. Rodzaj zemsty. Tym bardziej ,że Biuro Prezydenta Miasta Gdyni naczelnik Wydziału Komunikacji Społecznej i Informacji Grażyna Pilarczyk przesłała do Przemysława Szapar informacje prostujące , gdzie ten był oburzony postawa organizatora który nie przyjął (według Janusza Janowskiego brak miejsc) na pokaz jego prezentacji . Biuro Prezydenta Gdyni otrzymało informacje wówczas o podejrzeniach, nieprawidłowości na tegorocznym na festiwalu. Dzień wcześniej organizator znajduje miejsca i wstawia innych podróżników ci tym samym wygrywają festiwal w kategorii Wyczyn Roku. Marcin w odniesieniu się do tego zajścia zostaje podejrzany. Niestety nie trafnie.
Wyjaśnienie tutaj: http://mlodagdynia.pl/czytaj/gdynia-m...
Następuje rodzaj zemsty. Teraz pytanie kto z kogo robi jaja i w jaki sposób ? Najpierw wyróżniają a później się zastanawiają. Polskie piekiełko? Przedstawiający się za fotografa ,,extremalnego” Marek Arcimowicz napisał na swoim FB na ile są warte Kolosy. Po czymś takim. Opinia jest u odbiorców.
Gienieczko swoje wyróżnienie parę dni później po otrzymaniu oddał dla Pomorskiego Hospicjum Dla Dzieci w celu zlicytowania na rzecz najbardziej potrzebujących:

http://www.tvn24.pl/ciekawostki-micha...

Marcin jest wolontariuszem Pomorskiego Hospicjum dla Dzieci od 7 lat . Informacje przekazał dla Janusza Janowskiego oraz Piotra Chmielińskiego ,którzy analizowali płyniecie Amazonką oraz red naczelnego miesięcznika Żagle Waldemara Heflicha ,że wyróżnienie zostanie zlicytowanie właśnie na rzecz najbardziej potrzebujących czyli DZIECI:

http://www.zagle.com.pl/wydarzenia/ma...

Warto dodać ,że na festiwal Kolosy 2015 został zgłoszony oficjalnie przez Małgorzate Bałkowską Prezes Pomorskiego Hospicjum , która napisała w oficjalnym piśmie ,że Marcin jest dla nich ,,KOLOSEM”!
Marcin Gienieczko na gdyńskim festiwalu odebrał wyróżnienie w następujących latach:
1-przepłyniecie Mackenzie rok 2005. Fragment film poniżej emisja Kolosy 2005
https://www.youtube.com/watch?v=YKaS2...

2-wyprawa żeglarska wraz z Kapitanem Remigiuszem Trzaska na jachcie Panorama za rok w roku 2006

3-wielki triathlon przez Amerykę Południowa raz z rekordowym przepłynięciem Amazonki w canoe. Rekord wcześniej doceniła komisja Guinnesa 2015 i Polskie biuro rekordów.


29 czerwiec 2016

Moja wizja:

http://www.tvn24.pl/ciekawostki-michalki,5/marcin-gienieczko-w-tvn24-opowiada-o-podrozy,600628.html

 

Postawa  Jakuba Blaszczykowskiego  jest imponującą. Dużo człowiek doświadczył. Jego mam została zamordowana, wychowywała go babcia. Wujek uczył grac w piłkę .Będąc już zamożnym człowiekiem trzymając się słów  ,że ,,dzielny człowiek myśli o sobie   na końcu pomagał i pomaga innym. Właśnie  postanowił przekazać ćwierć miliona   złotych na pomoc dla chorego chłopca. Lewy  czas na ciebie!

Wyprawy wyprawami ludzie robią rekordy ale nie  myślą  o innych. Ostania mój projekt  zebrał sumę dla dzieci łącznie  około 30 tyś złotych. Tyle udało mi się  żebrać za sprawa Amazonki. Może to mało. w porównaniu z Bałszczykowskim ale  zawsze coś. Przekazałem swoje honorarium   z  firmy Oceanic 10 tys  złotych dla Pomorskiego Hospicjum. A już niebawem licytacja moje nagrody otrzymanej za wyczyn roku na festiwalu ,,Kolosy”:

http://www.zagle.com.pl/wydarzenia/marcin-gienieczko-przekazal-nagrode-na-rzecz-hospicjum,1_17570.html

 

Mi  taka nagroda nie potrzebna a  innym   wsparcie potrzebne. Kasa zawsze jest przy okazji Człowiek zapiernicza cale życie  a później okazuje się ze jest chory na raka i …i koniec wizji  na świat.


 

Pozdrawiam,


22 czerwiec 2016

Nasz  rejs   do Narodowego Muzeum Morskiego w Oslo  zakończył się szczęśliwie ale też nie obyło się od morskich przygód. W dniu 4.06.16r kiedy wypływaliśmy do Oslo , wypływał  także Bartek Czeresiński w  samotny rejs dookoła świata.

 Niestety w cieśninach duńskich zderzył się ze statkiem. Kiedy stałem przy sterze i prowadziłem jacht na zmianę z Remigiuszem Trzaską  tak ruchliwego akwenu morskiego nie widziałem. Statek jeden za drugim płynął. To właśnie w tym miejscu młody żeglarz miał morską kolizję. My dopłynęliśmy do Oslo 10 czerwca po 5 dniach płynięcia. To bardzo szybko. Mieliśmy sprzyjające wiatry. Przed wejściem do Oslofiordu złapał nas silny wiatr w porywach do 8B  Tutaj ster przejął Kapitan  Żeglugi Wielkiej Remigiusz Trzaska który uczestniczył w  takich rejsach jak z Sydney do Świnoujścia a aktualnie jest kapitanem na dużych żaglowcach. Pokazał nam jak się żegluje pod wiatr. Fale były duże  około 4 metrów. Musieliśmy halsować. Walka trwała  około 24 godzin aby wpłynąć do Oslofiordu. Nasz jacht zacumowaliśmy pod Muzeum Polarnym Fram. To z tego miejsca  wyruszył legendarny podróżnik Borge Qusland wraz ze swoimi towarzyszami w rejs dookoła Bieguna Północnego w jednym sezonie. Udało im się to zrobić ,przejść Northwest Passage  oraz  North  East  na niewielkim katamaranie. To tutaj jest miejsce narodzin wielkich wypraw. Stoi tratwa Kon-tiki  Thor Heyerdahl .Legendarny Fram gdzie Amundsen jako pierwszy człowiek zdobywa Bieguna Południowego w 1911 roku dokonał. Też stoi statek „Goja” na którym pokonał legendarne przejście NorthWest Passage. Dlatego też musiałem się tutaj znaleźć, w miejscu narodzin wielkich wypraw i z tego miejsca  ruszyć dalej w stronę Bieguna Południowego. W Narodowym Muzeum Morskim w Oslo zostały oficjalnie przekazane przez dyrekcję tego Muzeum sanie na Biegun Południowy. Po 3 nocach postoju ruszyliśmy w  drogę powrotną. Powrót przez Kattegat zażądał nieco większego wysiłku przy przebijaniu się pod przeciwny wiatr. Tuż za Skagen złapał nas silny porywisty wiatr  wiejący do 7B.Płyneliśmy na  foku i refowanym grocie. W drodze do Oslo urwał się nam ref grota i od tej chwili płyneliśmy na refowanym grocie no i całe szczęście bo mieliśmy cały czas silne, porywiste  wiatry.16 czerwca  dopłynęliśmy do Nexo na Borholmie. To z tego miejsca w 2013 roku w swoim canoe przepłynąłem  Morze Bałtyckie na trasie Bornholm –Darłowo w  27 godzin i 30 minut. Niestety głęboki niż który pojawił się nad wybrzeżem Polski nie pozwolił nam wyjść  tego samego dnia. Postanowiliśmy przeczekać. Wypłynęliśmy 17 czerwca o godzinie 17.30.Morze było spokojne .Około 1-ej w nocy nasilił się wiatr. Prowadziłem jacht, miałem nocną wachtę  na zmianę z Remigiuszem Trzaską z którym już płynąłem w 2006 roku na Ziemię Franciszka Józefa. To Remigiusz uczył mnie żeglarstwa  i wszelką wiedzę jemu zawdzięczam. Około drugiej w  nocy kiedy sam w ciemnościach  prowadziłem jacht, wszyscy spali(próbowali zasnąć)   ster przestał reagować  na wyznaczony kurs. Raptownie  jacht  zszedł z kursu i okręciło go o 180 stopni .Próbowałem korygować lecz nic to nie dało. Płynąłem na foku i refowanym grocie. Bom zaczął latać na  obie strony dlatego założyliśmy kontra szot. Obudził się Remigiusz i przejął ster mając już wcześniejsze takie doświadczenia. Siła wiatru wzrasta ,za plecami pojawiły się  3,5metrowe  fale. Remigiusz włączył silnik próbując ustawić kurs jachtu. .Niestety ster nie reagował. Spojrzał na mnie i w spokoju powiedział ,nie mamy steru! Wszyscy  zamarli , w takich warunkach, w ciemnościach, nasilający się wietrze  straciliśmy ster.

 

Jak to widział kapitan Trzaska?

 

W prognozach pojawił się sztormowy niż nad południowo-wschodnim Bałtykiem, postanowiłem przeczekać w Nexø na Bornholmie, aż pójdzie dalej na NE. Dzięki temu po zachodniej stronie odchodzącego niżu pojawiła się strefa umiarkowanych wiatrów z NW-W. Nic lepszego nie mogło się trafić komuś, kto chce płynąć w kierunku Rozewia. Prognoza sprawdziła się jak rzadko i przy wietrze NW-W 4-5 oB mknęliśmy baksztagowym kursem z prędkością 5,5 do 6 węzłów dokładnie w pożądanym kierunku.

Niestety w połowie drogi wydarzyło się coś, co nie powinno mieć miejsca w tych warunkach. Straciliśmy ster. Nie mam na myśli zacięcia maszynki sterowej, urwania sterociągu, ani nic podobnego, co moglibyśmy zastąpić sterowaniem awaryjnym. Zgubiliśmy płetwę sterową i próba wpływania na kierunek poruszania się okazała się całkowicie nieskuteczna. Mogłem jeszcze czekać, aż wysztranduję w pobliżu Rozewia, a przy odrobinie szczęścia nawet minąć przylądek i wejść na Zatokę Gdańską. To jednak odsuwało problem w czasie, a nie rozwiązało go. Nie pozostało nic innego jak wezwać holownik i udać się do najbliższego portu. Tak tez się stało. Z braku odpowiedniej jednostki holowniczej w tym rejonie statek ratowniczy Orkan podjął się doprowadzić nas do portu w Ustce. Nie było to proste, bo jacht, który spokojnie dryfował, nie miał ochoty podążać za ratownikiem i ustawiał się bokiem do ustalonego kursu. Jednak dzięki ekipie SAR-u dotarliśmy bezpiecznie do portu wzbudzając zainteresowanie licznych już turystów i poszukującej śladów sztormu sprzed ok. doby ekipy TVP Gdańsk.

 

Remigiusz B. Trzaska

Poniżej materiał  TVP Gdańsk

 

http://gdansk.tvp.pl/25835053/uszkodzony-jacht-zatrzymane-kutry

 Reasumując   rejs który zapowiadał się dość łatwy okazał się czasami extremalny, Dzięki niemu zdobyłem jeszcze większą wiedzę w zakresie żeglarstwa. Sanie na Biegun Południowy dostarczone. Dopłynęliśmy do Ustki 18 czerwca w dniu moich 38 urdzin o godzinie  14.00 Jak na  moje urodziny było dość dużo emocji  ale i szczęścia.  Teraz kolejny etap projektu niebawem ruszam na przejście  pieszo Mongolii -1300 km ciągnąc  specjalnie skonstruowany wózek. Korzystając z okazji chcę podziękować dla Remigiusza Trzaski za  wielka pomoc i rozsądkowe podejście do każdej sytuacji , oraz dla Firmy „Krispol” oraz  „Than Kerm” za wsparcie .Również dziękuję dla zespołu Jana Przechodzeń, Rafała Wojdy oraz Stefana Czerwińskiego za to że mogliśmy wspólnie żeglować  mając jeden cel, przywieść specjalnie wybudowane sanie na Biegun Południowy.

 


18 czerwiec 2016

Dziś, 18 czerwca dopłynęliśmy do Ustki. Tym samym misja została zakończona, choć nie obyło się bez emocji.
O 2.00 w nocy na mojej wachcie zerwały się linki steru. Łódka nie miała możliwości manewru. Staliśmy w dryfie.
Kapitan Remigiusz Trzaska zadecydował poprosić o pomoc SAR. Byliśmy 25 mil od Ustki. Z pomocą SAR-u dotarliśmy do portu. Tu kończymy naszą morską przygodę. Na Bałtyku sztormowa pogoda 7-8B
 
Już jutro zapraszam wszystkich do Bydgoszczy, gdzie będę opowiadał o przepłynięciu Amazonki i ostatnich morskich wydarzeniach. Festiwal nazywa się "Ster na Bydgoszcz". Zapraszam.

16 czerwiec 2016

Jacht Krispol dopływa do Bornholmu.  W 2013 roku z tego samego miejsca, właśnie z wyspy Bornholm, Marcin dopłynął w canoe do Gdyni w 27 godzin. Teraz będzie czekał na przejście głębokiego niżu, który przesuwa się od Świnoujścia.   

Jutro, w piątek zapowiadany jest sztorm 9b w porywach do 10b. Decyzja kapitana jest następująca: Wypływamy w piątek o 19.00 w kierunku Gdyni. Załoga składa się z: kapitana Remigiusza Trzaski, nauczyciela żeglarstwa Marcina, Rafała Wojdy, Stefana Czerwińskiego ... Jacht Krispol. Zespół mały, ale zgrany. Na pokładzie, w kajucie kapitana sanie na biegun, które transportujemy z Oslo.


15 czerwiec 2016

Marcin z załogą jachtu "Krispol" znajduje się niedaleko Kopenhagi,wczoraj wiało 7B.Musieliśmy w nocy wpłynąć do portu u wybrzeży Danii.
W piątek jest przewidywany sztorm na Bałtyku.Marcin marzy aby  dopłynąć do Polski na swoje 38 urodziny tj.18.06.2016r .

14 czerwiec 2016

Dzisiaj ostro wieje,jacht Krispol już koło Danii, mamy 4-metrowe fale.


11 czerwiec 2016

Dopłynęliśmy 9 czerwca do Oslo. Zacumowaliśmy tuż pod legendarnym muzeum Fram, poświęconemu „najsilniejszemu statkowi świata-Fram”. To nim Amundsen dopłynął do Antarktydy, skąd rozpoczął morderczy wyścig na biegun południowy, który jako pierwszy zdobył. Wczoraj je właśnie zwiedzałem.
Spod muzeum Fram, Borge Ousland, legenda współczesnej eksploracji wyruszy w rejs dookoła bieguna północnego. Borge będzie wspierał mnie w trakcie trawersu Grenlandii.
Dziś, czyli 11 czerwca odebrałem swoje sanie na Biegun Południowy. Sanie zostały przywiezione do Narodowego Muzeum Morskiego w Oslo, gdzie oficjalnie zostały przekazane przez Panią Aleksandrę Eriksen z Polish Connection, która to finansowała zakup sań.
Spotkałem się też z polarnikiem, który dokonał już 3 trawersów Grenlandii.
Droga do Oslo początkowo była gładka jak stół, ale przed wejściem do Fiordu Oslo, mocno powiało. W porywach do 8B. Nocne wachty, po 2 godziny snu, ale dotarliśmy. Planowaliśmy dzisiaj, 11 czerwca wypłynąć, ale na Morzu Północnym jest silny wiatr, który uniemożliwia nam spokojne przepłynięcie. Remigiusz Trzaska, z którym płynąłem w 2007 roku na Ziemię Franciszka Józefa zadecydował, że wypłyniemy jutro po 12.00. Nasz jacht Krispol jak na razie spisuje się dzielnie, choć na Bałtyku zerwał się nam fał grota. Popłynęliśmy na dwóch refach.
Chciałbym podziękować firmie Krispol za pomoc w trakcie wyprawy. Kibicujemy Naszej drużynie, w której gra Łukasz Piszczek. Łukasz Piszczek i ja jesteśmy ambasadorami firmy KRISPOL.

 


9 czerwiec 2016

Marcin wraz z załogą jachtu "Krispol" dopłynął do Oslo,zacumował koło Narodowego Muzeum Morskiego i blisko szkunera "Fram"
Tutaj znajduje się popiersie Amundsena pierwszego zdobywcy Bieguna Południowego i opis jego wyprawy.
W dniu 11.06.2016r(sobota) o godz .13-tej odbędzie się oficjalne przekazanie sań przygotowanych na zamówienie których produkcja trwała 3 miesiące. Sanie zostały przygotowane dzięki firmom Polish Connection i Unihouses. Zapraszamy wszystkich Polaków mieszkających w Oslo na to spotkanie.

4 czerwiec 2016

Marcin rozpoczyna swój globalny projekt płynie jachtem Krispol


2 czerwiec 2016

Marzenia się spełniają wystarczy tylko być wiernym sobie…a może aż tylko? Czas znowu zacząć napierać!
Podróżnik/sportowiec postawił sobie za cel przemierzyć pieszo Mongolię, Kanadę (góry Mackenzie) oraz Grenlandię. W dniu 4 czerwca o godzinie 10.00 wyrusza jachtem Krispol (z pod Hotelu Hilton) w I etap morski projektu do Norwegii. Aby taką wyprawę zorganizować trzeba się przygotowywać jak do Igrzysk Olimpijskich. Wielki proces przygotowań. Na Antarktydzie nie mam możliwości popełnienia błędu. Jeżeli się popełni to jest to pewna śmierć dlatego proces przygotowań jest tak bardzo duży. To globalny projekt. Płynę do Oslo jachtem Krispol ażby odebrać moje sanie na Biegun Południowy .Były specjalnie budowane na tą okoliczność. Norwegia to kraj najlepszych explorerów , polarników. Tam w Narodowym Muzeum Morskim gdzie będzie spotkanie z najlepszymi miedzy innymi z Borge Ouslandem zostaną przekazane sanie. Bankiet jest planowany na 13.00, 11 czerwca. A później? Przejście Najpierw planuję przejść 1400 km ze specjalnie przygotowanym na te przejście wózkiem. Obciążenie takie same jak bym ciągnął sanie na Biegun Południowy-100 kg. Dystans taki sam jak na Biegun Południowy. Trzeba wchodzić bardzo dokładnie i stopniowo z rozsądkiem w cały projekt. Liczyć na siebie, skupić się, przygotowywać kondycję. Później przejście Laponii 240 km. Następnie projekt przejścia Grenlandii to 1200 km. Ciągnę takie same obciążenie jak na Biegun Południowy(mowa o saniach).Cel przedsięwzięcia to podwójny trawers. Jest to bardzo ważne gdyż zamierzam przejść z partnerem (na Grenlandii nie można iść solo, przepisy bezpieczeństwa nie pozwalają ).Jeżeli przejdę 600 km później, dochodzę do cywilizacji i muszę się skupić aby wrócić tą samą drogą .Dlaczego? Gdyż moim celem jest zdobyć Biegun Południowy w obie strony. Wiąże się to z dużą kondycją, motywacją i jeżeli zdobywca Bieguna dojdzie do stacji Scotta musi mieć świadomość że musi wrócić do wybrzeża Antarktydy. Nie może zmienić planu i powiedzieć że mu się już nie chce. Dlatego tutaj jest niezbędna motywacja i bardzo dokładnie zaplanowana logistyka. Grenlandia jest bardzo podobna do Antarktydy. Rozłożenie takich sił jak i również motywacji jest bardzo ważne. Grenlandia będzie swoistym korytarzem do Bieguna Południowego. Później po Grenlandii jest przejście Gór Mackenzie. Ktoś by się spytał a po co ci góry Mackenzie? Między Grenlandią a Antarktydą. Warto dodać że przejście Grenlandii mam zamiar pokonać z partnerem. Aby później swoją psychikę skupić tylko na samym sobie i na tym ,że jestem w stanie powrócić do przemyśleń i rozwiązań solowych ,trzeba znowu wrócić do przedsięwzięcia samotnego bez pomocy osób trzecich. Ponadto Góry Mackenzie to swoisty test psychiczny a między tymi przedsięwzięciami wyrobienie jeszcze mocniejszej kondycji. Tego typu przedsięwzięcie to ciągle doskonalenie swojej postawy, sprzętu i psychiki łącznie z kondycją.10 października 2018 roku moim celem jest wyruszyć na Antarktydę i zdobyć Biegun Południowy w obie strony z wyspy Berknera i powrócić do wybrzeża co jeszcze nikomu się nie udało zrealizować taka trasę. Warto dodać ,że Marek Kamiński zdobył Biegun Południowy w jedna stronę. Czy tak się stanie? Czy tyle będę miał siły? Zobaczymy bo wszak na elementy prawdziwej przygody ma wpływ jeszcze zdrowie, motywacja, kondycja, psychika i budżet. Ostatnio ustanowiłem World Records Guinnes na canoe przepływając Amazonkę . Wierze ze misja się powiedzie tym razem również ale mając duży optymizm ,rozsadek i samozaparcie. Koszt przedsięwzięcia to 600 tyś złotych. Taniej się nie da. Same uszycie żagli to koszt 18 tyś złotych, koszt sań to 14 tyś złotych …itp. Budżet nie jest zapięty ale jeszcze czasu trochę mam. W trakcie tego projektu do Kanady mam zamiar zabrać dzieci z Domu Dziecka.
Honorowy patronat nad przedsięwzięciem objął Polski Komitet Olimpijski


29 maj 2016

Marcin Gienieczko z oficjalnym certyfikatem World Record Guinness!!!

http://www.guinnessworldrecords.com/world-records/longest-journey-by-canoe-%28kayak%29-solo


http://biurorekordow.pl/najdluzsza-podroz-canoe-rekord-guinnessa/


Komisja analizowała płyniecie według dwóch nadajników satelitarnych spot , które przekazywały prędkość płynięcia i przebyty dystans co 10 minut. Żadna ekspedycja zrealizowana wcześniej na Amazonce takiej dokumentacji nie posiada. Co istotne, kilometraż był naliczony z traca dwóch GPSA i spot LIVE- dwa spoty.  Komisja Guinnessa ma swoje zasady, swoich analityków i ekspertów i to ona uznała mój wyczyn za rekord. Tym samym poprzedni rekord w tej kategorii należący do Helen Skelton z Wielkiej Brytanii wynoszący 3234 km został pobity. Środowisko, (w tym kajakarz  West Hanse , który już jest znany komisji Guinnessa) również kwestionowało jej wyczyn. Na co komisja odpowiedziała: Degree of controversy surrounds the speed for distance claim but Guinness World Records defended the award saying "We are aware of explorers who have achieved longer distances, but Helen Skelton’s application was the first that Guinness World Records had received specifically for the distance".  Warto dodać, że startowałem w kategorii canoe, Amazonka, fabryczne canoe ,wyznaczony wcześniej dystans na Amazonce itp. To wszystko jest brane pod uwagę. Wielu ludzi nie rozumie analizy Guinnessa, wielu liczy na rekord, swój rekord w kategorii Guinness. Każdy wie, że to prestiż i uznanie światowej rangi. Większość, (patrząc w kategorii World Records Guinness ) myśli tylko o samym przepłynięciu, przejeździe rowerem lub jakimś skoku, a na rekord składa się wiele czynników. Wcześniej należy np. podać zalotny szlak płynięcia i zrealizować go dokładnie według tej wytycznej. Każdy, kto choć zetknął się z eksploracją wie jak niezwykle jest to trudne. Prawdziwą przygodę nie sposób zaplanować . Dlatego docenienie tego projektu jest dla mnie dużym i szczególnym wyróżnieniem.  Zarejestrowana trasa całego mojego projektu


 http://www.soloamazon.info/tracking/


 http://www.gienieczko.pl/pdf/triatlon.xls.pdf


 https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=1TRb_qsPUUqWU0VKDuMCd8V-5Q9w


 Całość została oceniona przez NIEZALEŻNĄ, światową komisję, która nie wnika w personalne rozgrywki i pomówienia. Tu liczą się fakty.
 Warto przypomnieć historię powstania rekordów Guinnessa.
 Podczas polowania w 1951 roku w Irlandii w hrabstwie Wexford Sir Hugh Beaver (obecny dyrektor firmy Guinness) wdał się w dość zażarty spór na temat europejskich ptaków łownych. Podczas dyskusji próbowano ustalić, który ptak – siewka złota, czy szkocka kuropatwa jest najszybszym łownym ptakiem Europy. Podobny spór miał miejsce jeszcze jakiś czas później, gdzie dyskutujące osoby spierały się o to, czy szybszy jest głuszec właściwy, czy też złota siewka. W tym właśnie momencie narodził się pomysł na stworzenie książki, w której można by znaleźć informacje na takie właśnie pytania. Sir Hughan postanowił spisywać wyniki sporów i dyskusji, jakie toczyły się w pubach, a następnie wydawać je w formie książki. 
 Każdy wniosek o uznanie rekordu jest poprzedzony dokładną weryfikacją i musi być poparty szczegółową dokumentacją. Dla poszczególnych kategorii rekordów opracowane zostały odrębne regulaminy, których przestrzeganie ma bardzo istotne znaczenie i decyduje o ewentualnym wpisie do Księgi Rekordów. Od tamtych wydarzeń Księga Rekordów Guinness World Records™ stała się powszechnie rozpoznawalną marką, a jej wydawca zyskał pozycję lidera w gromadzeniu informacji na temat rekordowych wyczynów. Żadna inna organizacja na świecie, nie może poszczycić się zbieraniem, weryfikacją, autoryzacją i upowszechnianiem informacji światowych rekordów o porównywanym zasięgu, wiarygodności i tematyce.
 Polskie środowisko podróżnicze również mnie wyróżniło na festiwalu Kolosy doceniając to przedsięwzięcie 13 marca 2016 roku, a jury Guinnessa uznało mój rekord 2 marca, czyli 11 dni wcześniej. Komisja Kolosów wiedziała o przyznanym mi rekordzie Guinnessa (przesłałem jej członkom stosowną dokumentację). Dlaczego zatem zostało mi przyznane wyróżnienie? Dlaczego nikt wówczas nie kwestionował rekordu?
 Zostałem mile przywitany na festiwalu Kolosy. Pan Chmieliński zadzwonił do mnie po prezentacji o 12.00 w nocy, w sobotę 12 marca złożył podziękowania i wyrazy uznania dla prezentacji. Poprzedzone to było taką oto korespondencją:
 )! Nie mam pytan - cieżkich tym bardziej. 

 

2)Jeżeli potrzebujesz jakiegoś mojego potwierdzenia przy składaniu dokumentów do Kolosów to takie oświadczenie mogę napisać. 

3)Marcin,Ja nic nie potrzebuje. Widziałem co zrobiłeś.

 Rób coś nowego - Amazonka i tak będzie płynęła dalej.

 
  Gdzie zatem geneza problemu ? (podziękowanie dla Pana Piotra za podesłany link !!!):

 https://klubpodroznikow.com/forum/51-prasa-/13739-czy-na-festiwalu-kolosy-sa-uklady-i-kumoterstwo#14033


 Ktoś wysyła maile i oficjalne pisma z pytaniem do Prezydenta Gdyni, czy na festiwalu Kolosy są jakieś nieprawidłowości. Nastał jakiś konflikt interesów. Wystosowano pytania do których organizator Festiwalu musiał oficjalnie się odnieść. Pojawił się również komentarz na portalu podróżniczym. Ja zostałem poinformowany o zaistniałej sytuacji przez znajomą z biura Prezydenta Gdyni. Zdarzenie skomentowałem na swoim blogu i FB i wówczas to stałem się podejrzanym. Od wielu lat jestem zastraszany rożnymi sprawami a w 2011 moja sprawa zajął się prokurator. Postanowiono zatem ukarać potencjalnego sprawcę. Sprawa jest analizowana.


 Wyróżnienie, które przyznano mi na Festiwalu Kolosy (13 marca) odebrał mój przyjaciel Kacper Jurak- twórca całego oprogramowania przepłynięcia Amazonki dla World Records Guinness. Ja tego dnia odbierałem inną nagrodę (za całokształt osiągnięć sportowych), która została mi przyznana dużo wcześniej i której to odbiór potwierdziłem. Kacper poinformował o przyczynie mojej nieobecności. Ktoś znowu niewłaściwie to zinterpretował, co skutkowało kolejną falą oszczerstw. I nagle mój rekord staje się kontrowersyjny. Po powyższych zdarzeniach następuje kolejna analiza mojej wyprawy mimo, że była już analizowana, zatwierdzona i doceniona wyróżnieniem przez to samo grono. Powstaje artykuł, który ma na celu podważenie mojej wiarygodności, a którego głównym ekspertem jest członek grona, który ów wyróżnieniem mnie nagrodził, zaś autorem publikacji jest dziennikarz, który z nim współpracuje. 

 Nie wiem kto i jaki ma w tym wszystkim cel, wszak wrogów mam wielu. Takich jak ja, ludzi o innych (mniej poprawnych) poglądach na życie często się wyklucza. (...) Dobro, to dobro, zło, to zło, czarne jest czarne, a białe jest białe, a wartości są kwestią nadrzędną. Wolę być wykluczony, niż dostosowany. Moją największą zdolnością jest – mówiąc krótko – nie ulegać. Wolałbym utonąć z niezłomnymi zasadami , niż unosić się na powierzchni jako oportunista.
 Wypowiedź komisji World Record Guinness: "Nie interesują nas podejrzenia, rozgrywki miedzy podróżnikami, czy też inni fachowcy. Dla nas liczą się nasze wymogi, nasze standardy i nasi eksperci. Pan nam dostarczył właściwą dokumentację, którą przeanalizowaliśmy tym samym uznając to za nowy rekord". Tak stwierdziła komisja World Record Guinness. W tym roku jest realizowana kolejna ekspedycja na canoe , która zamierza pobić mój rekord (żeby było ciekawej współpracuje z nimi dzieląc się swoim doświadczeniem) http://www.otasurvivalschool.com/down-the-amazon/ , bo takie według mnie jest właściwe podejście, taka jest moja definicja zdrowej konkurencji. Ten rekord jest dla mnie ukoronowaniem całokształtu, nie tylko przepłynięcia Amazonki, ale całych lat pływania na canoe. Wcześniej przepłynąłem w canoe Makcenzie, Lene, Rio Napo, startowałem wyścigu na Jukonie  River Quest (wycofanie się z powodu kamicy nerkowe po przepłynięciu 400 km w tym 320 km no stop bez spania w 31 godzin i 30 minut. Przepłyniecie no stop wietrznego jeziora Labarge (Yukon Terytorium), 48 km w 9 godzin pod wiatr -no stop canoe cargo czyli nie wyścigowym canoe, czy przepłyniecie non stop Bałtyku na trasie Borholm -Darłowo 110 km w 27 godzin i 30 min a dopiero później była legendarna Amazonka.


 Kto chce, niech funkcjonuje w świecie rozgrywek. To nie mój świat, nie moja bajka. Dla mnie temat Amazonki jest zamknięty. Mam kolejne cele, a ich realizacja jest moim światem i w takowym chcę funkcjonować. Będąc poza. Poza wszelakimi personalnymi potyczkami. Aktualny cel- jasny i zimny. Biegun Południowy !
 Dla wszystkich przysyłam piosenkę, którą kończyłem prezentację na festiwalu KOLOSY:
 Urodziłem się w Polsce!


https://www.youtube.com/watch?v=5RO2mvOSGpU


28 maj 2016

Czy nagrody są ważne?

Odbiór tegorocznego wyróżnienia na festiwalu Kolosy( w moim imieniu Kacper Jurak) za trawers Ameryki Południowej od Pacyfiku po Atlantyk -przepłynięcie Amazonki w canoe , które również zostało docenione przez światową organizacje World Rekords Guinnes
 
 
 
, osobiście nie mogłem odebrać gdyż równolegle w tym samym czasie odbierałem inną nagrodę. W swoim życiu otrzymałem trzy takie tabliczki- wyróżnienia. Przepłynięcie Mackenzie, rejs z Remigiuszem Trzaską na Ziemię Franciszka Józefa gdzie 4 czerwca wypływamy ponownie, wspólny rejs i wspomniana Amazonka. Nagrodę kilka dni później oddałem najbardziej potrzebującym czyli dzieciom z Pomorskiego Hospicjum .Informacje te przesłałem dla jury Kolosów. Ponieważ moim zdaniem najważniejsze to dawać radość innym ,a nie sobie.

http://www.zagle.com.pl/wydarzenia/marcin-gienieczko-przekazal-nagrode-na-rzecz-hospicjum,1_17570.html

A co inni myślą o nagrodach, przyjęciach do klubów, festiwalach itp itd.? Pisze Arkadiusz Pawełek, uczestnik regat Sydney-Hobart

-Miałem być przyjęty do The Explorers Club. Do Wrocławia przyjechał Majcherczyk, kajakarz, który przepłynął kanion Colca, byliśmy nawet razem u profesora Rogowskiego na obiedzie. Majcherczyk powiedział, że została podjęta decyzja, że do TEC zostanie przyjęty Koperski i ja. Potem pojechał na spotkanie z Koperskim, do Krakowa. Kilka dni później zadzwonił Romek z gratulacjami z okazji przyjęcia do klubu. Rozmawiałem o tym z rodziną i moimi przyjaciółmi we Wrocławiu. A parę dni później Majcherczyk zadzwonił do mnie i powiedział, że decyzja o przyjęciu mnie do Klubu została odwołana, bo „rozpowiadam” o tym. Pytanie brzmi: Za co w takim razie przyjmują do klubu? Za osiągnięcia czy za coś innego? A ja przecież nikogo nie informowałem o tej decyzji klubu... Więc kto?
Rozmawiałem o TEC z J. Pałkiewiczem. Stwierdził, że postąpiłem dobrze, nic nie robiąc w tej sprawie. Bo i co tu można było zrobić? Myślę, że moimi dokonaniami dodałbym tylko splendoru polskiemu oddziałowi TEC. Teraz to ja nie jestem zainteresowany-relacjonuje Pawełek. -Kiedy byłem komandorem rajdu Poland Trophy, pojawiły się tysiące postów na różnych forach, gdzie ludzie się kłócili, opluwali, zastanawiali, czy jest to najlepszy rajd w Polsce, bo organizując Poland Trophy, taki postawiliśmy sobie cel. NIGDY nie odpowiadałem na żadne zaczepki. Robiłem swoje. Co prawda już nie pracuję przy rajdzie, a i sama impreza w zasadzie upadła, ale bardzo wiele osób ze środowiska off-roadowego kojarzy mnie z tym rajdem i nawet ci, którzy przedtem pisali niezbyt pochlebne komentarze, mówią, że szkoda, że imprezy już nie ma, bo to był NAJLEPSZY rajd w Polsce, który ustanowił standardy, jak powinna wyglądać dobra impreza. Rafał Król podróżnik z Trójmiasta który zrealizował wyprawę na Kamczatkę powiedział kiedyś kiedy go wiozłem swoim samochodem że jego wielka wyprawa na Kamczatkę nawet nie otrzymała wyróżnienia na Kolosach i nie chce więcej pokazywać swoich projektów w Gdyni. Bardzo dziwne podejście człowieka a może nie? Czasami trzeba pokazać swoją kuchnię pod warunkiem że jest się dobrym kucharzem(ktos mi tak powiedział..). Tak ja uważam. Natomiast inny podróżnik Przemysław Szapar z Gdyni poczuł się urażony że nie został przyjęty na prezentację podczas tegorocznych Kolosów i wszedł w dyskusję z Panem Janowskim mając pretensje że jego partner z ekspedycji był na prezentacji a on nie był i jak mi powiedział nie popiera tego typu rozwiązań. Gdyż to nie jest sprawiedliwe. Czy nagrody są ważne i wyróżnienia? Sławek Skalmierski który przepłynął North West Passage powiedział że kurz tylko na nich osiada , nawet są czasami z nimi problemy. Ja nadal upieram się ,że czasami warto niebawem będę przedstawiał projekt na światowym festiwalu.Moja refleksja:

Dla mnie największą nagrodą i wyróżnieniem jest to jak moja książka sprzeda się z dodrukiem i wielu ludzi ją przeczyta i wyda opinię nawet tą najgorszą ale wyda. Bo wtedy wiem że nawet najgorsza opinia jest wydana przez kogoś kto poświęcił swój czas , umysł i parę złotych rezygnując z innych rzeczy. Dlatego też zacząłem pisać książkę o Amazonce. Choć bez wątpienia z Arkadiuszem Pawełkiem się zgadzam. Keep going never stop!

 

Pozdrawiam,

 

Marcin Gienieczko


22 maj 2016

Serdecznie zapraszam na  moje wykłady które odbędą się w Chełmie i Sieradzu

-Spotkanie odbędzie się dnia 24 maja o godz. 10.30 w IV im. J. Młodowskiej przy ul. Św. Mikołaja w Chełmie. Temat  przepłyniecie Amazonki canoe wraz z Trawersem Ameryki Południowej

-Powiatowa Biblioteka Publiczna
ul. Żwirki i Wigury 4
98-200 Sieradz godzina 18.00

http://pbp.sieradz.pl/ks-589.html

Temat dwa bieguny rzeczne przepłyniecie Amazonki i Leny w canoe


6 maj 2016

Serdecznie   zapraszam do przeczytania  relacji z Triathlonu przez Amerykę Południowa ;690 km rowerem  przez Andy, 5980 km w canoe, 81 km marszobiegu=111 dni napierania

Relacja w magazynie Fit Forma Focus Extra. Zapraszam!

Poniżej  trasa  udokumentowana za sprawa dwóch nadajników satelitarnych SPOT

http://www.gienieczko.pl/pdf/mgAmazon.pdf

http://www.soloamazon.info/tracking/

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=1TRb_qsPUUqWU0VKDuMCd8V-5Q9w

 

 

Również  mija rocznica jak w 2013 roku przepłynąłem w canoe z  Bornholmu do Darłowa -110 km-27 godzin i 30 minut! no stop!

 

https://www.google.com/maps/d/viewer?msa=0&ie=UTF&mid=1WAnptpzAS_Wq0OpyQ1ab4EyQ3A8

 

Poniżej   swoje wrażenia z tego rejsu przedstawia Arkadiusz Pawełek  który był w  zespole logistycznym. Warto dodać ,że   Arek Pawełek  to drugi człowiek na świecie , który przepłynął samotnie pontonem na żaglach Ocean Atlantycki. Uczestnik regat Sydney -Hobart, zawodowy nurek, poszukiwacz przygód

 

,, Marcin od samego początku tego wyczynu przejawiał ogromną wolę osiągnięcia celu oraz determinację. Równocześnie nie było to rzucenie się na oślep w przepaść - przedsięwzięcie zostało perfekcyjnie zaplanowane a termin dobrany tak, żeby dać jak największe szanse powodzenia. Od samego startu z Bornholmu Marcin samodzielnie wiosłował na canoe (tym samym, które później zabrał do Ameryki Południowej) ani na chwilę nie korzystając z obcej (naszej) pomocy. Osobom, które nie znają specyfiki pływania na canoe, należy w tym momencie przedstawić, że jest to łódź bardzo wywrotna (jest mniej stabilna od kajaków, z którymi jest często mylona) i bardzo podatna na boczne wiatry, gdyż nie posiada stępki, kilu ani steru utrzymującego łódź na kursie. Mając to wszystko na  uwadze, można dopiero w pełni docenić wyczyn Marcina”.


4 maj 2016

Misja  sanie na Biegun” czyli rejs do Narodowego Muzeum Morskiego w Oslo.

 Tym razem celem jest Biegun Południowy oraz podwójny  trawers Grenlandii na nartach . Już 4 czerwca wypływamy jachtem Krispol spod Hotelu Hilton w Gdańsku do Oslo.  Kapitanem tego rejsu jest Remigiusz Trzaska, bardzo znana, ceniona i doświadczona osoba w świecie żeglarstwa, pływał na dużych żaglowcach, przepłynął Jachtem z Sydney do Polski. Liczne rejsy morskie i oceaniczne, w tym 9-cio miesięczny Sydney – Świnoujście na s/y Panorama. Arktyczny rejs do Ziemi Franciszka Józefa "Henri Lloyd Arctic Direct Expedition 2006" Prowadziłem rejsy na jachtach o długości od kilku (s/y Bagatela 9m) do kilkudziesięciu (s/v Concordia 56m) metrów. Od 2007r współpracuję z Gdyńską Szkołą Morską, prowadząc zajęcia z nawigacji, meteo, manewrowania i przepisów według wymagań International Yacht Training na stopień Master of Yacht 200GT.W ostatnim czasie jego  zainteresowania koncentrują się na żaglowcach rejowych. Aktualnie  przygotowuje się do budowy żaglowca.

W 2006 roku Marcin przepłynął z Kapitanem Trzaską na Ziemię Franciszka Józefa. Wyprawa została  wyróżniona na wielu festiwalach . Tym razem Kapitan Trzaska wspiera projekt Marcina. W Oslo mamy spotkanie z Legendą Polarnictwa Borge Ouslandem www.ousland.com , oraz norweskimi żeglarzami, którzy dokonali w jednym roku opłynięcia Bieguna Północnego pokonując przejścia North West Passage oraz North East. Dopływamy do Narodowego Muzeum Morskiego w Oslo, gdzie stoi jednostka wybitnego polarnika Fiorda Nansena –Fram. W Muzeum nastąpi przekazanie sań na Biegun Południowy, które aktualnie są w budowie. Wypłynięcie z Gdańska 4 czerwca. Planowane przypłynięcie 10 czerwca. Ceremonia spotkania oraz przekazania sań 11 czerwca. 12 czerwca planujemy wypłynąć z Oslo i 18 czerwca być ponownie w Gdańsku. Jacht typu Huzar. Więcej o jednostce na stronie http://www.gienieczko.pl/komercyjne .


29 kwiecień 2016

Psy szczekają karawana idzie dalej. Dosłownie .I tak już od 1997 roku. Serdecznie zapraszam do przeczytania mojej relacji,, Poskromić Amazonkę”. Wydawnictwo Burda Media. To samo które wydaje legendarne „ National Geographic”…..Przedstawiam według GPSA moje płynięcie, spostrzeżenia itp. Fit Forma FOCUS EXTRA. To jest mój ostatni reportaż ale myślę chyba ,że najważniejszy i we właściwym czasie się ukazuje. Kończę z pisaniem tekstów dziennikarskich. Tak jak zapowiadałem! W sumie napisałem ponad 700 reportaży w 70 tytułach prasowych. Aktualnie poświęcam się pisaniu książki o Amazonce. Ostatnia moja książka ,,Kierunek Północ” sprzedała się z dodrukiem mam nadzieje ,że kolejna czyli III będzie lepsza. Przedstawi kulisy eksploracji na Amazonce.
A w sprawie ostatniego wpisu to; Panie Marcinie od kiedy stałem się autorem najlepiej sprzedającej się serii książkowej (Masa bez tajemnic)w kraju. Ale może tak musi być – sukcesom zawsze towarzyszy jakiś plangton. Zawistnymi ludźmi proszę się nie przejmować.Niech Pan machnie na to ręką. Artur Górski naczelny magazynu FOCUS.


 

Pozdrawiam,

 

Marcin Gienieczko


29 kwiecień 2016

Ostatnio pojawił się na mój temat tekst, który miał mi zaszkodzić lub coś zarzucić, dlatego postanowiłem się do tego odnieść. Już Wandzie Rutkiewicz zarzucano(,,środowisko),że nie weszła na Annapurnę.  Polecam ten film :

 

https://www.youtube.com/watch?v=ViitKrGmemE

 

Zacznę od stwierdzenia ogólnego. Tam, gdzie ludzie, tam i zawiść i różnego rodzaju gry- czasem niezrozumiałe dla kogoś z zewnątrz. Welcome to Poland!  

 

1).Wszystkie informacje, dokumenty, materiały zostały wysłane do siedziby World Record Guinnes zgodnie z wymaganiami. Po 5 miesiącach analizy został oficjalnie przyznany światowy rekord. Jest to niezależna instytucja, która ma swoich ekspertów w danej dziedzinie i zgodnie ze swoimi kryteriami ogłasza wyniki.

 

2).Te same dokumenty, materiały, ten sam raport został przedstawiony Jury Festiwalu Kolosy, na który zostałem zaproszony przez organizatorów, a później mój projekt został wyróżniony w kategorii „Wyczyn roku”. Odpisałem na wszystkie pytania zgodnie z przebiegiem ekspedycji. To samo wcześniej zrobiłem dla World Record Guinness. Obie instytucje różnią się i mają swoje kryteria oceniania. Niemniej jednak obie instytucje nagrodziły projekt. Swoją drogą, w ostatnich latach Kolosy przyznały mi trzy wyróżnienia –w kategorii Wyczyn roku za przepłynięcie Mackenzie, następnie zespołowo za dopłynięcie na Ziemie Franciszka Józefa jachtem Panorama z kapitanem Remigiuszem Trzaską i trzeci za Amazonkę. Czy za każdym razem jury widziało coś innego, a przyznawało mi nagrodę za nieprawidłowości?.

 

 

3).Członek Jury Kolosy - Piotr Chmieliński był oficjalnie jedną z kilkunastu osób, które posiadały stały wgląd w przebieg mojej wyprawy za pomocą łącza z nadajnikiem satelitarnym SPOT. Widział każde 10 minut płynięcia. Zarówno w trakcie, jak i po zrealizowaniu wyprawy sam wysyłałem zdjęcia, cały raport ekspedycji oraz zapis tracka gps. Chmieliński odpisał, że widział, jak płynąłem i nie ma żadnych zastrzeżeń. Również to Chmieliński sam zaproponował, aby zredagować tekst na portal Explorersweb

 

Poniżej link:

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=marcin-gienieczko-i-won-the-fight-agains_144309682

 

Ponadto portal Explorersweb relacjonował przebieg projektu i przedstawia dokumentacje projektu.

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=marcin-gienieczko-documentation_1448539876

 

Portal nigdy nie złożył mi żadnych zarzutów ani podejrzeń. Został nawet zamieszczony kolejny materiał o mojej przyszłej wyprawie na Biegun Południowy. http://www.explorersweb.com/polar/news.php?url=marcin-gienieczkos-adventure-plans_1454673009

 

4).Temat przepłynięcia solo upadł w jakimś  stopniu. Tego w żaden sposób nigdy nie ukrywałem, dlatego też nie podawałem informacji, w żądnym raporcie - zarówno dla Guinnesa, jak i na festiwal Kolosy.  Kilometry przebyte z partnerem zostały szczegółowo podane i przesłane do redakcji gazety,(która mnie ostatnio ,,promowała”) do Jury Kolosów jak i do Biura Rekordów. 

 

Poniżej materiały i dokumenty:

 

http://www.guinnessworldrecords.com/world-records/longest-journey-by-canoe-(kayak)-solo

http://biurorekordow.pl/najdluzsza-podroz-canoe-rekord-guinnessa/

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ

http://www.soloamazon.info/tracking/

http://www.tvn24.pl/ciekawostki-michalki,5/marcin-gienieczko-z-sukcesem-zakonczyl-energa-solo-amazon-expedition,575429.html

          http://www.gienieczko.pl/pdf/triatlon.xls.pdf

http://www.gienieczko.pl/pdf/tekstdziennikbaltycki1.pdf

http://www.gienieczko.pl/pdf/tekstdziennikbaltycki2.pdf

Filmy;

a)      https://www.youtube.com/watch?v=yRHoOD_Dm-Y

b)      https://www.youtube.com/watch?v=TUSW8H-SxxE

c)      https://www.youtube.com/watch?v=OGiM3PRuziE

d)     https://www.youtube.com/watch?v=HEZpaTWqJkU

e)      https://www.youtube.com/watch?v=9z7TrD8oSw4

f)       https://www.youtube.com/watch?v=0uuNv0pbvWQ

          http://www.olimpijski.pl/pl/aktualnosci,89/1181,niezwykla-proba-zakonczona.htm

 

 

5).Wydawnictwo Burda Media, to samo, które wydaje magazyn National Geographic w dniu 28 kwietnia opublikowało  artykuł z mojej wyprawy. Magazyn Fit Forma Focus Ekstra. Przedstawiam tam zrealizowaną ekspedycję. Ten sam raport otrzymało jury Kolosy, Piotr Chmieliński, World Record Guinness i inni. Żadna z tych osób i organizacji nie widziała wówczas nieprawidłowości. Sam Pan Piotr Chmieliński zadeklarował napisanie rekomendacji do World Record Guinness, ale odmówiłem, gdyż dla Guinnesa liczą się pozycje GPSA oraz live spot( dwa nadajniki śledzące co 10 minut  płyniecie). Żadna z wcześniejszych wypraw nie posiadała i nie posiada takiej szczegółowej dokumentacji w postaci relacji dwóch spotów.

 

Gadiel Sanchez Rivera podpisał oświadczenie dotyczące zrealizowanego przedsięwzięcia oraz za wsparcie logistyczne otrzymał uzgodnione wynagrodzenie wraz ze sprzętem+  premie. Wyraził duże zadowolenie i podziękowanie, co jest udokumentowane na kamerze Gopro.

 

 

Tekst, który przedstawia projekt, napisany jest nieobiektywnie i jednoznacznie, w sposób zmanipulowany, bez możliwości mojej oceny sytuacji. Jest mi bardzo przykro, że takie standardy dziennikarstwa obecnie obowiązują. Rozmawiałem z szefem wydawców  stacji TVN24  gdzie powiedział ,że to czytelnik powinien móc ocenić gdzie jest prawda, gdzie fałsz.

Podobnych sytuacji historia zna wiele. Mike Horn www.mikehorn.com, legenda eksploracji, zdobywca Bieguna Północnego nocą z Borge Ouslandem (opis w styczniowym National Geographic 2007) również został posądzony o to, że nie przepłynął solo Amazonki (był „ podwożony”, kanionów nie przepłynął- twierdzi Piotr Chmieliński. Warto dodać, a autor tekstu tego nie ujął, że właśnie Horn, jako pierwszy człowiek na świecie przepłynął Amazonkę solo od źródeł po ujście. Film z tego wydarzenia emitowała stacja National Geographic. Być może National Geographic Channel też kłamie?

https://www.youtube.com/watch?v=izjkiCVqFo8

 

West Hansen zarzucił również wioślarzom z Anglii, którzy przepłynęli Amazonkę od Nauty , że też nie powinni otrzymać Guinnesa. Jest nagroda, więc muszą być i wątpliwości.  Komunikowałem się z tymi ludzi. Odpowiedz: Ten Pan nas tylko punktował  nie znając zasad  Guinnessa.  Natomiast  Helen Skelton poprzednią  rekordzistkę  również oskarżał: https://www.youtube.com/watch?v=J1fDt8xlioI

 

 Tego Pana już znamy w World Record Guinness-informacja z biura rekordów.

http://www.rowtheamazon.com/

 

http://dawnontheamazon.com/blog/2013/11/14/guinness-world-record-first-to-row-amazon-river/

 

Odpowiedź Guinnesa na tego typu donosy, spostrzeżenia , oceny.  ,,Nie interesują nas podejrzenia, rozgrywki miedzy podróżnikami czy tez inni fachowcy. Dla nas liczą się nasze wymogi, nasze standardy i nasi eksperci. Pan nam dostarczył właściwą dokumentację, którą przeanalizowaliśmy". World Record Guinness

 

Wielu ludzi zastanawia się o co poszło? Skoro do 15  marca  przed nagrodzeniem było wszystko w porządku i  sam Pan Chmieliński  dźwonił po prezentacji  na Kolosach  gdzie wyraził pochlebna opinie. Być może tutaj chodzi o cos innego? Rodzaj zemsty? Ale  za co…myślę ,że czas niebawem pokaże.

 

Więcej informacji tutaj;

 

http://www.gienieczko.pl/obecnie

 

 Ja nie wnikam ale kule są wymierzone w niewłaściwą osobę. Pomimo ataku na mnie i moje dokonania, nadal będę robił to, co jest moją życiową pasją. Swoją drogą zapraszam do Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku gdzie można zobaczyć moje canoe.

 

Życzę wszystkim najlepszego

Marcin Gienieczko.


26 kwiecień 2016

(warto przeczytać to do końca gdyż będzie to też komentowane)Powód jest jeden nagrodzony człowiek World Rekord Guinnes za przepłyniecie Amazonki w canoe gdzie światowa komisja  (gdzie nie ma żadnych koneksji i układów ani nikt mnie nie lobuje) analizowała (a Pan zapewne  aktualnie wie jakie są współcześnie Polskie komisje…) ktoś znowu próbuje podważyć . Przykro mi jest podwójnie ze  ryzykując życiem i poświeceniem całej swojej (jestem ojcem dwóch synów 4 i 6 lat ) rodziny gdzie jako wolontariusz Pomorskiego Hospicjum Dla Dzieci  zbierałem i zebrałem finanse dla dzieci umierających gdzie  Pani Prezes wszędzie to zaznacza i pisze ile zrobiłem ktoś znowu próbuje  zaszkodzić. O co chodzi??? W sumie o to samo O podejrzenia… czyli tam gdzie ludzie tam zawisc podejrzenia i rozne gry czasami nie zrozumiale dla wielu ludzi a JEDNAK...

 

Warto to odsłuchać  gdzie mowie o potrzebie umierających  dzieci. Sam mam dzieci wiec wiem jak to jest w potrzebie…

 

http://www.tvn24.pl/ciekawostki-michalki,5/marcin-gienieczko-w-tvn24-opowiada-o-podrozy,600628.html

 

http://www.zagle.com.pl/wydarzenia/projekt-marcina-gienieczko-solo-amazon-wesprze-pomorskie-hospicjum-dla-dzieci,1_13782.html?p=4

 

Bardzo Państwu dziękuję za uwagę.

 

 

Informacja do Pana  Dominika Szczepańskiego :

 

Dominiku na samym początku to Ci bardzo dziękuję  że  na prawdę ze mną się skontaktowałeś. Nie ukrywam że byłem mile zaskoczony. Dlatego mimo różnych zajęć  np. z dziećmi swoimi postanowiłem Ci poświecić czas. Pozwolę się ustosunkować  do tego. Gdyż zapewne będziesz pisał artykuł. Zgadzam się z Tobą  pytania są proste i stare jak świat tylko  chcę wyjaśnić innym i to będzie wyjaśnione wszystkim  jakie jest podłoże tego wszystkiego. Bo to nie jest przypadek że na mnie to  trafia. O czym doskonale wiesz.  Są różni podróżnicy , narciarze i żeglarze. Przecież  Pan Paszke też  ma oponentów(ale nie w tym rewirze).Dominiku ja za długo żyję  i za  długo już jestem  w tym środowisku aby  nie znać mechanizmu działania poszczególnych osób. Więc wolę wyjaśnić aby dać Ci  szersze spektrum widzenia tematu skoro chcesz poświecić swój czas  na napisane artykułu o mnie i  jak zaznaczasz mogę nawet się bronić za co ci na prawdę bardzo dziękuję. To mile z Twojej strony. Mowa co napisałeś poniżej:

 

Piszesz tak:

 

Marcin,
czekam na odpowiedzi do konca dnia. To sa proste pytania, albo cos mialo miejsce albo nie. Sa zarzuty, masz szanse sie obronic. Pytasz o czym bedzie artykul - kiedy pojawily sie wypowiedzi Gadiela to sprawa sie skomplikowala, wiec mam zamiar napisac osobny artykul o twojej wyprawie. Sprawa logotypu - nie robimy takich rzeczy.
Pozdrawiam,
Dominik Szczepanski

 

Więc  tak  zarzuty  są zawsze do wielu ludzi. Nie biora  się  z nieba ,  muszą się wziąć i ktoś musiał zasiać je  przecież Gadiel do ciebie z Peru (on nawet nie wie o co chodzi)nie zadzwonił i powiedział ej Gienieczko nie lubię ciebie  i musze ci coś powiedzieć….Dominiku .Prawda? Nic nie jest  o tak. No ale to jest mi znana już  to taktyka  oponentów  czyli :,,Jak nie zdobędziemy od  strony Tybetańskiej góry to od Nepalskiej….”…

 

 

Piszesz że są zarzuty. To wróćmy do początku. Piszesz zarzuty? Hm są  od zawsze od 2007 roku .Dlaczego ? Poniżej odpowiedz oraz ,, fragment mojej książki ,,Kierunek Północ” gdzie przedstawiam tego  typu  niemalże kopie  zarzutów. Czyli po 10 latach znowu wracamy do tego samego…Tyle że akcja wówczas się działa na Mackenzie. Mówiono   mi nie jaki oszust Marcin K ,ze nie przepłynąłem Mackenzie .Ale nie wszyscy tak myślą. Myślę że do nich też możesz zadzwonić skoro złapałeś Gadiela to i ich także złapiesz.

 

Poniżej  film i ludzie wypowiadają się w filmie. Dzwon i się pytaj  tak jak Gadiela!!!

 

Film z Mackenzie-fragment wypowiedzi o  płynięciu Marcina:

 

https://www.youtube.com/watch?v=YKaS2UqsiFg

 

 

Najlepsi napieracze z Kanady posłuchaj (pamiętaj  że  oni są   profesjonalnymi canoistami)jak oceniasz to oceniaj wszystko nie tylko wybranych ludzi. Zarówno ty i ja  znamy się na dziennikarstwie trochę… więc  wiemy jak można  oceniać ludzi. Znaczy jak? Poprzez znak zapytania ,poprzez  skazanie ,poprzez wybranych ludzi, poprzez ustawionych ludzi i  ludzi którzy działają  w białych rękawiczkach za plecami aby tylko zaszkodzić komuś a sami biorą mąkę w rękę i pokazują że są czyści że to nie JA…..(tak działa miedzy innymi system zachodnich korporacji i jak widać współcześnie w naszej Polsce  i  nie tylko)

 

 

Nie będę się bronił bo już się na broniłem w swoim życiu ( choć  Fighter jestem) ale mogę  odpowiedzieć na pytania. Pamiętaj o jednym Dominiku  tam gdzie ludzie tam i zawiść i różnego rodzaju gry czasami nie zrozumiałe dla wielu ludzi.. Czy mam się bronić? Przed kim alb przed czym. Załączam ci  fragment  i Państwu  w załączniku wypowiedzi ludzi) ze środowiska czy mają bronić się przed atakiem innych którzy ich nie cierpią, nie darzą szacunkiem życzliwością  i wszystkim innym (np. stylem bycia, rozmowy, pewnością siebie , czasami arogancja  a najbardziej nie cenieni są  ci którzy nie kraczą jak stado wron , najlepiej ażeby mieli taki sam styl bycia wtedy watacha przygarnie itp. Itd.).Tylko nie każdy chce być w takim ,,układzie”…..

 

 

Nim odpowiem na twoje pytania , które wiadomo były od początku takim założeniem  pozwolisz że  przypomnę parę spraw tak abyś ty i inni mieli  szersze spojrzenie na temat. Mianowicie:

 

Jak wiesz  Sport.off gdzie redagujesz  był patronem wyprawy na Rio Napo. Oficjalne i podpisane przez Ciebie pismo zachowane .Później  było już inaczej ,dlaczego?

Dlatego

1)      że wówczas napisałeś:

Cytuje:

 

         Co do napierania  i eksponowania ryzyka - tutaj problem polega pewnie na tym, że mamy inne odczucia. Nie wiem, czy można to nazwać wrażliwością. W każdym razie, nie chcę takich rzeczy na off.sport.pl, bo przekazywanie ludziom, że decydując się na ekstremalną wyprawę w każdej chwili jej trwania mogą zginąć pozbawione jest dla mnie dobrego smaku. Jeździsz po to, by codziennie pisać o tym, jak było blisko śmierci? Nie rozumiem.
Jeśli wciąż masz ochotę - podeślij relację zbierającą całą wyprawę. Jeśli będę miał z nią jakiś problem, to Ci napiszę. Być może zgodzisz się na zmiany.


Od kilku lat rozmawiam z wieloma podróżnikami, himalaistami, nurkami, narciarzami, którzy zjeżdżają z ośmiotysięczników, ale nikt tak dużo nie pisze o niebezpieczeństwie i możliwości śmierci jak ty. ,,Budzi to we mnie pewnego rodzaju sprzeciw”.

 

Teraz  zapewne będziesz chciał być obiektywny mając na uwadze tamte skojarzenia .Twoje odczucia rozumiem .Jest 40 milionów Polaków jedni kochają taka partie drudzy kochają taka partie i naród podzielony….a przecież wielu ludziom WŁASNIE o to chodzi.



CUTUJE----- Oryginalna wiadomość -----
Od: "Marcin Gienieczko" <perdido@poczta.wp.pl>
Do: "Dominik Szczepański" <dominik.szczepanski@agora.p

 

Parę miesięcy później robisz wywiad  z podróżnikiem Ed Straffordem, żeby było ciekawiej to ty ten wywiad robisz :

 

Czułeś, że robisz coś wyjątkowego?

 

Bardzo krótko. Nikt nie chciał mnie przeprowadzić przez „czerwoną strefę” w Peru, gdzie kwitnie handel narkotykami. W końcu znalazłem przewodnika. Był nim 16-letni chłopiec, któremu kilka dni wcześniej zamordowano matkę. Gdy go spotkałem, to zrozumiałem, że mój głupi marsz nie jest tak naprawdę ważny. Każde takie spotkanie dodawało mi sił, bo przypominałem sobie, co ma znaczenie w życiu.

 

 

Wypowiedz o zagrożeniu i  śmierci:

 

Zawsze było tak pokojowo?

 

Nie, bo wszystko co złe, kojarzyło im się ze mną. Strzelali do mnie, gonili mnie, aresztowali za przemyt narkotyków. A raz nawet za morderstwo, bo skoro jestem biały, to na pewno moja sprawka. Czterech uzbrojonych strażników przesłuchiwało mnie przez osiem godzin. Mówili, że mój paszport jest podrabiany, bo nie ma w nim podpisu królowej brytyjskiej. Próbowałem ich przekonać, że królowa nie podpisuje każdego paszportu.

 

Komentarz:

 

I tutaj nikomu i śmierć nie przeszkadza….. a wcześniej pisałeś ze o śmierci mało kto mówi.

 

 

Warto dodać że jak ja przedstawiłem swoje zagrożenia  uważałeś  że one właśnie są  gdzieś w  wyobraźni (mój odbiór)a tutaj przeprowadziłeś wywiad i facet mówi o zagrożeniach śmierci i jest ok. Jak wiesz od wielu lat mam oponentów którzy wszystko wybaczą byle nie sukces(Amazonka to jeden rozdziałów tylko) im większy sukces tym większa podejrzliwość i atak. Tak było jest i już zawsze będzie. Z tym się pogodziłem i traktuje to  jako kolejny etap w  działaniu  nawet w rozwoju . Kiedy podjąłeś  współpracę jako patron nie wiedząc że mam oponentów (warto to zaznaczyć dokument podpisany od ciebie posiadam)gdyż wówczas zjedliśmy w Warszawie jakieś ciastko popiliśmy i opowiadałeś o Tomaszu Mackiewiczu , który mówiąc delikatnie nie darzy mnie sympatią i nie lubi(twój kolega   którego lobbujesz) i o wszystko podejrzewa później jest jeszcze Pan Waldasso który też pisał i parę innych osób. Tyle że jak kradli mi zdjęcia  jak nazwali moją  żonę kurwą, jak  robili fałszywe  filmy. Ja zakładali konta na FB  jak kradli zdjęcia filmowe jak wysyłali do ludzi  e maile z zastraszaniem .To nie były zarzuty?  Ta sprawą zainteresowała się prokuratura w Gdańsku. Jak policja przesłuchiwała wiele osób bo ktoś kogoś skrzywdził, o tym wiedziałeś czy nie??? .To są zarzuty? No chyba że  nie traktujesz poważnie zarzutów prokuratora. Bo ktoś wówczas powiedział  że coś nie zrobił a wcześniej jury Kolosów przyznaje wyróżnienie za wyczyn roku, ogląda film. Są fragmenty wypowiedzi jak wyżej. Łatwo  przerobić  kogoś lub  namówić albo jeszcze łatwiej właśnie  tak napisać są zarzuty ale możesz się bronić….Pamiętaj że skąd to się bierze nie tylko od jednej osoby  .To tak jak  z  sytuacją w sprawie  katastrofy  smoleńskiej. Był zamach czy nie było zamachu. O co chodzi? Podzielić  ludzi  to jest cel paru oponentów. I tak jest tutaj Jak zakładali bloga  po czym   Pan Mackiewicz pisze  (po usunięciu bloga) cytuje : nie co martwic .Lub z Prezydentem Lechem Wałęsą podpisał czy nie podpisał, współpracował (po 30 latach)czy nie współpracował z SB w latach 80 tych ,był kochany teraz punktują bo  coś komuś się teraz nie podoba…. Itp. Itd.  Za co się nie lubi i za co się   szuka się haków?  ludzie którzy  mówią otwarcie o wszystkim są  zagrożeniem DLA INNYCH  więc trzeba co zrobić zwiększyć te zagrożenie a  w jaki sposób?- podważyć wiarygodność .Przecież nikt teraz z kijem bejsbolowym nie chodzi  i nie zwraca się ej mów prawdę! I ty mi teraz piszesz o zarzutach??? Ty nie wiedziałeś o tym? Ja wiem że kiedy napisałeś oficjalne pismo jako Sport off Ty chciałeś jak najbardziej przedstawić projekt za co rozumiem i ci dzisiaj również dziękuję. Tyle że  po  przepłynięciu Rio Napo miałeś już tyle uwag(mimo że próbowałeś na FB wypośrodkować temat. Byłeś trochę po środku. Gdyż nikt nie chce  aby ktoś komuś powiedział ej  żurnalista jesteś zły .Stan po właściwej stronie .Później ja zrezygnowałem   (pisałeś abym napisał artykuł o tym ale ja już nie chciałem bo wiem że  opinia zapadła gdzieś w głowie. Twojej. a ja nawet nie chciałem no bo weszły zakłócenia na ,,linii” ale bez  jakiś  emocji. Takie normalne. Wszak wiesz dokładnie że  jak możesz starasz się promować  ludzi np.: mojego oponenta. Co jest rzeczą naturalną każdy z nas wybiera sobie ludzi. Jednych się bardziej lubi drugich mniej itp. To zrozumiałe. Ja też mam takich sojuszników. Tyle że nie zrozumiałe wówczas dla mnie było że  mówisz że  ja  mówię o zagrożeniach, niebezpieczeństwach i to  nie powinno być tak jak ja piszę  poczym robisz wywiad z mocnym podróżnikiem i on mówi o zagrożeniach w sposób naturalny bo były i to tolerujesz. A wiesz dlaczego ?bo on  w Polsce jest obcy nie ma przeciwników i tu jest różnica w temacie.

 

 

Inny przykład:  Jak Twojego kolegę  wąż ukąsił  w Kolumbii  to  od razu była ewakuacja i mowa o tym nawet w głównych  stacjach TV(http://o2.pl/galeria/kolumbijskie-wojsko-uratowalo-polakow-5943448485971073g)

 w Polsce i jest mowa o zagrożeniu śmierci itp i to jest tolerowane. Ktoś może a ktoś nie…Wolę to wyjaśnić bo żeby było jasne wszystkim bo wiadomo  jak może  być  w tym opisie skoro wtedy to było  to i teraz będzie w ocenie mojej osoby Daję ci cały czas podłoże do analizy.

 

W sprawie pytań:

 

Dominik  no super pytania bo wcześniej jak pamiętasz ludzie  zarzucali mnie że w ogóle mnie w tych miejscach nie było. No teraz chociaż jestem co?)))Nie ma jak się przyczepić skoro dwa spoty(nadajnik satelitarne pokazujące moje płyniecie dla rejestru Guinnesa gdzie Pan Chmieliński był oficjalnie podłączony) relacjonowały to trzeba inaczej i tak w kółko Aż się w głowie kręci))).

 

Mój komentarz w tej sprawie:

 

Przepłynąłem rzeki :Mackenzie, Jukon, Lenę ,Bałtyk w canoe z Bornholmu do Darłowa. Możesz się spytać np. Arkadiusza Pawełka , który przepłynął pontonem Atlantyk itp. Może też nie płynałem solo? Na Targach „Wiatr i Woda”  w Warszawie w 2013 roku przedstawiam prezentacje  przepłynięcia Leny. Z grona obserwujących  wstaje Kazimierz Rabiński przedstawiający się za  kajakarza. Nie wysoki, z wąsem w okularach  słuchacz. –Gienieczko, ty nie przepłynąłeś Leny!

 

Trasa Leny:

 

ZDOBYWANIE RZEKI LENA PRZEZ MARCINA GIENIECZKO-TABELKA

 

Przeanalizuj płyniecie Marcina Gienieczko rzeka Leną

 

https://maps.google.com/maps/ms?msid=202444880938611850051.0004c074236e1d66b5582&msa=0

 

 Nie wierzę ci ! Rzucam ci wyzwanie na dowolnej rzece. Muszę cię sprawdzić- dodaje. –Wstaję, podnoszę ręce. Przyjmuję  wyzwanie.  Sprawę zna naczelny Żagli Waldemar Heflich-możesz też się spytać. Za tydzień się widzimy na Dunajcu-dodaje. Wówczas miałem tam treningi. Nie przyjechał. To jeden z  moich oponentów który daje mi siłę i motywacje .Wbrew pozorom bez nich nie istnieję. Moich oponentów przekułem w  osobistą motywację. Na statku „Discovery” na którym pływałem jako marynarz na rzece Ren (bo z czegoś też trzeba było żyć miedzy wyprawami  )   oznajmiam kapitanowi ,że rzucam  pracę bo chcę się poświęcić projektowi- Amazon. Kapitan przyjmuje to ze zrozumieniem. -Rób to co kochasz dodaje. 1 września 2013 roku rozpoczynam przygotowania do wielkiego triathlon czyli trawersu Ameryki Południowej

 

Później to zrealizowałem: Proszę o podanie linków w tym materiale

 

   https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ

 

   http://www.soloamazon.info/tracking/

 

             http://www.gienieczko.pl/pdf/triatlon.xls.pdf

 

             http://www.gienieczko.pl/pdf/mgAmazon.pdf

   

PYTANIA:

 

1) Mówiłeś wczoraj, że łódź motorowa przeciągnęła was na rzece Ene na odcinku ok. 30 km między Puerto Prado a Poyeni. Rivera mówi, że to było 90 km. W dodatku nie chodziło o przeciągnięcie po rzece, a o wciągnięcie canoe na pokład łodzi motorowej. Jaka jest twoja wersja?

 

ODP1: Po  pierwsze była to rzeka Tambo. Jak już analizujesz to na prawdę  popatrz na mapę. Nie wystarczy usłyszeć  tylko co ktoś ci powie. System rzeczny to nie jedna nazwa. Jak wejdziesz w Gogle  i zobaczysz  przerwę: http://www.soloamazon.info/tracking/ to się zorientujesz jak nazwa jest rzeki. Skan w załączniku Podpowiem była to Tambo River. Na Ene były wiry ,topienie canoe i dzięki mojemu doświadczeniu  na canoe Gadiel żyje, tego zapomniał ci powiedzieć???. Inaczej by się wywrócił i wessały by go olbrzymie leje które wówczas po porze deszczowej były 14 metrów   szerokości. W czerwcu są znacznie większe niż w innych miesiącach. Gadiel odpowiadał za kontakty między ludzkie nie za płyniecie!!!

 

Odp  2)Na  te pytania to wszystkim odpowiadałem i dla Pana Piotra Chmielińskiego (od razu w Atalaya bo zadał mi to pytanie kiedy byłem w Atalaya- korespondencja poniżej,to samo co ty ) i dla Jury Kolosy które oceniło moją wyprawę a później wyróżniło w  kategorii Wyczyn Roku. Być może Jury zle ocenia? Nie wiem. No chyba że wobec  jury są zarzuty też bo już sam nie rozumiem tego poważnie. Drugi raz już takie podejście. Raz za Mackenzie teraz za  Amazonkę….Wszak dobrze weryfikują i są  to profesjonaliści. Nikt tam nie daje nagrody że kogoś ktoś kocha  lub coś  zrobił i ma jakieś chody tylko że na prawdę coś zrobił. Więc przesyłam ci  kopię odpowiedzi do organizatora abyś miał to na uwadze i  ocenie. Nie będę się powtarzał w tym przypadku więc ta sama odpowiedz poniżej.

 

Informacja  dla Pana Janowskiego z festiwalu Kolosy który zadawał pytania w imieniu jury Kolosy:

 Konkretne pytanie konkretna odpowiedz. Tak jak Panu powiedziałem wszystko było tłumaczone i wysyłane dla Pana Chmielińskiego. Ale moim obowiązkiem jest wyjaśnić wiec wyjaśniam

 

 To była rzeka Tambo:

 

 1)To samo pytał mnie Pan Piotr Chmieliński odpowiedziałem załączam odpowiedz i pytanie?

 Fragment poniżej

 Korespondencja i wyjaśnienie dla jury  Pana Piotra Chmielińskiego z Atalaya

 Proszę zobaczyć daty wyjaśnienia.

 Dnia Poniedziałek, 15 Czerwca Marcin,

 Jedna sugestia - ważna - jak patrzysz na mape - to przegladaj ją tylko do nastepnego duzego miasta. Nie patrz dalej.

Teraz bedzie to Iquitos. TO JEST TWÓJ CEL NA NAJBLIZSZE DNI (moze tygodnie). Nastepnie bedzie Leticia/Tabatinga, Manaus itd ..... .

Tak jest łatwiej. To jest jednak ogromny kontynent!!!

 Pozdrawiam, Piotr

 

 PS: Jak masz kilka minut to prosze wyjasnij jak płynęliści na Rio Ene, pomiedzy Puerto Ocopa i miejscowoscia Poyeni? Co spowodowało przerwe w GPS Track na tym etapie. Czy płynęliście pomiedzy tymi dwoma miejscowościami w dniu 2015-06-03 od godz. 17:06 do godz. 20:28?

 

 Odpowiedz Marcina Gienieczko dla Pana Piotra Chmielińskiego to co Pan mi teraz poprosil o odp,

 

 Dnia Czwartek, 18 Czerwca 2015 03:52 Marcin Gienieczko <perdido@poczta.wp.pl> napisał(a)

 

Pisownia oryginalna wysłana z Pucallpy, informacje ma członek Jury z 18 czerwca 2015 roku Piotr Chmielinski

doplynelem do contamany

 

  ws poyeni plynalem w asekuracji lodki  byly duze wiry. okolo 20 km km lodz mnie przecignela.

  wpadłem w duzy lej płynąłem z choe

 

 później  wziąłem   10 km na lodke i przy lodce płynąłem burta w burcie ale tutaj nie dalem rady na canoe

  ws tracka  używam dwa  spoty zawsze jeden jest potwierdzeniem tracka ostatnio np wysiadły mi baterie a ten nowy spot działa   najlepiej  miałem schowane baterie w beczce wyciągnięcie   wszystkiego co jest  wszystko związane  zajmuje  okolo godziny a ja plyne nie ukrywam i mowie wszystkim na czas

Uwaga pisze w kawiarence szybko ażeby tylko powierzchownie  znac

 

 nie mysle o belem mysle o FRANCICO DE ORLENA TERAZ JESTEM W BAZIE B MARYNARKIA  POZNIEJ ZNOWU  FRANCISCO I DO PRZODU I QUITS MARZE   O IQUTSO.

To była odpowiedz i w sumie też do Pana Chmielińskiego który monitorował temat, jest odpowiedz. Podłączony pod nadajnik spot

Dnia Czwartek, 11 Lutego 2016 12:20 Marcin Gienieczko <perdido@poczta.wp.pl> napisał(a)

Odpowiedz Kolosy:

 

 Witam  Panie Januszu

jeszcze raz:

 

1)Trasa jest 80 km  nie  90 tak jak Pan napisal i trzeba dodac ze to dystans  az z a Pojeni Puerto Prado Poyeni jest

4

4

03,06,2015 r

Puerto Prado – Poyeni, Poyeni – Capitiri

11°15'01.3"S 73°40'19.6"W

89,000

11°05'42.8"S 73°43'30.9"W

23,000

112,000

355,000

220,587

 A do  Poyeni było  około 20 km do Capitiri

proszę o jednoznaczną odpowiedź. To już ostatnie pytanie. Czy na odcinkach Puerto Prado – Poyeni i Poyeni – Capitiri Pana kanu zostało przeciągnięte przez inną łódź?

 

 Na Kololsy odpowiedz:- ,,dystans 20 km -przeciagniete  z wirow z pomoca innej lodzi ,a pozniej 10 km na lodzi  motrowej mailem canoe  . 30 km z Pomoca. Tak jak napisalem do Pana Chmielinskiego z Pucalpy. Reszte   mimo wielkch lejow w tym czasie(7 dni po porze deszczowej)  płynęliśmy”

 

 Warto dodać ze naliczanie  wyniku było od Atalaya!.


2) Mówiłeś wczoraj, że ten odcinek 30 km między Puerto Prado a Poyeni był jedynym, w którym pomogła ci łódź motorowa. Rivera twierdzi, że przed Orellaną był drugi taki przypadek. Łódź marynarki wojennej Peru miała ciągnąć twoje canoe ok. trzy godziny. Jaka jest twoja wersja?

 

Nie  było  chyba że Gadiel  już robi na złość o czym później napiszę. Teraz odpowiadam na pytania.

Wtedy  płynąłem w nocy i  było spotkanie z łodzią wojskowych około 22 .  łodzi i moje canoe  przed Orlleana  zaplątaliśmy się w jakieś sieci i że światła były jakiś statków   płynących (łódz płynęła na mnie) 2 km płynąłem przy łodzi  trzymając się burty i puszczając burtę, tylko po to aby mnie statek na tym samym torze nie rozjechał, który wówczas płynął. Chyba Gadiel przypomina sobie akcje z siećmi!!! Kręciliśmy się w kółko. Gdyż łódz marynarki także zaplątała się w sieci. Niech sobie Gadiel przypomni! Wiec nie wiem skąd Gadiel wziął trzy godziny lub ocenił tak sytuację .Wszak nawet nie miał Gpsu i jak sam mówił na tym się nie zna .Fajnie Dominku byłoby abyś innych też tak  pytał jak pytasz o detale mowa innych  uczestników rożnych wypraw z Kolosów (mam nadzieję że się spytasz, sprawdzę to)  


3) Powiedziałeś wczoraj, że razem z Gadielem wiosłowaliście w sumie 705 km. Najpierw 405 km od San Francisco do Atalayi, a potem 300 km z Pebas do Tabatingi. Gadiel mówi, że to nieprawda i że wiosłował z tobą przez ok. 2700 kilometrów, aż do Sao Paulo de Olivenca. Jaka jest twoja wersja?

 

Wersja jest taka  że   Gadiel postanowił się jakoś odegrać  to czuje najwidczniej bo chyba honorarium było za małe. Gdyż  narzekał że mi  pomógł a później  mało zarobił wszak on nie robił tego dla przygody tylko dla pieniędzy co jest zrozumiałe w tej części świata . Więc tutaj  widać chodzi o coś innego. Ale za pomoc logistyczną otrzymał  umówione honorarium. Z Gadielem płynąłem do Atalaya. W załączniku zdjęcie później od Atalaya  sam gdzie on płynął łodzią i się spotykaliśmy. Jak zobaczysz dokładnie, zobacz jakie były chociażby pokrowce  na canoe na tym etapie. Chociaż to  może dać do myślenia że  ja później miałem pokrywę ,,deck „na  indywidualne płynięcie. Gadiel wsiadł w  moje  canoe za  W Pucalpie (2 km) przed  Iqiuitos .Przesyłam ci filmik abyś miał jeszcze bardziej  czarno na białym. Przed Iquitos 3 km płynął .Załatwiałem z innym kolega który mi pomagał  lodzie marynarki Wojennej ażeby miały możliwość od czasu do czasu monitoringu  projektu. To tez było ważne dla Guinnesa jako świadkowie wydarzenia. Wiec Gadiel   tez z nimi płynął. Wysłałem ci wcześniej filmik jak na jednej z lodzi był.

 

Pózniej 3 km za Iqitos płynął i później od Pebas do granicy. Później była łódz  marynarki więc  płynął łodzią .A w Peru jak zobaczysz na załączonych zdjęciach kto robił mi zdjęcia? też  Gadiel bo się spotykaliśmy i robił foty płynąłem  jak widzisz  sam. No chyba że to nie ja to wtedy byłem może ktoś podobny do mnie? To już sam nie wiem. Może się mylę. Ale Okey  myślę że to ja bo ta sama koszula i  czerwone canoe….))).Gadiel  to dobry człowiek jak każdy w Peru pomagał mi logistycznie  i jemu dużo zawdzięczam(zawsze to podkreślałem) on mi też bo  znal mentalność Indian Aszeninka  znal hiszpański i pomagał mi w logistyce gdzie przepłynąć, gdzie nie nabrać szybko wody, gdzie łódz przypilnować  itp. Nawiązywał też kontakt przed moim przypłynięciem. W miejscowościach pilnował canoe  kiedy ja zdawałem relacje  z dowolnej kafejki internetowej wysyłając na bieżąco zdjęcia i filmiki. Moim zadaniem było płynąć jak najszybciej bo w sportowym  stylu .Nie miał pojęcia o nawigacji na rzece. Pojęcie miał tylko ja i mój kartograf Adam Wasilewski.  Tabelka z trasą płynięcia 4 miesiące wcześniej została wysłana dla Pana Piotra Chmielińskiego(korespondencja zachowana również  z Tabating ).To ja mu mówiłem ile km  mam zrobić łodzią, gdzie się spotkać ile przepłynęliśmy itp.

 

 Posłuchaj, popatrz , ocen FILMY Z AMAZONKI

 :

https://www.youtube.com/watch?v=6H-NqMVB8DE

 

tutaj jest pokazane jak Gadiel siedzi na przodzie i wiosłuje a ja  jestem w  canoe)))) Tak jest?

 

https://www.youtube.com/watch?v=yRHoOD_Dm-Y

 

Tutaj kolejny film zobacz  canoe no jak płynął ze mną Gadiel to gdzie on jest w tym canoe?

 

https://www.youtube.com/watch?v=0uuNv0pbvWQ

 

Kolejny film emitowany na Kolosach

 

https://www.youtube.com/watch?v=OGiM3PRuziE

 

 

Ponadto jeżeli będziesz się trzymał definicji  solo  samotnie indywidualnie itp. Itd. Ja to wszystko zgłaszałem i naświetlałem mówiłem że płynę łódz że mam asystę czy wsparcie Gadiela. Dla Guinnesa zgłosiłem Tak też zaznaczyłem dla Kolosów (km  zostały odliczone) i podałem na swoim info czy Guinnesa. Raport był przesłany też dla Pana Chmielińskiego i Kolosów. Gadiel  później był zły że  mu za mało zapłaciłem mimo że taka była umowa (chciał moje canoe ale obiecałem ze zabiorę do Polski bo chciałem zlicytować dla Dzieci z Pomorskiego Hospicjum) i teraz widząc że może  coś od siebie dodać to ma okazję a że on z  bycia przewodnikiem żyje  i ma tego  profity więc widząc że ma okazje coś dodać więc  mówi teraz  to. No niech będzie i tak. Przypomina mi się książka „Z nurtem Amazonki” gdzie  pierwszy lider projektu  Francisco  Odendaal (  W Londynie ogłosił że za plecami innych uczestników ,że przepłynął więcej  niż inni. Robiąc to za plecami pózniejszego zdobywcy Amazonki) Bo wiadomo lepiej taki dystans powiedzieć niż inny(mniejszy) wszak lepiej jest to widziane że jest, staje  się  ekspertem na canoe i tyle .Sam Gadiel pózniej mówił że chce mieć turystów na canoe. .Nie ważne  chłopak fajny tak ja uważam.  Taka moja ocena.Poz tym  mam nagrania jak  sie  wypowiada ze plyne solo.To bez sensu takie podejscie....

 

Jak widać Amazonka od zawsze budziła  różne  podejrzenia i pytania. Zaczynając od  źródeł Amazonki tutaj moja wypowiedz i moja wyprawa:

 

https://www.youtube.com/watch?v=mGw-Z1Vq4lc (pewnie też nie szedłem tutaj tylko osły mnie niosły…..trzymając się słów piosenki  z filmu Pana Kleksa :,, Widziano pewnie osła którego mrówka niosła” ..pewnie znasz)

 

 

która na bieżąco jest komentowana tak jak inne  ekspedycje. Pamiętam jak prosił mnie Pan  Piotr Chmieliński  czy aby Mike Horn który w 1997 roku przepłynął Amazonkę czy na prawdę czy kanion na Apurimacu

Piotr uważa że jest inaczej dlatego w statystyce  zaznaczył że nie   za Manaus   nawet nie płynął solo(to już ocena innych pewnie również zbadana sprawa a w filmie jest podane to Warto  dodać ze film emitowany przez stacje National Geographic: https://www.youtube.com/watch?v=izjkiCVqFo8 )

 

  a płynął łodzią motorową  z kolej  sam podróżnik a warto dodać że to jest zdobywca Bieguna Północnego z Borge Ouslandem pisze jak poniżej –korespondencja zachowana. Więc widzę że chyba to tak jest wszędzie ,  z początku myślałem że tylko mnie to tyczy….Były też pytania  a człowiek nie ma co ukrywać potęga wśród eksploracji. Zapytałem się Horna co o tym myśli na co  odpowiedział nie mam czasu na podejrzenia robię swoje. Warto zaznaczyć że z nim pracuje Jacek Propakiewicz(wkrótce będę miał spotkanie, jacht ma przypłynąć do Polski Pangen   https://www.youtube.com/watch?v=9aOcowgJaSs

 

) który jest zastępcą  kapitana na jachcie …warto też się spytać.No jak się pytać  to wszystkich i o wszystko a nie skupiając się na jednej osobie i szczuć  jedną osobę. Niech opublikuje na  swoim twietrze  gdzie ma 200  tys ludzi lub swoim FB gdzie ma 180 tys odbiorców informacje i ustosunkuje się do tego co?  To też nie w porządku. A teraz będzie okazja do bardziej konkretnych pytań.

Pytania:

 

 . Czy opublikował coś na ten temat. Książki, artykuły?? 

2. Opis jego spłynięcia Acobamba Abyss. Czy opublikował coś na ten temat. Książki, artykuły?? 

 

Jeżeli jest coś na ten temat, gdzie i jak można zdobyć te materiały?

 

 Horn canion

Dnia Czwartek, 7 Listopada 2013 10:06 Cathy Horn <cathy@mikehorn.com> napisał(a)

Hello Martin,

 

Mike will be on another expedition in September 2014 so unfortunately will not be available to make it to Poland.

He never wrote a book about the Amazon expedition but he did do the ENTIRE length of the Amazon river, crossing from the south American coastline, climbing up to the Peruvian Andes and swimming all the way down until the mouth of the Amazon River with a hydrospeed, changing to a pirogue at the end when the current because stronger. The expedition took him 6 months to complete. There was a film made and you can find the link in the photo gallery.

http://www.mikehorn.com/en/mike-horn/expeditions/amazon-expedition/

 

So yes, Mike did do the black Canyon (attached is a photo of Mike in the Black Canyon). Please send me your questions and I shall Mike to answer them when I see him next.

With kind regards,

Cathy

 

From: Marcin Gienieczko <perdido@poczta.wp.pl>
Organization: Poznaj Poczte WP http://poczta.wp.pl/info-start.html
Date: Wednesday, November 6, 2013 11:27 PM
To: Cathy <cathy@mikehorn.com>
Subject: SOLO AMAZON EXPEDITION- answers

 

Wiec  taka wersja wydarzen.Ale sa obie I to rozumiem.

 

 

11 czerwca widzę się z Borge Ouslandem i Hornem  w Narodowym Muzeum Morskim w Oslo gdzie przypływam swoim jachtem z moja załoga na  przekazywanie sań  na Biegun Południowy  na moja przyszłą wyprawę zapytam się. Będzie tez Kapitan  Jacek z Pangea . Musimy się wszyscy pytać z imienia i nazwiska. Powiem tak tam gdzie ludzie tam  zawiść i różnego rodzaju GRY  czasami całkowicie nie zrozumiale wszystko po to aby utrudnić życie, może się potarzam ale tak jest.

No dobrze  to zadasz czwarte pytanie Marcinie  dlaczego tak się dzieje właśnie w stosunku do Twojej osoby???? Bo to stałe pytanie  właśnie w takim dochodzeniu. Ostatnio miałem wywiad że  ktoś posadził mnie że zle trzymałem wiosło od canoe…. Dobre co?????

 

To tak jak Małysz nie latał w stylu V znaczy że nie może mieć sukcesów ….żenada.

Odpowiedz jest  tutaj:

W załączniku też skan mojej  książki ,,Kierunek Północ” Jeżeli będziesz cytwać możesz to tylko za sprawą mojej książki.

***

W książce Reinholda Messnera Moje życie na krawędzi w rozmowie z Thomasem Hüetlinem Reinhold Messner opowiada o środowisku alpinistycznym. Zadziwiające, jak bardzo można to odnieśćrównież do niektórych osób ze środowiska podróżniczego w Polsce.

-Góry są czyste, alpiniści są lepszymi ludźmi. Kto przejmie ten stereotyp, zalicza się w końcu do takiej sekty, która w imieniu koleżeństwa wyklucza alpinistów o innych poglądach na życie. (...) Typowe kręgi Alpenvereinu, często towarzystwa o kiczowatych wartościach, dlatego stały się moimi zagorzałymi przeciwnikami, że ja ukazuję im te sprzeczności. Tutaj dobro – tam zło, tutaj światło – tam cień. Taka polaryzacja jakże często doprowadzała do katastrofy. Ja nie zamierzam podzielać poglądu: ,,My, alpiniści, jesteśmy lepszymi ludźmi”!

 

Wolę być wykluczony niż dostosowany. Moją największą zdolnością byłoby – mówiąc krótko – stanowczo dawać się nie lubić.(i za to  mnie nie cierpią ludzie ,Dominiku za to są podejrzenia ciągłe, gry  ,plucie, oskarżenia i wszelkie inne zło do którego się już przyzwyczaiłem nawet nie mogę już bez tego żyć bo wtedy tracę motywację)

- I to uważał pan za dobre?

 

-Tak, uważałem to za bardzo dobre. I tak jest. Przy czym nigdy mi nie zależało na tym, żeby mnie lubiano. Tylko mówiąc, co myślę, obrażam tych wszystkich, którzy zasłaniają się ideałami, jakby musieli ukryć to, jakimi są naprawdę. Ja nie jestem skłonny do poświęcenia swojej niezależności dla ideologii ani ideału. Jestem upartym Południowotyrolczykiem, przynajmniej w tej sprawie. Takiego podejścia życiowego Reinholda Messnera wcześniej nie mogłem zrozumieć. Wierzyłem w bezgranicznie w czyste środowisko. Byłem naiwny. Tak jak niektórzy podejmując swoją pierwszą prace w korporacji. Teraz, kiedy zobaczyłem, jak to wszystko funkcjonuje od środka zdałem sobie sprawę, że zawiść ludzka nie zna granic. Ale trzeba iść na przekór losowi chodźby   nie wiem co Zdałem sobie sprawę ,że nie mogę wciągnąć się w sztuczną gre.Mimo ,że cierpiałem trzeba  robić swoje. Od stania w miejscu nie jeden już zginął.

 

UWAGA:

 

Warto dodać że napisałem sam od siebie też po zakończeniu projektu  do Pana Chmielińskiego który był podłączony pod mój nadajnik satelitarny spot który obserwował  moje płynięcie:

Dnia Wtorek, 6 Października 2015 21:37 Marcin Gienieczko <perdido@poczta.wp.pl> napisał(a)

jako że Pan jest w jury Kolosów pierwszym zdobywcą Amazonki   i śledził Pan moje losy przesyłam swoje dane rejestrujące płynięcie

żeby ktoś nie myślał że  nie chcę pokazać zapisu spota i  gpsow

 

do analizy

pozdrawiam

ps poniżjej opis

Pan Piotr odpisał

 

Marcin,

 

Ja nic nie potrzebuje. Widziałem co zrobiłeś.

 

Rób coś nowego - Amazonka i tak będzie płynęła dalej.

 

Pozdrawiam, Piotr

 

Piotr Chmielinski, MS, CIH

 


On Oct 17, 2013, at 9:42 AM, "Marcin Gienieczko" <perdido@poczta.wp.pl> wrote:

Może dla ciebie to mało ważne to co piszę ale skoro chcesz mieć  artykuł   może warto przedstawić tych oponentów  i  wszystko  tak abyś miał podgląd na sprawę. Oczywiście że ocenisz po swojemu. Bo już masz  na pewno w głowie werdykt tylko pamiętaj o jednym aby coś zrozumieć trzeba być w centrum wydarzeń(wy z Kolumbii nie wiedząc jaki to dokładnie waż ukrasił  szybko chcieliście być zabrani) Tlko uczestnictwo wydarzeniach pozwoli ci zrozumieć wiele spraw. Trochę jeździsz po świecie i widzisz. Twój kolega już przed wejściem na szczyt  Naga Parbat zasiał taką niepewność a może Simone nie był na szczycie  a pózniej okazuje się że był. I jak wiesz było to bardzo zle  odebrane, komentarz poniżej:

Komentarz Wspinanie.pl

Polecamy też film, w którym uczestnicy (ustami Simone Moro) przekazują pierwsze wrażenia po zejściu do bazy: Pierwsze pozdrowienia spod Nanga Parbat.

PS Nie sposób przy okazji publikacji zdjęć szczytowych nie wspomnieć o żenującym „śledztwie” przeprowadzonym w czasie, gdy wspinacze schodzili ze szczytu do obozu czwartego.  Na facebookowej stronie agencji Pakistan Explorer zaczęto kwestionować wejście na podstawie śladu GPS. Niestety, „dowody” te wsparł Tomek Mackiewicz i publikowały różne media. Jak widać, czasami warto poczekać…

Więc Dominiku widzisz jak jest. Dostarczam ci w załączniku trochę pogłębienia fabuły o świecie podróżniczym. Bo zaznaczyłeś że piszesz o tym naszym ,,podróżowaniu” no to ci przesyłam. Tekst  mojego autorstwa. Więc jak przeczytasz jak widać to nie tylko Gienieczko. Może warto się skupić też na innych? No chyba ze masz już ofiarę???.

  Jeżeli będziesz twierdził  albo po prostu napiszesz mi zarzut pamiętaj  że ja nie mam wpływu  na  jury Kolosy które oceniało mój projekt, nie mam wpływu  na  działania Guinnesa oni też niezależnie oceniali(mimo że Pan Piotr chciał napisać swoją opinię ja się na to nie zdecydowałem, niech oceniają ludzie bez żadnych opinii aby później mi ktoś nie zarzucił że coś dostaje za układy) np.: moją wyprawę. Bo chyba nie sądzisz że mam jakieś układy w Londynie u Guinnesa? Bo wtedy ja nie wiem kto jest wiarygodny. Wałęsa nie jest , ja nie jestem itp.. Jeżeli masz jakieś uwagi kieruj też do tych organizacji(Guinness  Kolosy no bo II razy Kolosy mogły mi przyznać prestiżowe  wyróżnienie ? Wszak miałem trzy za dopłynięcie z Remigiuszem Trzaska na Ziemie Franciszka Jozefa tez odbierałem…Remigiusz mzoe potwerdzic jakim jestem  nabieraczem razem teraz płyniemy do Oslo.) bo być może moje będą dla ciebie   mało wiarygodne   (tak jak wcześniej już pisałeś  o  tych „zagrożeniach” moich)

Mówisz o    tym czy  byłem ciągnięty(no chyba ze za jeżyk teraz) co jest absurdem to tak jakby Pan Chmieliński się tłumaczył  z tego że zatrzymał się na Ukajali  przy tratwie gdzie  płynął razem z tubylcami i pił kawę a w tym czasie nie wiosłował. To absurd przecież. Podaj mi jedną tylko wyprawę, jedna,któramiała takopracowany przebieg  w dokumentacji wyprawy(dwa nadajnik satelitarne spot DWA  dwa GPS, opracowanie kartograficzne tabelki (zobacz te tabelki    http://www.gienieczko.pl/pdf/triatlon.xls.pdfhttp://www.soloamazon.info/tracking/http://www.gienieczko.pl/pdf/mgAmazon.pdf 

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ

 

wykresy pozycje jak w  załączniku to przekaże ci 20 tyś złotych dla Domu Dziecka ale jak mi nie przedstawisz takiej wyprawy to ty wpłacisz 30 tyś złotych dla Domu dziecka. Dwa spoty tabelki z pozycjami dokładnymi płyniecie od południa do południa  track live a nie ze jest nie widoczny itp. itd kartografia szlak trasa zaznaczona to co innego niż sobie myślisz. Żeby później  nikt Nie robiłl przypuszczeń tak jak zrobił Twój kolega o Naga Parbat…W załączniku tabelki z przepłynięcia, dwa nadajniki  spot. DWA. itp itd. Wcześniej mi zarzucano że nie mam pozycji z  Mackenzie  że  nie robie takich dokumentacji to zrobiłem  teraz aż za duzo!!!!.Nie na jednym spocie tylko  na dwóch spotach. Myślisz  że  Guinnes  by tego  nie widział? Ja napisałem dla Pana Chmielińskiego w sprawie rekomendacji dla Guinnesa że im się nie liczą takie papiery lecz pozycje GPSA i LIVE SPOT (DWA!!!). Moj przypadek to jeden z miliona u Guinnessa. To co by się stało jakby jakiemuś  hodowcy  koni (Nie daj boze z Półwyspu Arabskiego)ktoś  kto otrzymał rekord za największe  przyrodzenie jego konia posądził ktoś inny że  ktoś ma większe przyrodzenie????? Świat by się skłócił  gorzej niż za sprawa uchodźców aktualnie w Europie! Warto się zastanowić ale polemika będzie to tak jak z tymi źródłami Amazonki które podróżują  po Andach….

 

Reasumując  cale wydarzenie nie  będę  wyjaśniał już nic więcej ani pisał(nikomu nigdy!!! koniec!), czy to tyczy Amazonki czy tyczy  innych spraw bo to nie ma sensu , bo ciągle się powtarzam już od 2007 roku. To mnie już nawet nudzi nie czuje motywacji w tej  polemice .Doceń tylko że poświęciłem swój czas właśnie Tobie zamiast iść z dziećmi na spacer to wyjaśniłem tobie i odpowiedziałem z szacunku do Twojej pracy(mimo że wcześniej już wątpiłeś ty jak   młody człowiek pisz mi do 23 .00 pisz dzisiaj no człowieku trochę szacunku nie każdy  jest kawalerem ktoś ma rodzinie  i życie prywatne ) nie po to żeby cos wyjaśniać i tłumaczyć  bo jeżeli byłoby coś nie tak  pewnie byłbym teraz marynarzem (jak wcześniej i  robiłbym schemat życia,  ja w każdej chwili mogę wrócić na statek ,pracować  i być bardziej ceniony przez żonę bo inni to mało mnie interesują szczerze mówiąc).Liczy się misja i rodzina A nie tam tłumaczenie ).Przypominają mi się słowa  Pana Piotra(poniżej wypowiedz ) i to jest odpowiedz   na wszystko. Na te pytania zarzuty . Niemniej jednak jeżeli będziesz chciał mnie ocenić i napisać artykuł nawet ten najgorszy ( ja tego nie wykluczam )to proszę prześlij mi bezwarunkowo do autoryzacji. Zgodnie z zasadami dziennikarstwa .Artykuł o mnie. Nie wypowiedzi  moje, ale artykuł. Bo ja się zgodziłem na korespondencję  z Tobą i rozmowę bo zakładałem że jest to materiał o Kolosach tak jak zaznaczyłeś w rozmowie  telefonicznej(z szacunku dla tej organizacji zgodziłem się) o ludziach nagrodzonych i wyróżnionych (gdzie zostałem wyróżniony) a nie o mnie ale teraz nastąpiła zmiana   o 180 stopni .Więc to daje dużo do myślenia….

 

Jak inni podchodzą i co myślą o takiej obronie?

 

Piotr Chmieliński Pisze do Marcina Gienieczko:

 

Dlaczego chcesz wszystkim udowadniać że zrobiłeś trawers Ameryki Południowej na rowerze, canoe i wreszcie na nogach prezentując sterty papierów. 

 

Czy ktoś Ciebie zmusza do tego?

Czy ktoś sugeruje że tego nie zrobiłeś? 

 

Jeżeli tak nie jest to proponuje abyś nie udowadniał całemu światu że to wykonałeś bo to stwarza podejrzenia - "dlaczego On się tłumaczy". 

Z mojego punktu widzenia robisz sobie niedźwiedzią przysługę. 

 

Moje oświadczenie zrobię dla jakiejś konkretnej organizacji jak będziesz potrzebował np. Record Guinnessa ale nie po to abyś wstawiał na FB - bo to oznacza że - czegoś nie zrobiłeś (tłumaczenie jak powyżej).

 

Zastanów się nad tym co napisałem. Ja też mogę się mylić.  Tylko ci przedstawiają jakieś dokumenty potwierdzające ze coś zrobili, ci którym zarzuca się że w czymś oszukali. 

 

 

Pozdrawiam Ciebie i Twoją kapitalną Rodzinę.

 

 

Wbrew pozorom dla mnie  najważniejsze jest takie podejście gdyż mam dzieci i wiem jak to jest z dziećmi  i problemami .Jak będziesz miał dzieci(może masz) to zrozumiesz co jest najważniejsze, jaka jest misja itp.

 

http://natemat.pl/164325,wyruszyl-w-podroz-dla-chorych-dzieci-nie-trzeba-byc-synem-wielkiego-prezesa-zeby-robic-wielkie-rzeczy

 

Chcę też dodać że  materiał powyższy biorąc pod uwagę że piszesz że są zarzuty zostanie również opublikowany  jako szersza wizja  całego tematu w innym dzienniku. Tak aby była równowaga. Temat zostanie skomentowany w stacji TV. Gdyż to ciekawe jest jak się pytać to trzeba się pytać o wszystko i wszystkich. Bo wcześniej mówiłeś coś innego teraz mówisz coś innego a wiadomo(mam na myśli że najpierw o  wyróżnionych teraz  skupienie na mnie a Gadiel wiadomo  to jest tylko przykrywka)

.Dominik ja zbyt długo żyje aby się na to nabrać  że  zamysł był jeden.

 

Obronić się mogę w tylko  jeden sposób jak za 8 lat będę robił  nadal projekty. To jest perswazja. Nie sposób zrobić jedna wyprawę lub kilka i kupony odcinać i mówić  jak nasi piłkarze w latach 80 tych ej  my byliśmy lepsi graliśmy lepiej .Sposób  to robić do końca tak jak to robi P. Wielicki, Pawlowski czy Doba. Mój Kolejny cel  to Biegun Południowy. Samotnie. Dobrze że tam nie ma ludzi więc nikt mnie nie  powie ze ktoś był….obok lub też  nie.

 

Bo jeszcze ktoś  powie że ciągnął za mnie sanki tak  jak powiedział  partner Reinholda Messnera(znienawidzili go za to że był lepszy i  szybszy ) o samym Mesnerze przy trawersie Antarktydy. Ja ci dziękuje za te pytania bo dzięki nim uzmysłowiłem  ze trzeba  pisać książkę o Amazonce  co też uczynię. Bardzo dziękuje za motywacje.

 

Z poważaniem

 

PS a propo zarzutów  opowiesz  mi temat z przeszłości o Wandzie Rutkiewicz. No skąd  to się Dominku bierze prawda??? No  Gienieczce zarzucają coś (co jakiś czas)na ale żeby Rutkiewicz zarzucali… hm. Pamiętam słowa Marcina Jamkowskiego ówczesnego naczelnego National Geographic ,,Marcin  pamiętaj im większy sukces osiągniesz tym więcej będziesz miał oponentów” .i teraz po Mackenzie jest Amazonka….to  normalka.

 

Warto odsłuchać: o  8 minuty i 13 sekundy wszak zajmujesz się taką  tematyką  więc  zapewne to ciebie zainteresuje .,,W Cieniu Everestu” o zarzutach środowisku, osobowości itp.

 

https://www.youtube.com/watch?v=ViitKrGmemE&list=PL565F6A971E8214B5

 

Oceniaj z  głową. Każda decyzja jest rezygnacją z czegoś lob kogoś. A to co prawdziwe samo przetrwa i obroni. Powodzenia!!!

Marcin Gienieczko

PS

UWAGA:

1)publikacja zdjęć z wizerunkiem Marcina Gienieczko jest odpłatna(każda fotografia nawet ściągnięta z Internetu gdyż wszystkie należą do Agencji Perdido.)

 

DZIEKUJE ZA UWAGE

SCISKAM DLON


25 marzec 2016

Trzeba robić swoje  mimo  rożnych wojen. Polecam fragment tej wypowiedzi .Mojej  również wypowiedzi w książce ,,Kierunek północ”  .Rozdział jest odpowiedzią na wiele pytań. Jakich? Tam gdzie ludzie tam i zawiść i rożnego rodzaju gry całkowicie nie zrozumiałych dla wielu ludzi.

Ktoś powiedział z Guinnesem się nie dyskutuje ,a jednak są tacy…ci sami co zawsze.

http://puck.naszemiasto.pl/artykul/marcin-gieneczko-wzial-amazonke-za-rogi-i-pobil-rekord,3672190,artgal,t,id,tm.html


19 kwiecień 2016

Mój wózek na przejście  1400 km  przez góry  i stepy Mongolii. Jaki to wózek? Będzie mi zastępował moje pulki ,  w trakcie ekspedycji przez Mongolie. Konstrukcja stalowa spawana. Aby uzyskać jak najniższą wagę, wykorzystałem rury cienkościenne. Zrezygnowałem z elementów aluminiowych, ponieważ tylko nieznacznie zmniejszyłyby wagę, a zdecydowanie osłabiłyby konstrukcję. Dyszle wykonane są ze stali nierdzewnej z możliwością odpięcia, tak aby ułatwić transport całości. Konstrukcja wykonana z uwzględnieniem wzrostu użytkownika, by przewożony ładunek zawsze znajdował się w poziomie. Koła o średnicy 26 cali, takie jak w rowerze górskim, ze wzmacnianymi obręczami przeznaczonymi do dużych obciążeń. Zamiast nakrętek zastosowane są szybkozłącza umożliwiające łatwe wypięcie kół do transportu lub do wymiany ogumienia. Tak zawieszona konstrukcja pozwoli na swobodne omijanie wystających z ziemi kamieni lub korzeni.

Dziękuje firmie MMPJ Transport Logistic oraz  firmie Multilog Transport i Logistyka za pomoc  w  przygotowaniu tego wózka i dostarczeniu. Osobne podziękowania Pani Kamili Bruchwalskiej za pomoc od serca dla projektu.

   


17 kwiecień 2016

Rosyjskie media oraz Bułgarskie w tym międzynarodowy festiwal sportów extremalnych w Bułgarii przedstawia mój rekord Guinnesa. Tym razem opis w języku rosyjskim. Było już w hiszpańskim , portugalskim, polskim , angielskim, niemieckim a teraz. w rosyjskim. Rekord poszedł w świat….

http://banskofilmfest.com/ot-amazoniya-v-knigata-na-gines/

Natomiast są już chętni do pobicia rekordu i to jest super w sporcie. Kolejna ekspedycja zmierza na Amazonkę: http://downtheamazon.com/home/

http://www.guinnessworldrecords.com/…/longest-journey-by-ca…

Ci którzy nie czytali o ekspedycji zapraszam na światowy portal Explorersweb
http://www.explorersweb.com/oceans/news.php…


15 kwiecień 2016

Co z dziennikarstwem w Polsce?

Kończyłem rożne szkoły, kursy marynarskie, elektromechanike,  dziennikarstwo itp. Ale jak było z tym dziennikarstwem? Parę miesięcy wcześniej uczestniczyłem w konferencji prasowej na Uniwersytecie Gdańskim, na Wydziale Socjologii i Dziennikarstwa. Było to spotkanie ze studentami dziennikarstwa pod hasłem „Pokonać Północ”. Sam studiowałem dziennikarstwo i wiem, jak to wygląda od strony praktycznej, od drzwi kuchennych. Zaczęło się to tak. Mój ojciec kiedyś kupował ,,Playboya”. Nie dla ładnych panienek, ale dla dobrych tekstów, bo wówczas pisali tam między innymi Tomasz Lis, Kapuściński, Kydryński, Pałkiewicz, Messner. Magazyn ,,Playboy” opiera się na znanych nazwiskach. Kiedy przejechałem konno północną Mongolię, postanowiłem, że zrelacjonuję to właśnie na łamach ,,Playboya”. Miałem 21 lat i wczytywałem się na łamach tego pisma w reportaże Marcina Kydryńskiego. Przebijałem się do świata dziennikarstwa warszawskiego. Zadzwoniłem do redakcji na Pruszkowskiej, przedstawiłem się i powiedziałem, że chciałbym nawiązać z nimi współpracę, zapytałem też, czy mógłbym rozmawiać z redaktorem naczelnym lub prowadzącym. To stara prawda, że do redaktorów naczelnych w ogóle trudno się dodzwonić. Są na ogól nieuchwytni. Znanym mi wyjątkiem od tej reguły jest były naczelny „National Geographic Polska” Marcin Jamkowski, który zawsze przyjmował ludzi z ulicy i rozmawiał z nimi, bo chciał jako naczelny poznawać pasje i poglądy innych. W redakcji „Playboya” sekretarka o anielskim głosie widocznie nie dosłyszała mojego nazwiska i pomyślała, że zadzwonił znany rysownik Andrzej Mleczko, który wówczas miał kontakt z ich pismem. Dzięki temu nie zostałem spławiony, tylko poproszono mnie, żebym poczekał. Kiedy zostałem połączony, zacząłem się przedstawiać, tłumaczyć, że jestem młodym, ale dobrym fotografem itd. I tak w wieku 21 lat zostałem wkrótce przyjęty przez redaktora Piotra Strzałkowskiego, który później uczył mnie pisania reportaży. W redakcji omówiliśmy temat. Zdjęcia wszystkim się spodobały, ale tekst uznano za słaby. Pracowałem nad nim następnie sześć miesięcy. Po pewnym czasie Piotr uznał, że jest czytelny. I tak opublikowałem w tej redakcji swój pierwszy tekst i zdjęcia: ,,Dwustu Indian z Mongolii” za 3400 zł netto(uwaga:! teraz takich stawek już nie ma), obok takich nazwisk jak Mario Puzo, nieżyjący już autor Ojca chrzestnego, Kamil Sipowicz, Mariusz Szczygielski i wielu innych. Później zrealizowałem kolejne reportaże dla „Playboya”, i to za dobre honorarium. Wkrótce zaprzyjaźniłem się z tym pismem i ta przyjaźń trwa, bo Marcin Meller, obecny naczelny, chętnie dopingował  moim wyprawom . Zresztą z Kydryńskim przemierzył Afrykę z Kairu aż po Przylądek Dobrej Nadziej, wiec rozumiał to moje pragnienie eksploracji. Ja ze swej strony zamierzałem trzymać się słów Honoriusza Balzaka: „Nie ma czegoś takiego jak wielki talent bez wielkiej siły woli”. Niestety dziennikarstwo już upadło. Liczą  się Social Media o czym z każdym dniem przekonuje się mój kolega Jarek Kuźniar. Niebawem ukaże się mój bardzo duży reportaż. Ostatni. Gdzie? Tajemnica ale będzie to bardzo duże  ,wysokonakładowe pismo i największe w Polsce wydawnictwo. Tym reportażem zakończę pisanie   teksów dziennikarskich  a skupie się właśnie teraz  na książce. Ksiązka się obroni i ma przyszłość .Zwłaszcza  dla mnie.


11 kwiecień 2016

Syberia 2016

Kto chce zemną wyruszyć do źródeł rzeki Leny? Kto chce podróżować zemną po Syberii?, Kto chce ruszyć nad jezioro Bajkał?

Zapraszam serdecznie. Więcej informacji tutaj:

http://intourpolska.pl/index.php/oferta/wyjazdy-turystyczne/rosja/wyprawa-na-syberie


3 kwiecień 2016

Serdecznie wszystkich zapraszam do Pszczyny(MOSIR) na spotkanie z przygodą gdzie   9 kwietnia o 20  .00 opowiadam o swoim triathonie przez Amerykę Południową.

Program:

http://www.moris.pszczyna.pl/aktualnosci/a1136,pszczynskie-spotkania-z-przygoda

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


31 marzec 2016

Ostatnio otrzymałem dziwnego maila z jeszcze bardziej  dziwnym linkiem ws podróżniczego eventu ,, Kolosów 2015 ”… Poniżej link:

 https://klubpodroznikow.com/forum/51-prasa-/13739-czy-na-festiwalu-kolosy-sa-uklady-i-kumoterstwo#14033

 

Co o tym  można myśleć? W mailu byli załączeni ludzie jak Romuald Koperski, Polski Klub Przygody czy Andrzej Bargiel itp. Cóż mogę powiedzieć? Tam gdzie ludzie tam i zawiść i różnego rodzaju gry  czasami całkowicie nie zrozumiałe dla wielu ludzi. O takich sytuacjach to ja juz wiedziałem dawno temu pisząc  moją drugą książkę ,,Kierunek Północ” gdzie przedstawiłem zawiłości  podróżniczego świata w Polsce. W nawiązaniu do tego linku pozwolę przypomnieć  innym ten rozdział.  Reinhold  Messner, zdobywca  wszystkich  ośmiotysięczników w Himalajach, w książce ,,Moje życie na krawędzi” w rozmowie z Thomasem Huetlinem opowiada  o środowisku alpinistycznym z którym miał kontakt . Jest to bliskie prawdy a nawet prawda, jak bardzo można to odnieść również do niektórych osób ze środowiska podróżniczego w Polsce. Fragment wypowiedzi oraz moje  odniesienie  do tej sprawy jest na załączonym skanie ,  fragmentu ksiązki wydanej UWAGA w 2013r: http://www.zagle.com.pl/wydarzenia/kierunek-polnoc-ksiazka-marcina-gienieczki,1_13323.html

 

Podpisuje się z imienia i nazwiska pod takim światopoglądem jaki ma Reinhold Messner. Kiedy  poruszyłem  ten wątek co o tym myślę w jednej korespondencji   polski kajakarz mieszkający w USA napisał do mnie :,,Ciekawy z ciebie człowiek    trzeba wypić  piwo lub wino”. Z tym się zgodzę.  No cóż .Jestem wierny swojej ideologii i nigdy jej nie zmieniam. Nie przyzwyczajam się do ludzi ani do kasy i żadnych pochlebstw. Jestem dożywotnio skazany na bycie w drodze. Właściwej drodze. Nie zmieni się były prezydent   Lech Wałęsa ,Prezes Kaczyński czy Władymir Putin…i ja również. Przetrwa ten kto stworzy swój świat i będzie do końca życia napierał i wierny swoim zasadom. Koniec .Kropka. A co do nagród lub innych podobnych spraw? Dla mnie najważniejsza nagrodą jest to jak moja książka sprzeda się z drugim dodrukiem to wtedy jest to PRAWDZIWA nagroda . Dlatego postanowiłem pisać książkę o Amazonce. Teraz  liczy się Biegun, a wcześniej przejście Mongolii 1400 km przez stepy  i góry. Tam chociaż czyste jest powietrze….


 

Pozdrawiam,

 

Marcin Gienieczko

 


24 marzec 2016

 


21 marzec 2016

Rusza Globalny projekt Marcina Gienieczko

Pamiętam jak byłem 12 letnim chłopcem i oglądałem film „Rocky” o bokserze który chciał osiągnąć wielki sportowy szczyt. Zaczynał od zera ale miał serce do walki. Pamiętam te zdanie:,, Nic nie uderzy cię tak mocno jak Życie. Nieważne jak mocno bijesz, ale ile jesteś w stanie znieść i nadal iść do przodu. Na tym polega zwycięstwo. Jeśli wiesz, na co cię stać , rób to, na co cię stać. A jeśli nie jesteś tym , kim chcesz być, nie szukaj winny w innych, tak robią tchórze” -bokser Rocky Balboa…mimo ze to fikcyjna postać uniosła mnie wówczas w strefę mocnego napierania.

Sprawy się wyklarowały, już wiadomo jak będzie wszystko wyglądać to co poniżej przedstawiam będzie realizowane w globalnym projekcie o nazwie „Global Project Krispol Expeditions”
4- czerwca wypływam jachtem o nazwie „Krispol” do Oslo, kapitanem jest Remigiusz Trzaska jak dowódca. Z Remigiuszem płynąłem w 2006 roku na Ziemię Franciszka Józefa i Spitsbergen ,dobry żeglarz i rozsądny kapitan. Wracamy 18 czerwca do Gdyni. Wypłynięcie spod Hotelu „Hilton „w Gdańsku gdzie 3 czerwca odbędzie się konferencja prasowa, już dzisiaj wszystkich zapraszamy

25 lipca wylatuję do Mongolii. Powrót 1 pażdziernika w ciągu 60 dni cel jest przejść 1400 km (ilość km tyle ile na Biegun Południowy)pieszo ciągnąc specjalny wózek przez góry i stepy Mongolii .od dawnej stolicy Mongolii Karakorum(byłem tam w 1999 roku w trakcie mojej wyprawy konnej przez Mongolię).

W marcu 2017 wykonuję przejście Gór Sarek z Mikaelem Starndberg

W kwietniu od 2 kwietnia do 30 maja 2017 jestem na Grenlandii gdzie zamierzam pokonać podwójny trawers Grenlandii( 1200 km pieszo) razem z partnerami(dogaduje się i temat się rozwija). Niebawem ogłosimy skład!

Od 25 lipca do 1 września 2017 robię solowe przejście Gór Mackenzie (600 km pieszo)

Rok 2018 to przygotowania, treningi, szkolenia a od 4 listopada ruszam na swoją główną ekspedycję Narodową- wyprawa na Biegun Południowy. Tak będzie właśnie to Narodowa wyprawa na Biegun Południowy w tą i z powrotem w 100 rocznice Niepodległości Polski!!! Solo bez pomocy z zewnątrz. Cel Start Berkner Island do Bieguna i powrót do Herkules Inlet. Czyli zdobyć Biegun Południowy od morza Weddela i powrót do morza. Początkowo myślałem o trawersie ale zdecydowałem się na takie rozwiązanie w kilometrażu nawet dalej. Bo trawers to 2000 tys. km a to 2700 km.. Więc większe wyzwanie a poza tym zawsze marzyłem o tym aby zdobyć coś wielkiego i powrócić z tego zdobywania do punktu startu. Tak jak się wykonuje atak na ośmiotysięczniki. To już moje ostatecznie ułożenie planu ,nic w tym już nie zmienię będę tylko konsekwentnie dążył do wyznaczonego celu. Decyzja zapadła .Koniec dyskusji w tym temacie. W załączniku pismo od Polskiego Komitetu Olimpijskiego który patronuje przedsięwzięciu. Ponadto głównym sponsorem została firma „Krispol” drugim sponsorem jest firma „Than Karm” z Białegostoku, ponadto wspierają mnie firma Supra-Sat , Hobby 4Man, marka firmy Kolter oraz The North Face. Koszt całego przedsięwzięcia to 600 tys. złotych.Dzialamy


 

Pozdrawiam,

 

Marcin Gienieczko


17 marzec 2016

Marcin zaczyna  pisać kolejną książkę. Tym razem o Amazonce!!!

 Dla mnie najważniejszą nagrodą nie jest nagroda ale uznanie  ludzi którzy poświęcają swój czas na czytanie moich książek .Co mam na myśli? Największą nagrodą jest to jak twoja książka  po wyczynie  się sprzeda się z drugim dodrukiem. Wtedy to jest nagroda. Napisałem w swoim  życiu dwie książki ,,Pokonać siebie” i ,,Kierunek Północ”

 http://www.zagle.com.pl/wydarzenia/kierunek-polnoc-ksiazka-marcina-gienieczki,1_13323.html

 Zastanawiałem się długo czy pisać książkę o wielkim triatlonie  przez Amazonkę. Nawet powiedziałem ,że nie będę pisał .Nie miałem i nie mam zbyt dużo przelanych na papier myśli. Płynąłem sportowo w odróżnieniu od innych  realizowanych wypraw na Amazonce w stylu sportowym większość ludzi podziwiało tamtejsze widoki a ja napierałem .Nie miałem zbyt dużo czasu na pisanie  notatek gdyż liczy się w  wyczynowej eksploracji /sporcie świt i zmierzch. Jednak  przekonaliście mnie. Dlaczego? Poniżej informacje jakie otrzymuję od różnych osób  ,które mówią same za siebie. Tak .Postanawiam że od 1 kwietnia  2016 zacznę  długą podróż  po Amazonce tym razem zacznę pisać książkę o tej wyprawie. Wszystko po to aby przedstawić  czytelnikom jaka jest współczesna Amazonka, co w meandrach tej rzeki się kryje. Jakie są losy  wcześniejszych wypraw w przepłynięciu Amazonki? Jak jest ze źródłami Amazonki? Co trzeba zrobić aby odebrać kontener z łodzią w Ekwadorze? Z kim współpracowałem przy tym projekcie? Jak ludzie podchodzili do projektu? Jacy są dualistyczni ludzie broniąc swojego ja o Amazonce itp.  Trzeba pokazać współczesną eksplorację na Amazonce ale i również sam projekt bo  ja się nie skupiałem tylko  na przepłynięciu Amazonki  w canoe  ale na wielkim trawersie Ameryki Południowej z zachodu na wschód. Wyprawa została uznana przez  World Rekord Guinness wiec trzeba innym pokazać  to przedsięwzięcie. W maju wyjdzie mój ostatni reportaż  i skupiam się teraz tylko na pisaniu tej książki. Więc znowu popłynę z Amazonką. Tym razem machając piórem.

A co  inni myślą o mojej twórczości? Poniżej odpowiedz.

 

Informacja od jednego z czytelników:

 

„ Cześć Marcin ,chciałem napisać do Ciebie po przeczytaniu twojej książki "Pokonać Siebie" ( pewnie myślisz -kurczę  taka stara książka a on dopiero przeczytał) poniekąd tak książkę tę podarowałem Ojcu na któreś tam urodziny i później leżała w domu do momentu kiedy po raz któryś musiałem się spakować i ruszyć za chlebem, londyńskim chlebem po za tym książkę tę podarowałem Ojcu na urodziny jak juz wspominałem i była on z dedykacją od "nas" ode mnie i mojej byłej żony. Ale do rzeczy.

 

Strasznie ratowała mi dupsko kiedy jechałem o 5-tej godzinie rano żeby dostać się na 8-mą do pracy, czytałem i byłem razem z tobą na Alasce ,w Kanadzie chciałem powiedzieć że świetna książka i życzyć Ci wszystkiego dobrego na ten Nowy Rok ,Nie wiem co teraz robisz, co planujesz ale książka ta dała mi moc i ducha, podróżuj spokojnie i niech wiatry oraz ludzie Ci sprzyjają pozdrawiam. Arek.”

 

Powyższy tekst mnie przekonał że trzeba napisać kolejną książkę!

 


15 marzec 2016

Marcin jak ,że ,,ważną” nagrodę wyróżnienie ,,wyczyn roku” przekazuje Pani Prezes Pomorskiego Hospicjum dla Dzieci Małgorzacie Bałkowskiej. Tabliczka zostanie zlicytowana na rzecz Pomorskiego Hospicjum dla Dzieci tak jako zostało to zapowiedziane na scenie głównej przez reprezentującego Marcina- Kacpra Jurak .W tym samym czasie Marcin Gienieczko odbierał inną ważną nagrodę. Mamy nadzieje ,że ona komuś się przyda i przyniesie jakieś drobne finanse na rzecz najbardziej potrzebujących. O takim geście Marcin marzył od 8 lat….Jak widać marzenia można realizować. Jeszcze raz dziękujemy Jury za docenienie tego wielkiego przedsięwzięcia- Kapitule ,,Kolosy”.

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


14 marzec 2016


Odbiór wyróżnienia za wyczyn roku na Kolosach. W moim imieniu zrobił to Kacper Jurak twórca oprogramowania szlaku przepłynięcia Amazonki www.soloamazon.info Bardzo dziękuje JURY za docenienie mojego przedsięwzięcia. Było to moje ostatnie wystąpienie na Kolosach. Wcześniej napisałem o tym do Pana Janowskiego(ORGANIZATOR) i na swoich stronach www. Ten etap mam już za sobą. Po osiągnięciu światowego wyróżnienia World Records Guinness :
http://www.guinnessworldrecords.com/…/longest-journey-by-ca…
uważam ze nie powinienem się uwsteczniać .To co JA chciałem osiągnąć tutaj osiągnąłem. Kolejny cel to festiwal światowy w Banff gdzie z Mikaelem Strandberg będziemy przygotowywać film z wyprawy na Biegun Południowy. Film z pewnością da Państwu dużo do myślenia. Co jest najważniejsze w tym życiu? Przede wszystkim co myślę o tej nagrodzie? Najlepszego i powodzenia dla organizatorów w kolejnych edycjach ….
 

Tym czasem zapraszam na moje spotkanie do Rybnika juz w ten piatek godzina 18.00.


13 marzec 2016

Co za tydzień. Odbiór nagrody światowej World Records Guinness .

 

Wczoraj nagroda na Targach Wiatr I Woda

 

http://biurorekordow.pl/najdluzsza-podroz-canoe-rekord-gui…/

 

http://www.guinnessworldrecords.com/…/longest-journey-by-ca…

 

http://puck.naszemiasto.pl/…/marcin-gieneczko-wzial-amazonk…

 

, później wyróżnienie wyczyn roku a i w tym samym czasie nagroda przyznana przez mój region. Niestety nie mogłem być w dwóch miejscach na raz. Następnym razem wiedząc ,że mam takie oblężenie co do nagród to się ,,skolnuje”. Bardzo dziękuje dla Kacpra Jurak , który w moim imieniu odebrał wyróżnienie za wyczyn roku na Kolosach. Ja w tym samym czasie byłem na odbiorze innej nagrody gdzie już wcześniej miałem zaproszenie(w załączniku pismo) i nie mogłem być w dwóch miejscach naraz. Region Pucki przyznał mi nagrodę i

ambasadorostwo naszej Gminy Kosakowo. Co jest najważniejsze? Najważniejsze to jest to ,że mogłem pomóc wielu ludziom. Kacper Jurak powiedział na Kolosach ,że ta nagroda-wyróżnienie zostanie zlicytowana dla Pomorskiego Hospicjum Dla Dzieci co też potwierdzam. No bo po co mi ona…Jeszcze raz dziękuje wszystkim za kibicowanie a już w przyszłym tygodniu zapraszam do Rybnika na moją opowieść jak przepłynąłem jako pierwszy człowieka na świecie w canoe Amazonkę.

 

Napieramy dalej bo prawdziwy Explorer to taki nie który zdobywa nagrody ale taki który za 10 lat będzie nadal to robił a z tego środowiska jest kilku: jak Krzysztof Wielicki czy Olek Doba a inni którzy od czasu do czasu zanurza się w mętnych odnogach napierania wciąż wracają do tego samego tematu. Jeszcze raz wielkie dzięki! Napieramy dalej!

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko

      

 


13 marzec 2016

Wróciłem z Targów Wiatr i Woda w Warszawie. Fajna wyjazd gdyż wracałem razem z kolegą Olkiem Doba do Gdyni. Porozmawialiśmy o wyjazdach Olek opowiadał jak ledwo uszedł z życiem na Amazonce i co go czeka na ciężkiej przeprawie przez Atlantyk. Ja opowiedziałem o Biegunie. Dziękuje dla Waldemara Heflicha za pomoc oraz dla Pauliny i Mariusza Bartosinskich ( z Mariuszem w maju biegnę w biegu Mustanga) z Warszawy moich serdecznych przyjaciół na których mogę zawsze liczyć. Zdjęcia poniższe są autorstwa Pauliny Bartosinskiej znakomitej fotografii. Dzięki Paulina. Na targach odebrałem zegarek Alpina dedykowanej serii Race for Water- ilość sztuk tylko 400 na całym świecie. Zacny prezent firmy Janeba reprezentującej tą prestiżową markę w Polsce. Nie wiem czy go będę nosił(żart) bo mi mogą rękę obciąć z tym zegarkiem bo sam zegarek ma wartość 12 tyś złotych jak dla mnie to dużo. Zegarek będzie odmierzał czas do wyprawy narodowej na Biegun ale i jest również to nagroda za ustanowienie światowego wyczynu uznanego i docenionego przez Informacja World Records Guinness :
http://www.guinnessworldrecords.com/…/longest-journey-by-ca…
Zegarek jest za to uznanie przez niezależna instytucje. Warto dodać ze to najwyższa nagroda jaka można otrzymać! Firma Smart przekazała mi natomiast radioboję kannad marine , która będzie mi służyła podczas przejścia Grenlandii. Po latach spotkałem się z serdecznym moim sponsorem Kapitanem Zdzisławem Uherek , który kiedyś mi powiedział pamiętaj Marcin morze jest dla ryb nie dla ludzi. Facet 25 lat pływał jako kapitan na największych kontenerowcach świata. Chce też podziękować dla mojego nowego partnera i głównego partnera firmy KRISPOL za pomoc w przygotowaniu I etapu czyli wielkiego przejścia przez Mongolie. Od tego projektu zaczynamy naszą wspólną podróż. Razem z firma Krispol przez najbliższe trzy lata będziemy współpracować przy globalnym projekcie. Dziękuje dla Pani Kasi Kozłowskiej szefowej marketingu i Pana Prezesa Pana Karola Krysińskiego. Spotkałem i porozmawiałem z napieraczami z Energa Team Piotr Myszka, świeżo upieczony mistrz świata w windsurfingowej klasie RS:X, i Przemysław Miarczyński pierwsze tytuły Mistrza Świata w klasie Mistral (pretendenci do tytułów Mistrzów Olimpijskich w Rio 2016).Co jeszcze? Jutro o 18.00 mam prezentacje w Pierwoszynie w Gminie Kosakowo na którą już dzisiaj zapraszam!


8 marca 2016

Będzie się działo!

 

Wiec tak:

1)      serdecznie dzisiaj  zapraszam do wydania Dziennika Bałtyckiego gdzie jest przedstawiony mój World Rekord Guinnes’s canoe. 9 marzec

 

2)      10 marca o godzinie  9.00 w Dzień Dobry TVN  opowiadam o rekordzie Guinnesa , który ustanowiłem              http://www.guinnessworldrecords.com/world-records/longest-journey-by-canoe-%28kayak%29-solo

  

3)      11 marca zapraszam na godzinie 21.00 do Gdyni gdzie na festiwalu Kolosy opowiadam o trathlonie przez Amerykę Południową  https://vimeo.com/147495523

 

                        Kilkuetapowy trawers Ameryki Południowej z użyciem roweru i canoe i własnych nóg, rozpoczęty na pacyficznej Playa Cerro La Virgen w Peru, z metą â pokonaną biegiem â w miejscowości Moskiero nad zatoką Marajó u wybrzeży Atlantyku w Brazylii. Pierwszą fazą wyprawy był rowerowy przejazd przez Andy. Marcin Gienieczko pokonał w ten sposób ok. 700 km( 13  dni) i dotarł do peruwiańskiego San Francisco nad rzeką Apurimac. Tu rozpoczął się etap drugi â spływ systemem rzecznym Amazonki. Podróżnik, zmagając się m.in. z popowodziowym stanem wody, przemierzył w canoe blisko 6000 km, co zabrało mu 94 dni . W początkowej  części wyprawy towarzyszył mu Gabriel Sanchez Rivera. Ostatni odcinek ekspedycji Gienieczki to  14 godzinny (81 km) bieg z Belém na finisz. W deszczu i z polską flagą. Więcej o tym wydarzeniu na stronie www.soloamazon.info

 

 

4)Później przenoszę się do Warszawy na Targi  Wiatr i Woda http://www.wiatriwoda.pl/?gclid=CLPJnYa2scsCFacLcwodk7cGPA

 gdzie w sobotę 12 marca o godzinie 14.00 na scenie głównej opowiadam  o  wyżej wymienionym przedsięwzięciu oraz co trzeba zrobić ażeby ustanowi światowy rekord World Rekord Guinnness? Scena Główna. Spotkanie poprowadzi red. naczelny miesięcznika Żagle Waldemar Heflich.  Serdecznie  zapraszam

 

5) 13  marca  w mojej ukochanej miejscowości Gminie Kosakowo o godzinie  18.00 odbędzie się prezentacja z przepłynięcia Amazonki canoe. Również odbieram tutaj nagrodę przyznaną przez Wójta Gminy Kosakowo. Nagroda jest przyznana za wysokie wyniki sportowe. Sala w Domu Kultury  w Pierwoszynie  godzina  17.30 .Zapraszam wszystkich mieszkańców Gminy Kosakowo  i nie tylko. W załączonym wpisie  pismo od Wójta Gminy Kosakowo

 

Uwaga: Polecam moja prezentacje na Kolosach , gdzie zostałem zgłoszony przez Pomorskie Hospicjum Dla Dzieci przez  Panią Prezes Małgorzatę Bałkowska. Załączam pismo  od Pomorskiego Hospicjum Dla Dzieci. Co  Hospicjum myśli o mojej misji? Chce zaznaczyć , że to moja ostania taka prezentacja. Organizatorzy o tym wiedza gdyż  ich wcześniej powiadomiłem. Pisze to ażeby ktoś później nie wymyślił  sobie ,że nie robie takich prezentacji bo  mnie ktoś nie zapraszam co jest bzdurą. Czy to Targi Wiatr i Woda czy Kolosy itp. To są moje ostanie takie prezentacji. Po uznaniu przez World Rekord Guinness skupiam się  na innych odsłonach moich przedsięwzięć. Między innymi  wraz z moim kolega Mikaelem Strandberg rozpoczynamy  globalny projekt(4 czerwiec –Bałtyk Norwegia, Mongolia, Grenlandia, Kanada, Chile, Antarktyda) i film na światowy festiwal w Bannff. Zobaczcie to: https://www.youtube.com/watch?v=bHnqUQ1c6yc

 

Serdecznie zapraszam!

Marcin Gienieczko

www.gienieczko.pl

 


8 marzec 2016

On the 2nd of March 2016 Marcin Gienieczko was officially awarded Guinness World Record  in the category: the canoe longest journey across the Amazon.
The certificate will be delivered in 2-3 weeks. However, the official statement was published on the homepage of Guinness World Records, as well as Martin has been notified by the email and the phone:

Information about the record:

http://www.guinnessworldrecords.com/world-records/longest-journey-by-canoe-%28kayak%29-solo

Polishofficeof Guinness World Records also informs about it:

http://biurorekordow.pl/najdluzsza-podroz-canoe-rekord-guinnessa/

It is really hard to believe. Or maybe it is a dream? The fact is that the global and independent institution such as Guinness World Records officially announces that Marcin Gienieczko set a world record crossing the Amazon river in a canoe, beginning from Atalaya and ending in Belem (in the attached document you can find the route confirmed by Guinness World Records with the description). For logistic reasons Marcin was awarded the Guinness World Record for the distance of 5573 km from Atalaya to Belem. The result is much better than the previous one in that category, belonging to Helen Skelton https://www.youtube.com/watch?v=ZP0mj4iRwdI  from The Great Britain. She did it on the distance of 3234 km in a kayak. Marcin Gienieczko decided to apply for a record in a canoe.

Verification of all materials and the whole documentation took 4.5 months. Marcin Gienieczko provided phones, addresses of the witnesses, recordings from two GPS users, recordings from two live spots, about 15 hours of film, more than 400 photographs, confirmation from the local authorities, the police and the Navy in Peru and Brazil. The recordings from two spots are the most reliable and the best documentation of modern exploration. It is very important that one of the spots confirms the other at the same time, both need to record the speed of the paddling, everything must be transferred "live".


Below you can find the recordings from two transmitters and the table that shows the whole trip through South America from the Pacific to the Atlantic.

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ

 

http://www.soloamazon.info/tracking/

 

the whole expedition – the triathlon

http://www.gienieczko.pl/pdf/triatlon.xls.pdf

 

the canoe stage – the second part of the expedition

 

http://www.gienieczko.pl/pdf/mgAmazon.pdf

 

How to document the World Records Guinness, recently?
 

Satellite relationships:


One signal is sent every 10 minutes and the other one was sent two times a day as a confirmation of the first one.

The travelers, guys from TVN 24, the people from the editors of "Sails", office records, my family, local village leaders, missionaries in Peru and Brazil, the Polish Embassy in Peru and Brazil, my friends and finally the first winner of the Amazon, Peter Chmieliński the US-member of the "Kolosy" board, all of them were able to follow my expedition very closely thanks to the connection  with the transmitters. Mirosław Rajter – responsible for the logistic of the project, ethnographer, famous from his engagement in the search of the missing canoeists in 2011.

 

Miroslaw prepared the meeting with the mayor of Atalaya city and he also prepared the monitoring of the expedition in consultation with the local authorities, the military and the village leaders.  Atalaya was a place where we officially start to beat the Guinness Record, although Gienieczko had previously sailed 405 km from the San Francisco. Expedition was supported by Gadiel Sanchez Rivera, the first man, who walked along the banks of the Amazon river with Ed Strafford. Ed Strafford walked the length of the Amazon river in South America from the source to the sea. No-one had ever done what he attempted.

 

http://www.walkingtheamazon.com/

 

Finally, about 30 people were connected to Marcin’s satellite transmitters. Moreover, the project was also reported by the global extreme sports portal such as Explorersweb.com 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=marcin-gienieczko-i-won-the-fight-agains_144309682

Requirements: "witness testimony" (min 2 pieces). Guinness ultimately must keep all documents completed by hand, with original signatures and everything must be completed in English.
Gienieczko is the only man in the world who crossed the two largest rivers on the Earth: Lena 4300 km in a canoe:


http://wyprawy-gienieczko.blogspot.com/


The relationship from the satellite transmitter spot:


https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zehJnKdPpP7g.kdDCXhQCPBlI&msa=0


and Amazon for a distance of 5573 km, distance from Atalaya to Belem. He crossed both of the rivers in a canoe.


The struggle with the Amazon river Gienieczko started in Kimbiri / San Francisco by the Apurimac River. He paddled for 60 km before he reached the Ene river. Gadiel Sanchez Rivera accompanied Marcin for the distance of 405 km.  At a later stage Gienieczko also had to benefit from the support of the partner, like in Pebas (it was shown in the film). These kilometers were deducted from beating of the record. Marcin Gienieczko floated according to pre-determined route that was sent to the Center of the World Guinness World Records - according to the guidelines. The materials were submitted three months before the expedition, these are the requirements of Guinness, if we want to apply for the record. It was necessary to develop a special trail with the dedicated GPS-route with the every day stages after 80 and 100 km. Gienieczko was obligated to present each day of the route, both in the form of description, table of mileage and the drawn route. He was also obliged to give the approximate time of completing the distance / assumption. The whole project was previously developed and submitted by the following persons: Kacper Jurak, Adam Wasilewski, the developed the route across the Amazon according to Guinness World Records guidelines and Marcin Gienieczko.

After the expedition Marcin Gienieczko donated the National Maritime Museum in Gdansk the canoe as a symbol of the triumph of the human being over the river. With the Amazon project Gienieczko decided to finish the long-distance canoe expeditions. Currently he is preparing to conquer the South Pole.

Marcin Gienieczko expedition was dedicated to patients of Pomeranian Hospice for Children, Marcin managed to collect funds for children. It was the biggest success of Marcin Gienieczko !!!


5 marzec 2016

Elitarne wyróżnienie - World Records Guinness

 

Księga rekordów Guinnessa świętuje w sierpniu swoje 61 urodziny. Po raz pierwszy wydano ją w 1955 roku. Publikacja miała nakład 1000 egzemplarzy i stała się bestsellerem. Prób bicia rekordów było wiele. Jedne zakończyły się powodzeniem, inne - całkowitą klapą. Polacy też mają na koncie kilka znakomitych sukcesów. Guinness World Records szacuje, że co roku wpływa do nich około 60 tys. wniosków z całego świata. Niektórym się udaje niektórym nie.

Wśród Polaków, których osiągnięcia zasłużyły na prestiżowe wyróżnienie znalazła się m.in. kpt. Krystyna Chojnowska-Liskiewicz, która w 1976 roku, jako pierwsza kobieta na globie, wypłynęła w samotną podróż dookoła Ziemi. Na liście rekordzistów znalazł się też m.in. Ignacy Paderewski, który wsławił się tym, że został najlepiej zarabiającym klasycznym . Król strzelców i najlepszy zawodnik eliminacji Euro 2016, Robert Lewandowski, trafił do Księgi Rekordów Guinnessa .Wszystko dzięki pięciu bramkom, które Lewandowski zdobył w dziewięć minut w pamiętnym meczu z Wolfsburgiem 22 września 2015 roku. Valerjan Romanovski, rekordzista Guinnessa w nieprzerwanej jeździe rowerem górskim, pochodzi spod wileńskich Gudel. Do Polski wyjechał w 1992 roku na studia i już został. Obecnie mieszka w Busku w województwie świętokrzyskim. W ubiegłym roku przejechał 748 km w 48 godzin, bijąc tym samym rekord Guinessa w nieprzerwanej jeździe rowerem górskim.

Jak stać się rekordzistą? Najpierw trzeba się zgłosić do Biura Rekordów i przedłożyć swój pomysł. Jeśli dana kategoria już istnieje, mamy z górki. Gorzej, jeśli chcemy ustanowić nową. – Wtedy trzeba zwrócić się z oficjalną prośbą do Guinnessa na Wyspach. Wyroki potrafią zaskakiwać.

Marcin z rekordem World Records Guinness

http://www.zagle.com.pl/wydarzenia/marcin-gienieczko-oficjalnie-z-rekordem-guinnessa,1_17515.html

 

Żeby ustanowić rekord, postanowiłem 12 lat pływania na canoe. Moje canoe znajduje się w Narodowym Muzeum Morskim. Jak się tworzy historie? Wszystko w tym filmie.

 

https://www.youtube.com/watch?v=7iEGVoTwgwk


4 marzec 2016

Jakie wymagnia Guinness postawil wyprawie Marcina Gienieczko?

 

 


3 marzec 2016

W dniu 2 marca 2016 roku został oficjalnie przyznany światowy rekord Guinnessa w kategorii: najdłuższa podróż w canoe Amazonką dla Marcina Gienieczko!!!

Certyfikat przyjdzie do Marcina za 2-3 tygodnie. Niemniej jednak oficjalny komunikat został podany na stronie głównej World Records Guinness jak i również Marcin został powiadomiony drogą  mailową i telefoniczną:

 

Informacja World Records Guinness :

 

http://www.guinnessworldrecords.com/world-records/longest-journey-by-canoe-%28kayak%29-solo

 

Informuje o tym również Polskie Biuro Rekordów:

 

http://biurorekordow.pl/najdluzsza-podroz-canoe-rekord-guinnessa/

 

 

Aż trudno w to uwierzyć. A może to sen? A więc światowa niezależna instytucja, World Records Guinness, oficjalnie informuje, że Marcin Gienieczko ustanowił światowy rekord w przepłynięciu Amazonki w canoe na dystansie: Atalaya-Belem (w załączonym dokumencie uznana trasa przez World Records Guinness-opis). Ze względów logistycznych rekord Guinnessa został przyznany Marcinowi za odcinek 5573 km od Atalaya do Belem, jednak i ten wynik jest zdecydowanie lepszy od poprzedniego w tej kategorii, należącego do Helen Skelton z Wielkiej Brytanii i wynoszącego 3234 km tyle ze w kajaku. Marcin Gienieczko ubiegał się o rekord w canoe

 

Weryfikacja wszystkich materiałów, dokumentów trwała 4,5 miesiąca. Marcin Gienieczko dostarczył telefony, adresy świadków, zapisy dwóch GPS-ów, zapisy dwóch spotów live, około 15 godzin materiałów filmowych, ponad 400 fotografii, potwierdzenia miejscowych urzędów, policji i Marynarki Wojennej w Peru i Brazylii. Najbardziej wiarygodna i najlepsza dokumentacja we współczesnej eksploracji to zapisy dwóch spotów. Pod warunkiem, że jeden potwierdza drugi w tym samym czasie, oba muszą rejestrować prędkość płynięcia, muszą być przekazywane na „żywo” bez ukrycia dla opinii publicznej.

 

Poniżej zapis dwóch nadajników oraz tabelka dotycząca przepłynięcia i całego triatlonu przez Amerykę Południową od Pacyfiku po Atlantyk.

 

 

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ

 

http://www.soloamazon.info/tracking/

 

Całość ekspedycji- triatlon:

 

http://www.gienieczko.pl/pdf/triatlon.xls.pdf

 

Płyniecie w canoe- II etap projektu

 

http://www.gienieczko.pl/pdf/mgAmazon.pdf

 

Jak się dokumentuje współcześnie World Records Guinness?

 

Relacje satelitarne:

 

Jeden sygnał był wysyłany co 10 minut, a drugi 2 razy dziennie jako potwierdzenie tego pierwszego. Pod nadajniki były podłączone osoby ze środowisk podróżniczych, TVN 24, redakcja ”Żagle”, biuro rekordów, rodzina,  miejscowi sołtysi, misjonarze w Peru i Brazylii, Polska Ambasada w Peru oraz Brazylii, przyjaciele jak i również pierwszy zdobywca Amazonki na całości trasy Piotr Chmieliński z USA-członek kapituły „Kolosy”. Na bieżąco śledził trasę wg. nadajników również Mirosław Rajter - logistyk projektu, etnograf, badacz, który wsławił się w szukaniu zaginionych kajakarzy w 2011 roku. To Mirosław przygotowywał spotkanie w miejscowości Atalaya nad rzeką Ukayali, spotkania z burmistrzem miasta oraz monitorował płynięcie w porozumieniu z miejscowymi władzami, wojskiem oraz wodzami poszczególnych wiosek. To w Atalaya był oficjalny start bicia rekordu Guinnessa, mimo, że Gienieczko wcześniej już przepłynął 405 km od miejscowości San Francisco. Wyprawę wspierał Gadiel Sanchez Rivera, pierwszy człowiek, który wraz z Ed Straffordem przeszedł wzdłuż brzegów Amazonki ustanawiając wraz z nim również rekord Guinnessa, tyle, że w wędrówce pieszej wzdłuż największej rzeki świata.  http://www.walkingtheamazon.com/

 

Jednym słowem około 30 osób było podłączonych pod nadajniki satelitarne Marcina Gienieczko. Projekt ponadto był relacjonowany przez światowy portal sportów extremalnych Explorersweb.com

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=marcin-gienieczko-i-won-the-fight-agains_144309682

 Wymogi: "zeznanie świadka" (min 2 sztuki). Guinness docelowo musi wszystkie dokumenty trzymać wypełnione odręcznie, z oryginalnymi podpisami i w języku angielskim.

 

Gienieczko, jako jedyny człowiek na świecie przepłynął dwie największe rzeki na obu półkulach Ziemi: Lena 4300 km w canoe,

 

(http://wyprawy-gienieczko.blogspot.com/

 

Relacja  satelitarna z nadajnika spot:

 

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zehJnKdPpP7g.kdDCXhQCPBlI&msa=0

 

oraz  na dystansie 5573  km Amazonką, dystans  Atalaya- Belem obie rzeki w canoe.

 

Chcąc pokonać Amazonkę, Gienieczko wystartował z miejscowości Kimbiri/San Francisco rzeką Apurimac przepłynął 60 km przed wpłynięciem do rzeki Ene. Na tym dystansie płynął z Gadielem Sanchez Rivera-405 km. Na dalszym etapie Gienieczko musiał również skorzystać ze  wsparcia partnera, między innymi w miejscowości Pebas (przedstawia to na filmie). Te kilometry zostały odliczone od bicia rekordu. Marcin Gienieczko płynął w stylu sportowym na canoe. To znaczy według wcześniej ustalanej trasy przesłanej do Światowego Centrum World Records Guinness - według wytycznych tej instytucji. Materiały zostały przekazane 3 miesiące przed wyprawą :Marzec 2015(takie są wymogi Guinnessa, o ile chcemy się ubiegać o rekord). Trzeba było opracować specjalny szlak z programami GPS-trasą, etapy każdego dnia po 80 i 100 km na rzece Amazonce do Manaus. Gienieczko musiał dokładnie przedstawić każdy dzień trasy zarówno w postaci opisu, tabelki z kilometrażem oraz narysowanego szlaku płynięcia w poszczególnych kanałach rzecznych na Ukajali czy Amazonce, podając przybliżony czas pokonania dystansu/założenie. Cały projekt przepłynięcia był wcześniej opracowany i zgłoszony przez następujące osoby: Kacper Jurak, Adam Wasilewski i Andrzej Golubskiâ którzy opracowali trasę przepłynięcia Amazonki według wytycznych World Records Guinness i Marcina Gienieczko.

 

 

Poniżej opis Biura Rekordów Guinnessa w Polsce:

 

Polski podróżnik, Marcin Gienieczko, 4 września zakończył wyjątkowy projekt. Składał się z trzech etapów i polegał na  trawersie Ameryki Południowej, od Pacyfiku po Atlantyk. W trakcie wyprawy Marcin Gienieczko ustanowił nowy rekord Guinnessa. Jako jedyna osoba na świecie pokonał 5573 km w CANOE po niebezpiecznych wodach największej rzeki na świecie, Amazonki.

 

Wyprawa Gienieczki rozpoczęła się niedzielę 17 maja 2015 o godzinie 12.00 (czasu peruwiańskiego) na plaży Cerro La Virgen nad Pacyfikiem, a zakończyła 4 września tuż przed godz. 22.00 u wybrzeży Oceanu Atlantyckiego.

 

Podczas 111 dni nieustannej walki z dziką naturą i własnymi słabościami, podróżnik pokonał łącznie  blisko 7 tysięcy kilometrów.

 

Pierwszy etap trwał 13(2 dni postoju w miejscowości Ayachucho) dni i polegał na dotarciu rowerem przez góry Andy do rzeki. Podróż liczyła 6 90 km. Drugi, nagrodzony rekordem Guinnessa, etap polegał na przepłynięciu Amazonki w canoe. Wyczyn, zajął 94 dni, w trakcie których Marcin Gienieczko przepłynął 5986 km wiosłując po 12 godzin dziennie. Ostatnim etapem był bieg od Belem do brzegu Oceanu Atlantyckiego z polską flaga olimpijską na plecach. 80-kilometrowy odcinek zakończył się 4 września.

 

Cała wyprawa była rejestrowana przez dwa satelitarne SPOT’y. Jeden nadawał pozycję co 10 minut, drugi dwa razy dziennie. Żadna wcześniejsza ekspedycja nie rejestrowała płynięcia takim systemem.-dwa spoty. Cała podróż, a także sam rekord Guinnessa, były niezwykle niebezpiecznym doświadczeniem.

 

Marcin Gienieczko na peruwiańskim odcinku najpierw wpadł w ogromne wiry rzeczne, potem tego samego dnia próbowano go postrzelić.

 

Zaatakowały go też dwa jadowite węże i zaliczył jedną wywrotkę.

 

Gienieczko ma na swoim koncie następujące sukcesy w pływaniu długodystansowym na canoe ::

 

1) Przepłyniecie największej w Polsce rzeki Wisły -1000 km

 

2) Przepłyniecie rzeki Jukon pontonem na Alasce 3100 km

 

3) Przepłyniecie systemu rzecznego Mackenzie w canoe: rzeki Athabasca,Niewolnicza i Mackenzie) 4000  tys. Km https://www.youtube.com/watch?v=YKaS2UqsiFg

 

4) Przepłyniecie rzeki Leny 4300 km https://www.youtube.com/watch?v=scE89I26uAw

 

ZDOBYWANIE RZEKI LENA PRZEZ MARCINA GIENIECZKO-TABELKA

 

5) Opłyniecie kajakiem Półwyspu Kolskiego spływ rzeką Ponoj(Rosja)

 

6) Reprezentowanie Polski w wyścigu Jukon River Quest

 

http://maps.google.pl/maps/ms?msid=202444880938611850051.0004de67b8a8ca4057f4b&msa=0&ll=64.633292,-138.339844&spn=2.367823,10.821533

 

       https://maps.google.pl/maps/ms?msid=202444880938611850051.0004dfbc708107a9f47f8&msa=0

 

7) Przepłyniecie rzeki Pelly River(Jukon)

 

8) Przepłyniecie Morza Bałtyckiego na dystansie 108 km Bornholm-Dania do Darłowa 108 km -27 godzin i 30 minut pod silny wiatr.

 

https://maps.google.com/maps/ms?ie=UTF&msa=0&msid=202444880938611850051.0004dc4ad4344a30e75c4

 

9) Przepłyniecie dopływu Amazonki rzeki Rio Napo 800 km w 11 dni

 

https://www.google.pl/maps/ms?msid=202444880938611850051.0005004c0f052206f16bd&msa=0&dg=feature

 

10) Przepłyniecie Amazonki na wspomnianym dystansie 5980 km

 

http://www.soloamazon.info/tracking/

 

Ściągnij cały ślad GPS SPOTâ ˘

 

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ

http://www.gienieczko.pl/pdf/mgAmazon.pdf

Fragmenty filmu: https://www.youtube.com/watch?v=OGiM3PRuziE

 

Gienieczko ponadto jako przewodnik na rzekach Jukonu prowadził ludzi po rzekach Nisutlin, Jukon, Pelly River i wielu innych- Północna Kanada

 

Canoe którym Marcin Gienieczko przepłynął Amazonkę zostało przekazane i udostępnione do zwiedzania Narodowemu Muzeum Morskiemu w Gdańsku jako triumf człowieka nad żywiołem rzecznym. Gienieczko projektem Amazonką zakończył pływanie długodystansowe na canoe. Aktualnie przygotowuje się do zdobycia Bieguna Południowego.

 

Wyprawa Marcina Gienieczko dedykowana była pacjentom Pomorskiego Hospicjum dla Dzieci, gdzie  Marcin Gienieczko zebrał fundusze dla najbardziej potrzebujących dzieci .To największy sukces Marcina Gienieczko!!!

 

http://natemat.pl/164325,wyruszyl-w-podroz-dla-chorych-dzieci-nie-trzeba-byc-synem-wielkiego-prezesa-zeby-robic-wielkie-rzeczy

http://www.gienieczko.pl/pdf/wymogi guinnessa.pdf


2 marzec 2016

To jest news chyba tego miesiąca.Tego by się nikt nie spodziewał !!!! W dniu 2 marca 2016 roku oficjalnie został przyznany światowy rekord Guinnessa w kategorii -najdłuższa podroż w canoe Amazonka dla Marcina Gienieczko!!! Szok, szok, szok...!!!!!,Ale Jeszcze my żyjemy wszystkim wkoło pokażemy jak wojować jak wygrywać sprawiedliwie i gorliwie”! Urodziłem się w Polsce! Komunikat: Dzień dobry Panie Marcinie, cieszę się, że w końcu mogę przekazać Panu dobre wieści - Pana rekord został uznany! Na potwierdzenie przesyłam linki do wpisów w bazie Biura Rekordów oraz w bazie Guinnessa: http://www.guinnessworldrecords.com/…/longest-journey-by-ca… i http://biurorekordow.pl/najdluzsza-podroz-canoe-rekord-gui…/. Gratuluję!

Basia Dydymska ps niebawem więcej informacji szczegółowych o tym sukcesie!!! Opis uznanego odcinka tabelka:


27 luty 2016

Moje marzenie Antarktyda. Cel życia jak to mój kolega z North Faca powiedział koronkowa robota. Większego projektu w swoim życiu już nie zrobię. Są dwa tylko bastiony godne uwagi i poświecenia w wyczynowej eksploracji zimowa wyprawa na K2 i trawers Antarktydy ze zdobyciem Bieguna Południowego. To cel życia i szczyt życia. Wszystko inne kuca. Jako ,że jestem patriotą  data projektu finalnego ataku  to 100 Rocznica Niepodległości Polski -2018.  Trwają cały czas przygotowania i organizacja wrze…Trzymając się  słów mojego hymnu:   ,,Ale Jeszcze my żyjemy wszystkim  wkoło pokażemy jak wojować jak wygrywać sprawiedliwie i gorliwie”! Urodziłem się w Polsce!

https://www.youtube.com/watch?v=ZssiwkN86u0&list=RD5RO2mvOSGpU&index=2


23 luty 2016

Polski Komitet Olimpijski przyznaje wyróżnienie i patronat nad wyprawa

 

 


14 luty 2016

Droga na Biegun to droga od zera. Pamiętam jak spędzałem wakacje jak miałem 3 lata  z rodzicami nad morzem. Wczoraj razem z moim kolega Przemysławem  Szapar, sportowcem , który ostatnio przeszedł Bajkał(  https://www.facebook.com/Bajkal2015/info?tab=page_info)

zimą na nartach i pieszo , zwyciężył też rajd Harpaga, ukończył Bieg Rzeźnika, ukończył też Bergson Winter Challenge oraz Herbalife Triathlon Gdynia

zrobiliśmy  z Helu do Władysławowa 50 km po piachu z pleckami i kijkami. Fajna integracja z naturą  i szumem morza. Przemek jak  zwykle na czele a ja jak czołg za nim. Przy okazji dowiedziałem się ,że robie małe kroki-trafna ocean treningu. Bo z treningu zawsze trzeba cos  wynosić, nowe spostrzeżenia ażeby być lepszym później. Przy okazji sprawdziłem naprawioną kuchenkę. Aktualnie jestem  w fazie wyborów ale zostanę raczej przy MSR. Dzięki Przemek za  wspólne napieranie

Pozdrawiam,

 

Marcin Gienieczko


 


1 luty 2015

Jak inni oceniaja  profesjonalizm Marcina?

Ponizej odpowiedz.


19 styczeń 2016

Jeżeli ktoś nie chce się wybrać ze mną nad Bajkał to inną mam propozycje. Zapraszamy do wspólnego żeglowania w sezonie 2016.Czy ktoś chce płynąć  naszym Jachtem z Oslo do Gdańska?

Opis tutaj naszej jednostki

 

http://www.gienieczko.pl/komercyjne

 

Mamy jedno może  dwa miejsca termin10 czerwiec-17 czerwiec -7/8 dni rejsu .Przypłynięcie  w południe na 18 czerwca do Gdańska. Koszt 1200 zł.  W tej cenie wszystko oprócz  wyżywienia. Ja wypływam  jachtem 4 czerwca z pod Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Będę tam cumował  10  czerwca. Cumujemy pod Narodowym Muzeum Morskim w Oslo. Do Stolicy Norwegii trzeba dolecieć lub dojechać autem. Dodatkowa przyjemnością ,że w cenie jest UWAGA wizyta w legendarnym muzeum  jest np. statek "Gjøa", na którym Roald Amundsen w latach 1903–1906, jako pierwszy człowiek na świecie, pokonał Przejście Północno-Zachodnie. Prowadzi jacht Remigiusz B. Trzaska: jachtowy kapitan żeglugi wielkiej, motorowodny kapitan żeglugi wielkiej, liczne rejsy morskie i oceaniczne w tym 9-cio miesięczny rejs z Sydney do Świnoujścia, za który otrzymał III nagrodę Rejs Roku 1988 przyznawaną przez Głos Wybrzeża. Grotmaszt Bractwa Szyprów przy Wrocławskim Okręgowym Związku Żeglarskim. Z Remigiuszem płynąłem w 2006 roku  w Arktyczny rejs do Ziemi Franciszka Józefa "Henri Lloyd Arctic Direct Expedition 2006".Każdego może nauczyć fachowej nawigacji gdyz jest wykładowca na WSM. Ktoś kto oprócz  przygody chce  się nauczyć dobrego żeglowania to warto płynąć. ŻAPRASZAM perdido@poczta.wp.pl


14 styczeń 2016

Wyjedz na Syberie  do źródeł LENY z Marcinem Gienieczko

 

Wyprawa na Syberie Grupa docelowa ilość osob:6-7 osób+ przewodnik

Termin wyjazdu 10 lipiec-25 lipiec,15 dni.

Wyjazd Rosja: Podróż koleją transyberyjską  przez Rosję, jezioro Bajkał ,wyprawa trekkingowa  do źródeł największej rzeki Syberii, Leny:

 

1)Podroż samolotem do Irkucka przez Moskwę 1 dzień

2) Pobyt w Irkucku dwa dni  zwiedzanie Miasta 2 dni

3)Podroż nad Bajkał do Listwianki 1 dzień

4)Podróż łodzią  do  Rezerwatu Bajkalsko- Leńskiego po Bajkale  Powojniki 1 dzień lub 2 dni w zależności od pogody.

5)Wędrówka piesza do źródeł Leny  4 dni. Nocleg w namiotach w tajdze.-4 dni wyprawy

6)-powrót lodżią do Listwianki po Bajkale -1 dzień

7)-jeden dzień podroży na wyspę Olchon-1 dzień

8)-jeden dzień pobytu na wyspie Olchon-1 dzień

9)-powrót do Irkucka-1 dzień

10)-wylot do Warszawy -1 dzień

Uwaga może uczestnicy chcą wrócić koleją transsyberyjska ale już bez Marcina Gienieczko to wówczas trzeba dodać 6 dni podróży do Polski

Czas wyprawy 15 dni

 

 

Koszt wyjazdu

Termin 10 lipiec -25Lipiec .

 

UWAGA:

1)Uczestnicy sami wykupują  dla siebie ubezpieczanie polisę na Zycie od nieszczęśliwych wypadków

 

Uczestnicy biorący udział w wyprawie przyjadą na wyznaczone miejsce .

 

KOSZTORYS WYJAZDU KOMERCYJNEGO DO ZRÓDEŁ NAJWIEKSZEJ RZEKI SYBERI- LENA 2016

 

Dostarczam Państwu opis wydatków na wyjazd na Syberie , tak ażeby  każdy uczestnik wiedział za co płaci i jakie są to koszty takiego wyjazdu.

 

1)Wynajęcie przewodnika, wcześniej M. Gienieczko zarezerwuje zorganizuje do zrodeł Leny-4 000zł na jedna osobę wynosi=

2)Samolot w obie strony 4000 zł na osobę

 

 Wylot 10 lipiec  powrót25 lipiec . Wykup biletu w biurze 5MS.Bilety zakupuje  każdy osobno na ten sam rejs. Organizuje to Marcin Gienieczko

 

3)Bilet dla przewodnika musi być opłacony przez uczestników wyjazdu  

 

4) Dojazd do Warszawy koszty w zależności od transportu-każdy za siebie płaci lub samolot cena 300  zł

5) Koszty paliwa do kuchenek  50 zł od osoby

7) Koszty żywności zakupuj się 30 porcji żywności na osobę żywności  lilifilizwna-20 zl za sztukę- 600 zł

8) przewodnik  700 zł żywność  lilifizowna rozłożenie tej żywności dla przewodnika w tym przypadku jeżeli biorą udział 6 osób to po 100 zł

9) Koszty żywności trzeba  zakupić w Irkuck -500 zł na osobę

10) Koszt  żywności dla przewodnika 200 zł  od osoby w Irkucku

11) Koszt powrotu do Irkucka -800zł(lub wyjecie samochody-2 dni jazdy)po 150 zł na osobę

12) pokrycie kosztów powrotu przewodnika

13) Koszt tel. satelitarnego(radio odbiornik użycza bezpłatnie  przewodnik) ilość minut to 100 koszt 700 zł podzielone na  uczestników wyjazdu nie biorąc przewodnika.

Czyli po 150 zł na osobę.

 

14) Koszt radioodbiornika FIDE spot 100 zl na osobę.

15) Nadbagaż opłacany jest przez wszystkich uczestników wyjazdu-jako wspólną opłata. Po zwarzeniu: kuchenki namioty śpiwory 400 zł na osobę. Cena może ulec zmianie jeżeli dna osoba wżnie więcej bagaż. Bagaż ten jest liczony na trasie Wwa-Irkuck . Nie  znana jest aktualnie cena  na trasie Polska Irkuck  

16) Koszt wynajęcia łodzi  2000 podróż przez Bajkał do Pokojnik(Rezerwat bajkalsko-lenski)  340zł na osobę

 

Organizator zabezpiecza wyprawę w:

Namioty, tel. satel, (nadajnik) kuchenki, race, worki wodoodporne, menażki, śpiwory, nadajnik fide spot, gps, , liny, worki wodoodporne 100 l-1 sztuka , karimaty,

17) Wynajęcie sprzętu campingowego

 

Jezeli ktos jest zainteresowany prsze  o kontakt na perdido@poczta.wp.pl

Lub 604 659 858

Z poważaniem

Organizator wyjazdu

Marcin Gienieczko

www.gienieczko.pl

http://www.gienieczko.pl/pdf/zrodlaleny.pdf

http://www.gienieczko.pl/pdf/Wyjazd Syberia koszty.pdf

http://www.gienieczko.pl/pdf/Program wyjazdowy dla Intour Polska.pdf


5 styczeń 2016

Dostaje duzo takich listow.Wazne sa dla mnie to znak ze ludzie mi ufaja daja sile a ja im musze to oddac.
Szanowny Panie,

Do napisania tego listu skłonił mnie obejrzany przed paroma tygodniami, a konkretnie w dniu 6 grudnia br., krótki wywiad z Panem na antenie stacji TVN24, dotyczący Pana podróży canoe, ale także ogólnie dokonań podróżniczych.

Jest Pan osobą znaną, z wieloma dokonaniami, opisywanymi w książkach, artykułach, reportażach. I nie będę fałszywie udawał, że Panu nie zazdroszczę, albowiem to co Pan robi jest mi bardzo bliskie duchowo i emocjonalnie, uważam, że nie ma lepszego sposobu na życie, a przy okazji zarabianie, aczkolwiek w moim przypadku, w przypadku moich pasji, ważny jest cel, a podróżowanie, zarówno luksusowe i cywilizowane, jak i najdziksze, najprzeróżniejszymi środkami lokomocji i na piechotę, w słońcu i deszczu, łatwe i trudne, jest tylko środkiem do osiągnięcia celu.

Ale jest pomiędzy nami, oczywiście, jedna zasadnicza różnica, a właściwie dwie. Jedna polega na tym, że Pan jest znanym i uznanym podróżnikiem, dziennikarzem, organizatorem wypraw etc., ja zaś nie jestem znany szerszemu ogółowi, druga zaś na tym, że Pan ma za sobą już wiele mniej lub bardziej spektakularnych wypraw i wyjazdów, ja zaś jestem na początku drogi.

Powiada się, że dżentelmeni nie mówią o pieniądzach, cóż, być może albo nie jestem dżentelmenem, albo jestem zbyt zdeterminowany, by brać sobie owo powiedzenie do serca. Tak czy owak, nie ukrywam, że pytanie moje dotyczy, prosto z mostu, finansowania takich wypraw i ekspedycji. Nie chcę, Boże broń, stwierdzić, że w Pana obecnej sytuacji może Pan już w tej kwestii leżeć na brzuchu, a pieniądze same do Pana przyjdą, na pewno tak nie jest (jak mniemam), niemniej zgodzi się Pan ze mną zapewne, że w przypadku, gdy ma się już za sobą pewne osiągnięcia i doświadczenia, mimo wszystko zazwyczaj nieco łatwiej jest zainteresować potencjalnych inwestorów i sponsorów oraz patronów medialnych. Co zrobić jednak, gdy dopiero rozpoczyna się tę drogę (i w najmniejszym nawet stopniu nie zamierzam z Panem "rywalizować", nie tylko ze względu na Pańskie nieporównywalnie większe doświadczenie, ale też, jak powiedziałem, gdyż moje podróże i wyprawy miałyby mieć nieco inny charakter i co innego mieć na celu)?

Zastanawiam się, czy - czerpiąc z doświadczenia swoich własnych pierwszych wypraw, pierwszych wyjazdów - miałby Pan dla początkującego w tej kwestii jakieś porady czy pomysły... Szczególnie zaś chodzi mi właśnie o finansowanie wypraw, które ze względu na swój charakter, nazwijmy to odkrywczo-badawczy, wymagają sporych środków ponieważ należy zakupić różnego rodzaju specjalistyczny sprzęt (oczywiście niekoniecznie od razu cały). Przyznaję, że to właśnie brak środków finansowych, brak być może wiedzy, jak je zdobyć, wpływa w 99% na fakt, że o swych wyprawach marzę nieustannie, a nie jestem w stanie ich zrealizować, stąd moja zazdrość (ale nie zawiść) wobec osób, które to robią, choć przypuszczam, że początki nigdy nie są szczególnie proste. Chciałem dodać, że pracuję obecnie na etacie, z zarobkami marginalnie poniżej średniej krajowej, zaś z powodów rodzinnych nie mogę wyjechać, na przykład w celach zarobkowych, na dłużej, niż kilka-kilkanaście tygodni (na tyle też maksymalnie mogę wyjeżdżać na wyprawy, i to zapewne nie raz czy kilka razy do roku). Czy w ogóle jest dla mnie jakaś szansa, czy też na zawsze już podróże i wyprawy pozostaną jedynie moim marzeniem?

Jeśli ma Pan jakiekolwiek idee, pomysłu, podpowiedzi, wskazówki lub zna Pan miejsca albo osoby, z/od których mógłbym się czegoś dowiedzieć czy nauczyć, byłbym niewypowiedzianie wdzięczny za kontakt. Czuję bowiem, że wiele dłużej nie zniosę życia sprzecznego całkowicie z tym, co chciałbym robić (zresztą kto jeśli nie Pan wie o tym aż nadto dobrze, nawet jeśli czasem nie jest to wcale takie proste czy łatwe, jak by się zdawało??)...

Serdecznie Panu z góry dziękuję, życząc jednocześnie bardzo spokojnych i zdrowych Świąt, przepełnionych miłością, przyjaźnią, spokojem i zdrowiem, a w Nowym Roku wielu jeszcze wspaniałych i niezapomnianych wypraw i przeżyć oraz pomysłów na kolejne.

Z poważaniem i pozdrowieniami

 

sob. 20:49

Arkadiusz
Cześć Marcin ,chciałem napisać do Ciebie po przeczytaniu twojej książki "Pokonać Siebie" ( pewnie myślisz -kurcze tka stara książka a on dopiero przeczytał) poniekąd tak książkę tę podarowałem Ojcu na któreś tam urodziny i później leżała w domu do momentu kiedy po raz któryś musiałem się spakować i ruszyć za chlebem, Londyńskim Chlebem po za tym książkę tę podarowałem Ojcu na urodziny jak juz wspominałem i była on z dedykacją od "nas" odemnie i mojej byłej żony. Ale do rzeczy
Arkadiusz
Strasznie ratowała mi dupsko kiedy jechałem o 5 godzinę rano żeby dostać się na 8-mą do pracy czytałem i byłem razem z tobą na Alasce ,w Kanadzie chciałem powiedzieć że świetna ksiażka i życzyć Ci wszystkiego dobrego na ten Nowy Rok ,Nie wiem co teraz robisz co planujesz ale książka ta dała mi moc i ducha podróżuj spokojnie i niech wiatry oraz ludzie Ci sprzyjają pozdrawiam Arek
 

1 styczeń 2015


Czas nową wyprawę realizować. Bez celu nie istnieje!
Będzie to największe extremum w dziejach eksploracji!

,,Człowiek musi być silniejszy od warunków jakie zastał. Musi przez te warunki się przebić. Siłą przebicia nie jako talent kombinowania ale jako siła tkwiąca w człowieku. Wynikające z jego wartości wobec której wszyscy muszą zamilknąć”….

Jeżeli chcesz być w tym co robisz najlepszy musisz poświęcić całe Życie. Nie sposób zrobić jedną rzecz i później kupony odcinać( wracać niczym niegdyś nasi piłkarze z lat 80- tych i powtarzać ej Piotrek a my w 80- tych latach graliśmy lepiej byliśmy lepsi…potwierdź to teraz! a nie wracaj do tego cały czas co było ), nie sposób specjalizować się w jednej dyscyplinie .Aby być najlepszym trzeba być wszechstronnym. Teraz tylko tacy ,,przetrwają”. Wtedy można pokazać prawdziwą klasę napieracza i Explorera. Tylko tacy mogą przejść do historii w światowej eksploracji. Na dzień dzisiejszy w świecie przygody jest tylko jedna taka osoba –M i k e/ H o r n: http://www.redbull.com/…/13…/meet-mike-horn-adventure-legend
Czy ich będzie więcej? Wszystko zależy od siły, entuzjazmu i motywacji oraz spartańskiej dyscypliny i zdrowia. Jeżeli to się ma -pieniądze są zawsze przy okazji…

Projekt- ,,Solo Antarctica - Marsz przez pustynię lodu”
,,Ostatnia wielka podróż na Ziemi”


Pozdrawiam,


24 grudzień 2015

 

Serdecznie wszystkim polecam  mój reportaż w miesięczniku ,,Żagle”- ,,Zatańczyć z Amazonka”. Jest to dwuczęściowa opowieść  przedstawiającą jak przepłynąłem Amazonkę w canoe? Jest to doskonałe skitowanie tematu z Amazonką jak i również podsumowanie. Zapraszam  do aktualnego wydania  miesięcznika ,,Żagle”. Pamiętam jak wróciłem  z  zawodów na Jukon River Quest. Naczelny ,,Żagli” był  wówczas z Dominikiem Życkim  w marine w Gdyni gdzie często jestem z moimi chłopcami. Jeden  nich niebawem będzie już żeglował. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Byłem załamany  bo musiałem opowiedzieć jak się to stało ,że nie ukończyłem Jukon River Quest gdzie tak mi dobrze szło. Po raz pierwszy w życiu zachorowałem. Heflich powiedział: ,Marcin musisz takie  sytuacje wpisać w to co robisz .Zajmujesz się sportem ,przygodą ,wyprawami a to jest nieodzowny element takiej działalności ”.Mowa o takiej nagłej ,,kontuzji zdrowotnej”. Później pojechałem na statek na Ren. Tam wszystko przemyślałem. Od 1 września rzuciłem się w wir  przygotowań do projektu Amazonka. W 2015 roku 1 września równo po dwóch latach od startu  przygotowań  przepłynąłem Amazonkę w canoe, gdzie było ukoronowanie w pływaniu po rzekach świata. Chce podziękować również dla naczelnego jak i również dla Dominika Życkiego znakomitego sportowca partnera Mateusza Kusznierewicza   w klasie Star za wiele lat wsparcia, zaufania i  życzliwości. Dziękuje  dla całej redakcji  ,,Żagle” która zawsze wierzyła i wierze we mnie. Gdyż to co prawdziwe przetrwa wszystko.Polecam tez ten film na swieta https://www.youtube.com/watch?v=OGiM3PRuziE


Dziękuje.


20 grudzień 2015

Projekt Antarktyda to mój największy projekt. Większego nie zrobię już w swoim życiu ani nie wymyślę ani nie zrealizuje. Bo po prostu na ziemi nie ma nic większego niż przejście Antarktydy wraz ze zdobyciem Bieguna Południowego z Jachtu. Koszt projektu to 500 tyś złotych. Taniej się nie zrobi bo to Globalny Projekt. Ale ci którzy szukali i szukają łatwych dróg w życiu by się odważyli o tym myśleć? Aby wydobyć moje canoe z Urzędu Celnego w Ekwadorze napisałem 956 maili. Ludzie się pytają jak się tworzy przygodę? Kasa to nie wszystko liczy się całkowite poświecenie. Mika Strandberg powiedział. Marcin będę robił o projekcie film na festiwal w Cannes .Bo chce tworzyć historię. Ale w tym biegu nie można zapominać o tych gdzie ich największym extremum jest przetrwać (tak jak moje na Amazonce czy Górach Mackenzie czy Antarktydzie). Ida święta proszę was pomagajcie innym, dołóżcie się do paczki dla Pomorskiego Hospicjum Dla Dzieci. Ich konto:
KRS 0000296652
Numer konta: 61 1050 1764 1000 0090 6025 9513

Pamiętajcie o jednym trzymając się zasad ludzi morza. Tych najbardziej cenie:


,,Dzielny człowiek myśli o sobie na końcu”

 

wiecej tutaj:

 

http://www.tvn24.pl/ciekawostki-michalki,5/marcin-gienieczko-w-tvn24-opowiada-o-podrozy,600628.html

 

Zycze wszystkim zdrowych wesolych swiat i najlepszego na Nowy Rok


19 grudzień 2015

SPROSTOWANIE 14.12.2015 KOSAKOWO

Nie wiedziałem ,że mam na imię Marek. Pisze sprostowanie. Bo  media czasami podają mylna informacje a ,że lubię jasne kobiety i jasne sytuacje wiec ja Jako Marcin Gienieczko pisze:

http://gdansk.tvp.pl/23026960/lodzia-wioslowa-canoe-z-amazonki-do-gdanska

31  Maja Marcin Gienieczko  rozpoczyna spływ z Gadielem Snchez Rivera z miejscowości San Francisco. Po 5 dniach płynięcia przepłynięciu 405 km rzeka Apurimac, Ene , Tambo  podróżnicy dopływają  do Atalaya.6 czerwca Gienieczko wypływa solo do Pucalpy później  Iqiutos  i  płynie do Granicy z Brazylia  do Tabatinga od miejscowości Pebas do Granicy z Brazylia płynie z Gadielem Sanchez Rivera. Później znowu solo. Opis zdarzeń

 

 

LOG BOOK – REJESTR ZDARZEŃ trasa naliczana od miejscowości Atalaya. Trzeba dodać do tego dystansu 405 km od miejscowości San Francisco

Start point

Miejsce rozpoczęcia odcinka

Date and time

Data i godzina rozpoczęcia odcinka

Finish point

Miejsce zakończenia odcinka

Date and time

Data i godzina zakończenia odcinka

Distance covered kilometers / miles

Dystans danego odcinka kilometry/mile

Total distance travelled so far kilometers / miles

Dystans całej dotychczasowej trasy kilometry/mile

Comments/unexpected break/rest break

Komentarz/niespodziewane zdarzenia/przerwa na odpoczynek

Atalaya

06,06,2015 r / 08,00

Pucallpa

12,06,2015 r / 11,00

531,000 / 329,948

531,000 / 329,948

Stay in Pucallpa 2 days.

Pobyt w Pucallpa 2 dni.

Pucallpa

15,06,2015 r / 10,00

Iquitos

27,06,2015 r / 14,17

1117,000 / 694,072

1648,000 / 1024,020

Stay in Iquitos 2 days.

Pobyt w Iquitos 2 dni.

Iquitos

30,06,2015 r / 08,19

Tabatinga

04,07,2015 r / 19,06

504,000 / 313,171

2152,000 / 1337,191

Stay in Tabatinga 3 days.

Pobyt w Tabatinga 3 dni.

Tabatinga

08,07,2015 r / 08,31

Manaus

24,07,2015 r / 12,41

1594,000 / 990,465

3746,000 / 2327,656

Stay in Manaus 3 days.

Pobyt w Manaus 3 dni.

Manaus

28,07,2015 r / 14,06

Santarem

10,08,2015 r / 12,12

783,000 / 486,534

4529,000 / 2814,190

Stay in Santarem 2 days.

Pobyt w Santarem 2 dni.

Santarem

13,08,2015 r / 11,39

Belem

01,09,2015 r / 15,25

1044,000 / 648,712

5573,000 / 3462,902

Peru and Brazil - hours local time.

Peru i Brazylia – godziny czasu miejscowego.

 

 

W założeniu całego projektu było, że będę się przemieszczał  rowerem w canoe i na końcu pobiegnę. Aby tak się stało, musiałem przejechać rowerem przez Andy. Przemierzałem  Andy na rowerze oraz później rzeki systemu rzecznego Amazonki Ene Tambo Ukajali, Amazonka. W miarę szybko przepłynąłem Ukajali w 19 dni a później  pociągnąłem również szybko. Najcięższy etap jak dla mnie Była Amazonka po stronie Brazylijskiej. Problem polegał  ,że płynąłem  kilka  tygodni po porze deszczowej gdzie Amazonka wylała  jakieś 15 km w głąb  lądu. Nie miałem możliwości rozbicia  namiotu spałem w canoe u ludzi oraz na statkach. Ciężko było   w trakcie płynięcia znalezienie miejsca na rozbicie namiotu. W lipcu jest to praktycznie nie możliwe. Dookolna woda. Udało się przepłynąć dzięki szczęściu  po  94 dniach 5980 km. Później pobiegłem  z Polska flagą oraz Polskiego Komitetu Olimpijskiego przyznanej jako wyróżnienie projektu gdyż projekt miał charakter sportowy. Chce zaznaczyć ze :

 

1)       405 km przepłynąłem z Gadielem Sanchcez Rivera San Francisco Atalaya

2)       300 km z Pebas do Santa Rosa(Peru)-ostatnie miasteczko przy granicy z Brazylia z Gadielem Sanchez Rivera

3)       Asystę wsparcie miałem Marynarki Brazylijskiej od Tabatinga do Tefe, spotykaliśmy  się co 150 km na rzece  w poszczególnych miasteczkach. Płynąłem sam w tym samym czasie oni czekali na mnie i obserwowali mnie w danym miasteczku za sprawa nadajnik satelitarnego spot  gdzie było widoczne moje płynięcie co 10 minut.

4)      Marcin Gienieczko definiuje swoja  wyprawę

 

Trawers Ameryki Południowej o własnych siłach gdzie nurtem przewodnim i głównym było przepłyniecie Amazonki na dystansie 5980 km od San Francisco  do Belem w CANOE!

 

Łącznię  solo bez  ludzi przepłynąłem 4500 km(o ile można nazywać solo bez ludzi bo Amazonka to ruchliwa rzeka i cały czas się spotykało ludzi ale  bez asysty to taki dystans). Za sobą miałem ponad 6800 km fizycznego wysiłku w 111 dni, kilkaset ukąszeń komarów i mrówek, 13 świecących meszek w oczach,  jedna wywrotkę, dwa ataki jadowitych węży, wypite 250 litrów elektrolitów.  Patrząc w Polską flagę która łopotała na wietrze nie mogłem uwierzyć, że to już koniec. 4 lipca Marcin Gienieczko  dopływa do  miasteczka Tabatinga w Brazylii, graniczącego z Kolumbia i Peru.

5) 24 lipca  po przepłynięciu 4151 km Marcin Gienieczko dopływa do Manaus

6 10 sierpnia Marcin Gienieczko dopływa do miasteczka Sntarem.Za sobą ma przepłynięte  4934 km. Na rzece spędzone 61 dni wiosłowania-72 dni na  rzece.

7)Po 94 dniach na rzece z czego 81 dni wiosłowania(łącznie miałem 13 dni odpoczynku) 1 września o godzinie 15.26 dopłynąłem do miejscowości Belem. Gdzie zakończyłem płyniecie Amazonka

8) 4 września rozpocząłem bieg z Belem do miejscowości Moskiero nad zatokę Baia de Marajo , która  jest już częścią Oceanu Atlantyckiego.

9) o 21.46 po 14 godzinach biegu , przebiegnięciu 81 km z Polska  flaga dobiegłem do plaży w miejscowości Moskiero. Zakończyłem swoja wyprawę która trwała 111 dni.

Pozdrawiam,

 

Marcin Gienieczko


17 grudzień 2015

The first-ever crossing of the Antarctic on a yacht
You can’t just do one thing and then live off that (like our footballers from the 80s, who keep saying, „Jacek, we used to be better in the 80s, we played well… say it now instead of dwelling on the past”), you can’t specialise in one discipline. To be the best, you have to be versatile. Only then can you survive. Only then can you show the true colours of an Explorer. Only then can you make history in world-class exploring.
Today, there is only one such person–Mike Horn. Will there be more? It all depends on strength, enthusiasm, motivation, health and Spartan discipline.
„I beileve in what I do, and that gives me strenght” Marcin Gienieczko
• PROJECT: "Solo Antarctica"
- A walk through the icy desert
PROJECT: "Solo Antarctica"
- A walk through the icy desert
Below, I present the preparatory programme and the expedition itself. I can’t afford small projects anymore. I have too much will to fight. When in 1911 Amundsen, and soon after him Scott, conquered the South Pole, their rival, Ernest Shackleton, set off in 1914 on
„the last great journey in the world” – to cross the Antarctic from one end to the other. His plan failed, the ship got stuck in the Antarctic ice.
• PROJECT: "Solo Antarctica"
Year 2016
• Training to finish a half-marathon (May 2016), a 22 km long run in mountain boots with weights at the ankles.
• Since 5th January 2016, gathering specialist equipment.
• 4th – 18th June – sailing on a yacht: start – Gdańsk (National Maritime Museum);
finish - Oslo (Fram Museum)
Gdańsk – a meet-up with the legend of polar exploration, Borg Ousland – 12-14 days
of sailing across the Baltic Sea. Training before the Southern Ocean.
• 25th July – 2nd October – hiking 1500 km solo with a cart
and a backpack over the Altai Mountains in Mongolia
Traversing the Altai Mountains – a passage over the Mongolian Range to Kazakhstan
(along the crest). The first-ever passage over the Altai in the world
(walking distance equal to the distance from the Southern Ocean to the South Pole).
Year 2017
• Winter training on cross-country skis in the Bieszczady Mountains (January 2017)
• March 2017: 10 day long passage over the Sarek Mountains in Sweden, 300 km in -20°C
• Crossing Greenland from east to west, 600 km on skis with a partner (May 2017),
a sporting expedition - 25 days.
• Solo crossing of the Mackenzie Mountains (northern Canada), on foot, with a cart and a backback. Ross River –Norman Wells solo 600 km through the mountains (August 2017) – training. Sporting style - 21 days.
• PROJECT: "Solo Antarctica"
Year 2018
• February – winter training (8 days) on cross-country skis – the Tatra Mountains.
• June – finishing a competition/marathon, "Rzeźnik" run – a 76 km long run (competition) through the Bieszczady Mountains in 1 day - training. Final fitness test.
• 1st August 2018 – 8 day long gathering in the Tatra Mountains (Centralny Ośrodek Przygotowań Olimpijskich – the Olympic Sports Centre)
• Training – attaining spiritual unity with nature – 14 hour long walks with a backpack (30 kg), every day for 5 days.Arek Pawełek – the second man in the world to sail solo through the Atlantic Ocean on a pontoon. A professional diver and adventurer, he has taken part in the Sydney-Hobart regatta:
Marcin has this amazing ability to inspire people to follow him, to get their support for his goals. Why do this, then? There are as many answers as there are people, but the most accurate comes from a mountaineer who, when asked why he climbed mountains, said simply: „because they are there”.
Marcin Gienieczko is a traveller who aims
high. He doesn’t follow the beaten track,
even to the summit of Mount Everest.
That would be too easy!
He’s a man who’s had the guts to challenge
the world, who won’t tolerate
the low-spirited. The world of adventure
is only there for those who have the will
to fight, survive and… improvise.
You can’t plan everything!

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


14 grudzień 2015

Zapraszamy do Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Można zobaczyć canoe którym przepłynęło  system rzeczny Amazonki i Rio Napo(dopływ Amazonki)łącznie  6780 km po rzekach Amazonii oraz Bałtyk który dokonał Marcin Gienieczko na szlaku wodnym  Borholm- Darłowo w 27 godzin i 30 minut. Od 9 grudnia canoe juz można dożywotnio oglądać w Muzeum na Ołowiance w Gdańsku. Zapraszamy!

 

http://www.pap.pl/aktualnosci/news,443147,gdanskie-muzeum-morskie-bogatsze-o-canoe-w-ktorym-pokonano-amazonke.html

 

 Zapraszam  do mojej książki  ,,Kierunek Północ”. W sam raz  na gwiazdkowy prezent.

Tematem nowej książki znanego podróżnika,.Marcina Gienieczko, jest przemierzanie dalekiej północy. Pieszo, w kanoe, na nartach, skuterem, kajakiem - od północnych rubieży Norwegii po Półwysep Kolski, Góry Mackenzie w Kanadzie, skutą lodem rzekę Kołymę w północno-wschodniej Syberii oraz największą rzekę Syberii - Lenę. Od brzegów Bajkału po Ocean Arktyczny!

Jest to wieloetapowa podroż przez miejsca, gdzie oprócz strzelających od mrozu świerków nie słychać nic. Czasami można tylko usłyszeć własne bijące serce.

Książka, nakładem wydawnictwa Bellona, nie jest tylko podróżniczą opowieścią. Autor próbuje przedstawić zasady przetrwania na Dalekiej Północy, pokazuje świat zachodu i wschodu na Dalekiej Północy. Posiada dużo osobistych refleksji, spostrzeżeń, doświadczeń, walki z samym sobą.

W książce pada też pytanie:

- Czy autor chce przeżyć tylko dziką, męską i romantyczną przygodę? Czy może to  wyrafinowana chęć dokonania wyczynu, który zostanie odnotowany w światowych kronikach podróżniczych zdarzeń? Gienieczko zwleka z odpowiedzią. Podczas tych wypraw sam nie może się zdecydować, którą ścieżkę wybrać.

Etap samotnej wędrówki przez daleką Północ jest kluczowym wątkiem dramaturgicznym książki. Gienieczko ma zaledwie wyobrażenie o tym, co może go na tej ?drodze prawdy" spotkać. Reszta jest wielką niewiadomą. Również dla książki - dotarcie do celu i końcowy sukces nie jest tak ważny jak fakty zarejestrowane uszami, oczami i innymi zmysłami, które się wyostrzyły w głuszy syberyjskiej zimy. Książka jest niepowtarzalną okazją wyrażenia swojego stanu ducha, swoich emocji-właśnie tam, daleko od ludzi, w królestwie ciszy i pustki. To walka nie tylko z naturą, ale z ludźmi żyjącymi w wielkich metropoliach. Opowiada, że trzeba czasami iść na przekór losowi mimo różnych życiowych sytuacji nie koniecznie kończących się w iście hollywoodzkim stylu. Dzięki tej wieloetapowej  podróży ożywił nie jeden  wątek wyczytany z książek Jacka Londona. Odpowiedział też na pytanie do czego jest zdolny człowiek w ekstremalnych sytuacjach zdany tylko sam na siebie. Staje się obserwatorem przypominającym wałęsającego się bezdomnego psa. U kresu tej wieloletniej podroży po Dalekiej Północy podróżnik stwierdza, że tam, wśród żywiołów, wyłania się fundamentalna mądrość - naprawdę najważniejsze  rzeczy w życiu to rodzina, zdrowie i miłość, a sama wędrówka liczy się bardziej niż jej cel. Tę lekcję podróżnik odrobił będąc pogrążony w samotności na Dalekiej Północy. Książa również przedstawia konsekwencje bycia podróżnikiem w Polsce - jakie są wyrzeczenia i jakie są z tym związane przeciwności losu.


Do książki jest dołączona płyta DVD z filmem  autorstwa Marcina Gienieczko ,,Zagubiony na Jukonie”  gdzie kamera pokazuje jeden z etapów wielkiej włóczęgi-przeprawa przez Góry Mackeznie. Film też uzupełnia obrazowo książkę.

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


11 październik 2015

Najnowysz projekt Marcina
Czas nową wyprawę realizować. Bez celu nie istnieje!

Będzie to największe  extremum w dziejach eksploracji!

,,Człowiek musi być silniejszy od warunków jakie zastał. Musi przez te warunki się przebić. Siłą przebicia nie jako talent kombinowania ale jako siła tkwiąca w człowieku. Wynikające  z jego wartości wobec której wszyscy musza zamilknąć”….

 

Jeżeli chcesz być w tym co robisz najlepszy musisz poświęcić całe Życie. Nie sposób zrobić jedną rzecz i później kupony odcinać(  wracać niczym niegdyś nasi piłkarze z lat 80- tych i powtarzać ej Jacek a my w 80- tych latach graliśmy lepiej byliśmy lepsi…potwierdź to teraz! a nie wracaj do tego cały czas co było ), nie sposób specjalizować się w jednej dyscyplinie .Aby być najlepszym trzeba  być wszechstronnym. Teraz tylko tacy ,,przetrwają”. Wtedy można pokazać prawdziwą klasę  napieracza i Explorera. Tylko tacy  mogą przejść do historii w światowej  eksploracji. Na dzień dzisiejszy w świecie przygody jest tylko jedna taka osoba –M i k e/ H o r n: http://www.redbull.com/en/adventure/stories/1331645726155/meet-mike-horn-adventure-legend

 Czy ich będzie więcej? Wszystko zależy od  siły, entuzjazmu i motywacji oraz spartańskiej dyscypliny i zdrowia. Jeżeli to się ma -pieniądze są zawsze przy okazji…

 

Projekt- ,,SoloAntarctica - Marsz przez pustynię lodu”

          ,,Ostatnia wielka podróż na Ziemi”

Pod koniec lipca zatrzymał się u nas polski podróżnik pan Marcin Gienieczko. Przypłynął sobie w canoe. Może nie byłoby w tym nic niezwykłego, ale on tym swoim canoe do nas przybył z Peru,. Kim jest ten dzielny Polak? Na jednej z jego stron internetowych można przeczytać, że jest dziennikarzem, fotografem i podróżnikiem specjalizującym się w sportach ekstremalnych. No cóż, dla mnie to, co robi jest rzeczywiście wyjątkowo ekstremalne. Nawet nie umiem sobie wyobrazić jednego dnia takiego wiosłowania w canoe. Dla niego zaś to najwyraźniej rozrywka. Kiedy w Manaus dopłynął do Hotel Tropical na Ponta Negra, to sobie po prostu wyskoczył ze swej łódki i, jakby nigdy nic przez ponad godzinę rozmawiał z dziennikarzami, udzielił kilku wywiadów. Jest człowiekiem bardzo wierzącym. To zaś jest przecież najważniejsze. Ufam, że wiara dała mu siłę, aby zmierzyć się z każdym niebezpieczeństwem i pozwoli mu ze wszelkich opresji wyjść cało i zwyciężyć.
 

Pozdrawiam,

 


9 grudzień 2015

Do eksponatów Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku dołączyło canoe, w którym podróżnik Marcin Gienieczko spłynął największą rzeką świata Amazonką. Łódź została przekazana do muzeum jako symbol pasji i triumfu człowieka nad żywiołem wodnym.Dodatkowo swoja zawziętością Gienieczko wywalczył 10 tyś złotych od firmy Energa dla Pomorskiego Hospicjum Dla Dzieci!To wbrew pozorom tylko jego zasługa.


http://www.pap.pl/…/news,443147,gdanskie-muzeum-morskie-bog…
Szukać rozwiązań w każdej sytuacji


Gienieczko tłumaczył, że przekazując swoją łódź muzeum chce pokazać np. młodzieży, że „nie trzeba się dobrze urodzić żeby realizować wielkie projekty”. „Większość ludzi szuka okrężnych i łatwych dróg w życiu, Amazonka pokazuje, jak długie i skomplikowane mogą być projekty” - dodał. Powiedział, że np. aby odebrać swoje canoe z urzędu celnego w Ekwadorze wysłał 977 maili w języku hiszpańskim. Przygotowania do wyprawy trwały dwa lata.

http://www.trojmiasto.pl/…/Canoe-z-rekordowego-splywu-Amazo…


http://gdansk.naszemiasto.pl/…/muzeum-morskie-w-gdansku-dos…


http://kfp.pl/page,propozycja,id,14834,tytul,CANOE%20MARCIN…


http://www.tvn24.pl/…/pierwsze-canoe-ktorym-przeplynieto-am…


http://stooq.pl/n/?f=1011907


http://radioem.pl/…/2868943.Anakonda-piranie-i-grozni-India…


http://www.trojmiasto.pl/…/Canoe-z-rekordowego-splywu-Amazo…


http://www.gazeta.gdansk.pl/…/muzeum-morskie-w-gdansku-dos…/

 

Dzisiaj był ważny dzień w moim życiu. Zakończyłem pływanie na canoe ale nie zakończyłem realizować coraz większych projektów. Od jutra liczy się tylko Antarktyda. Zamykając drzwi Narodowego Muzeum Morskiego zamknąłem rozdział canoe, rzeki, śródlądzie. Teraz tylko Biegun Południowy.

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


7 grudzień 2015

Serdecznie zapraszam do Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku gdzie będzie przekazane moje canoe.9 grudzień godzina 13.00 Spichlerz na Ołowiance.

Poniżej  film z przepłynięcia Amazonki.

 

https://www.youtube.com/watch?v=OGiM3PRuziE

 

Zapraszam do tygodnika Angora gdzie jest moj reportaz z Amazonni.


"Ta wyprawa pokazała mi, że aby przeżyć trzeba szukać rozwiązań w każdej sytuacji. Trzeba przełamywać bariery, stawić czoło przeciwnościom, warto realizować marzenia" â mówi Marcin Gienieczko, dla którego przepłynięcie Amazonki było jednym z życiowych celów. "Amazonka jest idealną rzeką na bicie rekordu świata w canoeingu i zrobię wszystko, aby tego dokonać", zapewniał podróżnik. Od początku przedsięwzięcie miało charakter sportowy, ale podczas wyprawy podróżnik mierzył się z wieloma wyzwaniami. „To wciąż rzeka dla poszukiwaczy przygód ale i dla piratów. Tu wszystko jest niebezpieczne. Natura, nawigacja, handlarze narkotyków, bagna, jadowite węże, malaria, piranie i potężna rzeka, która ma 100 km szerokości w dolnym biegu", wylicza Gienieczko.

Canoe
Canoe, którym Marcin Gienieczko spłynął samotnie Amazonkę to dwuosobowa kanadyjka o długości 4,95 metra i wadze 40 kg. Łódź wykonana jest z royalexu â kompozytowego materiału, wytrzymałego na urazy i odgniecenia, składającego się z winylu jako warstwy zewnętrznej i wytrzymałego tworzywa sztucznego ABS jako warstwy wewnętrznej. Dziób i rufa canoe jest wypełniona pianką poliuretanową, która w razie wywrotki ma zapewnić lepszą pływalność i poprawić bezpieczeństwo. W tej łodzi Gienieczko przepłynął m.in. rzekę Río Napo (lewy dopływ Amazonki) i Bałtyk z Bornholmu do Darłowa. 9 grudnia 2015 roku canoe zostanie przekazane do Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku, jako symbol pasji i triumfu człowieka nad żywiołem wodnym.

Eksponat
- Systematycznie powiększamy muzealną kolekcję jednostek, które są przykładem niezwykłego hartu ducha i ogromnej determinacji swych kapitanów. Mamy już np. w swoich zbiorach ponton, na którym Arkadiusz Pawełek przepłynął Atlantyk â mówi dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego, dr inż. Jerzy Litwin â Kanadyjka będzie prezentowana zwiedzającym w siedzibie głównej Muzeum, w Spichlerzach na Ołowiance. Planujemy, aby w przyszłości eksponować łódź obok naszych trzech zabytkowych jachtów, w nowobudowanym tczewskim oddziale Muzeum. Odnowione dzięki projektowi budowy Centrum Konserwacji Wraków Statków "Kumka IV", "Dal" i "Opty" będą doskonałym towarzystwem dla canoe â dodaje dyrektor Litwin.

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


5 grudzień 2015

Portal ExploreresWeb  jest światowym liderem na rynku mediów elektronicznych w dziedzinie ekstremalnych przygód i sportowej eksploracji oceanów, obszarów polarnych, pustynnych, przestrzeni kosmicznej i przede wszystkim gór wysokich. Jest bardzo prestiżowy wielu bardziej ten portal ceni od National Geographic. Przedstawia profesjonalna dokumentacje przepłynięcia Amazonki  w dowód uznania projektu przez Marcina Gienieczko

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=marcin-gienieczko-documentation_1448539876


27 listopad 2015

Witajcie spotkanie które miało być wczoraj 26 listopada jest przełożone i odbędzie się 4 grudnia w przyszły piątek godzina 17.00. Serdecznie zapraszam:
Wybaczcie ,że wczoraj nie dotarłem ale o szczegółach opowiem na miejscu. Życie z dnia na dzień w Polsce czasami jest bardziej extremalne niż przepłynięcie całej Amazonki w canoe….Jako rozgrzeszenie przekaże najbardziej aktywnym książkę z moim autografem ,,Kierunek Północ”

Spotkanie Gdańsk Biblioteka Filia nr 16 Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Josepha Conrada Korzeniowskiego w Gdańsku, wspólnie z Radą Dzielnicy Brzeźno zapraszają na Spotkanie z podróżnikiem Marcinem Gienieczko pt. „Niemożliwe nie istnieje odkąd dokonałem przepłynięcia Amazonki w canoe”. Spotkanie odbędzie się 26 listopada 2015 (czwartek) o godzinie 17:00, w siedzibie Filii przy ul. Dworskiej 27 Temat: Jak przepłynąłem Amazonkę? oraz promocja książki ,,Kierunek Północ”


25 listopad 2015

Zapraszamy na 

Spotkanie Gdańsk  Biblioteka Filia nr 16  Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Josepha Conrada Korzeniowskiego w Gdańsku, wspólnie z Radą Dzielnicy Brzeźno zapraszają na Spotkanie z podróżnikiem Marcinem Gienieczko pt. „Niemożliwe nie istnieje odkąd dokonałem przepłynięcia Amazonki w canoe”. Spotkanie odbędzie się 26 listopada 2015 (czwartek) o godzinie 17:00, w siedzibie Filii przy ul. Dworskiej 27    Temat: Jak przepłynąłem Amazonkę? oraz  promocja ksiązki ,,Kierunek Północ”

 

Legendarne canoe Marcina Gienieczko już w Polsce!

No i stało się moja łódź wróciła do swojego portu ,,Gmina Kosakowo” .Tym samym  zrobiła tour  dookoła Ameryki Południowej. Dwa razy w kontenerze przepłynęło Atlantyk…. Najpierw nią  spłynąłem Wisłą, później z moimi  synem Igorem Krutynią, później przepłynąłem Zatokę Pucką, później szkoliłem na niej  kadrę  zarządzającą dużej firmy, później na niej trenowałem do  wyścigu Jukon River Quest(Dunajec, Warta itp.), następnie przepłynąłem nią  Bałtyk na trasie Bornholm –Darłowo, później wysłałem ją do Ekwadoru: Koszt 45 tyś złotych(dziękuje dla firmy Hartwig Szczecin za wsparcie ).Aby to logistycznie dokonać wykonałem 847 e-mail do  Ekwadoru. Wszyscy powiedzieli ,że niemożliwe  łącznie z człowiekiem który tam jest konsulem a jak nie możliwe dopiero  zaczynam  się nakręcać.).Później spłynąłem nią Rio Napo dopływ Amazonki(800 km w canoe przez Ekwador i Peru ) z  lewej strony. Później wysłałem ja  samolotem  z Iquitos do Limy. Tam  była przez 6 miesiecy trzymana w Ambasadzie Polskiej w Limie. Następnie na dachu terenowej Toyoty została przetransportowana nad rzekę Apurimac gdzie na mnie  czekała kiedy ja pedałowałem przez Andy. Później spłynąłem tym canoe   rzekami systemu rzecznego Amazonki:60km Apurimac, Ene,Tambo, Ukajali, Amazonka…=5980 km. Później znowu była transportowa  do Polski. Kosz kolejne 30 tyś złotych. A teraz jest u mnie w ogrodzie w Gminie Kosakowo a 9  grudnia  będzie w Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku(jej ostatni port) i każdy  będzie  mógł ja zobaczyć…. Po przepłynięciu Amazonki Marcin kończy z pływaniem na canoe. –Co o tym wszystkim myślę? Niemożliwe nie istniej .Nie widziałem nigdy granic ale słyszałem ,że istnieją w umysłach innych ludzi....Trzeba żyć i walczyć ze swoimi słabościami i innych  do końca... zawsze...! Jest to trudne ale nigdy nie wolno się poddać. Walczyć z ludźmi o dualistycznym podejściu ale robić swoje. Czas Ucieka ... Wolność Czeka!!! Głównym sponsorem całego projektu była  firma  Uniqa Ubezpieczenia. Matka chrzestną łodzi była Pani dyrektor marketingu Uniqa Ubezpieczenia  Katarzyna Ostrowska. https://www.facebook.com/pages/Marcin-Gienieczko/192576324147090

 

 

 

Wyprawy  rzeczne, na canoe pontonem i w kajaku Marcina Gienieczko

 

Przepłynięcie Biebrzy. Tutaj  się wszystko zaczęło….

 

 

1) spływ pontonem typu Zodiak  Wisły: 1000 km w ciągu 18 dni.

2) Samotny spływ rzeką Jukon - 3100km w ciągu 2,5 miesiąca – Alaska

  • 3) Spływ canoe górską rzeką (klasy 4) Tomphson River Brytyjska Kolumbia
  • 4)- spłynięcie rzeką Nisutlin River canoe (Jukon Terytorium)
    5)- spłynięcie rzeką Teslin River canoe (Jukon Terytorium)

       6)  Spływ canoe całym systemem rzecznym rzeki Mackenzie:4 tys. km od Gór Skalistych  po Ocean Arktyczny. (Athabaska, Niewolnicza, Mackenzie w tym jezioro Athabasca oraz Wielkie Jezioro Niewolnicze )

7) Spływ dziką rzeką Ponoj i opłynięcie południowej części Półwyspu Kolskiego kajakiem - dwieście kilometrów rzeką oraz trzysta czterdzieści kilometrów Morzem Białym.

8)Szczecin-Sopot 500km wybrzeżem Polski : 60% ribem ( Fast Rescue Boat"-czyli tak zwaną szybką łodzią motorowo-ratowniczą).,40% kajakiem morskim,

9)·  760 km w canoe rzeka Pelly River oraz Jukonem

·  http://www.zagle.com.pl/artykul/czytaj/marcin-gienieczko-na-dalekiej-polnocy,10445/

10)·  Przepłyniecie samotnie w kanoe 4300 km rzeką Lena w 63 dni.
ZDOBYWANIE RZEKI LENA PRZEZ MARCINA GIENIECZKO-TABELKA

Przeanalizuj płyniecie Marcina Gienieczko rzeka Leną

https://maps.google.com/maps/ms?msid=202444880938611850051.0004c074236e1d66b5582&msa=0

11)·  Maraton Bałtycki 2013".Przepłyniecie Bałtyku z  portu w Nexo na Borholmie(Dania) do Darłowa w Polsce. Solo o własnych siłach w canoe.110 km w 28 godzin- no stop!

·  https://maps.google.com/maps/ms?ie=UTF&msa=0&msid=202444880938611850051.0004dc4ad4344a30e75

  • 12) Przepłyniecie 806 km  Jukonem na  trasie Whitehorse-Dawson jako zawodowy przewodnik oraz przepłyniecie w ramach wyścigu Jukon River Quest (jako pierwszy Polak, reprezentant Polski) 400 km w tym 320 km no stop bez spania w 31 godzin i 30 minut. Przepłyniecie no stop jeziora Labarge, 48 km w  9 godzin-no stop w canoe  cargo

         http://maps.google.pl/maps/ms?msid=202444880938611850051.0004de67b8a8ca4057f4b&msa=0&ll=64.633292,-138.339844&spn=2.367823,10.821533

         https://maps.google.pl/maps/ms?msid=202444880938611850051.0004dfbc708107a9f47f8&msa=0

  • 13) Przepłyniecie rzeki Rio Napo przez dżunglę w Ekwadorze i Peru, 800 km w canoe Przeanalizuj płyniecie Rio Napo

https://www.google.pl/maps/ms?msid=202444880938611850051.0005004c0f052206f16bd&msa=0&dg=feature

·         http://raportcsr.pl/z-nurtem-rio-napo/

       13)  Gienieczko dokonuje przepłynięcia Amazonki w canoe. Staje się pierwszą osobą na świecie która pokonuje największą  i najdłuższą rzekę na Ziemi w canoe.

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ

http://www.soloamazon.info/tracking/

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


22 listopad 2015

Amazon Expedition to ogromny sukces Marcina Gienieczko. Aby udowodnić, jak ciężką drogę przebył podczas pokonywania największej rzeki świata, przedstawiamy dokładny zapis wielkiego triathlonu przez Amerykę Południową - dzień po dniu 700 km rowerem, 5980 km w canoe oraz 80 km biegu. Zapis był realizowany przez dwa systemy SPOT dla Guinness World Records.

 

Pierwszy nadajnik SPOT 1  MARCIN NAPIERA

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ

Drugi Nadajnik potwierdzajacy pierwszy  AMAZON EXPEDITION 2015

http://www.soloamazon.info/tracking/

 Relacje filmowe w TVN24

http://www.tvn24.pl/ciekawostki-michalki,5/marcin-gienieczko-z-sukcesem-zakonczyl-energa-solo-amazon-expedition,575429.html

Fakty TVN i TVN24

https://www.youtube.com/watch?v=85v0EROIdLw

Tabelka z zapisem  Gpsów.

          http://www.gienieczko.pl/pdf/triatlon.xls.pdf

POLSKI KOMITET OLIMPIJSKI MÓJ PROJEKT NAGRADZA ORAZ WYRÓŻNIA.

http://www.olimpijski.pl/pl/aktualnosci,89/1181,niezwykla-proba-zakonczona.html

  • Relacja z ekspedycji Marcina Gienieczko

         http://www.gienieczko.pl/pdf/zatanczyc_z_amazonka.pdf

W załączniku  wypowiedz Mirosława Rajtera  który był uczestnikiem do źródeł rzeki Amazonki 2014.Ponzije film: https://www.youtube.com/watch?v=mGw-Z1Vq4lc

 

Redakcja Żagle publikuje cały zapis trasy:

http://www.zagle.com.pl/wydarzenia/energa-solo-amazon-expedition-rekord-guinnessa-dzien-po-dniu-tabela,1_16961.html

Cieple maile od znaczących ludzi w zakresie  eksploracji Amazonki:

Cześć Marcin,

 

WIELKIE GRATULACJE!!!! Bardzo się cieszymy, że wszystko się udało na Amazonce! Arcytrudna i super niebezpieczna wyprawa, cieszę się, że jesteś w miarę cały i w miarę zdrowy!!

 

 

Pozdrawiam Cię serdecznie!!!

 

Dominik Życki

 

PS Wszystkie newsy od Ciebie wstawialiśmy na portal "Żagli", ostatnie miałem zaszczyt i przyjemność wstawiać osobiście. Andreas wyjechał na urlop i go przy tym zastępuję.

 

Andrzej Piętowski (ur. 1954 w Krakowie) – polski podróżnik, kajakarz, zdobywca i odkrywca. Członek grupy Canoandes'79 (nagroda Super Kolosa 2000), kierował trwającą 33 miesiące akademicką wyprawą kajakową krakowskiego klubu "Bystrze", która dokonała spływów 35 (w tym 13 po raz pierwszy) rzekami amerykańskimi. W 1981 wraz z Jerzym Majcherczykiem, Piotrem Chmielińskim, Stefanem Danielskim, Krzysztofem Kraśniewskim, Jackiem Boguckim i Zbigniewem Bzdakiem spłynął rzeką Colca (Peru) w najgłębszym kanionie ziemi

 

Marcinie,

 

wielkie i zasłużone gratulacje!!!!  Przez cały czas wyprawy wierzyłem w Ciebie i trochę się niepokoiłem bo płynąłeś samotnie a bandytów nad Amazonka teraz nie brakuje. Miałeś szczęście, że Cię omijali.

 

Jeszcze raz, serdecznie gratuluje, odpocznij chwile i przybiegnij do Santa Cruz! Trzymaj sie dzielnie!

 

Andrzej Pietowski

Santa Cruz, Boliwia

Amazon - 2000

with National Geographic

 


Również cieple słowa otrzymałem  od Pana Piotra Chmielińskiego pierwszego zdobywcy Amazonki, który był podłączony pod nadajnik spot co 10 minut .Można się jego spytać jak widział moje płynięcie.

Kiedy dostarczyłem mój zapis mojego tracka GPS  Pan Piotr Odpisal:

 

Marcin,

 

Ja nic nie potrzebuje. Widziałem co zrobiłeś.

 

Rób coś nowego - Amazonka i tak będzie płynęła dalej.

 

Pozdrawiam, Piotr

 

Piotr Chmielinski,

 

A najpiękniejsze  i  wielkie  uznania  jakie otrzymałem od Pana Piotra  ze  mam wiedze o Amazonce bardzo duża.

 


14 listopad 2015

Zapraszamy na spotkania z Marcinem Gienieczko  gdzie podróżnik opowie jak przepłynął Amazonkę? Dlaczego wybiera się o Antarktydę?

O czym jest jego  książka ,,Kierunek Północ”

 

SPOTKANIA

 

1- Olsztyn  18 listopad Temat: Jak przepłynąłem Amazonkę? oraz  promocja ksiązki ,,Kierunek Północ” Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Olsztynie godzina 17.00
Wypożyczalnia Główna
ul. Stare Miasto 33
10-026 Olsztyn

2-Spotkanie Biblioteka Giżycko 20 listopad  15.30 Miejsce pracy: Miejska Biblioteka Publiczna w Giżycku   ul. Mickiewicza 35, 11-500 Giżycko;   Temat: Jak przepłynąłem Amazonkę?


3- gdzina 17.15  20 listopad Miejsce - Klub Integracji Społecznej "Pełna Chata" ul. Gdańska 11. Giżycko Temat: Jak przepłynąłem Amazonkę?.


4-Spotkanie z Marcinem Gienieczko Reszel Temat: Jak przepłynąłem Amazonkę? oraz  promocja ksiązki ,,Kierunek Północ”
19 listopada 2015 r. godz. 16.30

ul. Kolejowa 2a
11-440 Reszel

 

5- Spotkanie Gdańsk  Biblioteka Filia nr 16  Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Josepha Conrada Korzeniowskiego w Gdańsku, wspólnie z Radą Dzielnicy Brzeźno zapraszają na Spotkanie z podróżnikiem Marcinem Gienieczko pt. „Niemożliwe nie istnieje odkąd dokonałem przepłynięcia Amazonki w canoe”. Spotkanie odbędzie się 26 listopada 2015 (czwartek) o godzinie 17:00, w siedzibie Filii przy ul. Dworskiej 27    Temat: Jak przepłynąłem Amazonkę? oraz  promocja ksiązki ,,Kierunek Północ”

Zapraszamy do przeczytania książki Marcina Gienieczko ,,Kierunek Północ” która przedstawia zmagania człowieka z śniegiem który zaciera wszelkie Granice. Można zdobyć cenna wiedze dzięki informacji jak do takiej wyprawy się przygotować. Książka bardziej jest przedstawieniem ,że aby cos zrozumieć trzeba być w centrum wydarzeń. Marcin przeszedł góry Mackenzie 350 km pieszo i 600 km pieszo przez najzimniejszy region Kołymy gdzie temperatura była minus 53 stopnie. Jak on to zrobił?
Właśnie jest to tutaj przedstawione:

http://www.zagle.com.pl/…/kierunek-polnoc-ksiazka-marcina-g…

Książkę można również nabyć u autora:
perdido@poczta.wp.pl

Niech Was nie zwiedzie tytuł ani osoba autora - to nie jest książka o podróżach. Naprawdę! To książka o odkrywaniu świata przygody. To relacja, a właściwie szereg opowiadań, o dążeniu do celu, poznawaniu samego siebie, swoich słabości, i przełamywaniu ich. Czyż nie powinniśmy cenić ludzi, którzy potrafią się przyznać do strachu, a mimo wszystko pokonać go i przeć naprzód?

Marcin ma tę niezwykłą cechę, która pozwala mu porywać za sobą ludzi, potrafi ich zjednać dla realizacji jego celów.

Po co więc to robić? Tak naprawdę, to odpowiedzi jest tak dużo, jak wielu jest ludzi. Najtrafniej chyba jednak można odpowiedzieć, jak któryś z alpinistów, zapytany po co idzie w góry: bo są.

Marcin Gienieczko jest podróżnikiem, który stawia sobie wielkie wyzwania, wielkie cele. Nie podąża przetartym szlakiem, nawet jeśli ma on prowadzić na Everest. To dla niego zbyt proste! Poznajemy człowieka, który miał odwagę rzucić wyzwanie światu, który nie toleruje ludzi o słabej duszy. Świat przygody toleruje tylko tych, którzy mają niezwykle silną wolę walki, przetrwania i... improwizacji. Nie da się wszystkiego zaplanować!

To, co wyłania się z kart tej książki, to człowiek, który miał czelność marzyć i żyć marzeniami. Marzeniami, które spełnia dla siebie i dla NAS.

Zapraszam na spotkanie z niezwykłym światem Marcina Gienieczko.

Arek Pawełek Drugi człowiek na świecie , który przepłynął samotnie pontonem na żaglach Ocean Atlantycki. Uczestnik regat Sydney -Hobart, zawodowy nurek, poszukiwacz przygód.


11 listopad 2015

Milo mi poinformować: ,że odebrałem nagrodę w Gminie Kosakowo za krzewienie przywiązania do tradycyjnych wartości. Nagroda ,,Złotego Kłosa” jest przyznawana najbardziej uznanym mieszkańcom przez społeczność lokalna Gminy Kosakowo . Co roku Kaszubi ludzie morza wraz z Wójtem Jerzy Włudzikiem(na zdjęciu) wyróżniają i doceniają poszczególne osobowości naszej lokalnej Małej Ojczyzny.Marcin z nagrodzonymi miedzy innym z Komendantem Głównym Policji w Sopocie .   

Najnowszy projekt Marcina!

Czas nową wyprawę realizować. Bez celu nie istnieje!

Będzie to największe  extremum w dziejach eksploracji!

 

,,Człowiek musi być silniejszy od warunków jakie zastał. Musi przez te warunki się przebić. Siłą przebicia nie jako talent kombinowania ale jako siła tkwiąca w człowieku. Wynikające  z jego wartości wobec której wszyscy musza zamilknąć”….

Jeżeli chcesz być w tym co robisz najlepszy musisz poświęcić całe Życie. Nie sposób zrobić jedną rzecz i później kupony odcinać(  wracać niczym niegdyś nasi piłkarze z lat 80- tych i powtarzać ej Jacek a my w 80- tych latach graliśmy lepiej byliśmy lepsi…potwierdź to teraz! a nie wracaj do tego cały czas co było ), nie sposób specjalizować się w jednej dyscyplinie .Aby być najlepszym trzeba  być wszechstronnym. Teraz tylko tacy ,,przetrwają”. Wtedy można pokazać prawdziwą klasę  napieracza i Explorera. Tylko tacy  mogą przejść do historii w światowej  eksploracji. Na dzień dzisiejszy w świecie przygody jest tylko jedna taka osoba –M i k e/ H o r n: http://www.redbull.com/en/adventure/stories/1331645726155/meet-mike-horn-adventure-legend

 Czy ich będzie więcej? Wszystko zależy od  siły, entuzjazmu i motywacji oraz spartańskiej dyscypliny i zdrowia. Jeżeli to się ma -pieniądze są zawsze przy okazji…

 

Projekt- ,,SoloAntarctica - Marsz przez pustynię lodu”

,,Ostatnia wielka podróż na Ziemi”

 

Poniżej przedstawiam program przygotowawczy oraz samą wyprawę. Nie stać mnie już na małe projekty.Za duży duch walki.Gdy Amundsen w 1911 roku i zaraz po nim Scott zdobyli biegun południowy, ich rywal sir Ernest Shackleton wyruszył w 1914 roku w „ostatnią wielka podróż na ziemi” - by przebyć od jednego do drugiego brzegu Antarktydę. Misja się nie powiodła statek utknął w lodach Antarktydy .To jest moim celem!

11 listopada 2015 ,,Dzień Niepodległości” Marcin Gienieczko  rozpoczyna nowy

Projekt-przygotowania!

Rok 2016

-Trening ukończyć pół maraton (maj 2016)-22km biegu  w butach górskich i z ciężarkami przy kostkach   .Od 5 styczna 2016 ,gromadzenie specjalistycznego sprzętu.

-Czerwiec:5.06-17.06.2016, żegluga  jachtem :Gdańsk(Narodowe Muzeum Morskie Start )- (Oslo Narodowe Muzeum Morskie Norwegia- ,,FRAM”- finisz)- Gdańsk. Spotkanie się z legendą polarnictwa Borgiem Ouslandem-12/14 dni żeglugi przez Bałtyk. Trening przed Oceanem Południowym.

-Przejść 1500 km pieszo  solo z wózkiem i plecakiem(odcinek w marszu tyle ile droga na Biegun Południowy z Oceanu Południowego).Przejście 1500 km przez góry Ałtaju w Mongolii. Trawers Gór Ałtaju przejście przez Pasmo Gór Mongolii do Kazachstanu Granią. Pierwsze Polskie przejście gór Ałtaju. Rok 2016, 25 lipiec  /  2 październik

Rok 2017

-trening zimowy w Bieszczadach  na nartach biegowych(styczeń 2017)

-przejecie Grenlandii ze wschodu na zachód 600 km na nartach z partnerem(  maj 2017) test sprzętu, ostateczny egzamin ,wyprawa sportowa-25 dni.

-solowe przejście  z wózkiem oraz plecakiem  pieszo gór Mackenzie, płn Kanada. Marsz  w ramach treningu. Ross River –Norman Wells Solo 600 km przez góry. (sierpień 2017)-trening. Ostateczny test psychiczny. W stylu sportowym-21 dni .

ROK 2018

-Luty zimowy trening (8 dni) na nartach biegowych-Tatry.

-Czerwiec 2018  ukończyć zawody /maraton, bieg ,,Rzeźnika” -70 km biegu (zawody)przez Bieszczady w jeden dzień.- trening. Ostateczny test kondycyjny.

-1 Sierpień 2018 ,8 dniowe zgrupowanie w Tatrach(Centralny Ośrodek Przygotowań Olimpijskich) - trening, duchowe zjednanie się z przyrodą-14 godzinne wędrówki z 30 kg plecakiem, codziennie przez 5 dni

EXPEDITION  SOLO  Antarctica 2018

 

11 Wrzesień  2018 wyjazd.  16 września wypłynięcie jachtem z Chile w stronę Antarktydy. Przepłynięcie jachtem Oceanu Południowego, opłyniecie przylądka Horn. Wywalenie sprzętu na pak lodowy(sań) .Zaatakowanie Bieguna Południowego w stylu pioniersko- sportowym- wejście na Płaskowyż Antarktydy z Oceanu Południowego. Przejść trasę  2700 km z sańmi od Morza Wedella przez biegun południowy do Morza Rossa (lub odwrotnie) w temperaturze minus 30/40 stopni! Próba ustanowienia  najszybszego w historii zdobycia pieszo Bieguna Południowego. Jest to pierwsza tego typu ekspedycja z użyciem jachtu. Jedynie Mike Horn wcześniej realizował-2009 r. (ale nie trawers Antarktydy! –nie myl ze zdobyciem bieguna). Niespełnione marzenie Marka Kamińskiego oraz  Ernesta Shackeltona Irlandzkiego podróżnik. Kategoria Extreme. Koszt 450 tyś złotych. Po przepłynięciu Amazonki wiem ,że jest to możliwe. Gdyż granic nigdy w życiu nie widziałem ale słyszałem ,że istnieją w umysłach innych ludzi….

Kim jest ten szaleniec  który podejmie to wyzwanie?

http://o2.pl/hot/title-5925767993578625a

Marcin Gienieczko


26 październik 2015

 

Zatańczyć z Amazonką

 

Znajduję się  Dawson Płn. Kanada  nad rzeką Jukon. Po 50 godzinach wiosłowania w legendarnym wyścigu Jukon River Quest  organizatorzy zabrali mnie z rzeki. Powód ostry atak prawej nerki. Drugi raz w życiu zachorowałem. Pech czy przeznaczenie? Leżę w szpitalu załamany. Przyjmuję drugą kroplówkę.  W samolocie już myślę  o powrocie na rzekę. Ekspedycje to mój narkotyk.Aby żyć musze go zażywać. -Trzeba zrobić coś większego niż wygrana w wyścigu .Tylko co? Będąc już w  swoim domu postanawiam ,że rzucę wyzwanie największej rzece globu  AMAZONCE.

 

 

Kilkanaście  lat wcześniej w  2002 roku spotykam się z Piotrem  Chmielińskim , człowiekiem który jako pierwszy w międzynarodowym składzie w kajaku przepłynął Amazonkę od źródeł. W Warszawie na wernisażu wydania książki ,,Z Nurtem Amazonki” rozmawiamy o rzece. Do wydanej książki otrzymuję  wpis :,,Powodzenia na Kongo”. Miałem wówczas 23 lata i pragnąłem płynąć rzeką Kongo w Afryce. Niestety w tym zapalnym miejscu przyszła wojna miedzy Tutsi i Hutu dwóch zwaśnionych plemion w tej części świata. Pogranicze Ugandy, Ruandy i Kongo. Spływ został odwołany . Pojechałem  na Alaskę gdzie przepłynąłem pontonem w 76 dni Jukon. Wpis Chmielińskiego zapoczątkował moje eksploracje  po największych rzekach świata.

Przepłynąłem rzeki :Mackenzie, Jukon, Lenę ,Bałtyk w canoe z Bornholmu do Darłowa. Na Targach „Wiatr i Woda”  w Warszawie w 2013 roku przedstawiam prezentacje  przepłynięcia Leny. Z grona obserwujących  wstaje Kazimierz Rabiński przedstawiający się za  kajakarza. Nie wysoki, z wąsem w okularach  słuchacz. –Gienieczko, ty nie przepłynąłeś Leny! Nie wierzę ci ! Rzucam ci wyzwanie na dowolnej rzece. Muszę cię sprawdzić- dodaje. –Wstaję, podnoszę ręce. Przyjmuję  wyzwanie. Za tydzień się widzimy na Dunajcu-dodaje. Wówczas miałem tam treningi. Nie przyjechał. Stchórzył. To jeden z  moich oponentów który daje mi siłę i motywacje .Wbrew pozorom bez nich nie istnieję. W ekspedycjach wyczynowych bez entuzjazmu i motywacji nie ma  sukcesu. Moich oponentów przekułem w  osobistą motywację. Na statku „Discovery” na którym pływałem jako marynarz na rzece Ren (bo z czegoś też trzeba było żyć miedzy wyprawami  )   oznajmiam kapitanowi ,że rzucam  pracę bo chcę się poświęcić projektowi-Solo Amazon. Kapitan przyjmuje to ze zrozumieniem. -Rób to co kochasz dodaje. 1 września 2013 roku rozpoczynam przygotowania do wielkiego triatlon czyli trawersu Ameryki Południowej o własnych siłach ,gdzie głównym założeniem jest pierwsze na świecie przepłynięcie  Amazonki w canoe.

                           

                                                           Wielki triatlon

 

Po  dwóch latach przygotowań jadę  na lotnisko. Zapłakana żona pyta się dlaczego teraz robisz taki projekt skoro mamy  dzieci. -To bardzo niebezpieczne ,możesz nie wrócić dodaje.-Jestem dobrze przygotowany, próbuję uspokoić żonę. Alicja od wielu miesięcy śledziła przygotowania.  Wiedziała ,że zostali tam zamordowani polscy kajakarze z Trójmiasta, a rok później  postrzelony na rzece Ukajali kajakarz z  RPA .Do tego wszystkiego rozmawiała z Aleksandrem Dobą który przepłynął Atlantyk w kajaku , ten w euforii  rzucił wyzwanie Amazonce ale zrezygnował w Manaus z przepłynięcia  .

 

 

 

Został  dwukrotnie napadnięty. Grozili  mu że go zabiją- dodaje przerażona w samochodzie. Olek miał pecha wyjaśniam. Do tej pory tylko 12 osobom udało się przepłynąć cały system rzeczny Amazonki. Nikt tego nie dokonał w canoe. W Limie wita mnie  Cecylia Albrizzio, która wraz ze  swoim bratem Juanem pomagają mi logistycznie w tym projekcie. Ich dom staje się moją bazą .Pakuję sprzęt. Część żywności  wysyłam do Iquitos największego miasta Peru nad Amazonką. Założenie projektu  jest przebyć o własnych siłach od Pacyfiku po Atlantyk ,gdzie głównym celem jest przepłyniecie Amazonki w canoe. Będę realizował triatlon: rower, canoe i bieg. Aby tak się stało muszę przejechać rowerem przez Andy. Jadę  swoim Unibike  wzdłuż Pacyfiku, skręcam na górskie serpentyny. Pot zalewa mi okulary. Podjazdy są coraz trudniejsze. Na wysokości 4400 metrów mam bóle głowy ,zażywam lek Diuramid na problemy z wysokością.  Tutaj panuje „soroche” - choroba wysokościowa, która objawia się ostrym bólem głowy, wymiotami. Mijam wioski: San Clamente, Huancano, Huaytara. Schodzę z roweru przed  najwyższą przełęczą, która wznosi się na wysokość 4760 npm, niemalże wciągam rower. Co raz ciężej  się oddycha. Zjazd jest zabójczy, pędzę z prędkością 50 km/godz. Górski wiatr przeszywa mnie na wylot. Zgrabiałe ręce z trudem przyciskają hamulce. Za miastem Ayacucho spotykam się Juanem bratem Cecylii który wiezie moje canoe wraz z ekwipunkiem  na dachu swoje Toyoty. Juan wyjechał z Limy, stolicy Peru 2 dni temu. Ja już jadę 11 dni rowerem przez góry. Mamy się spotkać  nad rzeką.

 Spod opon strzelają kamienie. Droga zjazdowa do dżungli jest kręta  i pokryta błotem. Wciąż tutaj  na tej drodze są porwania. Dlatego można nią jechać tylko za dnia. Piotr Małachowski ,który od wielu lat mieszka w Peru prowadzi portal,, Kochamy Peru”  i jest przewodnikiem, kilka tygodni przed ekspedycją  napisał mi: Do miasteczka San Francisco (miejsce startu płynięcia w canoe) nikt przy zdrowych zmysłach nie jedzie. Np. Ambasada USA w Limie odradza to wszystkim swoim obywatelom. Ale rozumiem, że to część twojego planu.-dodał. -Niegdyś w tym regionie  rządzili partyzanci. Otóż to miejsce znajduje się w środku rejonu VRAEM  co znaczy dolina rzek Apurimac, Ene i Mantaro. Ten rejon jest niebezpieczny z wielu względów. Można wciąż tutaj spotkać terrorystów  pozostałych ze Świetlistego Szlaku, którzy są bardzo niebezpieczni , gdyż oni albo porywają dla  okupu, albo zabijają bez najmniejszych skrupułów. Poza ich względami politycznymi współpracują z kartelami narkotyków siejąc strach swoimi metodami w całym rejonie przez co kartele mają większą swobodę działania, a oni pieniądze od karteli. To tutaj są największe  skupiska  narodzin białego proszku-kokainy. Wjeżdżam w strefę handlarzy narkotyków.

Po 13 dniach jazdy rowerem, przejechaniu 700 km dojeżdżam do miejscowości San Francisco nad rzeką Apurimac. To z tego miejsca rozpoczynam swoją odyseję w canoe.

 

                                                            Zapasy z gigantem

 

Stoję niedaleko mostu nad rzeką Apurimac .To jedyny i ostatni most w systemie rzecznym Amazonki. Pakuję cały sprzęt. Przez strefę handlarzy narkotyków towarzyszy mi Gadiel Sanhez Rivera. Niewysoki Peruwiańczyk, Metys przez przyjaciół zwany Choe. Średniego wzrostu, szerokie plecy. Niegdyś kurier narkotykowy. Rzucił tą pracę  bo postanowił jeszcze pożyć. Handel narkotykami w tej strefie to  rzecz codzienna. Gadiel postanowi mi towarzyszyć do miejscowości Atalaya nad rzeką Ukajali.Będziemy  płynać razem w moim canoe.  Zna jeżyk miejscowych wojowniczych Indian Ashaninka. To przeszedł wzdłuż brzegów Amazonki pieszo z Anglikiem Edem  Straffordem, pomagał mu logistycznie. W mojej wyprawie ma pełnić również taką samą rolę .Zapalił się do projektu. Wcześniej w kajaku opłynął jezioro Tititaca najwyżej położone jezioro na świecie.

 

 

 Rok wcześniej kiedy to wróciłem z wyprawy do źródeł Amazonki przyjechał z Pucallpy gdzie mieszkał aby omówić plan  przepłynięcia Ukajali. Zapytałem się wówczas ile waży. To ważne aby wiedzieć jak w canoe sprawnie mamy przepłynąć rzeki pełne wirów .-Nie wiem odpowiedział. Nad ranem przyszedł do mnie gdzie mieszkałem i oznajmił 72 kg! Uśmiechnąłem się. Mniej niż ja, damy radę-odpowiedziałem. To było ważne oświadczenie nie dlatego ,że waży mniej ale dlatego że się tym przejął i znalazł wagę w Limie aby mi tylko o tym  powiedzieć. Bycie partnerem to nie tylko wspólny entuzjazm i motywacja ale i zapał. Tym stwierdzeniem przekonał mnie do wspólnego napierania. Gadiel patrzy z przerażeniem na moje canoe które wystaje 5 cm nad wodą. Jest za mocno obciążone. Po 2 godzinach pakowania, rezygnujemy z części rzeczy. Wysyłamy do Puerto Ene skąd mają  popłynąć do Puerto Prado. Tam mieszka jego mama. Nad rzeką Tambo. Część benzyny wylałem.  Wylewam też 20 litrowy karnister z wodą do picia .Będziemy filtrować wodę z rzeki.

Pędzimy coraz szybciej, canoe nabiera prędkości. Apurimac ma duże spadki mimo że już jesteśmy za  największymi kataraktami. Dookoła góry ,las tropikalny zwany dżunglą. To tutaj rosną liście koki , które są przerabiane  na biały proszek . Znajduję się w tak zwanej czerwonej strefie, centrum handlarzy narkotyków w samym sercu peruwiańskiej dżungli. .-Ktoś z brzegu krzyczy : Aqui Se matan!-tu mordują. Zaczęliśmy szybciej płynąć, mocniej wiosłować, canoe przebija się  przez kolejne fale. Choe jest cały  mokry od uderzeń pierwszej fali ,która zalewa dziób canoe. W nocy słyszę warkot silników helikopterów.

-To nocni zwiadowcy, szukają źródeł ognia-oznajmia Choe.

  -Jakiego ognia? Czasami handlarze palą ogniska w lesie. Wtedy helikopter  oddaje w to miejsce serię strzałów. Tak silną  ,że aż drzewa się łamią. Marcin tutaj nie ma  strzałów ostrzegawczych-dodaje. Zostawiam rzekę Apurimac i wpływamy na mętne wody rzeki Mantaro uważanych przez niektórych wodniaków za rzekę źródłową Amazonki. Tyle ,że  w górnej części wysycha  i nie można nazwać jej stałym źródłem dlatego wciąż Apurimac jest na pierwszym miejscu. Połączenie Apurimacu i Mantaro daje  rzekę Ene. To najniebezpieczniejsza rzeka w tej części Peru. Pod każdym względem. W jej dorzeczu mieszkają wojownicze plemiona Indian Ashaninka, którzy wierzą w kult Pelacary- miejscowi wierzą  ,że  biały jest przemytnikiem organów. -Oni w to wierzą tak samo jak ty w Jezusa Chrystusa wyjaśnia Gadiel. Nagle progi rzeczne na rzece Ene stały się  dużo trudniejsze do przebycia. Płynę  w czerwcu . W czasie, w którym żadna  inna ekspedycja nie brała udziału. Dlaczego? Bo każda chciała przepłynąć rzekę górską - jedna Mantaro, inna Apurimac, obie ciężkie technicznie. Płynę tydzień po porze deszczowej gdzie rwący szybki nurt porywa mnie z każdym metrem rzeki. Jako ,że moim celem był triatlon, rozpocząłem w końcówce maja i to było niebezpieczne posunięcie. W październiku na rzece Ene leje i wiry wodne mają średnice 10 metrów -według opisów książki z „Nurtem Amazonki”. Wiadomo, że z Andów w maju spływa najwięcej wody . W tym czasie Ene  i Tambo nie jest nizinną rzeką, choć według opisów tak jest. Olbrzymie wiry  mają 16 metrów gdzie  można spokojnie do środka schować dwa wiosła związane o łącznej długości trzech metrów.  Dopływamy do Pongo,  którego skalne ściany zwężają  rzekę Ene.  Bez mojego wiosłowania canoe płynie  z prędkością 11 km/godz, rzeka zaczyna  falować i kotłować się . Tubylcy nazwali to miejsce ,,Przejściem Siedmiu Diabłów” z powodu siedmiu olbrzymich lejów o których  mówiono ,że mogą pochłonąć silnik” jonhsona”. Próbujemy złapać największą  prędkość , która pozwoli nam przejść przez wiry , leje , bystrza. Jeden z wirów na okręca . Ze skalnych półek spadają kamienie. Po chwili  woda się uspakaja. Słyszę warkot silnika . Dwóch Indian z wymazanymi na czerwono twarzami przepływa koło nas wrogo patrząc. -Buenos dias! Gadiel krzyczy lecz ci  nic nie mówią i  płyną dalej.

 

 

Zniknęli  za zakrętem rzeki. Rzeka płynie coraz szybciej ,znowu nabiera prędkości. Nagle słyszę strzał ,odwracam się z Gadielem za siebie. Słyszę drugi strzał. Gringo, gringo!!! ktoś krzyczy z gliniastej skarpy  wymachując rękoma. -Będą problemy to Ashaninka- mówi przerażony Gadiel. Próbujemy zawrócić. Ale szybki nurt nas  porywa .Ktoś oddaje kolejne strzały w naszą stronę .Słyszę  świst kuli koło canoe.-Kur..!  strzelają! Mój głos próbuje się przebić przez ryczącą rzekę. Nie mogę zmienić kursu. Canoe wpływa  miedzy dwa głazy. Zakleszcza się .Napór wody jest coraz silniejszy, zalewane canoe nabiera wody. Gadiel próbuje wyskoczyć z rzutką ratowniczą na głaz znajdujący się bliżej brzegu.  Lecz nie  ma szans aby dopłynąć do skrawka lądu. Nurt go  porwie w mgnieniu oka. Indianie podpływają  swoją łodzią z silnikiem 15 konnym  Johnsona.- Wychodźcie!  wykrzykują. Ich twarze są wymalowane na czerwono. Mają trzy kreski na obu policzkach. To wąsy jaguara.-To ci z tych agresywnych mówi przyciszonym głosem Gadiel. Pokazujemy cały swój sprzęt. Macie narkotyki? Pyta się jeden z Indian. Nie, nie mamy. -Kim jesteście? Co tutaj robicie? To teren Ashaninka.  Ich karabiny są  wycelowane w nas. Gadiel próbuje uspokoić sytuację .- Tutaj są nasze dokumenty od  Prezydenta Regionu-pozwolenie Care –pokazuje mój kompan. Cztery miesiące przed  wyprawą  Mirosław Rajter ,który specjalizuje się w wyprawach po Peru zorganizował mi wszystkie pozwolenia na przepłynięcie tego regionu. Pokazuję  tutejszemu szefowi wioski. Patrzy ,analizuje ,próbuje  przeczytać ,choć większość Indian nie potrafi czytać. Zwłaszcza  w języku hiszpańskim.- Czy macie jakieś prezenty?  Gadiel daje  mieszkańcom naszą żywność liofilizowaną . Dla wodza przekazuje scyzoryk  szwajcarski oraz małą latarkę czołówkę. Patrzy mi w oczy. Macie 5 godzin aby  opuścić nasz region. -Gadiel  uśmiecha się i mówi ,że dwie nam wystarczą. Wsiadamy w canoe i odpływamy. Ktoś oddaje strzał w górę ,znikamy za zakrętem rzeki. Musimy uważać, oni mogą w nocy nas zaskoczyć . W nocy Ne włączamy naszych latarek ażeby nie ściągnąć  niepotrzebnych gości. Wpływamy w kolejny  lej który próbuje nas pochłonąć .Mocniej wiosłuj , mocniej krzyczę ,wpadamy w  olbrzymi wir który nami kreci jak w pralce. Są to olbrzymie  dziury w rzece .Przepływam przez najwęższe miejsce na Ene szerokości 4 metrów. Wir nas wciąga, walczymy.- Mocniej ,Gadiel krzyczę z całej siły mocniej.  Walczę z całej siły aby wyrwać się z  leja który ma średnicę 16 metrów a głębokość 2 metrów. Canoe zanurza się i wypływa, obraca nas o 180 stopni  .Wyrywamy się ,płyniemy do brzegu.   W oczach Peruwiańczyka widzę lęk, ja się cały trzęsę. Jedna chwila i po wyprawie. Rzeka Tambo nie jest łaskawa , wiry próbują nas wywalić za każdym zakrętem. Płyniemy w kanionie. Skalne półki po obu stronach .Wzgórza pokryte gęstym lasem tropikalnym .Po 20 km musimy skorzystać z pomocy łodzi , która nas ściąga i na linie dociąga do  kolejnej wioski. Zbyt wysoki poziom wody ,wiry są tak duże że wciągają canoe. Od Poyeni rzeka płynie bardzo szybko, ale jest już  bardziej spokojna. Ma mniejsze  wiry.

 

                                                       Ukajali Arkady Fiedlera

 

Po 5 dniach dopływamy do Atalaya, niewielkiego miasteczka położnego na rzeką Ukajali.  Wita mnie miejscowa władza wraz z burmistrzem. Wszyscy mają na uwadze zabójstwo kajakarzy 2011 z Polski.  W miejscowym radio Indianie w swoich językach proszą  o pomoc i życzliwe przyjęcie mnie w swoich domostwach.-  Musimy innych uprzedzić ,że nie jesteś Pelacara, aby nikt ci krzywdy nie zrobił –mówi vice burmistrz miasteczka. Polscy kajakarze. Celina i i Radosław Frąckiewiczowie zostali zamordowani w związku z kultem” Pelacary. Indianie myśleli ,że  to biali którzy chcą  uprowadzić  ich dzieci. Rok później podróżnik z RPA Anthony M. Posemann kajakarz, który postanowił przepłynąć  całą Amazonkę został postrzelony w nerkę, szyję oraz plecy.

 

 

 

Tylko dzięki wezwaniu pomocy za sprawa nadajnika spot jego rodzina  dowiedziała się o tragedii i szybko wraz z Ambasadą RPA  uruchomili pomoc. Leżał przez 8 godzin w dżungli na brzegu rzeki w spiekocie i się wykrwawiał. Ciał polskich kajakarzy do tej pory nie odnaleziono a  dwóch morderców wciąż ukrywa się na wolności w dżungli. Prawdopodobnie są  już wciągnięci do armii handlarzy kokainą .Tam są bezpieczni.  Władze  miasta wydają specjalne pismo aby przedstawiał je wodzom w dolnej części Ukajali. Jest to też informacja dla World Records Guinness ,że rozpoczynam z tego miejsca  oficjalną próbę bicia rekordu .Z Atalaya płynę solo. Gadiel Sanchez Rivera zamienił się w logistyka wyprawy, towarzyszył mi w poszczególnych punktach na rzece Ukajali. Płynął z miejscowym Indianinem łodzią z silnikiem  od wioski do wioski. Spotykaliśmy  się w  poszczególnych punktach ustalonych  jeszcze w Atataly .  Taką samą rolę spełniał w trakcie  wyprawy  z Ed Straffordem, kiedy od Satipo przeszedł wzdłuż  pieszo brzegów Amazonki. Po lewej i prawej stronie ściana lasu, gorąco, codziennie 40 stopni i  ja w tym canoe. Pakowanie zawsze jest  najcięższe, zalewam  się potem każdego dnia, piłem elektrolity, łykam tabletki malarone  od malarii raz dziennie  i witaminy .Jem  swoje kosmiczne  jedzenie jak spaghetti czy bigos w proszku itd. Parę razy wąż wkradł się do namiotu i miałem z tego powodu większe bóle brzucha niż kiedykolwiek. Trzeba było przygnieść wiosłem jego ogon, a drugim wiosłem  lub najlepiej maczetą odciąć głowę i ogon. Inne robactwo to: stonoga, jaszczurka, duża jadowita mrówka i bardzo śmiercionośny wąż Fer-de-lance, czyli żararaka lancetowata. Uchodzi za najbardziej jadowitego węża świata. Po ukąszeniu śmierć przychodzi bardzo szybko(parę godzin), jedynie natychmiastowy transport do szpitala może uratować życie , co w Amazonii jest de facto niemożliwe . Dla mnie to 3 dni płynięcia w spiekocie do cywilizacji. Zawsze wychodzę z canoe ostrożnie. Najpierw wbija wiosło w   piach. Stopy przesuwam po miałkim podłożu wszystko po to ażeby nie stąpnąć na płaszczkę .Jej kolec może zabić a już na pewno sparaliżować nogę. Szukanie w ciemnościach obozu jest bardzo ryzykowne. W dżungli w nocy nie ma się kontroli nad niczym. Jest się intruzem którego szybko można zabić. Na Ukajali  w górnej części rzeka bardziej przypomina wnętrze jamy brzusznej. Wije się  jak wąż. Rzeka stoi , nie ma praktycznie nurtu. Nurt nie ma gdzie  się rozpędzić.

Wyprawa od Pucallpy przyjęła charakter sportowy ,zaczął się liczyć świt i zmierzch. Jedzenie i wiosłowanie. Zaczyna mnie od wysiłku boleć kręgosłup.

 Płynę  po 11  godzin dziennie od 7 rano do 18 wieczorem. Jedną przerwę mam  o 12.30 kiedy wysyłałem  ze swojego drugiego nadajnika  moją pozycję .Kacper Jurak informatyk z Trójmiasta przygotował mi  dwa odbiorniki GPS, dla których sporządził  specjalną mapę na której Amazonka była autostradą. Dzięki temu mogłem nawigować po dowolnym fragmencie rzeki tak jakbym jechał z np. Gdyni do Olsztyna, co pozwalało mi oceniać czas potrzebny na dotarcie do kluczowych miejsc i w konsekwencji uzyskanie dobrego wyniku sportowego. Oprócz odbiorników GPS miałem  ze sobą nadajniki GPS amerykańskiej firmy SPOT. Te urządzenia wysyłały co 10 minut informacje o moim  położeniu poprzez satelitę. Jeden wysyłał co 10 minut moją pozycję a drugi był potwierdzeniem tego pierwszego. Sygnał był wysłany dwa razy dziennie  w południe i wieczorem. Tak aby wszyscy wiedzieli że żyję .Bo mogło być tak że się wywrócę i canoe z pierwszym nadajnikiem popłynie .Te niczym czarna skrzynka w samolocie będzie nadawała pozycje cały czas a wszyscy obserwujący będą myśleli że  żyję lub jestem zdrowy. Dlatego drugi nadajnik zawsze był w mojej kamizelce  i nigdy się  z nim nie rozstawałem . Nadajniki   były podłączone  emailem oraz telefonami z najważniejszymi ludźmi z mojego zespołu w Polsce miedzy innymi z moim ubezpieczycielem firmą Uniqa oraz  z miejscowymi służbami  ratowniczymi które do 50 tys. $ miały mnie ratować i szukać.

 

 

Pod nadajnik jest  też podłączony Piotr Chmieliński jako obserwator projektu. Na szlaku wodnym do Pucallpy widzę  coraz więcej statków. Wpływam w kanał  Puinahua. Musze płynąć bez butów. Nie mogę włożyć obuwia na stopy. Moje stopy są poranione, krwawią. Naskórek zdarty mimo ,że zasypuję talkiem i spryskuję specjalnym preparatem do regeneracji błony śluzowej  .Trzy dni płynę w butach siatkowych do kajakarstwa a 2 dni jestem w gumowcach . Piecze tak ,że  zaciskam zęby. Trzeba posmarować maścią trybiotykiem następnie zasypać talkiem i dobrze  wetrzeć. Na noc założyć  skarpetkę ażeby naskórek  dodatkowo nie otrzeć. Przez otarcia stop zrezygnowało z przepłynięcia Amazonki Rafał Kośnik, inny Polski kajakarz.  Z moich ust leci krew. Tropik jest zabójczy. O sukcesie decyduje umiejętność widzenia detali w ciemnościach. Explorersweb portal który zajmuje się  wyczynowa eksploracja na całym świecie najbardziej uznany i prestiżowy wśród podróżników  który relacjonował skok Felixa Baumgartnera z stratosfery  podaje ,że  tylko 12 osób przemierzyło w kajaku Amazonkę-jedna z nich pieszo- to Ed Strafford. Żadna inna tego nie zrobiła w canoe. To samo mówi za siebie. Amazonka uczy determinacji i wytrwałości. Czasy się zmieniły, ale rzeka nie. Tak samo  nie zmienił się Ocean Południowy –jest tak samo groźny. Na jednej z wysp odbieram smsa od  Mirosława Rajtera. Dowiaduję się ,że za Contamaną na rzece był napad. Dwie osoby zabito. Zycie na takiej wyprawie to organizacja  logistyki. Dzwonię z telefonu satelitarnego do Roberta Kowalczyka biznesmena z Włocławka prowadzącego firmę Satfilm. Prezesie potrzebuję wsparcia finansowego na Brazylię. Muszę mieć w poszczególnych miejscach obstawę . Po 3 dniach miałem już  pieniądze na koncie poinformował mnie ojciec.

Mój taktyk projektu Adam Wasilewski  przygotował  tabelkowy  plan płynięcia jeszcze w Polsce. Miałem ze sobą tabelkę i tak zwane   dniówki ,czyli wydruki mapek z google earth ,na których był podany kilometraż  każdego dnia. To samo miałem naniesione w gpsie. W sumie przy tej wyprawie abym osiągnął cel pracowało około 50 osób. Każdy wnosił swoją wiedze od siebie na zasadzie wolontariatu. Ja również postanowiłem to spłacić innym . W trakcie  trwania projektu zbieram pieniądze za sprawą specjalnie stworzonej strony  .Każde przepłynięte 10 km obserwująca  osoba wykupuje i wpłaca dowolna sumę dla Pomorskiego Hospicjum Dla Dzieci. Jej nazwisko pojawia się po przepłynięciu danego kilometrażu. 

W miejscowości Orellana  na szyi pojawiła się olbrzyma krosta. Po dwóch dniach zamieniła się w duża narośl  wielkości pieści. Tak duża ,że nie mogę szyją ruszać nie mogę się obejrzeć za siebie. To jakiś insekt musiał cię  nieźle użądlić. Mówi w Requenie Gadiel. Znowu się spotkaliśmy na szlaku wodnym. Idę do  apteki. W Peru pełnią role małej poradni zdrowia . Zwłaszcza na wioskach. Kupuję antybiotyk. Dzwonię również do swojej mamy , która odpowiada za stronę medyczną ekspedycji. Kontaktuje się z dr Leszkiem Mayerem z Instytutu Chorób Tropikalnych w Gdyni , który odpowiada za moje zdrowie. Jest  głównym analitykiem wszystkich moich  problemów zdrowotnych w tropikach. Przed wyprawą przyjąłem 5 szczepień i analizowaliśmy  każdą chorobę. Zaleca mi inny antybiotyk.  Po 7 dniach brania  Duomoxu  bulwa zeszła.

     Po połączeniu się wód Ukajali i Maranion rzeka  przyjmuje nazwę Amazonka. Zdecydowanie przyspiesza. Niesie duże drzewa . Po 28 dniach płynięcia dotarłem do Iquitos.Za sobą mam 2053 km. W Iquitos jestem  3 noce. Gości mnie  ks .Radosław Zawadzki. Nocuję u niego w parafii. Dwa miesiące wcześniej wysłałem dla księdza żywność  sprzęt oraz  wszystkie mapy które będą mi służyły  już na terenie Brazylii. Płynięcie z nimi w razie napadu i wywrotki było zbyt ryzykowne.

 

 Wysłałem też zapasową kuchenkę. W trakcie tej wyprawy używałem trzech kuchenek jedna Primusa, jedna Colemana i dwie MSR. Jak na złość tylko kuchenka Colemana wytrzymała trudy podróży przez dżunglę. Wszystkie inne  trzeba było wyrzucić i  kupić zwyczajną peruwiańską kuchenkę na naftę .Dysze były pozapychane a w dwóch zepsuły się pompki. Ustaliłem z  Gadielem ,że ma towarzyszyć jako logistyk do granicy z Brazylią  .Tam się  pożegnamy. W kościele proszę Boga przy słowach piosenki Barka” o pomoc i wsparcie. Stałem się bardziej wierzący w trakcie tej ekspedycji. Waga mojego canoe  to 40 kg wraz ze sprzętem i wodą waży wszystko 150 kg, plus moje 80 kg. Mimo tak dużego ciężaru canoe  płynie dość szybko. W trakcie tej wyprawy używam 4 wioseł a tak naprawdę dwóch na zmianę ,dwa dodatkowe są zapasowe. Jedno kewlarowe. Te po przepłynięciu Ukajali pękło na pół. Mimo klejenia żywicą epoksydową po dwóch dniach pękło na dobre. Później wziąłem w dłoń mocne duże drewniane wiosło z  lekko pochyloną  łopatą. Po to abym mógł zgarniać wodę mocniej, głębiej a przy tym szybciej napędzać canoe. Mocne drewniane wiosła są zdecydowanie lepsze na Amazonkę. Kewlarowe jest za delikatne. Mijam rzekę Rio Napo, którą przepłynąłem w 2014 roku w ramach przygotowań do  projektu, lewy dopływ Amazonki. W Pebas spotykam się z Gadielem. Wojsko nie podejmuje się ochrony  mojej osoby do granicy. Zaleca abym płynął z Gadielme Sanchez Rivera. Parę dni temu był tu napad piratów na łódź towarową. Zapada decyzja ,że płyniemy razem do Santa Rosa. Ostatniego miasteczka  w Peru przed Brazylią. Rzeka tak szybko przyśpieszyła ,że robie od  100 do 120 km dziennie. Amazonka niesie najwięcej wody jako królowa rzek. Jest bardzo szybka , ale w tym czasie mocno się rozlewa i nie ma  gdzie  znaleźć miejsca na nocleg. Rozbicie namiotu graniczy z cudem. Nocuję w szuwarach na skrawku jakieś wyspy.

                                                             Witamy w Brazylii

Po 5 dniach od Iquitos dopływam  do miasteczka Tabatinga  w Brazylii. Marynarka w  porcie odradza mi płynięcie. Czuje się pogubiony i załamany. Piszę maile, kupuje żywność. W miasteczku zatrzymuje się na 4 dni. -Zabija ciebie ,mówi jeden z  marynarzy. Dzwonie do Polskiej Ambasady. Tematem interesuje się konsul  Dorota Boguty . Informuje o wszystkim honorowego konsula w Manaus  Jose de Moura  Teixeira Lopes. Mój ojciec- rzecznik  moich projektów  bierze tydzień wolnego w swoje  pracy i poświęca się negocjacjom. Niemalże wymusza współpracę z Polską Ambasadą w Brazylii. W pracy miał mały  oddzielny swój laptop na którym  śledził cały czas z małymi wyjątkami przemieszczanie canoe. Żona w nocy  szuka  tłumaczy języka portugalskiego  ażeby pomogli stworzyć oficjalne pismo do Marynarki Wojennej Brazylii. Spotykam się z  Andre Luis Sousa - komendantem Marynarki Wojennej w Tabatindze.W trakcie negocjacji wpadłem na pomysł ażeby zbliżyć Brazylię do Europy. W 2016 roku odbędą się igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Brazylia  chce zasłynąć  z dobrej organizacji. Podpowiadam to wszystko  Ambasadorowi. Jak podjąć mediacje.  Sam dogaduje się  z Marynarką Wojenną  Brazylii  odziałem w Tabatindze znając  5 słów w języku portugalskim.  –Pomożemy  ci. Uśmiecha się popijając wodę komendant. Admirał Marynarki  Brazylijskiej wydal pozwolenie ażeby Marynarka była jednym ze sponsorów tego projektu. Za sprawą niesamowitych kontaktów Konsul Moura z Manaus przekonuje admiralicję Brazylii. Cały projekt  zdobył uznanie w siedzibie głównej całej Marynarki Wojennej w Brazylii, wyjaśnia w rozmowie telefonicznej Hornowu Konsul Polski. Projekt przyjmuje nazwę: ,,Operacja Polonia”. W takich zadaniach w Amazonii najdroższa jest benzyna. Mamy się spotykać w  poszczególnych miasteczkach. Rzeka jeszcze bardziej przyspiesza jednego dnia robie 136 km .To mój rekord na Amazonce. Rzeka pędzi jak w przełomie Dunajca. Niestety nocne płynięcie niesie dużo zagrożeń. Rozświetlam  swoją czołówką na 30 metrów  wodę.

 

Podświetlony kursor GPS wskazuje drogę. Nagle  do  zaczynają wpadać oczu insekty. Świecące meszki. Wbiły mi się w  lewa rogówkę oka. Ból nie do zniesienia.Piecze,wyżera.  Na środku Amazonki kręcę się w swoim canoe. Wylewam 3 litry wody mineralnej ażeby przemyć oko. Nic nie widzę .W ciemnościach dobijam do brzegu. Męczę się całą noc. Zapuszczam krople do oczu które zabrałem z Polski. Po dwóch dniach ból ustąpił. Teraz  noclegów  na lądzie już wcale nie można organizować. Rzeka wylała 15 km w głąb lądu. Jedyną szansą są noclegi w tak zwanych domach pływających . Raz spałem w canoe ale zbyt duża męczarnia. Na drugi dzień czułem się  bardziej zmęczony niż po 14 godzinach wiosłowania. Kolejne dni to walka  z rzeką. Burza i silny wiatr na zmianę Amazonka zrobiła się już potężna . Przecinają je liczne duże wyspy o długości 10 km . Dopływam do miasteczka Tefe. Tutaj spotykam się z - ,,Marinha do Brasil”. Od tego miejsca będziemy częściej się widzieć. Do Manaus to strefa piracka. Jestem  20 km od Coari. To  w tym miejscu był pierwszy napad  na Aleksandra Dobe , który po przepłyniecie Atlantyku  postanowił przepłynąć Amazonkę. Niestety ta misja mu się nie powiodła. Dwukrotny napad zmusił go do przerwania ekspedycji. Na Amazonce   został zamordowany przez piratów rzecznych , słynny żeglarz nowozelandzki Peter Blake, szef syndykatu Team New Zealand, który dwukrotnie wywalczył prestiżowy Puchar Ameryki. Statki które pływają miedzy Tabatingą a Manaus są  pilnowane przez wojsko. Zazwyczaj na takim statku jest 5 żołnierzy.

 

                                                         Kauczukowe Manaus.

 

W ciągu  17 dni robie 1700 km i dopływam do Manaus największego miasta  nad Amazonką w towarzystwie Marynarki Brazylijskiej. W latach od 1890 do 1920 miasto przeżywało swój złoty okres z powodu zwiększonego zapotrzebowania na kauczuk naturalny po wynalezieniu procesu wulkanizacji. Łącznie przepłynąłem 4150 km. Wpływam na czarne wody Rio Negro największego lewego dopływu Amazonki. Dopływam pod hotel Tropical. Swoją pomoc zaoferował u ks Grzegorza Paderewski, który od 10 lat mieszka w Manaus . Klika miesięcy wcześniej ojciec który pomagał mi logistycznie , znalazł kontakt do  księdza w Internecie poprzez jego codziennego  bloga. Od maja  był w Polsce. Kiedy ja wpłynąłem na wody Ukajali, moja mama wysłała  księdzu paczkę z dodatkowa  żywnością którą  miał zabrać w drogę powrotną   do Manaus. Trzydzieści  paczek specjalnej żywności. Tym samym miałem tak zwany drugi zrzut żywności w trakcie tej ekspedycji. Dodatkowo odebrałem   maści  do stóp oraz leki. I kilka par okularów.  W Manaus duże zamieszanie w ciągu jednej nocy zginęło 30 osób. Porachunki gangów zareklamowały miasto w dżungli na całym świecie. Za sprawa konsula , który jak się okazało jest tutejszym milionerem poznaje Głównego Komendanta Policji stanu Amazonia Gilbert de Andrade Gouvea. Ten widząc mój zapał sportowy  przyznaje mi eskortę do Parintins. Po 4 dniach odpoczynku ponownie wypływam. Najtrudniejsze  jest pokonywania kanałów które wpływają w główny nurt.

 Wówczas oba nurty tych kanałów zderzają się. Na środku głównego nurtu powstaje wysoka, krótka fala stojąca , która w każdej chwili może  wywrócić canoe. Czasami miały 1,5 wysokości. Trawersowanie takich kanałów było bardziej niebezpieczne niż przepłyniecie  na druga strony  samej Amazonki. Czasami czuję się jak na górskiej rzece w środkowym biegu rzeki  gdzie tak naprawdę wody powinny być spokojne. Płynę z prędkością 13 km na godzinę. W oddali migoczą światła Itacoatiara, niewielkiego miasteczka po lewej stronie Amazonki. Tutaj jest zazwyczaj załadunek ziarna na duże masowce. Po lewej stronie stoją dwa  duże statki o  długości około 200 metrów.

 

 

 

 

Wcześniej Policja Militarna  otrzymała informację  ,że  może  się mnie spodziewać wieczorem. Chciałem zatrzymać się wcześniej ale cywilizacja kusi mnie mocniej. Rzeka przyspiesza. Canoe pędzi coraz mocniej. Widzę ,że  są jakieś boje . Statek stoi  nieco z dala od nabrzeża. Na jednej z beczek  około 200 metrów od statku  świeci czerwone światełko. Jestem  tak zmęczony ,że  nie myślę o tym światełku, ale o światłach portowych. Włączam  światło czołówki. O boże o nie!!! Widzę linę  grubości dłoni zawodnika MMA. Jedna z lin jest przewleczona przez pierścień  cumowniczy na beczce i wyciągnięta na pokład masowca gdzie została obłożna  na polerze. Pojawia się   łódź policyjna.- Boja boja boja!- rozbiegają się krzyki w ciemnościach, które próbuje zagłuszyć nurt rzeki  uderzający o beczkę cumownicza. Cały nurt pędzi właśnie w tamtą stronę. Wiosłuje z całych sił aby zmienić kurs. Rzeka z każdym metrem robi się coraz silniejsza i szybsza. Gps wskazuje prędkość 14/h bez wiosłowania. Nie mam szans wyrwać się i zmienić kurs .Postanawiam przepłynąć pod liną. Łódź policyjna coraz bliżej . -Marcin płyń tutaj. Canoe nie ma motoru nie zawrócę o tak ,wiec próbuję rozwiązać to tak ,aby przepłynąć pod liną. Jakieś  50 metrów od beczki lina stalowa  niemalże kładzie się na wodzie. Jest jakieś 30 cm nad powierzchnią. Uderzają o nią fale spienionego nurtu. Jest napięta jak struna wiolonczeli. Nie mam szans ażeby przepłynąć pod nią .Przetnie canoe i  odetnie mi głowę. Jedyną szansą jest wyskoczyć i zanurkować pod liną. Próbuje wydostać się z głównego nurtu zmierzając opłynąć beczkę. Uderzam z całej siły wiosłem. -Nie nie… Marcin  mocniej, mocniej-krzyczy jeden z Policjantów. Biorę linę dziobową i pokazuje-krzyczę! Nie rozumieją mnie. Brak znajomości portugalskiego w tej wyprawie wykańcza mnie psychicznie. -Łap linę, łap linę, macham ręką  .Rzucam zwój lin  prosto na 200 konny silnik suzuki .Jestem od beczki jakieś  20 centymetrów.  Ścigają canoe jak najbliżej siebie. Włączają drugi silnik 200 konny .Nurt jest tak silny ,że  łódź motorowa stoi niemalże w miejscu .Nie mogą też z całej siły ,,depnąć”  bo pęknie moja lina lub też  canoe się wywróci a ja z nim. W łodzi pełno wody. Policjanci patrzą z przerażeniem. To ci z tych od zadań wodnych, odpowiednik naszej jednostki specjalnej ,,Formoza”. Po 15 minutach walki zaczynam oddychać spokojnie. To cud .że żyje ,że  canoe nie przecięło na pół. -Widzisz strzelali do ciebie na Ene a mogłeś zginąć niemalże w porcie.  Carlos policjant  z jednostki specjalnej klepie mnie po ramieniu. Obiecuje sobie ,że nigdy więcej już nie będę płynął po zmroku a już na pewno nie wypływał do portu.

Dopływam do Parintis. Jestem  już w innym stanie Brazylii- Para.  Rzeka jest tak olbrzymia ,że brzegów nie widać. Szerokość sięga czasami 20 km, gdyby  nie wyspy nie widziałbym lądu. Potęga Amazonki wynika z ogromu niesionych wód .Amazonka na całej swojej długości niesie ze sobą olbrzymie ilości materiału organicznego. Kolor rzeki zależy od wypłukiwanego z gruntu materiału, zwykle przypomina   odcień kawy . Nie ma możliwości brania wody z rzeki i jej picia. Można albo  filtrować lub tez mieć  ze sobą litry wody. Canoe jest o tyle pakowne ,że zawsze mogę mieć w karnistrach  około 20 litrów wody. Woda tez mi służy jako dociążenie canoe. Wbrew pozorom  obciążone canoe lepiej trzyma się wody, a nawet szybciej płynie. Mijam kolejne osady. Domy wyniesione są ponad poziom gruntu i stawiane są na palach. Najbiedniejsze bez okien czy okiennic mają kolor zbutwiałych desek. Gdzieniegdzie wyglądają ludzie śledzący przepływający statek. Często brakuje na lądzie jakichkolwiek śladów wykorzystania energii elektrycznej. Wokół gospodarstw, tak jak na całym świecie, błąka się pies czy koza. W bardziej bogatych rejonach domy są pomalowane na jasne i żywsze kolory - biały i niebieski. Wydaje się, że akceptowalne są tylko te barwy które odcinają się od

 

 

wszechogarniającej zieleni i dominującego ziemistego koloru wód rzeki. Za miasteczkiem Obidos  pęka mi siodełko w canoe. Śruby się wyrobiły. Pękły na pół. Siadam teraz na dziobie a rufa służy jako przód canoe. W canoe jest  możliwa taka zmiana. Mam wprawdzie miej miejsca ale mogę płynąć. Przerzucam cześć ekwipunku na rufę  w celu odbalastowania. Po prawej stronie wpływa niebieska rzeka Tapajos . Dopływając do miasteczka  Santarem ustanowiłem swój rekord w długodystansowym pływaniu na canoe 5000 tyś km  pokonanej rzeki! Na rzece olbrzymi ruch. Pełno statków. Rzeka jest naturalną drogą komunikacji. Często, ze względu na bardzo słabo rozwiniętą sieć połączeń lądowych, jedyną drogą. Jak na każdej żeglownej rzece spotkać można pchacze z barkami. Statki do pojemności 5 tyś ton dopływają do Manaus. Do Amazonki wpływa  17 dużych rzek ,z których każda z nich przekracza  praktycznie 2 tyś km. W Santarem na statku Marynarki Brazylijskiej naprawiam siedzenie .W miejscowym warsztacie dorabiam śruby. Marynarka Brazylii poświadcza moje płyniecie dla Guinness World Records i kapitanat portu wpisuje się  do rejestru świadków. W Santarem jestem 3 dni. Gromadzę żywność ,wysyłam relacje dla  mediów. Marynarka rezygnuje z dalszego monitoringu . Koszty przekroczyły już 20 tyś $. Od Santarem płynę lewą strona. Znajduje się  tam więcej wiosek. Mogę zaopatrzyć się w wodę, żywność. Po 76 dnia  płynięcia , 2 dni za Santarem mija mnie duży kontenerowiec. Wyjmuje swoją kamerę próbuje sfilmować giganta. Przecieram czoło z potu a później oczy ze zdziwienia. Na dziobie widnieje napis, Gdynia! A na rufie jest Polska bandera. Jezus Maria, Polonia, Polonia krzyczę! Na wielkiej rzece spotykam statek z Polski. Macham wiosłem. Podpłynięcie jest niemożliwe .Fala wytworzona przez statek szybko by mnie wywróciła. Płynie torem wodnym lewa stroną. Prawdopodobnie do Manaus, jak każdy statek wpływający  na Amazonkę. Ruch zrobił się coraz wiekszy.Za miejscowością Almeirim robię kros   szerokiej na 10 km  Amazonki. Przepływam z  lewej strony na prawą. Na środku rzeki powstają duże metrowe fale. Przebijam się przez kolejnego grzywacza . Canoe raz zanurza się raz wbija się ponad fale. Czasami dziob jest wyżej niż moja głową . Odwracam się za siebie. Na tej samej  wysokości jakieś 2 km ode mnie   płynie duży statek. Jest na moim torze wodnym. Nie może zejść z głównego koryta bo wpłynąłby na mieliznę. Ja natomiast nie mam silnika i nie mogę  szybko odpłynąć  z głównego nurtu który mnie niesie. Statek  się zbliża. Wydaje sygnał .Nawet jakby włączył wsteczne płynięcie masa takiego olbrzyma  poniesie do przodu. Mijam statek jakieś 100 metrów od jego burty.  Teraz już mam się trzymać prawej strony aż do wpłynięcia w  południową  najdłuższą odnogę Amazonki. Ujście Amazonki do Atlantyku ma postać rozległej delty z licznymi, oddzielonymi od siebie, ramionami (około 200 odnóg) . Rzeka ma prawie 80 km szerokości. Po 7 dniach płynięcia głównym korytem Amazonki wpływam do kanału Breves . To tutaj znajduje się wyspa Marajo powierzchnia większa od terytorium Szwajcarii. Rozdziela rzekę. Trasa północna jest krótsza i wiedzie do miejscowości Mascape. Trasa południowa  o 400 km dłuższa wije się przez labirynt kanałów oraz  prądów pływowych. Na razie nie mam tak zwanej cofki czyli rzeka płynie nadal w dół do Atlantyku. W Polsce analizując  Amazonkę postanowiłem płynąc  najdłuższym korytem do ujścia. W Breves  w niewielkim miasteczku lokalne media  relacjonują moja wyprawę. Kanał wypływający  z miasteczka  wpływa do rzeki Para. Rzeka szerokości 8 km już nie płynie. Trzymam się lewej strony bo później będę miał łatwiejsze krosowanie innej wielkiej rzeki.  Płynę małymi kanałami ażeby osłonić się od silnego wiatru wiejącego już z Atlantyku. Niestety zaczynają się pływy. Regularnie powtarzające się podnoszenie i opadanie poziomu

 

 

wody w oceanie, który już ma wpływ  na tutejsze wody. Wiosłuje  z całej siły i widzę jak canoe stoi w miejscu. GPS pokazuje 00,00  czyli cały czas stoi. Przestaje  wiosłować i moje canoe płynie w górę rzeki 6 km na godzinę bez wiosłowania. Cumuje przy brzegu. Trzeba czekać podczas przypływu. Po południu mam tylko 6 godzin na wiosłowanie. Przy tak małym czasie jestem w stanie robić 35 km dziennie a czasami 22 km. Co dziwne każdy kanał płynie inaczej. Nigdy nie natrafiłem na ten sam kierunek nurtu płynąc z jednego kanału do drugiego. To znaczy jak wypłynąłem z miejsca noclegowego po 3 godzinach wpływając w inny kanał(delta amazonki to sieć kanałów) nurt już płynął w górę rzeki. Znowu pomyślałem ,że nigdy nie dopłynę do Belem. Rzeka poszerza się gwałtownie  do 16 km szerokości, nie widać brzegów. Bardziej przypomina morze. Dalej przyjmuje nazwę Zatoka Marajo. Nie jest możliwe abym przepłynął  zatokę w canoe w jej szerokim miejscu. Wysokie burty w canoe  i silny  wiatr jest zabójstwem dla tej łódki. Inaczej się płynie morskim kajakiem a inaczej w canoe. To tak jakby ktoś chciał porównać  F1 do klasy WRC. Całkiem inna technika pływania. W canoe zdecydowanie trudniejsze jest krosowanie. Generalnie canoe nie nadaje się na pływanie na wielkich rzekach, zatoce czy morzu . Opływowe burty  blokują prędkość. Na rzekach szybkich może być równe z kajakiem, co potwierdza to  legendarny wyścig Yukon River Quest. Zawodnicy  w canoe kończą swój rejs około 4 godziny po najszybszych kajakach jedynkach. Postanowiłem  się cofnąć w górę rzeki  Tocanntins i dopłynąć do miejscowości Limoejoro do  Ajuru. Przypływ pozwala mi na  szybkie  płyniecie w gore rzeki. W osadzie odpoczywam .Zajadam się kurczakiem z rożna. Po południu rozpoczynam płynięcie. Szerokość rzeki  17 km  .Płynę miedzy wyspami. W razie silnego wiatru bezpiecznie można gdzieś się schować. Znowu mam odpływ i płynę do Atlantyku. Płynąc  przez zatokę Baia de Marajo Capim naprzeciwko miałem wywrotkę. Canoe zostało uratowane dzięki piance poliuretanowej  która była zastosowana na dziobie i rufie canoe. Wywaliłem się na  fali przyboju. Unikam płynięcia środkiem rzek a zwłaszcza takiej zatoki. Tutaj musiałem płynąc bo stały duże statki które  miały załadunek. Łódź która miała mnie ubezpieczać została wyrzucona na mieliznę i nie mogli mi pomóc. Wpływam w kanał Furo do Arrzol. W miejscowości  Barcarena spotykam się z moją  żoną po 4 miesiącach oraz z filmowcem i fotografem Marcinem Osmanem. Ostanie dwa dni będą praktycznie przy mnie Rząd stanu Para postanowił dalej mnie wspierać i łódź Policji Militarnej   towarzysz mi do Belem. Wstaje 4.00 rano. Jestem podenerwowany. Rzeka nadal płynie w górę. Czekam na odpływ. Po 5 godzinach wpatrywania się w canoe  znowu mam pagaj w ręce.  Około 3 km od  Belem muszę znowu się zatrzymać .Silny  przypływ  nie pozwala  mi zrobić nawet 5 metrów do przodu. Po 2 godzinach znowu płynę. Rzeka przyspiesza. Za meandrów  rzeki ukazują się mi pierwsze budynki Belem. Serce  bije  coraz mocniej .-Krzyczę: ,,Jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy”! Po 94 dniach wyprawy w canoe z czego 81 dniach płynięcia 1 września 15.36 dopływam do celu. Próbuję zatrzymać  łzy radości. Nie udaje mi się. Rzucam cumę dziobową  na  pomost. W Belem odpoczywam 3 dni. Z rana 4  września rozpoczynam  bieg w stronę Atlantyku. Po przebiegnięciu 81 km w 14 godzinach  flagą  polską   oraz Polskiego Komitetu Olimpijskiego  (przyznaną jako wyróżnienie za cały projekt) padam w ciemnościach na plaży ze zmęczenia. Polską flagę  wbijam w zatokę Baia de Marajo, która jest  już częścią Atlantyku.

   Ponad 6800 km fizycznego wysiłku w 111 dni, kilka tysięcy ukąszeń komarów i mrówek,13 świecących meszek w oczach, jedna próba zastrzelenia, jedna wywrotka, dwa ataki jadowitych węży, wypite 250 litrów elektrolitów.  Patrząc w Polską flagę która łopocze na wietrze nie mogę uwierzyć ,że to już koniec. Niemożliwe nie istnieje.

Marcin Gienieczko

 

 

 

 

 

 

 


19 październik 2015

Szanowni Państwo,
Ogromne wrażenie zrobiły na mnie filmy nagrywane w czasie skrajnie dużego
wysiłku fizycznego i psychicznego, kiedy to ofiaruje go naszym małym
pacjentom.
https://www.youtube.com/watch?v=LzUdF8nEbPk

https://www.youtube.com/watch?v=mGw-Z1Vq4lc

Gdyby nie Państwa wsparcie zorganizowanie podobnych wypraw byłoby niemożliwe.
Faktem jest również to, że każda osoba pomagająca Marcinowi staje się
pośrednio wolontariuszem naszego hospicjum. I za to właśnie serdecznie
dziękuję!

Proszę również pamiętać o fakcie, że każda złotówka wydana na wyprawę
organizowaną przez Marcina Gienieczko trafi pośrednio do naszych małych
pacjentów. Nie inaczej stanie się również w przyszłym roku, podczas spływu
najdłuższą rzeką świata, Amazonką.

Jeszcze raz serdecznie dziękuję i zapewniam, że pomoc pozyskana w trakcie
organizowanych przez Marcina wypraw trafi do najbardziej potrzebujących
dzieci będących pod naszą opieką.

Oczywistym dla mnie faktem jest również przedstawienie Państwa firmy na
stronie internetowej Fundacji Pomorskie Hospicjum dla Dzieci i
rozpowszechnienie Waszego wizerunku jako Firmy wspierającej ciężko chore
dzieci w sytuacji kiedy zechcą państwo wspierać naszego Przyjaciela i jego
nowe wyzwania.

Łączę wyrazy szacunku,

dr n.med. Maciej Niedźwiecki

Przewodniczący Rady Fundacji
Pomorskie Hospicjum dla Dzieci.


10 październik 2015

Polska Ambasada w Brazylii przedstawia projekt Marcina Gienieczko


5 październik 2015

Przyjdź na wykład Marcina Gienieczko. Zaproś Marcina  do swojej firmy.

Jak jest możliwe zrobienia wyprawy za 400 tys złotych mając  50 złotych tylko na inwestycje?

Jak jest możliwe przekonać Marynarek  Wojenna Brazylii która wyłożyła   19 tys USD po 4 dniach rozmów, znając tylko 5 slow po portugalsku? Jak negocjować z ludami pierwotnymi? Jak  wałczyć ze stresem? Jak zrobić duży projekt mając dom i rodzinne? Jak ustanowić rekord sportowy? Jak Marcin przekonuje ludzi do swoich projektów?

Gienieczko jest znany  również z tego ,że przednim kucnie nawet Diabeł. Ale jak on to robi? Zaproś i przyjdź i posłuchaj. Nauczysz się i sam to zrobisz. Entuzjazm i motywacja  to najważniejsze etapy  oprócz zdrowia w życiu.

Zobacz jak Marcin się motywuje. Zobacz ten film

https://www.youtube.com/watch?v=jYnHmQb3aLM

Zapraszamy do współpracy 00 48 604 659 858 perdido@popczta.wp.pl

Charakterystyczne dla wykładów motywacyjnych jest to, że opowiada autorskie historie, które miał okazję przeżyć i na ich podstawie pokazuje, jak wytrwałość i wiara pozwalają realizować marzenia i cele. Pokazuje, że każdy, nawet najbardziej śmiały pomysł na siebie, jest możliwy do zrealizowania. Motywuje i dodaje odwagi do ich realizowania. Na wykładach przekonuje, że nie ma rzeczy niemożliwych, a kończą się one owacją na stojąco i nowym spojrzeniem na przyszłość. Wykład jest prowadzony lekko i jest urozmaicony zdjęciami i materiałami video dokumentującymi nieprawdopodobne historie.

http://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/niezwykly-triathlon-marcina-gienieczko,574651.htm


4 październik 2015

Cel osiągnięty!

Ostatni news!

 

Gienieczko zdobywa Amerykę Południową ,700 km rowerem przez Andy, 5980 km w canoe, 80 km marszobiegu= NIEZATAPIALNY

Człowiek musi być silniejszy od warunków jakie zastał, musi przez te warunki się przebić nie w formie kombinowania ale siłę jaką posiada gdyż los wybiera człowieka w kołysce: .Gienieczko wyznaje definicję napierania ,,Każdy kiedyś umrze ale nie każdy wie jak za życia żyć. W tym świecie przetrwają ci którzy widzą w ciemnościach z mocnym wyprzedzeniem. 4 września 2015r godzina 21.40-14 godzin i 40 min marszobiegu po 94 dniach siedzenia w canoe, samo końcowe dojście to sukces. Cel osiągnięty. 111 dni napierania od 17 maja. Ta wyprawa pokazała mi że aby przeżyć trzeba szukać rozwiązań w każdej sytuacji. Dziękuję Państwu za uczestnictwo w tym projekcie, czytanie o tych moich przygodach o sile i napieraniu.

Kiedyś zapytałem się mojego przyjaciela jak żyć? Odpowiedz była prosta, bądź wierny sobie. Mam dwóch synków, walczę od dziecka, wszystko po to aby nie udowadniać sobie(ten okres życia mam za sobą), ale po to aby pokazać dzieciom z różnych miejsc w Polsce żeby coś w życiu osiągnąć trzeba mieć jedną wytrwałość i mocny Focus połączony z życiową misją. Robert Korzeniowski mistrz olimpijski powiedział, sporo się w życiu nachodziłem aby do czegoś dojść i tak jest w eksploracji, sporcie wyczynowym, biznesie, życiu rodzinnym. Triathlon przez Amerykę Południową pokazał mi aby czegoś dokonać trzeba mieć trzy cechy, wytrwałość, entuzjazm i motywację. Misja się powiodła .

Projekt przedstawił  największy dziennik TV w Polsce FAKTY TVN, ZAPRASZAMY DO OBEJRZENIA PODSUMOWANIA TEGO WYDARZENIA.

http://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/niezwykly-triathlon-marcina-gienieczko,574651.html

Każdy z Was drodzy przyjaciele znajdzie swoje Westerplatte.

Warto tego posłuchać i zrozumieć , musicie od siebie wymagać więcej, tzn  być dla innych.

Motywacja Marcina: Jan Paweł II

https://www.youtube.com/watch?v=q2ZPCuMj4ik

Jest to ostatnia wiadmosc na tej stronie.Zapraszamy do kibicowania  innym projektom Marcina wiecej informacji na www.gienieczko.pl oraz na

www.facebook.com/pages/Marcin-Gienieczko/192576324147090

 

Życzę Państwu siły i wytrwałości


2 pażdziernik 2015

W tym roku mija rocznica pierwszego przepłynięcia Amazonki w kajaku w międzynarodowym składzie przez Piotra Chmielińskiego. Równo 30 lat później Marcin Gienieczko dokonuje przepłynięcia Amazonki jako pierwszy człowiek na świecie w canoe. Gienieczko robi dystans 5980 km w Mad River Canoe. Los wybiera człowieka w kołysce. W 2002 roku spotyka się z Chmielińskim w Warszawie na wernisażu wydania książki ,,Z Nurtem Amazonki”. Ten mu wpisuje do wydanej książki znaczące zdanie-w załączniku skan. Marcin miał wówczas płynąć rzeka Congo w Afryce. Niestety w tym zapalnym miejscu przyszła wojna miedzy Tutsi i Hutu dwóch zwaśnionych plemion w tej części świata. Pogranicze Ugandy Ruandy i Congo. Spływ został odwołany Gienieczko pojechał na Alaskę przepływając pontonem w 76 dni Jukon…Wpis Chmielińskiego zapoczątkował eksploracje Marcina na największych rzekach świata. Każdy kto poznał Marcina wie ,że on nigdy nie odpuszcza (jest wojownikiem) jak założy sobie cel celu-1 września dokonuje przepłynięcia Amazonki.Od 10 padzernika strona ta zostanie zamknieta więcej informacji bedzie na stronie FB Marcina Gienieczko https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/timeline/ oraz  na www.gienieczko.pl
 

Pozdrawiam,

 

Marcin Gienieczko

  


28 wrzesień 2015

Zobaczcie podsumowanie ekspedycji w stacji TVN 24!!! Dziękuje Pani Monice Cwalinie z TVN24 za profesjonalizm.

http://www.tvn24.pl/ciekawostki-michalki,5/marcin-gienieczko-z-sukcesem-zakonczyl-energa-solo-amazon-expedition,575429.html


25 wrzesień 2015

Marcin Gienieczko kończy przepłynięcie Amazonki-5980 km w canoe. Odnosi swój największy sukces w eksploracji. 1 września również kończy z pływaniem na canoe.-oświadczam ,że  to co chciałem zrobić zrobiłem juz na canoe. Czas czymś innym się zająć. To była moja ostatnia ekspedycja na canoe .Cokolwiek bym zrobił po Amazonce byłoby  uwstecznianiem się a ja tego nie znoszę. Kiedyś się wybiorę na canoe na Alaskę tam gdzie wszystko się zaczęło...Teraz canoe ściągnę do portu gdzie będzie Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku. Moje kolejne projekty będą  bardziej na nogach.11 listopada będzie ogłoszony kolejny projekt. Największy portal na świecie w zakresie wyczynowej eksploracji przedstawia i opisuje przepłyniecie Amazonki, dziękuje dla Piotra Chmielińskiego za pomoc w  tłumaczeniu http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=marcin-gienieczko-i-won-the-fight-agains_144309682

 

 


23 wrzesień 2015

Największy na świecie i najbardziej prestiżowy portal zajmujący  się wyczynowa eksploracja czytaj wyczynowym ,,napieraniem” najlepszych podróżników świata relacjonował przebieg projektu Marcina Gienieczko. Zapraszamy do analizy. To duże wyróżnienie ekspedycji.

 

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=marcin-gienieczkos-south-american-crossi_143214253

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=the-most-dangerous-month-in-my-life-gien_143316775

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=amazon-update-through-red-zone_1434471557

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=amazon-canoe-update-ucaycli-river-comple_143569017

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=amazon-update-marcin-gienieczko-arrived-_143800607

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=amazon-update-marcin-gienieczko_1439579958

 

http://www.explorersweb.com/oceans/news.php?url=marcin-gienieczko-completed-south-americ_144163555

 

a tu Polska wersja

 

http://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/niezwykly-triathlon-marcina-gienieczko,574651.html

 


22 wrzesień 2015

Marcin został zaproszony do zespołu największych mówców w Polsce!

http://www.mayagency.com.pl/2861_Gienieczko.html

 

Jego nazwisko zostanie dopisane do takich nazwisk: Brian Tracy, prof. Zbigniew Nęcki, prof. Jerzy Bralczyk, prof. Janusz Czapiński, prof. dr hab. Andrzej Markowski, Krystyna Janda, Andrzej Olechowski, prof. Grzegorz Kołodko, Dariusz Rosati, Stanisław Gomułka, Marek Zuber, dr Joanna Heidtman, Dorota Wellman, Marcin Prokop, Monika Zamachowska, gen. Roman Polko,  gen. Mieczysław Bieniek, ppłk. Krzysztof Przepiórka, Krzysztof Hołowczyc, Robert Korzeniowski, Mateusz Kusznierewicz

 

Spotkania motywacyjne dla firm

Wyprawy extremalne uczą nas, że trzeba stale dokonywać wyborów, podejmować decyzje, dobrze i sprawnie współpracować z innymi. Trzeba myśleć, ale też mieć intuicję. Trzeba "napierać" aby przetrwać, ale też wiedzieć kiedy się zatrzymać.

Wyzwania innych nas inspirują. Na spotkaniach Marcin Gienieczko dzieli się swoją fascynacją, wiedzą i doświadczeniami.

Na bezpośrednim spotkaniu autorskim poruszany jest w programie temat edukacyjny mający na celu wzbogacenie osobowości, światopoglądu, ducha zespołowego i funkcjonowania w sytuacjach stresowych.

Spotkania trwają do dwóch godzin. Honorarium autorskie ustalone zostaje na bezpośredniej rozmowie. perdido@poczta.wp.pl

 


21 wrzesień 2015

Chcę  podziękować dla wielu ludzi za wsparcie w czasie tej wyprawy na Amazonce. Wyprawa została zorganizowana dzięki sile i motywacji. Chcę  pokazać synom że” niemożliwe nie istnieje”. Ten mój amulet z kości mamuta został mi przekazany na wyprawie ,,Z nurtem Leny w 2012 r” przez myśliwego Janusza Pawlaka z w cerkwi w Kijowie. Towarzysz mi  od tamtego czasu  na każdej wyprawie. Słowo ,,Niezatapialny” wyszło od  Sławka Skalmierskiego który zrealizował wyprawę żeglarską Przejście Północno-Zachodnie. Chcę też podziękować wszystkim moim  oponentom za to że są, istnieją i mi towarzyszą od wielu lat. To dzięki nim istnieją moje ekspedycje. Wy mi dajecie siłę, motywację. Tak mam skonstruowaną psychikę że mnie tylko taki napęd nakręca. To dzięki Wam mam pieniądze, sponsorów, pracodawców  oraz  wszelkie dobro, choć pewnie niczym naiwne dzieci myślicie  że jest inaczej   ale  jakby tak  było  nie byłoby Amazonki. Chcę Wam podziękować za wiele lat wsparcia i że wciąż  podążacie ze mną…... Jeszcze raz dziękuję za wsparci za to ze mogłem dzięki wam zrealizować Amazonkę. Dla Was dedykuję ten film oraz  zdjecie.

https://www.youtube.com/watch?v=onLTP2MfOWs

oraz ten film

http://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/niezwykly-triathlon-marcina-gienieczko,574651.html

Powodzenia.

Dziękuje.

Pozdrawiam,

Marcin Gienieczko


18 wrzesień 2015

Amazon Expedition 2015

 

Poniżej przedstawiamy projekt i rekordy

1). Amazonka w canoe-przepłynięcie systemu rzecznego Amazonki – Apurimac (60 km), Ene Tambo, Ukajali-w rekordowym czasie 19 dni,

2). Marcin staje się pierwszym człowiekiem, który przepływa dwie największe rzeki -jedną na Północy, syberyjska Lenę - 4328 km w canoe

https://www.google.com/maps/d/viewer…

oraz największą rzekę świata Amazonkę robiąc triatlon przez Amerykę Południową

http://www.soloamazon.info/tracking/

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ

3). Najszybsze przepłynięcie w canoe dystansu na Amazonce.


West Hanse (Amerykanin płynąc w kajaku Epic 2012 rok, nie płynął solo) był od Marcina szybszy, ale płynął w super szybkim KAJAKU, a kajaka nie można porównać do canoe, bo to tak jakby porównywać wyścigi samochodami klasy WRC na trasie Monte Carlo z Formułą 1. Porównać można się, ale w tej samej klasie.
West Hansen zrobił to w kajaku -70 dni, w zespole. Marcin Gienieczko w canoe. Różnica kolosalna ( kto pływał na canoe, ten wie). Marcin przepłynął 5980 km w canoe w ciągu 94 dni, z czego 81 dni canoe, a 13 dni odpoczynek.

4). Marcin robi w najszybszym czasie trawers Ameryki Południowej z zachodu na wschód w ciągu 111 dni- 700 km na rowerze przez Andy – wjazd na wysokość 4750 metrów, 5980 km w canoe, 81 km marszo- biegu w ciągu 14 godzin i 40 minut (wcześniej była ekspedycja Mika Horna, Colin August,czy tez Mark Kalch)

5).Marcin staje się 13 osobą, która przepływa system rzeczny Amazonki(zakładając wcześniej, że będzie to trawers, wchodzi na górę źródłową Amazonki w 2014 roku  https://www.youtube.com/watch?v=mGw-Z1Vq4lc   , wcześniej przepływa rzekę Rio Napo,).Zaczyna od Apurimacku.

Jego założeniem, jako że jest sportowcem, miał być triathlon. Nie chciał płynąć od źródeł-to go w zupełności nie interesowało i nie mail takich możliwości ani wiedzy ani umiejętności, bo jego canoe nie nadaje się do pływania po górskich rzekach. Model, który posiada-Mad River Explorer 16. Gienieczko podchodzi w swoich zadaniach tak- rob to w czym jesteś najlepszy.

6). Pierwsza wyprawa monitowana dzięki systemowi dwóch spotów satelitarnych- śledzenie zawodnika. Żadna wcześniejsza wyprawa takiego systemu nie posiadała. Zapis Tracka.

Poniżej wybrani świadkowie. Gienieczko w tych miejscach zatrzymał się na 3 dni.

Opis według największego  na świecie portalu zajmującego się wyczynowa eksploracja http://www.explorersweb.com/

Pierwsza wyprawa na Amazonkę z zamiarem fizycznego przepłynięcia była organizowana przez Jacques-Yves Cousteau francuskiego badacza. Tyle ,że to były dwie ekspedycje jedna na górna cześć Amazonki druga na dolną cześć Amazonki.
1. The first was British explorer John Ridgway’s journey in 1970. This expedition used cargo boats and other vessels to complete the latter portion of the river.

2. The first expedition to run the Amazon in kayaks was completed by Piotr Chmielinski (Poland) and Joe Kane (USA) in 1985/6.
Pierwsze przepłynięcie od źródeł aż po ujście w międzynarodowym składzie
3. The first unsupported and solo attempt was successfully navigated on a hydro-speed by South African Mike Horn in 1997/8. Aktualnie numer jeden na swiecie jako explorer.Tak powiedzial Borge Ousladn, bohater światowych okładek National Geographic i sam NGM www.mikehorn.com
Pierwsze przepłyniecie od źródeł solo(częściowo dolatywała ekipa filmowa na zdjęcia z National Geographic)
4. In 1999 Scott Angus (Canada), Ben Kozel (Australia) and Scott Borthwick (South Africa) became the first to raft the entire river.

Scott Angus to legenda wyczynowej eksploracji z Canady..
5. In 2007 Slovenian marathon swimmer Martin Strel set a new record swim by being the first person to swim a large proportion of the Amazon.
Zaczął płynąć od Atalay-5500 km
6. In March 2008 Mark Kalch and Nath Welche trekked and paddled the entire route. They are the fourth team in history to complete the entire journey manpowered. (Martin Strel didn’t start at the source).

7. Ed Stafford walked the length of the Amazon River from the source to the sea in 860 days. He started April 2nd, 2008 and finished August 9th, 2010. A transient team of teammates and indigenous guides accompany him, with Cho (Gadiel Snachez Rivera) being the longest time with Ed.

Przejście pieszo wzdłuż brzegów Amazonki .Polecam jego film


http://www.youtube.com/watch?v=xNrXdRNCVb4
----------------
Uwaga!
Zdobywca Atlantyku z 2011 roku - Olek Doba płynie rzeką Maranion w kierunku Amazonki. Od Nauty wpływa na wody Amazonki. Dopływa do Manaus i rezygnuje z powodu dwukrotnej napaści na niego przez bandytów. Doba nie płynął przez tzw. czerwoną strefę. Zostawił rzeki Ene Tambo Apurimac, Ukajali.
Marcin Gienieczko robi trawers Ameryki Południowej: 700 km rowerem od Pacyfiku do San Francisco(nad rzeką Apurimac). 31 maja rozpoczyna płyniecie w canoe(pierwsza wyprawa na Amazonkę w canoe w miesiącu czerwcu i w ogóle w historii), kończy po 94 dniach w Belem 1 września, godzina 15.20. 4 września rozpoczyna bieg do miejscowości Mosquiero. 81 km pokonuje w 14 godzin i 40 minut z polską flagą.

 

Polecam wywiad z legenda kajakarstwa oraz pierwszym zdobywca Amazonki Piotrem Chmielińskim dla mnie wzór perfekcyjnej organizacji.

http://www.national-geographic.pl/…/wczoraj-idzis-wypraw-n…/ Poniżej świadkowie mojej wyprawy oraz zapis wcześniejszych ekspedycji

 

 

Ci którzy nie widzieli zapraszamy do materiału przedstawiający projekt w Faktach TVN-największy dziennik TV w Polsce-6 milionów widzów jednej nocy....Podsumowanie ekspedycji Marcina Gienieczko.


http://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/niezwykly-triathlon-marcina-gienieczko,574651.html

Pozdrawiam,

 

Marcin Gienieczko

    


16 wrzesień 2015

Gienieczko poszedł na całość!

Jak duże miał szczęście i moc napierania możecie przeczytać tutaj ten facet rok przed ekspedycja Marcina  nie miał  takiego szczęścia a dlaczego tak jest??? Bo los wybiera człowieka w kołysce.

Strzelanina  na ukajali. Prosto w plecy kajakarza.


http://www.explorersweb.com/trek/news.php?id=21027

http://wyborcza.pl/1,76842,9924378,Smierc_polskich_podroznikow_nad_Ukajali.html

http://www.tierralatina.pl/2011/07/koniec-przygody-aleksandra-doby-z-amazonka/

Relacje Aleksandra Doby

Gdy płynąłem dalej sam i minąłem wioskę wypływając na szerokie wody Solimoes dopłynęli do mnie „przyjaciele” na szybkiej motorowej lodzi. Było ich pięciu. (…) wyjęli karabin i maczety i mówili – płyniemy razem do brzegu. Tam nie chcieli bym otworzył luki, lecz walili po nich maczetami, linki też przecięli maczetami. Zaczęli walić maczetami i wiosłem po kajaku wtedy prosiłem, by go nie niszczyli. Kazali mi wysiąść na brzeg a sami rabowali kajak przez trzy godziny. co chwile mierzyli do mnie z karabinu i wymachiwali maczetą. Ja zachowywałem się spokojnie, by ich podniecenie i radość z rabunku nie przeniosła się bardziej na mnie. Do otwierania brutalnego wszystkiego używali maczet. Cześć rzeczy wyrzucali do wody; gdy próbowałem protestować – jeszcze bardziej robili mi na złość.

Nie wspomnę o zabójstwie polskich kajakarzy czy tez dwukrotnym napadzie dla Olka Doby , który  zrezygnował z przepłynięcia Amazonki. Wczoraj około godziny 17:00 (11:00- czas miejscowy) zostałem napadnięty przez trzech bandytów z karabinem, rewolwerem i maczetą. Napad trwał około pół godziny. Zrabowali mi zegarek ręczny, dwie latarki, kamizelkę ratunkową, narzędzia, słodycze, ubrania polarowe, spodnie oddychające. Podpłynęli do mnie łodzią motorową, gdy byłem około 1 km od brzegu. Kazali mi być cicho, bo niedaleko przepływały łodzie i statki. Musiałem usiąść na podłodze ich łodzi. Jeden cały czas mierzył w moją głowę rewolwerem. Drugi z tyłu dźgał mnie lufą karabinu. Trzeci buszował w kajaku wyrzucając część rzeczy do wody. Rozerwał kilka torebek z jedzeniem liofilizowanym i wyrzucił. Znalazł część pieniędzy – 552,25 reali (około 1000 złotych). Pytali o narkotyki i pieniądze.

Po tym zdarzeniu Doba dotarł do Manaus, największej amazońskiej metropolii i stamtąd już napisał:

Jest takie powiedzenie: do trzech razy sztuka. Ja mówiłem, że życie jest dla mnie bardzo cenne i nie zamierzam łatwo nim szafować. Biorę pod uwagę bardzo poważnie sugestię najdroższej Małżonki i Pana Ambasadora. Oświadczam Wam, że bardzo poważnie biorę pod uwagę zmianę planów. Kajak ten – świetny na ocean – czułem się w nim bezpiecznie; tutaj jednak ze względu na swój oryginalny wygląd stanowi dla mnie zagrożenie

 

Pozdrawiam, Marcin


15 wrzesień 2015

As I fought with Amazon ???

 

I swam to Belem. I became 13th person in the world that has passed the Amazon river system and the first person that has passed the Amazon from San Francisco to Belem in a canoe, it took 94 days. It was a big challenge and a lot of sacrifices - from the family side begining. For four months I had to leave two sons, 3-year-old Leon and 5-year-old Igor, as well as the house that should have been finished. Fortunately my wife is more resourceful than I am.

 Crossing of  South America is a logistical challenge. Just as big as winning the South Pole, because in this expedition from the very beginning logistic ruled. Starting from sending canoe after getting up the source of the Amazon Nevado Mismi. Please find below the video of the expedition to the source of the Amazon. That's how it started: https://www.youtube.com/watch?v=mGw-Z1Vq4lc

Logistic from the beginning to the end. Then riding the bike through the Andes, enter the height of 4700 meters and then exit. The next stage- Apurimac river and the city of San Francisco, from 31st of May I started the flow and finished it  on the 1st of September. So fast  crossing of Amazon would not be possible without the cooperation with Kacper Jurak, who prepared me a special GPS maps and Adam Wasilewski, we spent together many weeks to prepare the project. It is also a big challenge in terms of the preparation. A year earlier, I swam the Rio Napo. You can not just like that take a canoe without any experience and swim the Amazon. I was taking the example from Piotr Chmieliński, who first floated the Amazon from the source. He swam the rivers of South America for almost 6 years he started to cross Amazon river. I was swimming for 7 years, but only the rivers of North America, and that's a huge difference, that is why I decided to swim the Rio Napo. Chmieliński encouraged me to swim Napo, and then to swim Amazon and to Belem.

I replied immediately that I was not interested. Every professional traveler is one who has a clear goal clear and precisely knows what he wants from each other and from the adventure. My goal was one - to start from the place where it is possible to drain the canoe. I started from Apurmiack from the first rapids of water that could capsize a canoe. I began on 31st of May, there was no other expedition in the same time. Why? Because each of them wanted to cross the mountain river - one Mantaro, another Apurimac, as far as I know both of them are technically difficult, although Apurimac from what I know is more demanding. Piotr Chmieliński crossed that river in 1985. But hefloated in the most safety month for kayak (he sailed a dinghy or mountain kayak), it was in October, just as other expeditions followed. Because Triathlon was my goal, I started at the end of May and it was really very dangerous thing to do. According to the descriptions of "Nurtem  Amazonki" pours and whirlpools of Ene river  are  10 meters big in October-. It is known that most water flows from Andes in May,  and it is known that at the time Ene and Tambo is not a lowland river, although according to descriptions of the case. In May and June they resemble mountain rivers and have huge vortices - in October they are 10 meters big, at the beginning of June they were 16 meters and you could safely hidden inside two connected paddles. It can be confirmed by Gadiel Sanchez Rivera, accompanied me as a bow in my canoe from San Francisco to Atalay - we sailed along the River Apurimac for 60 km, Ene and Tambo. At Tambo we had some problems - we had to enlist the help of a boat, that pulled us on the rope to the shore because the canoe was stuck in the funnel, it took  so much water that I almost lost my boat. It was the same on Ene, but then we were lucky and we could manage everything without help. Craters were powerful, I never had the experience of vortices, I had the experience with rapids on  Athabasca River, when I was sailing solo Mckenzie river system in 2005. Below you can find the video:https://www.youtube.com/watch?v=YKaS2UqsiFg

 

River Tambo tried to swallow us, from Pojeni the river became very fast. We reached Atalay. Gadiel Sanchez Rivera became the head of the logistics of the expedition,he  accompanied me at various points on Ucayali river. We met and organized accommodation, food, safe places. He fulfills the same role during the expedition with Ed Strafford, when from Satipo he went on foot along the banks of the Amazon. Ucayali river is slow, but I was able to cross it in 19 days. That's very fast for a slow river that meanders through the heart of the jungle of South America. Wall of the forest for the left and right side, heat, 40 degrees and me in the canoe. Packaging has always been the heaviest, I drank electrolytes, swallowed pills, vitamins and eat my space food like spaghetti or stew powder, etc. A few times a snake crept into the tent andI had therefore horrible pain than ever. I had to to crush his tail with the paddle or preferably cut off the head and tail with a machete. It's a dangerous job, but excellent lessons of survival that gave me Gadiel Sanchez Rivera. Thanks to him I managed to cross Ucayali, which was  really dangerous, people are less friendly, you can not just get in a canoe or kayak and sail as some kayakers from Tri-City did and paid for it with their lives. You have to have special permission on the river Ene, Tambo, Ucayali to show them the local ,, Marshals”, chiefs of villages. We had such an experience on  the Ene, when the locals gave two warning shots up, and one aimed straight at us. The bullet struck the stone near the canoe. Then we knew that we had to stop. How heavy region it is you ca read in the book "The expedition along the Amazon," in which Ed Straffor described the region. Many think that this is the region you can travel. If so, why Explorer Website provides that 12 people only paced in a kayak the Amazon-one of them - Ed Strafford. No other did not. It speaks for itself. Amazon teaches determination and perseverance.

When these features do not exist, you will not flow so great river. "Marcin, focus on the nearest ports and purposes" - marked the steady correspondence with me and my team Piotr Chmieliński. Times have changed, but the river did not. The same the Southern Ocean had not changed –it is still very  dangerous. You need to think- then you can survive. Sometimes I say to others: "You know, why do I exist ?? because I try to anticipate the situation in advance .So much to be done in such a project. Starting with the flow of Iquitos, when the Ucayali river and Maranion link each other and Amazon begins , from that point the river gets big and fast  Sometimes I could sail 100 km a day, because in June there is  a large amount of water from the Andes, and the river flooded, the river was fast, sometimes 14 km per hour. Aleksander Doba, who tried to swim across the Amazon in 2011, wrote on the blog: "The river flows so fast as at Dunajec  turn" and he is the only person who can say something  about this, because he swam the Amazon in a heavy ocean kayak in June. This is what I have to say when I was sailing in a canoe, which weighs 40 kg? The river became even faster from Tabatingi to Manaus, the speed sometimes was 13 km per hour. But really fast it was at the end of June before the border with Kolumbia- the speed was 18 km per hour. I had one goal from Pucalpy - to cross this part of the Amazon in sport style as fast as possible. From Iquitos I started to dream about  crossing Amazon in a canoe less than in 100 days. And I did it – I swam the Amazon in 94 days in a canoe and this is an absolute world record in long-distance canoe flow. You can not of course compare canoe to sea kayak, because it is the same as if someone would like to compare WRC to F1. This can not be done. I had different thoughts while doing this project. During Rod Stewart concert, my wife Ala began to cry, fearing that something happens to me. Coming to the airport just before departure to Lima asked me why I was doing such a huge project when we had children. Only now I had so much knowledge and experience that I could make it happen-I replied driving a car to Warsaw. Earlier, I swam the river Lena, many rivers in the Yukon as a guide, among other things canoe and the river itself Yukon, the Mackenzie river system etc but Amazon is a great river. Fighting with it does not make sense, you need to love it and live with  it – if you want to do it differently you will not succeed. You can not to think about the final, but about short goals- that is what will happen in 10 days, not in 2 months. Otherwise I would have gone crazy. I rowed 11 hours a day, I could not more because it was getting dark, and I did not want to swim in the darkness, although a couple of times I had to. Near Ichitary I almost died. Entering the port I did not notice a large mooring which was moored to a buoy. A large line almost cut off my head. It was terrible. I was to meet with local port Captain. They knew that the large ships moor here and decided to come and greet me.They came just in time because the fast current just hated me on the rope, thick as a hand of MMA fighter. They saved my life, drew a canoe of 10 cm from the rope, I  threw them then bow mooring line. It was my great good fortune and divine assistance. In general I received a lot of support from God, so I decided to give my canoe as a gift or left in Maritime Museum in Gdansk.  Energa - my main sponsor decided to help me to bring a canoe back.  I believe that keep his word as I have kept that I'll swim the Amazon.

Big problems started from Santarem, when the river became even more demanding. When I  influenced  Para river, my daily distance was almost 30 km, sometimes 40 km a day. High boards of a canoe on such large basins are like recessed. At such high waters canoe is not able to flow. But I fought. In 2012, I sailed from Bornholm to Darłów for 28 hours - non-stop rowing across the Baltic Sea. Then I swam 5 km per hour, I was able to do it because I had the weather window , there was no wind, no ripples. It was 28 hours, but you can not have such a lucky to have it for 14 days. Ocean wave from the Atlantic to the Gulf in front of Belem was 2 meters height. Sailing at the shore tidal wave capsized me, everything was wet and again I had to prepare everything from the beginning. It was a struggle. But before Belem it was getting harder and harder, large tides began, the water rises and falls every 6 hours and swims once up, once down the river. Within six hours I could do 45 km. Piotrr Chmieliński from Brewis to Belem sailed in four days, I wonder how it is possible, but a sea kayak is like a F1, they quickly penetrates and flows. They crossed the bay boldly,my  canoe would not have a chance, so I had to sail down the bay to inter-island do traverse the bay, which was tough and demanding, but at this stage I had a boat that  government of Para state guaranteed me - governor and commander of the Para state security thanks to the efforts of the Polish Embassy. Peter Chmieliński in 1986 in a sea kayak from Manaus to Belem sailed in 31 days I did it in a canoe in 36 days. From Brewis to Belem he sailed in four days, I did it in 10 days, but all the time I had to underline that I did it in a canoe. I think that canoe gives better opportunities, but it is slower and has more resistance, so it has an impact on wind and speed. On the fast riversit may be equal to the canoe, which confirms the legendary race of Yukon River Quest. Competitors in a canoe end their voyage approximately 4 hours after the fastest kayaks, so it's not bad, worthy competition.

 

My trip was purely sporting .As I have two sons, my motivation was to quickly return home. But it was also a wake-up call for me to make a sports trip because I know I'm good at long-distance swimming. For this reason I decided to do it in sporting style. I reached Belem on 1st of September at  15.26.

And I decided to finish canoe sailing, this step is behind me. Someday  I will swim with my boys on the Yukon to Alaska. Now I am going to concentrate on the race. Tomorrow, 4th of September I start may longest run in the whole life- 80 km toward the Atlantic to finish South America’s traverse. It's hard- hot and humidity, but the challenges have to be like that , otherwise the world would stop. Amazon traverse I dedicate to my youngest son 3 year old Leon. I want him to know that nothing does exist until we find a new solution. Amazonka taught me that- look for solutions and push against. For the rest of my life.

More about the expedition you can find on: www.gienieczko.pl

Goal achieved!

Gienieczko reaches South America, 700 km by bike through the Andes, 5980 km in a canoe, 80km of slow-run = unsinkable

 A man must be stronger than the conditions he found. Gienieczko belives that : Everybody dies but not everyone knows how to live a life without being afraid of the sky, deep sea, big lizard, I squat only before God and move forward. In this world survive only  those who see in the dark in advance. 4th of September 2015, 21.40-14 hours and 40 minutes of slow-run after 94 days of sitting in a canoe, the same final handle is a success. Goal achieved. 111 days of pushing since 17th of May. This trip showed me that in order to survive you have to look for solutions in every situation. Thank you for your participation in this project, reading about the adventures of my strength and my pushing.

Once I asked my friend how to live? The answer was simple, be honest to yourself. I have two sons, I fight since my childhood, everything in order not to prove myself (this lifetime is behind me), but to show the children from different places in Polandthat if you want  to achieve anything in life you have to be persistent , you need to have a strong focus combined with life's mission . Olympic champion Robert Korzeniowski said: I walked a lot in my life to achieve something. And the same is with the exploration, competitive sports, business, family life. Triathlon through South America showed me that if you want to achieve something you should have three qualities: perseverance, enthusiasm and motivation. The mission was successful.

The project was presented in  the biggest daily TV in Poland FKTY TVN. We encourage you to take a look at the summary of the expedition.

http://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/niezwykly-triathlon-marcina-gienieczko,574651.html

Each of you, my dear friends, find its Westerplatte.

 It is worth to listen and understand, you must demand from yourselves that means to be more for others.

Marcin motivation: Jan Paweł II: https://www.youtube.com/watch?v=q2ZPCuMj4ik

Please find photo relation on Facebook:

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/photos/pcb.933231930081522/933231576748224/?type=1&theater

I would like to thank Piotr Chmieliński for his help, experience and many useful information. Hi is the first kayaker who sailed The Amazon River from the source of a river to Atlantic Ocean,Thank you for Miroslaw Raiter and Energa and Uniqa.

Photo story about expeditions amazon

best regards


12 wrzesień 2015

Marcin Gienieczko podsumowuje swój projekt na antenie TVN24


5 wrzesień 2015

Cel osiągnięty!

Gienieczko zdobywa Amerykę Południową ,700 km rowerem przez Andy, 5980 km w canoe, 80 km marszobiegu= NIEZATAPIALNY

Człowiek musi być silniejszy od warunków jakie zastał, musi przez te warunki się przebić nie w formie kombinowania ale siłę jaką posiada gdyż los wybiera człowieka w kołysce: .Gienieczko wyznaje definicję napierania ,,Każdy kiedyś umrze ale nie każdy wie jak za życia żyć, nie boję się nieba szerokiego, morza głębokiego i jaszczura wielkiego ,kucać jedynie przed Bogiem i iść do przodu. W tym świecie przetrwają ci którzy widzą w ciemnościach z mocnym wyprzedzeniem. 4 września 2015r godzina 21.40-14 godzin i 40 min marszobiegu po 94 dniach siedzenia w canoe, samo  końcowe dojście to sukces. Cel osiągnięty. 111 dni napierania od 17 maja. Ta wyprawa pokazała mi  że aby przeżyć trzeba szukać rozwiązań w każdej sytuacji. Dziękuję Państwu za uczestnictwo  w tym projekcie, czytanie o tych  moich przygodach o sile i napieraniu.

 

Kiedyś spytałem się mojego przyjaciela jak żyć? Odpowiedz była prosta, bądź wierny sobie. Mam dwóch synków, walczę od dziecka, wszystko po to aby nie udowadniać  sobie(ten okres życia mam za sobą) ale po to aby pokazać dzieciom z różnych miejsc w Polsce żeby coś w życiu osiągnąć trzeba mieć jedną  wytrwałość i mocny Focus  połączony z życiową misją. Robert Korzeniowski mistrz olimpijski powiedział,  sporo się w życiu nachodziłem  aby do czegoś dojść i tak jest w eksploracji, sporcie wyczynowym, biznesie, życiu rodzinnym. Triathlon przez Amerykę Południową  pokazał mi aby czegoś dokonać  trzeba mieć trzy   cechy, wytrwałość, entuzjazm i motywację. Misja się powiodła .

Każdy z Was drodzy przyjaciele  znajdzie swoje  Westerplatte.

Warto tego posłuchać i zrozumieć , musicie od siebie wymagać  to znaczy więcej być. dla innych.

Motywacja  Marcina: Jan Paweł II

https://www.youtube.com/watch?v=q2ZPCuMj4ik

zapraszamy  na strony

 

Więcej o wyprawie Energa Solo Amazon Expedition na stronach:
www.gienieczko.pl

www.soloamazon.info

https://www.facebook.com/SoloAmazonExpedition
https://twitter.com/MGienieczko

Obserwuj wyprawę krok po kroku: http://www.soloamazon.info/tracking

Aktualna pozycja Marcina: https://www.google.com/maps/d/edit?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ

Relacja TVN http://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/niezwykly-triathlon-marcina-gienieczko,574651.html

Zapraszamy na foto relację na facbooku :

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/photos/pcb.933231930081522/933231576748224/?type=1&theater

Dziękuję za wsparcie i życzliwość

Życzę Państwu siły i wytrwałości.

 


5 wrzesień 2015

Z ostatniej chwili
Marcin Gienieczko wczoraj po 14  godzinach  marszobiegu dotarł do miejsca gdzie Ocean Atlantycki wrzyna się w zatokę Baja de Marajo, zajęło to mu 14godzin,czterdzieści minut.Tym samym zakończył swoja odyseję po Ameryce Południowej, 700km na rowerze,5978km rzeka Amazonką i 80km marszobiegu do Oceanu Atlantyckiego. Był to jeden z najdłuższych triatlonów na świecie.Marcin zrealizował swój plan w 100%.
 

4 wrzesień 2015

Z ostatniej chwili

 

Marcin po pokonaniu 55 km jest bardzo wyczerpany. W Brazylii jest godzina 16.00, temperatura 35 stopni, ale podąża dalej w kierunku Oceanu.

 

Więcej o wyprawie Energa Solo Amazon Expedition na stronach:
www.gienieczko.pl

www.soloamazon.info

https://www.facebook.com/SoloAmazonExpedition
https://twitter.com/MGienieczko

Obserwuj wyprawę krok po kroku: http://www.soloamazon.info/tracking

Aktualna pozycja Marcina: https://www.google.com/maps/d/edit?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ


4 wrzesień 2015

Z ostatniej chwili

Marcin jest na półmetku, 40 km kolejne 42 przed nim. Temperatura 30 stopni, 90 % wilgotności.

Więcej o wyprawie Energa Solo Amazon Expedition na stronach:
www.gienieczko.pl

www.soloamazon.info

https://www.facebook.com/SoloAmazonExpedition
https://twitter.com/MGienieczko

Obserwuj wyprawę krok po kroku: http://www.soloamazon.info/tracking

Aktualna pozycja Marcina: https://www.google.com/maps/d/edit?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ


4 wrzesień 2015

Szanowni Państwo

Poniżej relacja Marcina z finału przepłynięcia Amazonki

Jak walczyłem z Amazonką???

Dopłynąłem do Belem. Stałem się 13 –tą osobą na świecie, która przepłynęła system rzeczny Amazonki i pierwszą osobą, która przepłynęła Amazonkę od San Francisco do  Belem w canoe, zajęło mi to 94 dni. To duże wyzwanie i wiele wyrzeczeń - od tych rodzinnych począwszy. Na 4 miesiące musiałem zostawić dwóch synków, 3-letniego Leona i 5-letniego Igora, jak i również dom, który trzeba wykończyć. Na szczęście żona w tej kwestii jest bardziej zaradna niż ja.

Przemierzenie Ameryki Południowej to wyzwanie logistyczne. Tak samo duże jak zdobycie Bieguna Południowego, bo w tej wyprawie od początku  rządzi logistyka. Począwszy od wysłania canoe po zdobycie góry źródłowej Amazonki Nevado Mismi. Proszę zobaczyć film z wyprawy do źródeł Amazonki. Tak się to zaczęło:

https://www.youtube.com/watch?v=mGw-Z1Vq4lc

Logistyka od początku do końca. Następnie przejazd rowerem przez Andy, wjazd na wysokość przełęczy 4700 metrów, później zjazd. Kolejny etap- rzeka Apurimac i miejscowość San Francisco, skąd  31 maja rozpocząłem swoje płynięcie i zakończyłem 1 września. Tak szybkie przepłynięcie Amazonki nie byłoby możliwe gdyby nie współpraca z Kacprem Jurak, który opracował mi specjalne mapy GPS oraz Adama Wasilewskiego, z którym przesiedzieliśmy kilkanaście TYGODNI   ażeby zrealizować projekt. To ciężkie wyzwanie również przygotowawcze.  Rok wcześniej przepłynąłem rzekę Rio Napo. Nie można wsiąść ot tak sobie w canoe  nie mając doświadczenia i przepłynąć Amazonkę. Ja brałem przykład i biorę od Piotra Chmielińskiego, który jako pierwszy przepłynął Amazonkę od źródeł. On, aby zmierzyć się z gigantem, pływał po rzekach Ameryki Południowej prawe 6 lat. Ja pływałem 7 lat, ale po rzekach Północy, a to kolosalna różnica, dlatego postanowiłem przepłynąć dopływ Amazonki Rio Napo. Chmieliński mnie zachęcał - popłyń Napo, a później wpłyń do Amazonki i płyń do Belem. Od razu odpowiedziałem, że mnie to nie interesuje. Każdy profesjonalny podróżnik  to ten, który ma cel jasny i sprecyzowany, wie czego chce od siebie i od przygody.  Mój cel był jeden – spłynąć od miejsca, w którym jest możliwe spłynięcie canoe. Zacząłem od Apurmiack  za pierwszymi progami wodnymi, które mogłyby wywrócić canoe. Rozpocząłem 31 maja, w czasie, w którym żadna  inna ekspedycja nie brała udziału. Dlaczego? Bo każda chciała przepłynąć rzekę górską - jedna Mantaro, inna Apurimac, obie ciężkie technicznie, choć Apurimac z tego co wiem bardziej wymagający. Piotr Chmieliński przepłynął tę rzekę w 1985 roku. Ale płynął w miesiącu najbezpiecznieszym dla kajaka(bo płynął pontonem i kajakiem górskim), w październiku tak samo inne ekspedycje po nim. Jako że moim celem był Triathlon, rozpocząłem w końcówce maja i to było niebezpieczne posunięcie. W październiku na rzece Ene leje i wiry wodne mają średnice 10 metrów -według opisów z „Nurtem Amazonki”. Wiadomo, że z Andów w maju spływa najwięcej wody i wiadomo, że Ene w tym czasie i Tambo nie jest nizinną rzeką, choć według opisów tak jest. W  maju i czerwcu  przypominają rzeki  górskie i posiadają olbrzymie wiry -  w październiku były o średnicy 10 metrów,  na początku czerwca miały 16 metrów i można byłoby spokojnie do środka schować dwa wiosła związane. Może to poświadczyć jeden z największych „napieraczy” Gadiel Sanchez Rivera, który na etapie San Francisco - Atalay towarzyszył  mi jako dziobowy w moim canoe - płynęliśmy razem rzeką Apurimac 60 km  cała Ene i Tambo. Na Tambo mieliśmy problemy - musieliśmy skorzystać z pomocy łodzi, która nas ściągnęła na linie do brzegu, ponieważ canoe wbiło sie tak w lej, że nabrało tyle wody, że mało co nie straciłem łodzi. Tak samo było na Ene,  lecz wtedy wyszliśmy cało bez pomocy. Leje były potężne, nigdy nie miałem doświadczeń z wirami, bardziej z bystrzami na rzece Athabasca, gdzie płynąłem solo systemem rzecznym Mckenzie w 2005 roku. Poniżej film

 https://www.youtube.com/watch?v=YKaS2UqsiFg

 

Rzeka Tambo próbowała nas  połknąć, ale od Pojeni rzeka stała się bardzo szybka, choć małe zafalowanie i mniej wirów. Dopłynęliśmy do Atalay. Od Atalay płynąłem juz sam w swoim canoe do Pucalpy. Gadiel Sanchez Rivera zamienił się w logistyka wyprawy, towarzyszył mi w poszczególnych punktach na rzece Ukajali. Spotykaliśmy się,  organizował noclegi, żywność, bezpieczne miejsca. Taką samą rolę spełniał w trakcie  wyprawy  z Ed Straffordem, kiedy od Satipo przeszedł wzdłuż  pieszo brzegów Amazonki. Ukajali to wolna rzeka, ale udało mi się ją przepłynąć w 19 dni. To bardzo szybko jak na wolną rzekę, która wije sie przez samo serce dżungli Ameryki Południowej..Po lewej i prawej stronie ściana lasu, gorąco, codziennie 40 stopni i  ja w tym canoe. Pakowanie zawsze było najcięższe, zalewałem się potem każdego dnia, piłem elektrolity, łykałem tabletki, witaminy i jadłem swoje kosmiczne  jedzenie jak spaghetti czy bigos w proszku itd. Parę razy wąż wkradł się do namiotu i miałem z tego powodu większe bóle brzucha niż kiedykolwiek. Trzeba było przygnieść wiosłem jego ogon, a drugim wiosłem głowę lub najlepiej maczetą odciąć głowę i ogon. To niebezpieczne zadanie, ale doskonałą lekcję przetrwania dał mi Gadiel Sanchez Rivera. Dzięki niemu udało mi sie przepłynąć Ukajali, która  naprawdę jest niebezpieczna, ludzie są mniej życzliwi, nie można sobie tak wsiąść w canoe lub kajak i popłynąć jak zrobili to kajakarze z Trójmiasta i zapłacili za to życiem. Trzeba mieć na rzece Ene, Tambo, Ukajali specjalne pozwolenia, pokazywać  je miejscowym ,,szeryfom: wodzom wiosek  itp. Tak było na Ene, kiedy miejscowi  oddali 2 ostrzegawcze strzały w górę, a jeden prosto wymierzony w nas, czyli we mnie i Gadiela. Kula  uderzyła w głaz kolo canoe. Wtedy wiedzieliśmy, że musimy się zatrzymać. Jak ciężki to  region można przeczytać w książce  „Wyprawa wzdłuż brzegów Amazonki”, w której to Ed Strafford Anglik opisywał ten region. Wielu myśli, że to regiony do podróżowania. Jeżeli tak, to dlaczego Explorer Website podaje że 12 osób tylko przemierzyło w kajaku Amazonkę-jedna z nich pieszo- to Ed Strafford. Żadna inna tego nie zrobiła. To samo mówi za siebie. Amazonka uczy determinacji i wytrwałości. Tak napisał Piotr Chmieliński i to jest prawda. Uczy zaradności, umiejętności przewidywania sytuacji i ciągłego napierania. Kiedy tych cech sie nie ma, nie przepłynie sie tak wielkiej rzeki. „Marcin, skup sie na najbliższych portach, celach”- zaznaczał w ciągłej korespondencji ze mną i moim zespołem Piotr Chmieliński. Czasy sie zmieniły, ale rzeka nie. Tak samo  nie zmienił sie Ocean Południowy –jest tak samo groźny. Trzeba myśleć, przewidywać- wtedy można  przeżyć. Czasami mówię innym: „ Wiesz, dlaczego ja istnieję?? bo próbuję przewidzieć wiele sytuacji naprzód .Tak trzeba robić w tak potężnym projekcie. Począwszy od płynięcia od Iquitos,  kiedy to rzeka Maranion z Ukajali sie łączą i powstaje Amazonka, od tego miejsca rzeka robi się wielka i szybka .Mogłem czasami płynąc po 100 km dziennie, dlatego, że czerwiec napędzał i dostarczał dużą ilość wód z Andów, rzeki wylewały, ale i pędziły,  nurt był szybki, czasami 14 km na godzinę. Aleksander Doba, który  próbował przepłynąć Amazonkę w 2011 roku napisał na blogu:  „Rzeka pędzi  jak w przełomie Dunajca”, a  jest to jedyna osoba, która może coś na ten temat powiedzieć, bo płynął Amazonką w ciężkim kajaku oceanicznym w czerwcu.  To co ja mam powiedzieć, kiedy płynąłem w  canoe, które samo waży 40 kg? Rzeka jeszcze szybsza stała sie od Tabatingi do Manaus,  tam pędziła 13 km na godzinę, choć najszybsza część była pod koniec czerwca przed granicą z Kolumbią- 18 km na godzinę z moim wiosłowaniem. Mój cel od Pucaly był jeden- przepłynąć tę część Amazonki w stylu sportowym czyli najszybszym. Od Iquitos zacząłem marzyc- przepłynąć Amazonkę w canoe  poniżej 100 dni. I ten plan sie udał- przepłynąłem Amazonkę  w 94 dni na canoe i jest to absolutny rekord świata w długodystansowym płynięciu na canoe. Nie można  oczywiście porównać canoe do kajaka morskiego, bo to tak jakby ktoś chciał porównać canoe  klasy WRC do F1. Tego nie można zrobić. Miałem różne myśli robiąc ten projekt. Na koncercie Roda Stewarta moja Ala zaczęła  płakać, bojąc się, ze coś mi się stanie, uspokajałem ją.  Jadąc na lotnisko tuż przed wylotem do Limy pyta sie mnie dlaczego teraz robię tak wielki projekt kiedy  mamy dzieci. Dopiero teraz mam tak dużą wiedzę i doświadczenie,  że mogę  go zrealizować-odpowiedziałem jadąc samochodem do Warszawy. Wcześniej przepłynąłem  rzekę Lenę, wiele rzek na Jukonie jako przewodnik miedzy innymi na canoe oraz sama rzekę Jukon, system rzeczny Mackenzie itp ale Amazonka to   wielka rzeka. Walka z nią nie ma sensu, trzeba ja pokochać i z nią żyć - inaczej się nie przepłynie, Myśleć nie o finale, ale o krótkich celach - to znaczy co będzie za 10 dni, nie za 2 miesiące. Inaczej bym zwariował. Dziennie wiosłowałem 11 godzin, więcej nie mogłem, bo szybko  robiło się ciemno, a  w ciemnościach nie chciałem płynąć, choć parę razy musiałem. Będąc na Amazonce za Manaus kolo Ichitary mało co nie zginąłem. Wpływając do portu nie zauważyłem dużej liny cumowniczej która była przycumowana do  boi. Lina dziobowa dużego masowca mało co mi nie odcięła głowy. Było to straszne, ale wówczas miałem sie spotkać z kapitanatem  miejscowego portu. Wiedzieli ze tutaj duże statki cumują i postanowił  przypłynąć na przywitanie. W samą porę przybył, bo szybki nurt właśnie znosił mnie na linę grubości ręki zawodnika MMA. Uratowali mi życie, wyciągnęli canoe 10 cm od liny, rzuciłem im wtedy linę cumowniczą dziobową.  Było to  moje duże szczęście i pomoc  boska. W ogóle otrzymałem dużo wsparcia od Boga, dlatego też  postanowiłem  ściągnąć canoe i je zlicytować dla Domu Dziecka w Trójmieście lub pozostawić  w Muzeum Morskim w Gdańsku. Firma Energa - mój główny sponsor postanowił mi pomóc i ściągnąć canoe. Za to  dziękuje – wierzę, że dotrzyma słowa tak jak ja dotrzymałem, że  przepłynę Amazonkę.

Wielkie problemy zaczęły sie od  Santarem, kiedy rzeka stała sie jeszcze bardziej wymagająca. Kiedy wpłynąłem na rzekę Para, mój dzienny dystans osiągał czasem 30 km, czasem 40 km dziennie. Wysokie burty canoe na tak dużych akwenach  są jak żagle- kręcą canoe. Na takich dużych akwenach canoe nie nadaje sie do płynięcia. Lecz walczyłem. W 2012 roku przepłynąłem z  Bornholmu do Darłowa w ciągu 28 godzin - non stop wiosłowania przez Bałtyk.  Płynąłem wtedy 5 km na godzinę,  udało się to zrobić dlatego, że miałem okienko pogodowe, czyli była flauta,  bezwietrznie bez  zafalowania.  Było to 28 godzin, ale nie można mieć takiego okienka przez 14 dni.  Fala oceaniczna z Atlantyku na Zatoce przed  Belem miała 2 metry wysokości. Płynąc przy brzegu fala przyboju wywróciła mnie, wszystko mokre i znowu przygotowania trzeba zrobić od nowa- wszystko wysuszyć,  sprawdzić canoe czy nie ma gdzieś przetarć itp. Była walka. Ale przed Belem  było już coraz trudniej, zaczęły sie  duże pływy, woda podnosi sie i opada  co 6 godzin i płynie raz w górę,  raz w dół rzeki.  W ciągu 6 godzin mogłem zrobić 45 km w jeżeli pływ był do Atlantyku. Piotr Chmieliński z Brewis do Belem przepłynął w 4 dni, zastanawiam sie jak to możliwe, ale kajak morski to F1, szybko sie przebija i płynie. „Skrosowali” zatokę odważnie, ja na canoe nie miałbym szans, więc musiałem płynąć w dół zatoki aby między wyspami robić trawers zatoki,  co było ciężkie i wymagające, ale juz na tym etapie miałem łódź asekuracyjną, którą  zagwarantował  mi rząd stanu Para - gubernator oraz  komendant bezpieczeństwa stanu Para dzięki staraniom Polskiej Ambasady. Piotr Chmieliński w 1986 roku kajakiem morskim z Manaus  do Belem przepłynął w 31 dni, ja w canoe w 36 dni.  Z Brewis do  Belem przepłynął w 4 dni, ja w 10 dni,  ale cały czas podkreślam - w canoe.  Uważam, że canoe daje lepsze możliwości ekspedycyjne, ale jest wolniejsze i ma większe opory, więc wpływ na wiatr i szybkość. Na rzekach szybkich może być równe z kajakiem, co potwierdza to  legendarny wyścig Yukon River Quest. Zawodnicy  w canoe kończą swój rejs około 4 godziny po najszybszych kajakach jedynkach, wiec nie jest źle, godna  rywalizacja.

Moja wyprawa miała charakter czysto sportowy .Jako, że mam dwóch synów,  moją motywacją było szybko wrócić do domu.  Ale też był to dla mnie ostatni dzwonek aby zrobić wyprawę sportową ponieważ wiem,  że  jestem dobry w pływaniu długodystansowym na canoe a lata płyną jak Amazonka.  Z tego powodu postanowiłem  właśnie to zrobić w stylu sportowym. Dopłynąłem do Belem 1 września 2015 roku o godzinie 15.26. .  

Tym samym kończę z pływaniem na canoe, ten etap mam juz za sobą.  Kiedyś popłynę z moimi chłopcami po Jukonie aż do Alaski. Teraz skupiam sie  na biegu. Już jutro, 4 września rozpoczynam swój najdłuższy bieg w życiu-  80 km w stronę Atlantyku aby zakończyć trawers Ameryki Południowej. To ciężkie wyzwanie- gorąco i wilgotno, ale wyzwania muszą być,  inaczej świat  stanąłby w miejscu. Trzeba napierać. Przepłynięcie Amazonki dedykuję mojemu najmłodszemu synkowi 3 letniemu Leonkowi, aby wiedział, że niemożliwe nie istnieje dopóki nie znajdziemy nowego rozwiązania.  Tego nauczyła mnie Amazonka- szukać rozwiązań i napierać. Do końca życia.

 

Więcej o wyprawie Energa Solo Amazon Expedition na stronach:
www.gienieczko.pl

www.soloamazon.info

https://www.facebook.com/SoloAmazonExpedition
https://twitter.com/MGienieczko

Obserwuj wyprawę krok po kroku: http://www.soloamazon.info/tracking

Aktualna pozycja Marcina: https://www.google.com/maps/d/edit?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ


1 wrzesien 2015

Marcin Gienieczko przepłynął Amazonkę

1 września 2015 r., po 94 dniach walki i pokonaniu 5978 km w canoe, Marcin Gienieczko dopływając do Belem zakończył najdłuższy etap wyprawy Energa Solo Amazon Expedition. Polski podróżnik rozpoczął zmagania z systemem rzecznym Amazonki 31 maja w miejscowości San Francisco. Jest to pierwszy w historii spływ canoe Amazonką. Cała wyprawa jest oficjalnie rejestrowana przez system - dwa satelitarne SPOT’y. Jeden nadaje pozycję co 10 minut, drugi dwa razy dziennie. Żadna wcześniejsza ekspedycja nie rejestrowała płynięcia takim systemem.

Zakończony przed chwilą spływ Gienieczko dedykuje zwłaszcza tym, którzy poddają pod wątpliwość jego wcześniejsze dokonania, m.in. spływ systemem rzecznym MacKenzie w Kanadzie wyróżniony na festiwalu „Kolosy” w Gdyni. Niejaki Marcin Karcz oszust z Vancouver, podający się jako bankier i pasjonat gór próbował wmówić kilku naiwnym podróżnikom ze Marcin Gienieczko nie przepłynął systemu rzecznego Mackenzie. „Przepływając Amazonkę nie liczyłem na aplauz, ale na sprawiedliwość, życzliwości i wsparcie drugiego człowieka. To właśnie otrzymałem w Peru i Brazylii. Wyprawa zakończyła się sukcesem dzięki wsparciu Gadiela Sanchez Riviery oraz  mojemu samozaparciu.” – podsumowuje podróżnik.

Teraz polskiego podróżnika czeka ostatni etap trawersu o własnych siłach Ameryki Południowej, 7000 km od zachodniego do wschodniego wybrzeża – bieg z Belem nad brzeg Oceanu Atlantyckiego, z przyznaną przez Polski Komitet Olimpijski polską flagą olimpijską. „To duże wyróżnienie, bo jak wcześniej mówiłem wyprawa ma charakter sportowy, a nie eksploracyjny, a w sporcie liczy się szybkość” – dodaje Gienieczko.

-------

Podróżnik Marcin Gienieczko dzięki wyprawie Energa Solo Amazon Expedition chce zebrać pieniądze dla dzieci z Pomorskiego Hospicjum dla Dzieci. „Kochani wspierajcie dzieci, każdy z was może to zrobić. Nie lekceważcie ludzi w potrzebie, zwłaszcza dzieci. Wystarczy wpłacić 30-40 zł.” – zachęca podróżnik. Każdy zainteresowany może wpłacić pieniądze za każdy pokonany przez Gienieczkę 1 km. Więcej szczegółów na stronie: http://www.soloamazon.info/tracking/

Postępy Marcina Gienieczko krok po kroku będzie można śledzić w Internecie, na podstawie zapisów GPS, relacji na blogu i na fanpage’u na Facebooku oraz cosobotnich transmisji w Radiu Kolor i w programie TVN24 Wstajesz i Weekend.

 

Więcej o wyprawie Energa Solo Amazon Expedition na stronach:
www.gienieczko.pl

www.soloamazon.info

https://www.facebook.com/SoloAmazonExpedition
https://twitter.com/MGienieczko

Obserwuj wyprawę krok po kroku: http://www.soloamazon.info/tracking

Aktualna pozycja Marcina: https://www.google.com/maps/d/edit?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ

Martin swam the Amazon Gienieczko
1 September 2015. After 94 days of fighting and defeating 5978 km in a canoe, Martin Gienieczko reached its Belem ended the longest stage of the expedition Energa Solo Amazon Expedition. Polish traveler began to struggle with the Amazon river system on 31 May in San Francisco. This is the first in the history of canoe rafting the Amazon. The whole trip is officially recorded by the system - two satellite SPOT'y. One suitable position every 10 minutes, another two times a day. No previous expedition flow did not register such a system.
Completed just rafting Gienieczko dedicated especially to those who put into question his previous performance, including MacKenzie rafting river system in Canada awarded at the "Colossus" in Gdynia. A man named Martin Karcz crook from Vancouver, posing as a banker and enthusiast of the mountains trying to convince some gullible travelers with Martin Gienieczko not crossed the Mackenzie river system. "Flowing Amazon did not count on applause, but in fairness, kindness and support of others. It was received in Peru and Brazil. The expedition was a success thanks to the support Gadiel Sanchez Rivera, and my self-denial. "- Sums up the traveler.
Now the Polish traveler waiting for the final stage of the beam on its own merits South America, 7000 km from the west to the east coast - run from Belem to the shores of the Atlantic Ocean, the Polish awarded by the Polish Olympic Committee, the Olympic flag. "It is a great honor, because as I said before the expedition is a sport, not exploration, and sports speed counts" - adds Gienieczko.
-------
Marcin traveler Gienieczko Energa Solo expedition through the Amazon Expedition wants to collect money for children from the Pomeranian Hospice for Children. "Dear support for children, each of you can do it. Do not underestimate the people in need, especially children. Just pay 30-40 zł. "- Encouraged traveler. Anyone interested can pay money for each defeated by Gienieczkę 1 km away. For more details go to: http://www.soloamazon.info/tracking/
Martin Gienieczko progress step by step can be followed on the Internet, based on records GPS relations on the blog and on fanpage on Facebook and cosobotnich broadcast on Radio Color and TVN24 get up and Weekend.

More about the expedition Energa Solo Expedition Amazon page:
www.gienieczko.pl
www.soloamazon.info
https://www.facebook.com/SoloAmazonExpedition
https://twitter.com/MGienieczko
Follow the expedition step by step: http://www.soloamazon.info/tracking
Martin Current position: https://www.google.com/maps/d/edit?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ

 


1 wrzesień 2015

Z ostatniej chwili

Marcin zmaga się z silnymi prądami od Atlantyku, zmierza ku Belem.

 

Breaking news

Martin is struggling with strong currents of the Atlantic, is heading towards Belem.

 

Więcej o wyprawie Energa Solo Amazon Expedition na stronach:
www.gienieczko.pl

www.soloamazon.info

https://www.facebook.com/SoloAmazonExpedition
https://twitter.com/MGienieczko

Obserwuj wyprawę krok po kroku: http://www.soloamazon.info/tracking

Aktualna pozycja Marcina: https://www.google.com/maps/d/edit?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ


31 sierpień 2015

Z ostatniej chwili

Wczoraj podczas płynięcia przez zatokę Baia do Capim naprzeciwko Vila Itupanenla miałem wywrotkę. Canoe zostało uratowane dzięki piance poliuretanowej  która była zastosowana na dziobie i rufie canoe. Łódź która miała mnie ubezpieczać została wyrzucona na mieliznę i nie mogli mi pomóc, znajdowałem się około 8km od brzegu i nie mogłem szybko płynąć bo była fala od brzegu i spychało mnie w głąb zatoki, fale były do 2 metrów bardzo groźne. Aktualnie znajduje się w kanale Furo do Arrozal i płynę do Belem, płynięcie z Breves do Belem jest zdecydowanie trudniejsze niż Amazonką, zwłaszcza kiedy się płynie w canoe.

Z delty Amazonki

Marcin

 

Breaking news

Yesterday, during the passage through the bay Baia do Capim front of Vila Itupanenla I was tipping. Canoe was saved thanks to the polyurethane foam that was used in the bow and stern of the canoe. Boat which took me to cover was thrown aground and could not help me, I found myself about 8km from the shore and could not swim fast because there was a wave from the shore and plunging me into the bay, the waves were up to 2 meters very dangerous. We're located in the channel Furo to Arrozal and swim to Belem flow of Breves to Belem is definitely more difficult than the Amazon, especially when it floats in a canoe. With the delta of the Amazon
Marcin

 

 

Więcej o wyprawie Energa Solo Amazon Expedition na stronach:
www.gienieczko.pl

www.soloamazon.info

https://www.facebook.com/SoloAmazonExpedition
https://twitter.com/MGienieczko

Obserwuj wyprawę krok po kroku: http://www.soloamazon.info/tracking

Aktualna pozycja Marcina: https://www.google.com/maps/d/edit?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ


29 sierpień 2015

Z ostatniej chwili

 

Marcin Gienieczko przepłynął rzekę Rio Tocantins, podczas crossowania pokonał ponad 30km. Musiał się cofnąć w gore rzeki aby bezpiecznie wykonać przepłynięcie rzeki, płynął z szybkością 6-8km/godz. Chodzi o to aby dopłynąć do Belem na 1.09.15r. Byłby to absolutny rekord świata przepłynięcia na canoe po rzece Amazonce. Największa stacja brazylijska Globo-Sport zaprosiła Marcina Gienieczko do programu w Rio de Janerio 31.08.15r. Marcin spotyka się z Marcinem Osmanem fotografem który jest autorem okładki książki Marcina Gienieczko "Kierunek Północ". Do Belem pozostało około 140km!!!!

Z delty Amazonki Marcin

 

Breaking news

Gienieczko Martin swam the Rio Tocantins, while crossowania defeated more than 30km. He had to go back upstream to safely perform the passage of the river, flowing at a speed of 6-8km / h. The idea is to sail to Belem on 1.09.15r. It would be a world record for a canoe to cross the river Amazon. The largest Brazilian station Globo-Sport invited Martin Gienieczko program in Rio de Janeiro 31.08.15r. Martin meets with Martin Osman photographer who is author of the book cover Martin Gienieczko "Direction North". To Belem left about 140 km !!!!
With the delta of the Amazon Marcin

 

 

Więcej o wyprawie Energa Solo Amazon Expedition na stronach:
www.gienieczko.pl

www.soloamazon.info

https://www.facebook.com/SoloAmazonExpedition
https://twitter.com/MGienieczko

Obserwuj wyprawę krok po kroku: http://www.soloamazon.info/tracking

Aktualna pozycja Marcina: https://www.google.com/maps/d/edit?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ


28 sierpień 2015

Z ostatniej chwili

 

Marcin Gienieczko  obecnie płynie do m.Limoejoro do  Ajuru. Praktycznie cały czas ma wiatr od Atlantyku, czasami canoe płynie w górę rzeki z prędkością  około 4km/godz a czasami jak wiatr się zmienia do płynie w przeciwnym kierunku 5-7km/godz. Trzeba się  wstrzelić w czas kiedy nie ma przypływu wtedy można względnie płynąć. Za Limoejoro do Ajuru Marcin będzie miał zamiar crossować rzekę Tocanitins, w tym miejscu ma szerokość około 17km.Do Belem około 190km

Z Amazonki

Marcin

Breaking news

Martin Gienieczko currently flows to m.Limoejoro to Ajuru. Practically all the time is the wind from the Atlantic, sometimes canoe up the river flows at about 4km / h and sometimes as the wind changes to flows in the opposite direction 5-7km / h.

You have to fire the at a time when the tide is out then you can relatively sail.

For Limoejoro to Ajuru Martin will be going cross river Tocanitins, this place has a width of about 17km.Do Belem about 190km

With Amazon

Marcin

 

Więcej o wyprawie Energa Solo Amazon Expedition na stronach:
www.gienieczko.pl

www.soloamazon.info

https://www.facebook.com/SoloAmazonExpedition
https://twitter.com/MGienieczko

Obserwuj wyprawę krok po kroku: http://www.soloamazon.info/tracking

Aktualna pozycja Marcina: https://www.google.com/maps/d/edit?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ


27 sierpień 2015

Z ostatniej chwili

 

Marcin Gienieczko powoli zbliża się  do Atlantyku, to już jest końcowy etap spływu Amazonką to Belem. Spływ spowalniają, pływy coraz bardziej odczuwalne. Rząd Brazylii postanowił wesprzeć projekt finansowo w kwocie 15tys.dolarów. Od miejscowości Curralinho będę miał eskortę łodzi która będzie ochraniać i monitorować spływ aż do Belem. Należy zaznaczyć że  10 lat temu Marcin spłynął cały system rzeczny Mackenzie! http://www.gienieczko.pl/poprzednie/?id=21 W tym miejscu pragnie podziękować dla Ambasadora Polski w Brazylii Andrzeja Braitera za wszelką pomoc przy tym projekcie. https://www.youtube.com/watch?v=YKaS2UqsiFg

Specjalne podziękowania kieruje do Adama Wasilewskiego kartografa projektu który jest najbardziej wiarygodnym taktykiem i prognostykiem w tym projekcie, dziękuję Ci Adam!!

Do Belem pozostało tylko 240km.

Z Amazonki

Marcin

 

Breaking news

Martin Gienieczko slowly coming to the Atlantic, this is already the final stage of rafting the Amazon is of Belem. Rafting slow down, tides continue to worsen. The Brazilian government decided to support the project financially in the amount 15tys. dollars. From the village of Curralinho I have escort boats that will protect and monitor the flow until Belem. It should be noted that 10 years ago, Marcin run down the Mackenzie River system! http://www.gienieczko.pl/poprzednie/?id=21 At this point, I would like to thank the Polish Ambassador in Brazil Andrew Braitera for any help on this project.
Special thanks go to Adam Wasilewski cartographer of the project which is the most reliable predictor of tactician and in this project, I thank you Adam !!
To Belem were only 240km.
With Amazon
Marcin

 

Więcej o wyprawie Energa Solo Amazon Expedition na stronach:
www.gienieczko.pl

www.soloamazon.info

https://www.facebook.com/SoloAmazonExpedition
https://twitter.com/MGienieczko

Obserwuj wyprawę krok po kroku: http://www.soloamazon.info/tracking

Aktualna pozycja Marcina: https://www.google.com/maps/d/edit?mid=zehJnKdPpP7g.k5tzhUG0k2tQ


24 sierpień 2015

Z ostatniej chwili
Marcin Gienieczko  przypłynął do Bagre,spotkanie z mieszkańcami tej osady było spontaniczne gdy dowiedzieli się skąd Marcin płynie. Ugoszczono go odpowiednio że przysnął na dopływie, trochę go potem zniosło.Dziś rusza dalej do osady Tere  i pózniej będzie miał jeszcze